KLENIOWE MANEWRY

/ 10 zdjęć


ZAMIARY I ICH REALIZACJA
ÂÂÂÂÂÂÂÂÂÂÂÂÂÂÂ Dnia 30.09.2018 r. odbyliśmy na naszej ukochanej rzece Muchowe Zakończenie Sezonu 2018.Termin zawodów znany był od roku, pogoda od dwóch dni, a konkretne miejsce łowienia od dzisiejszego ranka. Zezwolenie obejmowało długi odcinek rzeki, ale o konkretach decydowała frekwencja. A ta nie powalała. Zapowiadało się ośmiu puszkarzy, lecz w ostatniej chwili dwóch wyliniowało się na spinningistów, a kolejnych dwóch pochłonęły imprezy rodzinne i towarzyskie. Do rywalizacji stanęło czterech, w tym dwóch świeżych adeptów pierwszej ligi puszkarskiej, muchowy mistrz koła i miłośnik ligi okręgowej. Wypadło mi łowić powyżej miejsca parkowania. Obejrzałem wodę i myślę. Pstrąg pod ochrona, lipień na tak wolnej wodzie nie występował, zatem trzeba szukać klenia, bo tu może się trafić duży. Obłowienie pierwszej rynny nie dodawało optymizmu, ale też go nie odbierało. Złowiłem nie punktujące kleniki na 20,24 i 20 cm. Zszedłem do kolejnej rynienki, tym razem z mocno wolnym nurtem. Nie wykluczałem lipienia, bowiem na tej wodzie pierwszy raz w życiu gościłem i dlatego operowałem nimfami kleniową i lipieniową. Na początku rynny miałem skubnięcie, potem odpuszczenie i znowu dziwne skubnięcie. Zaciąłem, lecz było za późno, ryba zeszła z wędki. Wtedy zrozumiałem, że nie było odpuszczenia, ja cały czas miałem rybę na wędce, ale o tym nie wiedziałem. Postanowiłem być bardziej uważnym. Dwa razy nie wchodzi się do tej samej wody, dlatego zszedłem pięć kroków niżej. Rzuciłem nimfami przed siebie i poczułem na lince branie. Po profesorsku zaciąłem i delikatnie wyholowałem klenia na 32,5 cm. To już było kawałek wyniku. Po 15 minutach zacząłem od tego samego miejsca, ale bez efektu. Znowu zszedłem do rynienki pomiędzy dwoma krzakami. Od razu pomyślałem, że krótkie muchówki są na takie miejsca. Za drugim rzutem linka mi się wyprostowała i natychmiast nabrałem podejrzeń. Zacięcie i jest, po chwili wyholowałem klenia na 31,1 cm. W obu przypadkach złowiłem na tę samą prowadzącą. Ponownie sprawdzam szczęśliwe miejsce. Odliczam dziesięć rzutów i schodzę niżej. Kleniowa woda gwałtownie mi się kończy. Została tylko rynienka około 3 metrów długości. Potem tylko szeroka płań z woda do kostki.
Obławiam tę rynienkę z wielkim wyczekiwaniem i bach, poczułem silne szarpnięcie. Hamując emocje holowałem dłużej niż poprzednie, bo i ciężar czułem konkretny, a przypon miał tę co poprzednio grubość 0,13 mm. Widziałem dużą kluskę, która okazała się kleniem na 39 cm. Rybę okazałem El Comendante i wróciłem do tego dołka. Zostało 15 minut do końca zawodów i wielka ochota na kolejną rybę. A w wodzie pusto. Nerwowo biegnę w górę. Jeszcze raz chcę cicho podejść do „mojej” rynny. Zarzucam, czuję wielkie szarpnięcie i niepokojący luz. Zarzucam ponownie i … coś jest za lekko. Sprawdzam i stwierdzam brak prowadzącej. Chyba szczupak obciął nimfę. Zegarek pokazuje koniec zawodów. Nie opłacało się wiązać kolejnej, chociaż ochota na spotkanie z bestyjką była ogromna. Wróciłem do bazy jako lekko pokonany. Tu okazało się, że moje klenie wystarczą do pierwszego miejsca. Zapomniałem o porażce na finiszu. To był tylko przemijający epizod. Miałem złoty medal. Drugie miejsce zajął i srebrny medal zdobył Piotr Buda, a trzeci był Bogusław Kowalski. Kolejny Jerzy Windak także szczycił się złowieniem ryb. Każdy był zadowolony, zwłaszcza w zajeździe Szałas, gdzie zjedliśmy obiad.
ÂÂÂÂÂÂÂÂÂÂÂÂÂÂÂ Na łowisko jechaliśmy momentami w gęstej mgle, ale łowiliśmy w słońcu i bez wiatru. Piękny dzień i dlatego koledzy po obiedzie wrócili nad wodę, żeby doskonalić swą sztukę łowienia.
Â

 


4.8
Oceń
(4 głosów)

 

KLENIOWE MANEWRY - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł