Karygodne zachowanie wędkarza

/ 8 komentarzy

W dniu dzisiejszym w południe wybraliśmy się z kolegą nad piękne Jezioro Kamień, żeby poszukać późnojesiennych szczupaków. Nie odstraszyła nas niska temperatura ani porywisty wiatr, który utrudniał celne i ładne rzuty. Było ściąganie przynęty z gałęzi, było ratowanie jej z pożółkłej trzciny... Pomimo braku brań dopisywały nam jednak humory. Kolega testował nowe przynęty, a ja swój nowy zestaw Robinsona. Chciałem go w końcu ochrzcić, ale ryby nie współpracowały.
Na drugim brzegu był jeszcze jeden wędkarz, który jak ja miał spodniobuty i brodził w wodzie. Szedł w naszym kierunku, a my powoli zmierzaliśmy ku niemu i było oczywiste, że w końcu się spotkamy. Zanim jednak do tego doszło, dołączył do niego kolejny i przez jakiś czas wędkowali w swoim towarzystwie. Stałem w wodzie niedaleko nich (ale na tyle blisko, że byłem w stanie dojrzeć, jakiego koloru przynęt używają) i w pewnym momencie zauważyłem, że jeden ma branie. Po chwili pewnymi ruchami holował do brzegu szczupaka.
Podszedłem do kolegi, którzy rzucał z pomostu i podzieliłem się swoimi spostrzeżeniami. On również widział całą akcję, a nawet słyszał że to szczupak, bo głos niósł się po wodzie. Zażartowałem wtedy, że pewnie już zapakowany do plecaka, ale prawda okazała się jeszcze gorsza...
Zanim doszło do spotkania, jeden z wędkarzy wyszedł z wody i po chwili zniknął mi z oczu. Z drugim, tym który miał branie, przywitałem się i zapytałem jak wyniki. Niczego jednak nie usłyszałem w odpowiedzi. Powiedziałem wtedy żartobliwie coś w stylu: widziałem, że było ciągnięte. Typ burknął coś, co zabrzmiało jak: Mały! Wzruszyliśmy ramionami i poszliśmy kawałek dalej, po drodze komentując jego dosyć chamskie zachowanie. Po chwili i on zaczął przesuwać się w kierunku, z którego przyszliśmy.
Nie za długo mogłem ustać w jednym miejscu, więc sprawnie typowałem i zmieniałem kolejne miejscówki. Kolega był w gorszej sytuacji, ponieważ dysponował jedynie kaloszami i stąd musiał liczyć na pomosty bądź płycizny. Czasami znikaliśmy sobie z oczu za zaroślami, ale potem zawsze wracaliśmy po siebie...
W pewnej chwili zaniepokoiłem się, że został w tyle i że coś mogło się stać. Cofnąłem się i zastałem kolegę podczas reanimowania szczupaczka. Pomyślałem, że miał w końcu upragnione branie, ale wyjaśnił mi, że znalazł go... w krzakach na brzegu! Szybko zrozumiałem, że szczupak został porzucony tam celowo, bo niby jak inaczej mógł się tam znaleźć? Oddychał jeszcze, ale spędził na brzegu dobre pół godziny, jak nie więcej (tak wynikało z naszych obliczeń). Wszystko wskazywało na gburowatego wędkarza, który zresztą gdzieś zniknął. Facet musiał się wystraszyć, kiedy zobaczył, jak idziemy w jego kierunku. Ten drugi też nie był lepszy, skoro pewnie nawet nie zwrócił mu uwagi i odszedł. Była szansa że szczupak przeżyje, więc postanowiliśmy zostawić go takiego otumanionego na płyciźnie. Chciałem przedzwonić na Straż Rybacką, ale Bóg raczy wiedzieć kiedy i czy w ogóle by dojechali. Facet uciekł, a jeszcze chwila i zaczęło się ściemniać. Poza tym nie złapaliśmy go na gorącym uczynku, więc słabo to wszystko wyglądało.
Zmieniliśmy miejsca i rzucaliśmy jeszcze, ale ja miałem już zepsuty nastrój, bo wciąż myślałem o tym szczupaczku. Cieszyłbym się jak dziecko nawet z takiego pistoleta na haku, a tu takie coś... I wiecie, co się stało? Gość nagle wyszedł z zarośli za moimi plecami, a kiedy się instynktownie odwróciłem, zapytał jak gdyby nigdy nic przyjacielskim tonem: Coś było? No szlag mnie trafił! Jego szczęście, że stałem w wodzie po pas...
Nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów, które mogłyby dostatecznie obelżywie określić jego postępowanie, że pozwolę sobie na parafrazę tych genialnych słów z równie genialnego filmu rodzimej produkcji. To po to, żeby oszczędzić wam i sobie inwektyw, które mi się cisną na usta przez cały czas, gdy piszę ten tekst i którym dałem swobodny upust w drodze powrotnej do domu...
Można wiele złego powiedzieć na temat PZW, ale to my sami, wędkarze, również robimy sobie pod górkę takim bezmyślnym, a może zamierzonym i wyrachowanym wręcz, zachowaniem.
Na koniec przytoczę historię, która zasłyszałem miesiąc temu od wędkarza nad innym jeziorem. Facet kiedyś robił kontrole i opowiedział mi, a ja po dzisiejszym zdarzeniu koledze, że trafili w kwietniu (!) dziada ze spinningiem i 17 sztukami szczupaka pomiędzy 25 a 35 cm w siatce. Wiecie jakie było jego tłumaczenie? Że takie młodziutkie szczupaczki są najlepsze z grilla! Zabić to mało...
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam serdecznie wszystkich myślących wędkarzy! 

 


5
Oceń
(10 głosów)

 

Karygodne zachowanie wędkarza - opinie i komentarze

amur tvamur tv
0
Ale też trzeba być dobrej myśli kiedyś możliwe że będzie znacznie lepiej (2020-12-07 17:06)
Romuald55Romuald55
+3
Cham żywemu nie przepuści....... (2020-12-07 18:12)
JulianJulian
+4
Co na haku to w plecaku . Jedną Ci dobrą radę dam . Jak spotkasz się nad wodą z takimi typami lepiej nie zwracaj uwagi - nie ma sensu a narazisz siebie i samochód . Znajomemu koła przebili . Wiem że zaraz spadną tu na mnie gromy i słowa krytyki ale to jest moje doświadczenie życiowe z wielu,wielu lat spędzonych nad wodą .Nigdy nie wiadomo kogo nad Nią spotkasz. Pozdrawiam Ps. I nie nazywaj ich wędkarzami . (2020-12-07 22:04)
arasshaterarasshater
+3
Masz dużo racji Julianie w tym, co piszesz. Wystarczy że to miejsowy, który skrzyknie paru kolegów i może wywiązać się zadyma... No ale czasami człowiek nie wytrzymuje widząc takie bezsensowne barbarzyństwo (jakby w ogóle mogło być sensowne). W Gdańsku mamy od jakiegoś czasu plagę Ukraińców nad jeziorami i zbiornikami retencyjnymi. Nic do nich nie mam jako ludzi, w Sopocie też wielu mieszka w moim sąsiedztwie i są ok. Może za wyjątkiem tego, że drogówka w każdy niemal weekend zatrzymuje jakiegoś, który nie posiada prawa jazdy, za to posiada w organizmie 2 promile. No ale nad wodą sytuacja ma się już zupełnie inaczej... Ukraincy mają gdzieś nasze prawo PZW i morskie i ładują do siat wszystko jak leci, czy ma wymiar czy nie. Nawet 10-centymentrowym płotkom nie przepuszczą. A przecież na podstawie paszportu mogą wykupić zezwolenie, mogą również zapoznać się z naszym prawem. No ale po co? Nad pobliskim jeziorem, tym od grillowanych szczupaczków, od jakiegoś czasu nie ma żadnych kontroli i wędkarze muszą sami przeganiać Ukraińców. Jeszcze do niedawna chociaż miejsowa Straż Miejska interesowała się tym problemem, teraz jednak nie widuję patroli. Za to przemierzając brzeg często gęsto widzę typków, którzy w adidaskach stoją na kamieniu lub oponie wrzuconej do wody i krótkimi kijkami miotają wielkie gumy. Od razu wiem, z kim mam do czynienia i wiem też, że każdy pistolet czy glut wyląduje na patelni. Szczęściem jestem dosyć postawny i prezentuję się profesjonalnie (jak to kiedyś stwierdził patrol policji wodnej na Martwej Wiśle), więc typy na mój widok bez słowa się zawijają. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że to nie jest żadne rozwiązanie sprawy, ale zawsze jakoś lżej mi się robi na duszy... (2020-12-08 10:10)
JulianJulian
+1
To co napisałeś w całej okazałości jest prawdą i tylko potwierdza moją tezę .Tak jak w przypadku Polaków możemy mieć do czynienia ze zwykłymi żulikami to już w momencie spotkania ,,gości " z za Buga można mieć do czynienia z bandytyzmem . Kiedyś każde wakacje( Autostop) na polu namiotowym w Gdyni Orłowie kończyliśmy ale to było prawie pół wieku temu. Pozdrowienia dla wędkarzy z Trójmiasta . (2020-12-08 12:30)
kabankaban
+3
I tu znowu można by wrócić do znikomych kontroli i braku dotkliwych kar dla kłusowników i mięsiarzy ale ten temat wałkowany był już dziesiątki razy. (2020-12-08 14:08)
ryukon1975ryukon1975
+1
"Karygodne" jest tylko jeden mały skopuł. W Polsce za takie rzeczy się nie karze, a jak nawet ktoś ma pecha i stanie przed sądem to kara jest wręcz symboliczna. Tu tworzy sie pozorowane egzaminy, szkolenia itp. tylko że to wszystko tylko pozory. Fakty zaś jakie są większość wie. (2020-12-09 16:36)
januszsumjanuszsum
0
ssczupak to nie je ryba sum to je król polskich wód (2020-12-18 21:44)

skomentuj ten artykuł