Kończymy sezon

/ 1 komentarzy / 5 zdjęć


W naszym Kole Garnizonowym powoli kończymy sezon wędkarski. Muszkarze zrobili to 22 sierpnia, a my - spinningiści - w dniu 12 września 2015 r. Było ciepło, bez wiatru i ogólnie zachęcająco. Spotkaliśmy się rano na Zakolu Wisły w Krakowie, przy połączeniu portu z nurtem głównym. Planowo mieliśmy łowić w porcie, lecz z powodu niskiego stanu wody i bujnego rozwoju roślinności zanurzonej, port pozostał poza zasięgiem. Z konieczności zajęliśmy brzeg przy nurcie głównym. Port zawsze kojarzył się z okoniami jako bankowe miejsce na te rybki. A jak to będzie w nurcie głównym? Brak przewidywalności. Założyłem wobler sumowy, bowiem zawsze łowię na woblery. Chciałem złowić suma, lecz nie miałem wiary, że to jest możliwe. Kłaniał się brak doświadczeń. Ponadto na zawodach tego typu w naszym Kole tylko raz został złowiony sum. W tych okolicznościach nie bardzo przekonany do suma przerzuciłem marzenia na sandacza i zacząłem poszukiwać szczupaka blisko brzegu. Pierwszy szczupły stał przy dnie około 10 metrów od brzegu. Był krótki jak na obecne przepisy - około 35 cm i dlatego natychmiast wrócił w dobrym stanie do środowiska. Drugi stał przy samym brzegu i długo się zastanawiał, czy pochwycić przynętę. Zrobił to dopiero za czwartym przeciągnięciem woblera. Prawdopodobnie miał wydłużony proces myślowy dlatego, że był już kilkakrotnie złowiony i wypuszczony. Przekonuje o tym brak około 2 cm kwadratowych górnej szczęki po prawej stronie. Ja też, po zmierzeniu inwalidy i jednocześnie grubasa, wypuściłem biedaka do środowiska. Teraz penetrowałem partie rozległej wody i ponownie przy brzegu. Jednak szczupaków już nie miałem. Za to porzuconych szmat z wody wyciągnąłem chyba z tonę. To niepojęte, skąd i dlaczego. Wyglądały na podkrakowskie, bowiem my w Krakowie Wisły nie zaśmiecamy. zacząłem rzucać daleko. Jednym z takich sumowych rzutów lokujących wobler niemal na środku nurtu skusiłem okonia na 30 cm, który okazał się być największym ze wszystkich mierzonych. Jednak jeden okoń, to za mało na podium. Liczył się wynik robiony przez okonie łowione hurtowo. Klasę ujawnił mistrz tego sposobu Paweł Bojanowski. Jemu było jednakowo, czy w porcie czy w nurcie. Z powodu stosowania zasady wzajemnego sędziowania ciągle słyszałem: Romek ryba. Romek ryba. I biegałem od stanowiska do ryby, i mierzyłem, i podpisywałem, i znowu słyszałem - Romek ryba i do dziś słyszę Romek ryba. Innym tez szło nieźle. Zdobywca drugiego miejsca Stanisław Grodecki i trzeciego miejsca Darek Gruszecki zasadniczo łowili klenie, a przy okazji także okonie. Ja także poszukiwałem kleni na brązowe rapalki, lecz tych pięknie wybarwionych rybek nie było w moim polu łowienia. Wniosek nasunął się oczywisty, że bez opanowania sztuki hurtowego łowienia okoni, zajęcie miejsca na podium jest wątpliwe. Zacznę od przeprowadzenia wywiadu z mistrzem Pawłem. Już upatrzyłem dobrą kawiarnię. Idą zmiany!

 


5
Oceń
(2 głosów)

 

Kończymy sezon - opinie i komentarze

obiwanobiwan
0
zasada jest prosta. namierzyć ryby, a potem karmić tym co masz w pudełku. ważne jest też podanie bo niektóre ryby to paniska i żreć byle jak podanej przynęty nie chcą. ot i przepis (2015-09-24 20:24)

skomentuj ten artykuł