Kolejny raz złów i wypuść

/ 4 komentarzy

Po raz kolejny czytam Złów i wypuść

Tym razem w WŚ nr 3 kolega Paweł Szewc kolejny entuzjasta metody „no kil” czyli „nie zabijaj” namawia wędkarzy tym razem do oszczędzania karpi. Myślę, że idea jest słuszna, ponieważ 5- te przykazanie nie zabijaj znajduje tu swoje potwierdzenie. Ja też wypuszczam karpie i nie tylko dlatego, że jestem głęboko wierzący, ani też po to, aby ratować nasz rybostan, bo była by to hipokryzja z mojej strony. Mam swoje powody, aby to robić. Wyjaśnię to częściowo w treści mojego komentarza.

Nasz rybostan nie powinien zależeć akurat od karpia, amura białego, tołpygi białej, pstrej czy też innej ryby hodowlanej, która nie występuje w naszym naturalnym ekosystemie . A jeżeli już zależy- to znaczy, że świadomie zgodziliśmy się na zagładę naszych ryb rodzimych , które w sposób naturalny zamieszkują i rozmnażają się w naszych rzekach. Ryby te z naszych rzek powinniśmy wyławiać jak trawiankę i czebaszka amurskiego.

Te wszystko żerne ryby powodują to, że dla rodzimych naszych ryb zabraknie pokarmu. Ryby te nie mają dużych wymagań aby egzystować. Prowadzący hodowlę wiedzą ile pokarmu zjadają te ryby. To, że nie będą się rozmnażać w sposób naturalny już powinno eliminować je z naszego ekosystemu. Jeżeli rozmnażać będą się tylko śladowo będziemy musieli wypuszczać te ryby z powrotem, żeby w naszych wodach w ogóle coś pływało, a nasze władze będą kupować systematycznie tego rodzaju ryby i zarybiać nimi nasze wszystkie wody. My nie nadążymy z karmieniem tych ryb zatem w naszych wodach będą pływały skarłowaciałe formy tych ryb czyli mutanty z dużymi łbami i płetwami. Hodowcy osiągną swój cel, jakim jest zbyt swojej produkcji.

Takie działania sprawią, że już nikt nie będzie dbał o czystość naszych wód, bo po co kiedy te ryby nie wymagają klasowych wód wystarczą im pozaklasowe. Uzyskane obecnie osiągi w zakresie czystości wód uznane zostaną za wystarczające. Widać z powyższego, że zarówno nasze władze jak i naukowcy zamiast zadbać o środowisko i populację naszych rodzimych ryb wyszukują ryb, które mogą żyć jeszcze w gorszych warunkach niż obecnie mamy. A nasze ryby albo się przystosują do warunków zaserwowanych im przez autorytety naukowe albo niech zdychają!!!. Wyjaśniało by to powód dlaczego nie chroni się naszych rodzimych ryb! Idąc tym tropem należy się spodziewać, że niedługo nasze władze i naukowcy zaproponują nam jeszcze „pangę” , która żyje i rozmnaża się w najbrudniejszej wodzie świata. Już słyszałem, że to bardzo smaczna ryba dlaczego nie ma jej jeszcze w polskich rzekach! Zachwiany mamy już poważnie biologiczny ekosystem naszych wód, bo na to pozwoliliśmy naszym władzom, która uszczęśliwia nas na siłę Potem się dziwimy dlaczego nie mamy ryb w naszych wodach.

Z powyższego wynika, że nikt oprócz wędkarzy nie ma interesu w tym abyśmy w naszych rodzinnych stronach mieli nasze rodzime ryby. Nasze władze chcąc pokazać kto tu rządzi, na skargi wędkarzy powprowadzali nam dodatkowe przyjemności takie jak ograniczenia w połowach, zamknięcie odcinków rzek dla wybranych, zmusili do robienia porządków na stanowiskach łowieckich po imprezach sobotnio niedzielnych, wreszcie wprowadzili nam rejestr ryb. Ryb w naszych rzekach powinno być tyle, abyśmy sami wyławiali niektóre ryby nawet bez limitu, aby uzyskać naturalne wielkości stad rozrodczych poprzez wędkarskie odłowy i nie musieli tego zlecać rybakom. W jeziorze Czchów zlecono rybakom odłowy, powodem było prawdopodobnie karłowacenie ryb. Rybacy odłowili tak dokładnie, że dzisiaj zostały tylko uklejki i niedobitki okonków i kleni pomiędzy trawersami, których sieciami nie dostali. Sprawą powinna zająć się prokuratura.

