Kolasowanie


Przede wszystkim zwracam się do tych, którzy na naszej imprezie nie łowili. Przez CB - radio mówili, że Kolasa kazał zaorać pole, ale boczkiem dojechaliśmy na stałe miejsce.Wiem, że interesują Was tylko wyniki, bo wszystko inne znacie z poprzednich pobytów. Dlatego pomijam zagadnienia klimatyczne, że było mokro, zimno, że wiało i padało i że czasami padało mniej, wiatr gasł i robiło się jaśniej. Łowione było delikatnie. Żyłka główna 0,12, przypon 0,10, spławik o wyporności 0,8 g, pinkusie i haczyczek ledwie, ledwie widoczny pod dużym palcem. Dominowały baty, ale meldowały się także laski. Od początku łowienia baty miały przewagę. Po mojej prawej Prezes Koła Nr 16 PZW Nowy Targ co chwilę sięgał po podbierak i śpiewał teksty o holowanych rybkach. Mój sąsiad po lewej - cała 1/3 komisji rewizyjnej Koła GKO, z mniejszą częstotliwością, ale systematycznie także holował. Przez Seba Radio dowiedziałem się, że po mojej prawej, na kończącym sektor stanowisku jest już w siatce 6 dużych leszczy. I wtedy zadałem sobie pytanie, a Ty biedaku co masz po upływie trzech połówek godziny? Chcąc sobie odpowiedzieć zgodnie z prawdą wyciągnąłem z wody zestaw, a wraz z nim jazgarza, 3,6 cm długości. Fantastycznie, ale tak dalej się nie da. Skróciłem laskę o trzy elementy, żeby ręka odpoczęła. Sypnąłem orzechami zanęty z rozrzutem jak lotnisko, założyłem świeże, czerwone pinkusie i z nową nadzieją zacząłem łowić. Okazało się, że wypaliło. Wyholowałem leszczyka, płotkę, wzdręgę, znowu leszczyka i dwa krąpie , i wtedy swoją osobą zwróciłem uwagę obserwatorów. Mój kolejny leszcz dla mnie był rybką, a dla n ich rekordową rybą. Już wyrywali się z gratulacjami, ale wybroniłem się tym, że jestem zajęty. Ostatecznie moja ryba była druga co do wielkości, bowiem większą, o masie ponad 0,7 kg złowił kol. Jan Moszkowski. Ja - brań miałem co najmniej trzy razy więcej niż złowionych ryb. Nawet nie denerwowały mnie te puste zacięcia, bo wiedziałem dlaczego tak jest. Przyczyny obiektywne. Były też liczne, klasyczne brania, z całkowitym zatopieniem spławika i potem hole wzbudzające emocje, bo ryby jak masywne torpedy wędrowały przy dnie do samego brzegu, gdzie następowało "pyk" i po rybie. W tych momentach to byłem zły na siebie i tak sobie myślałem, że gdyby na moim miejscu był Marek Kolasa, to on wyholowałby te ryby. Na okoliczność, że holowałem i urywałem mam świadka w osobie sędziego głównego, a co do zdolności kol.Marka, to zapewne następnym razem przyjedzie i pokaże to co najlepsze.
Zwycięzcą zmagań z pogodą i rybami został kol. Jan Moszkowski - 4581 pkt. Drugie miejsce zajął przyzwyczajony do wygrywania kol. Przemysław Juszczynka - 4258 pkt. My - gospodarze staraliśmy się być gościnni i dlatego dopiero trzeci był Roman Dryk - 3160 pkt.
4. Piotr Łukaszczyk  - 2880 pkt,
5. Sebastian Mensfeld - 2522 pkt
6. Stanisław Dziedzina - 2100 pkt,
7. Lubomir Kusz     - 1240 pkt,
8. Jakub Gołębiński - 766 pkt,
9. Edward Bukowski - 502 pkt.
Zwycięzca został także "Najlepszym Góralem" i łowcą największej ryby, o czym wspomniałem wyżej. Ja pozyskałem puchar "Najlepszego Krakowiaka".
Impreza musiała się odbyć, bowiem w kalendarzu zabrakło miejsca na jej przełożenie. Znając wyniki i wrażenia po urwanych rybach, z pełnym przekonaniem trzeba powiedzieć, że podjęte decyzje były słuszne. Należało łowić i sprawdziła się glina z dodatkiem spożywki oraz pinkusi. Po obiedzie, który kończył imprezę, nie było niezadowolonego uczestnika zawodów. Tą drogą ja i Prezes Koła GKO PZW Kraków składamy serdeczne podziękowania Prezesowi Koła Nr 16 w Nowym Targu Sebastianowi Mensfeldowi za determinację na rzecz wspólnego wędkowania. Z ogromną przyjemnością spotkamy się ponownie.

 


3
Oceń
(2 głosów)

 

Kolasowanie - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł