Koledzy po kiju

/ 18 komentarzy / 6 zdjęć


Każdy wolny dzień spędzam z kawałkiem patyka w dłoni i uganiam się za drobnicą (ha ha ha). Dobrze, że w ogóle się za czymś uganiam. Biorąc pod uwagę moje zeszłoroczne wyniki w porównaniu do moich kompanów po kiju to jestem mistrz świata w wędkarstwie spławikowym (oczywiście w naszym trzyosobowym świecie wędkowania). Ludzie!!! Jak ja mam przekonać moich serdecznych kolegów żeby zaczęli się cieszyć z każdego nie zerowgo wyniku nad wodą. Dla mnie wędkarstwo jest najczystszą formą obcowania z naturą, przyczyną zdrowej i sportowej rywalizacji fair pod każdym względem(oczywiście w dobranej grupie: moja nomenklatura ŚWIAT WĘDKOWANIA) i przede wszystkim produktywnym spędzaniem wolnego czasu. Łącznie to wychodzi mi w sumie czysta przyjemność – tylko ci moi kompani wieczne niezadowoleni……..

Sierpień 2008 r.
Koleś kupił ponton. Fajny zielony potwór. Choć pospiningujemy we trójkę – takie hasło słyszałem przez cały tydzień. Nie mam opłaconej składki na połów ze środków pływających i spinning więc odmawiam, ale oczywiście słyszę musisz jechać , zobacz ponton, itd., itp. Wreszcie mówię ok., ale żeby nie było jak ostatnio…….

Jakiś tydzień wcześniej był szybki wypadzik nad Wisłę. Koleś feeder, ja bacik. On był wcześniej parę dni wstecz: karpie, karasie(bąki), leszcze. Fajne rybki. On rozwija feedera w 15 minut i zaczyna łowić. Ja oczywiście nim zacznę łowić ok. 40 minut przygotowań: stanowisko, zanęta, gruntowanie i tym podobne pierdołki. Po ok. godzinie kompan nic a ja dopiero zaczynam łowić. Pierwsze przepuszczenie, branie, zacięcie, hol, podbierak i krąp ok. 30 cm. No i się zaczęło……krąp, płoć, leszcz, krąp, krąp, płoć itd…(najmniejsze ok. 20 cm), a i jeszcze jaź ok. 35 cm. Koleś nic. Nawet brania. Łowiliśmy ok. 4 godzin w tym ja ok. 3 godzin. Złowiłem 31 krąpi 24 płocie 4 leszcze i jazia. Byśmy łowili dłużej ale Adam przysypiał na fotelu, wkurzony na maxa.

Wracamy do wypadu z pontonem…

Pojechaliśmy na Zbiornik Soczewka. Wziąłem ten sam sprzęt co na rzekę czyli bat. Nawet zanętę miałem taką samą bo mi została z wypadu nad Wisłę. Musiałem tylko odsiać żwir. Adam z Rafałem zaczęli pompować ponton ja poszedłem na starą miejscówkę tzw. „pod domek”. Może nie bankowa na dużą rybę ale bardzo rzadko mnie zawodziła. Zanęciłem, założyłem na haczyk duże ziarno kukurydzy(mnóstwo uklei, a przecież to nie zawody) i do wody. Ryby brały bez przerwy: płoć, krąp, leszcz a liczyłem po cichu na karpika tak jak rok temu. Łowiłem ok. 3 godzin.
32 krąpie, 12 płoci, 8 leszczyków i trochę uklejek, których nie liczyłem. Zadowolony byłem niesamowicie, natomiast moi koledzy… nawet podbicia. I znowu gadka, że „oni już tu więcej nie przyjadą…”, „tu nie ma ryb…”, „gorzej niż na basenie…”.Podchodzą do mnie i lekkie zdziwienie jak ja mogłem w 3 godziny złowić tyle ryb. I się zaczyna… ironiczne uwagi, docinki, komentarze.. rozgoryczenie nieziemskie, ale znam się z nimi jak łyse konie i wiem, że żartują. Tłumaczę im żeby przestali się nastawiać na tzw. „polowanie na grubego zwierza” bo doprowadzi was to wizyty w zakładzie zamkniętym…ha..ha..ha…Pośmialiśmy się i powiedziałem im: „docenicie złowienie czegokolwiek na wiosnę, kiedy będziecie wygłodniali wrażeń wędkarskich…” Oczywiście skwitowali to ironicznym uśmiechem.

Wiosna 2009 dokładnie 21 marca… ok. 8.30 telefon od Adama czy nie skoczę z nim i Rafałem na ryby. Niestety wróciłem dzień wcześniej z delegacji i miałem prywatne nie załatwione sprawy i nie pojechałem, ale przypomniałem sobie właśnie opisane sytuacje. Zadzwoniłem później do Rafała i pytam się jak wyniki. Połowili nieźle na łebka gdzieś po ok. 4 kg ryb. Głównie płoci, wzdręg i karasi srebrzystych. Wszystko średniej wielkości. Jacy byli zadowoleni... , przynajmniej tak mi mówił kolega przez telefon. Coś czuję, że jak się z nimi spotkam to nie będą pamiętali moich słów z poprzedniego roku lub się do tego nie przyznają…

Nie jestem wielkim pisarzem ale sam sobie wywnioskowałem z tej opowiastki morał – „każda złowiona rybka powinna dawać radość każdemu wędkarzowi w każdym czasie i w każdym miejscu” – może i banalne ale dla mnie bardzo aktualne i prawdziwe. Chciałbym, żeby każdy porządny wędkarz czerpał inspirację do następnych przygód wędkarskich właśnie z każdej choć najmniejszej złowionej rybki, każda rybka to może być zupełnie inna historia, inni ludzie, inne wydarzenia, a przede wszystkim każda rybka to nasze ukochane wspólne hobby...

Pozdrawiam Michał Ostrowski 'yrtso'

 


4.5
Oceń
(55 głosów)

 

Koledzy po kiju - opinie i komentarze

Jerzy06Jerzy06
0
Witam.
Ja zawsze mówię, że "idę na ryby" a nie "po ryby". Mnie wystarczy kawałek wody, świergot ptaków i odrobinę słoneczka. Cała reszta schodzi na plan drugi. Liczy się wypoczynek. Artykuł - na 5
Pozdrawiam, do zobaczenia nad wodą. (2009-03-23 11:19)
hubihubi
0
Odemnie5 ja natomiast chodze nad wode,a jesli uda się cos przyciąc to jest ok,jesli nie to zawsze podkreslam że znowu udało mi sie nabić troszke kilometrów bez limitu,a przeciesz oto chodzi ja ze spinerem lubimy nabijac kilometry,odpoczywam i obserwuje to co wkoło mnie się dzieje i to jest ok pozdrawiam. (2009-03-23 13:33)
Skowron20Skowron20
0
dokładnie ja też zawsze idę na ryby a nie po ryby:) więc jeśli coś sie trafi to i z tego się ciesze chodziby z małej płoteczki która zawsze ląduje spowrotem w wodzie:) artykół na 5:) pozdrawiam:) (2009-03-23 14:30)
jurekjurek
0
Czyta się ten artykuł jak przepiękną bajkę .................................tylko żeby każdy wędkarz zrozumiał to przesłanie , które powinno dotrzeć do ludzi interesujących się tą pasją , na poważnie .....................U mnie masz Michaś piątaka z +............Jurek. (2009-03-23 15:13)
igła33igła33
0
Pozdrawiam kolego .Ja również uważam że wędkarstwo jest dla mnie pasją hobby,wspaniałym odpoczynkiem na łonie natury inie wazne jest nałowienie ryb większą przyjemnością jest wypuszczenie po pięknej walce. (2009-03-23 16:20)
kopciukopciu
0
MASZ RACJE WĘDKARSTWO TO JEST HOBBY ,A NIE SKLEP RYBNY GDZIE PRZYCHODZI SIĘ PO RYBY.DLATEGO TO JEST PIĘKNE NA RYBACH ,ŻE ŁAPIĄC MY DECYDUJEMY CZY BĘDZIEMY JEDLI JĄ CZY NIE .PO ZA TYM PRZEBYWANIE NA ŁONIE NATURY TA CISZA ŚWIERGOT PTAKÓW TO JEST COŚ PIĘKNEGO (2009-03-23 17:35)
mard1mard1
0
dobry artykuł terz zawsze muwie mała rybka a cieszy lepiej połowić drobniczki niż świrować że jedziemy na kołosy bo to niewychodzi masz umnie piątaka pozdro (2009-03-23 18:04)
MAVER61MAVER61
0
Dobrze to opisałeś.Ciekawi mnie tylko co się takiego stało że twoi koledzy nagle połowili,a może przy nich to jesteś Jonasz he,he.Ale artykuł fajny pozdrawiam. (2009-03-23 18:23)
balboabalboa
0
Fajny artykuł to co napisałeś przypomina mi troche moich koleszków po kiju, którzy jak nie biorą rybki to podobne wypowiedzi mają "tu nie ma ryb" :) :)
pozdrawiam. (2009-03-23 20:16)
stanley584stanley584
0
Są różni wędkarze, Ci którzy idą " na ryby " i " po ryby ". Ja po ryby to idę do sklepu rybnego. Pewnego razu do sąsiada przyjechał kuzyn z Czech, a że był wędkarzem pojechaliśmy na pobliski zbiornik zaporowy. Pech, że w tym dniu ryby nie brały i wtedy zarzucono mi, że wybrałem miejsce w którym właśnie nie było brań. Trafiłem na wędkarza który właśnie jechał po ryby, a tu taka niewdzięczność. Za opowieść i zasady opowiadającego - 5. (2009-03-23 20:31)
Anuśka21Anuśka21
0
Bardzo dobry artykuł.W wędkarstwie chodzi o dobrą zabawę i czas spędzony na powietrzu, a niektórzy jak widać nie doceniają wszystkiego w tej pięknej pasji tylko jadą "na ryby" ale aby ich było więcej i ciągle duże okazy o to nie oto chodzi...... Pozdrawiam ;) (2009-03-23 20:42)
użytkownik3053użytkownik3053
0
ja jestem za, artykuł mi się podoba to własnie w tym chodzi by złapać co kolwiek a nie giganta owszem można nastawić się an dużą rybę bo czemu i nie ale każda rybka sprawia radość. pozdrawiam :) (2009-03-23 21:10)
FanAtykFanAtyk
0
He he.. Artykuł git. Ja wychodzę z tego samego założenia. Ale często jeździłem z kolegą na leszcze nad zegrze z feederami to on zawsze traktował to jako zawody kto więcej złowi:) A jak zaczęliśmy spiningować to jak złowił okonia tej samej długości co mój największy to zaczął się mądrzyć że jego był grubszy, bardziej wygrzbiecony itd. Ech, ten duch współzawodnictwa, ja jakoś go nie mam :) (2009-03-23 21:39)
kapitanmajtuskapitanmajtus
0
Duch współzawodnictwa jest fajną sprawą jak się wędkuje w gronie dobrych znajomych. Motywuje nas do działania i efektywniejszego łowienia :) Najgorsze jest jednak jak ktoś się zacznie obrażać że łapiemy więcej lub większe sztuki... Oby jak naj mniej takich sytuacji (2009-03-24 11:39)
użytkownik9708użytkownik9708
0
W każdym z nas drzemie "duch współzawodnictwa" ale i tak najważniejszy jest odpoczynek nad wodą i kontakt z piękną przyrodą. Pozdrawiam (2009-03-24 17:16)
lin75lin75
0
ja też należe do tych wędkarzy którzy chodzą na ryby a nie po ryby...jadę zrelaksować się i odpocząć od wszystkiego imieć święty spokój...pozdro (2009-03-25 19:43)
JaśJaś
0
Również i ja jeżdżę na ryby,a nie po ryby.Lubię naturę i spokój nad wodą,cenię towarzystwo kolegów z którymi możemy wymienić swoje spostrzeżenia i rady.Ciekawy opis twoich wypadów nad wodę z kolegami i przemyślenia co do nich.Pozdro...........i 5 ode mnie. (2009-03-25 20:15)
primerap101996primerap101996
0
fajnie napisane, miłe że są wśród braci wędkarskiej ludzie którzy nade wszystko przekładają piękno przyrody i obcowanie z naturą. Z drugiej strony musisz być nie lada fachowiec, szacunek "yrtso". ode mnie 5 (2009-03-26 09:46)

skomentuj ten artykuł