Temat, którego podjął się Pan Roman Pietrzak jest bardzo trudnym tematem lecz zarazem kluczowym. Jest więc dla nas wyzwaniem do działania. Autor dotyka spraw korupcji, która tworzy się na styku Hodowcy egzotycznych ryb czyli biznesu, nauki, i władz PZW dysponujących naszymi pieniędzmi i mającymi moc decyzyjną. Cieszę się, że w Polsce są tacy ludzie, którzy na problem naszego rybostanu patrzą szerzej jako na zagadnienie społeczne wagi państwowej. Nie wiem czy autor jest wędkarzem, lecz nie mam wątpliwości, że artykuł napisał w intencji naszej- wędkarzy. Literatura naukowa poświęcona hodowli ryb rozwodzi się nad pewnymi gatunkami ryb, które w czystej wodzie nie czuły by się za dobrze i udowadniają, że wpuszczanie do zbiorników gnojowicy w określonych ilościach spowoduje znacznie większe średnioroczne przyrosty ryb hodowlanych.

Jeżeli są zwolennicy i smakosze ryb takich jak karp, amur , tołpyga i ryby te im smakują, to nic nie stoi na przeszkodzie aby PZW i ci pseudonaukowcy wykorzystali wszystkie glinianki, wyrobiska piaskowo żwirowe, wyrobiska potorfowe, kamieniołomy o głębokości nawet ponad 20 m, niewysychające duże rozlewiska łąkowe i zapadliska wyrobisk górniczych do prowadzenia w sposób kontrolowany (włącznie z pracami magisterskimi , doktoratami i habilitacjami) gospodarki tymi gatunkami ryb.

Tu niech organizują specjalne łowiska dla tych, którzy chcą sypać codziennie jak radzi w numerze2/09 WŚ Pan Paweł Szewc do wody około 20 do 30 kg kukurydzy i 5 do 10 kg kulek. Może byłoby dobrze gdyby jedną kulkę zużył dla siebie nie musielibyśmy być narażeni na głupoty, które wypisuje. Dla ciekawości podam wiadomości ze źródeł zagranicznych, na które tak często się powołujemy: Jeżeli w stawach hodowlanych można uzyskać rocznie wydajność do 50 kg mięsa z hektara powierzchni, to w gliniankach i wyżej wymienionych zbiornikach można uzyskać od 150 do 200 kg. Ponadto jak cała ta gospodarka będzie pod kontrolą, i nie będzie zagrażała populacji naszym rodzimym gatunkom. Pozwoli to na rozmnażanie się naszych rodzimych ryb w naszych rzekach i zbiornikach zarówno zaporowych jak i przepływowych.

Na terenie Opolszczyzny na przykład jest kilkanaście o ile nie kilkadziesiąt takich zbiorników jako pozostałości po wyrobiskach marglowych. Zbiorniki te są w większości dzierżawione za grosze i zamknięte dla wędkarzy lub dzierżawcy udostępniają je do wędkowania za sporą zapłatą. Czas, żeby się też ktoś tym zajął. Zastanawiam się czasem czy nas wędkarzy uważa się za kompletnych idiotów nadających się tylko do sprzątania brzegów rzek i zbiorników po każdym sobotnio niedzielnym weekendzie.
Chciałbym jeszcze poświęcić parę własnych słów, a w zasadzie uwag do artykułu „złów i wypuść”. Autor Paweł szewc twierdzi, że wypuszczanie złowionych karpi jest środkiem do odbudowy naszego rybostanu. Proponuje sypanie bez opamiętania do wody zanęty w ilościach w sumie do 40 kg dziennie. W przeliczeniu na miesiąc daje to 1200 kg przez 4 miesiące wędkarz winien wrzucić do wody 5 (słownie pięć) ton zanęty. Jeżeli pomnożymy to przez 2 zł za kilogram, to otrzymamy kwotę 10 tysięcy złotych za sezon. Jeżeli uda nam się w tym czasie złowić karpia to trzeba go zaraz wypuścić aby się nie męczył. Pozostawiam to bez komentarza….. Muszę natomiast stanowczo zaprotestować, ponieważ autor w żaden sposób nie odnosi się do zagadnienia występowania karpia w naszym ekosystemie. Odsyłam autora do fachowej literatury a nie do pisania bezeceństw i bzdur. Niech poczyta ile spustoszenia robi taki duży osobnik w ekosystemie innych ryb.

Autor w żaden sposób nie próbuje nawiązać do niszczonej corocznie podczas tarła zapłodnionej ikry, oraz niszczenia narybku, który pozostaje w dołkach na łąkach, przy wiosennym obniżaniu wody w akwenach zaporowych, na skutek braku rowów melioracyjnych lub niewłaściwego ukształtowania terenu. Twierdzi co prawda, że wypuszczanie złowionych ryb nie jest u nas czymś nowym lecz musimy nauczyć się tej zasady, ponieważ cyt: „odzwierciedla ona nasze poszanowanie przeciwnika” o jakiego tu przeciwnika chodzi? Jeżeli rybę, którą udało mu się przechytrzyć uważać za swego przeciwnika, to pozostawię to też bez komentarza, bo musiałbym sam sobie ubliżyć.

Do powodzi w lipcu 1997 roku prawie wszystkie ryby złowione w Wiśle, Odrze, Warcie i innych rzekach takich jak Przemsza, Kłodnica, Rawa itd., też wypuszczaliśmy i wypuszczamy nadal (co prawda nie wszyscy)z powrotem do wody, do dzisiaj tak samo jak Anglicy i zwykle dlatego, że nie nadają się one do spożycia. Chociaż zarówno w Anglii jak i u nas niektórzy twierdzą, że ryby te są smaczne i zabierają je do domu. Autor chyba nigdy nie był w Anglii, Turcji, Włoszech itd?
Kiedyś zapytałem jednego wędkarza, który łowiąc ryby w Odrze w okolicach Dobrzenia Wielkiego, (woj. Opole)dlaczego zabiera tak śmierdzące fenolem i mułem ryby. Powiedział mi, że łowi dla kota. Widząc kolejnego dużego leszcza, który lądował u niego w siatce zapytałem: czy ten kot to aby nie tygrys skoro takie leszcze zjada?.

Po dłuższej rozmowie, wędkarz zwierzył mi się, że ma takiego sąsiada, który zjada ryby z Odry więc łowi dla sąsiada! Potem dowiedziałem się, że teraz po powodzi te ryby już tak nie śmierdzą jak kiedyś. Złowiłem leszcza i poprosiłem tego wędkarza aby powąchał czy taką rybę można zjeść? Faktycznie trochę ją czuć przyznał mi i od razu dodał: moje nie śmierdzą!. Potem dodał Panu śmierdzi bo pan nie jadł ryby z Tamizy. Pan jadł ryby z Tamizy zapytałem? Tak! przez 4 lata jadłem to mogę coś na ten temat powiedzieć. Nie było co jeść więc się jadło. Te z Odry to rarytas!
Jeżeli ktoś wypuszcza złowione ryby, to ma do tego jakiś powód i jest to indywidualna sprawa każdego wędkarza. Każdy wędkarz ma do tego prawo, nie obowiązek. Może chodzi o to aby takimi artykułami (socjotechnika) wywołać działania, które staną się nowym obowiązkiem dla każdego wędkarza, a może wymyślą nam jeszcze przymusowe ubezpieczenia podobne jak OC i będzie to mus. Nasze władze często wprowadzają nam różne Nieprzemyślane do końca „udogodnienia” aby wędkarstwo dla było przyjemne miłe i pożyteczne.

Jeżeli natomiast ktoś usiłuje narzucić wędkarzom swoje racje i chce uzasadnić sloganowo, że jest to zasadnicza przyczyna braku ryb w naszych rzekach, to nabiera to już cech niebezpiecznego problemu społecznego. Społeczność ta polega na tym, że karp jest tradycyjną naszą rybą wigilijną. Przeciętny śmiertelnik czytając taki bełkot może uznać, że przez wędkarzy wkrótce kiedyś zabraknie im tradycyjnego karpia na wigilijnym stole. Jako wędkarze możemy mieć z tego powodu wiele nieprzyjemności od niezrzeszonych, ponieważ czasopisma wędkarskie czytają nie tylko wędkarze. Dając za przykład karpia ryby, którą według Pana Szewca należy traktować rytualnie, prawie jak świętą krowę w Indiach, autor całkowicie się kompromituje. Naszym władzom wędkarskim takie artykuły to miód na serce i woda na młyn. Dlatego temat ten robi się teraz taki modny. Nam sugeruje się natomiast, że łowienie i zabieranie karpi do domu to jedna z przyczyn braku ryb w naszych rzekach.
Autor sugeruje nam jeszcze kupno dużego podbieraka, worka do przetrzymywania karpi, maty do odhaczania i fotografowania ryby. Do kompletu brakuje jeszcze nazwy firmy, której sprzęt powinniśmy zakupić. Znam koła wędkarskie, które mają swoje wody zamknięte. Co roku przed świętami w listopadzie czy grudniu zarybiają je sobie wpuszczając tam kupione za pieniądze koła karpie, zwykle jest to od kilkuset kilogramów do kilku nawet ton. W kwietniu lub marcu otwierają sezon wędkarski i od tego czasu zaczynają sezon wędkarski wyznaczając sobie limity dzienne złowionych ryb, oraz wymiary od których można rybę zabrać. Zwykle do połowy czerwca już wyłowione są wszystkie wpuszczone na przełomie jesieni i zimy karpie. Znam doskonale hodowlę karpi i studiowałem wiele literatury fachowej na ten temat, aby zgłębić swoją wiedzę.

Moim zdaniem są to bardzo atrakcyjne do połowu ryby, ale bez przesady, aby jeszcze kupować jakieś dodatkowe kosztowne akcesoria i sypać bez opamiętania zanętę do wody..
Niech ci amatorzy typu autora łowią sobie i wypuszczają te bezcenne ich zdaniem ryby. Niech sobie używają do woli przy łowieniu tych ryb, tak jak to proponuje autor - cyt: „ Główny cel to łowić, łowić i jeszcze raz łowić , zwłaszcza te największe” Na czym polega łowienie największych? - tego nie powiedział i jak odstraszyć te mniejsze aby nie zjadały przynęty? Stwierdzenie Cyt: „pamiętajmy o tym, że zabierając ryby do domu, sami sobie szkodzimy. Nic pożytecznego dla sportu wędkarskiego z tego nie wyniknie”.

Proponuję aby przed świętami Bożego Narodzenia autor tego tekstu i Ci karpiarze z prawdziwego zdarzenia jak określa ich autor staną przed supermarketami i krzyczą do społeczeństwa aby nabyte ryby wpuścili do naszych rzek i jezior, ponieważ za parę lat „nasze wody pozostaną puste” Jak wypuszczą to na drugi rok rybacy znowu im je złapią i znowu będą mogli wypuścić. Zobaczyć chciałbym reakcje społeczne…… Może autor na łamach miesięcznika ŚW zaapeluje w imieniu hodowców do serc kłusowników aby złowione(skradzione) ryby wypuszczali z powrotem tam skąd je wyłowili, bo za jakiś czas nie będą mieli co łowić (kraść)?

Tu muszę się zgodzić z autorem, że jak wyłowimy sztucznie wprowadzone do naszych wód ryby, to nasze wody pozostaną puste. Doprowadziliśmy już nasz rodzimy rybostan na kraj przepaści więc nie zabierajmy żadnych ryb do domu, a braki się zarybi karasiem, karpiem, tołpygą, amurem a może już pangą i będziemy się bawić, przepraszam „Łowić, łowić jeszcze raz łowić i wypuszczać zwłaszcza te największe”. Jeżeli tak ma wyglądać nasze w przyszłości wędkowanie, to ja pierwszy kupię sobie basen kąpielowy, w okresie świątecznym nakupię sobie karpi i będę „łowił, łowił i jeszcze raz łowił i wypuszczał zwłaszcza te największe”!

Podsumowując artykuł myślę, że autor chciał się pochwalić jaki jest on światowym wędkarzem ponieważ też wypuszcza (na zdjęciu) rytualnie karpia jak robią to w bardziej cywilizowanych krajach niż Polska. To nie tędy droga. Ja oceniam ten artykuł jako szkodliwy dla naszego ekosystemu. A sam autor chciał zabłyszczeć lecz poparł tylko przysłowie, że „zobaczyła żaba, że konia kują i sama podstawia nogę” Może autora kiedyś zaproszę na łowisko i pozwolimy mu połowić sobie tarlaki jeżeli mu to sprawia aż taką przyjemność. Będzie sobie łowił, łowił, jeszcze raz łowił zwłaszcza te największe i wypuszczał. Będzie mógł sobie nawet narobić zdjęć z rekordowymi okazami i co tydzień wysyłać jako rekordowe do Wędkarskiego Świata.
Janta

 


3.9
Oceń
(21 głosów)

 

Kolejny raz złów i wypuść - opinie i komentarze

spines21spines21
0
nie pasi mi ten tekst (2009-02-21 15:38)
użytkownik2494użytkownik2494
0
W moim kole karpiem postanowiono zarybiać tylko jedno jezioro ponieważ duże ilości karpia źle wpływały na kondycje innych ryb w łowiskach a teraz karpiarze są zadowoleni i cała reszta też.Pozdrawiam. (2009-02-21 17:38)
rysiek38rysiek38
0
moze jest i w tym tekscie sporo zlosliwosci ale nie mniej prawdy niestety,coraz czesciej niestety jest tak ze lowi sie sezonowo od-do zarybienia a ja lowie miedzy-jest szansa na normalna rybe (2009-02-21 21:03)
MisiaczekMisiaczek
0
Brawo, o to właśnie chodzi. Nie zarybiajmy karpiem rzek, dużych jezior itp. Zarybiajmy nim glinianki, jakieś nieduże oczka, są łowiska specjalne, to wystarczy. Jestem za tym, że również kilka w Polsce większych akwenów zarybić karpiem ale tylko bardzo małą część. Nie traktujmy tylko karpia i amura jako gatunek obcy gdziekolwiek by nie był. Dla karpiarzy jest on wszystkim więc powinniśmy się podzielić trochę wodami. :) (2009-02-21 22:25)

skomentuj ten artykuł