Łowiska zachodniopomorskie cz.21. Kilka okoni z lodu.



„Kilka” okoni z lodu.
 
 Naszym ulubionym łowiskiem podlodowych okoni były obszary „Wyspy” na Jeziorze Rosnowskim. Kochaliśmy ten pierwszy lód na Rosnowskim. Połowy trwały około 2-3 tygodni. Wraz z coraz grubszym lodem okonie brały wiele rzadziej. Po tym czasie przenosiliśmy się na połowy okoni na jeziora koło Białego Boru.
         Co było fajne przy tych połowach? No wiele różnych czynników, ale dwa z nich były najważniejsze. Pierwszy to jakość połowów. Okonie z Rosnowskiego są piękne, dość krótkie, lecz bardzo grube. Nie ma porównania do okoni z Jeziora Bobieńcińskiego. Tam wyścigowce mają po 45 cm , a nie osiągają 80 dkg. Takie same na Rosnowskim miały by chyba ze dwa kilogramy.
Druga bardzo przyjemna rzecz to sposób połowu. Przez ten pierwszy okres biorą one bardzo zdecydowanie na błystkę podlodową. Żadnego dokarmiania, mormyszek ciągłego proszenia i prowokowania na przynęty wielkości łebka od szpilki.
         Pewnego dnia na początku nowego tysiąclecia, mógł to być rok 2002/3 przyjechaliśmy na łowisko ok. 7.40. Było dość pochmurno, temperatura ok. – 2 stopnie, bez wiatru – pogoda marzenie. Łowienie zaczynamy od wąskiego przesmyku między lądem a wyspą. Wiercę pierwszą dziurę w grubym 20 cm. lodzie. Po kilku chwilach nie mam nic. Odchodzę od otworu dość szybko by wywiercić dwie dziury dla ciebie i mamy. Niestety nic nie bierze. Po kolejnych minutach machania podlodówką, przenosimy się o kilkanaście metrów dalej. Wiercę otwory, ale nic nie bierze. Myślę sobie – to dziś nie połowimy. W międzyczasie zmienia się pogoda. Jest gdzieś o dwa-trzy stopnie cieplej, zaczyna padać drobny suchy śnieg. Nad kolejną dziurą już lekko przysypiam nie jestem uważny. Dla rozgrzewki wiercę kolejną dziurę. To dobre miejsce, pamiętam z poprzednich lat pod wodą znajduje się zatopione drzewo. Zaraz po wpuszczeniu błystki pod lód czuję słodki ciężar pulsującej ryby. Wyciągam ją szybkim  ruchem, wszak jest tu tylko 1.2 m. Krzyczę do ciebie słynne. Jest! Okoń około 40 deko trzepocze się na lodzie. Wrzucam błystkę i ponowne branie. Mam go bardzo podobny. W tej dziurze łowię jeszcze 16 okoni od 20 do 35 cm. Po jakimś czasie brania ustają. Kręcę następne otwory. Nie trafiam już takiego obfitego matecznika, ale w każdej dziurze łowię od 1 do 8-9 okoni. Ojciec chodzi po moich otworach, ale łowi średnio po jednym okoniu na pięć sześć dziur. Mama jeszcze gorzej. Jednak zasada nowa dziura nowa ryba się sprawdza. Po jakimś czasie spotykamy Mirka. Mówi – Co tam macie pokażcie? Pokazuję mu okonie w torbie. Brzydko zaklął i już rzuca się do łowienia. Odchodzimy o kilkanaście metrów dalej. W innych otworach też bierze. Zebrały się tu chyba okonie z całego jeziora. Po trzech godzinach niestety łowienie dobiega końca, muszę jechać na 13 do pracy. Jestem troszkę zły, jak bierze to trzeba jechać. Jednak wygrywa zdrowy rozsądek. Przecież i tak się nałowiłem, niech zostaną na następne lata. Ale kiedy trafię jeszcze taki dzień. Większość okoni wypuszczam. Obliczyłem, że złowiłem dziś 182 okonie od 25 do 80 dkg. Ojciec złowił 26, a mama 7. Wszyscy są szczęśliwi. To był dzień, dla takich dni my wędkarze ryzykujemy wchodzenie na lód. Dla nas warto! Tak to złowiłem te „kilka okoni” , niech inni też doświadczą tego spektaklu. Tego wam życzę.  
 
 

 


3.4
Oceń
(5 głosów)

 

Łowiska zachodniopomorskie cz.21. Kilka okoni z lodu. - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł