Korba-czyli po kołowrotku.

/ 24 komentarzy / 4 zdjęć


Na samo wspomnienie tej przygody, zbiera mnie na śmiech i złość na własną głupotę.

21 czerwca roku Pańskiego 2011, wybrałem się na staw w oddalonej o ok 6 km miejscowości.
Tradycyjnie obszedłem akwen by odnaleźć miejsca żerowania stworzeń na których nam wędkarzom zależy najbardziej, staw swoją powierzchnią obejmuje ok 2 ha. Na środku znajduje się wysepka na którą można dostać się po dość śliskim pniu, ale miejsce które wybrałem znajdowało się na północno zachodnim narożniku łowiska. W pobliżu rośnie krzak wierzby wchodząc swoimi gałęziami na ok 2 m w głąb wody. Po wygruntowaniu zestawu ze spławikiem ok 1,2 m głębokości tuż przy krzewince. Na hak trafia ziarno kukurydzy i czerwona dendrobena, mam nadzieję na połów jakiegoś przyzwoitego lina w tym miejscu, na drugą wędkę (feeder) zakładam dwa ziarna kukurydzy i białe robaki dla przystopowania przynęty, zanęta Lorpio z zapachem robaka wymieszana z ćwierć litrem kolorowej pinki do koszyczka i rzut pod drugi brzeg stawu gdzie widać oznaki żerowania bądź to karpia bądź też leszcza, „oczkowanie” na powierzchni wody jest dość wyraźne, dobra zanęta powinna natomiast przy tak płytkiej wodzie sprowadzić „żarłoki” na dno.

Teraz jest chwila na relaks, zestawy zarzucone, na sąsiednim stanowisku rozkłada się ze sprzętem rodzinka, mama jej dwóch dorosłych synów i kolega w sumie jest już nad tą niewielką wodą 5 osób. Każdy z nich ma na wyposażeniu jedna lub dwie wędki, presja wędkarska wzrasta !
Na federku co jakąś chwilę słychać popiskiwanie sygnalizatora, to drobnica wzięła się za tarmoszenie moich robaków na haczyku, przerzucenie zestawu potwierdza moje przypuszczenia. Dłuższy pisk i podniesienie swingera kwituję zacięciem, delikatna szczytówka mojego feedera amortyzuje wspaniale szybkie zacięcia, jest ! Po krótkim holu na haku walczy mała płotka, która wraca do wody.

Po chwili na spławiku widać delikatne branie i na brzegu ląduje mała wzdręga. Następne rzuty przynoszą brania płotek, wzdręg i niewymiarowych linków. Na sąsiednich stanowiskach też bez rewelacji choć w pewnej chwili, na najbardziej oddalonym stanowisku tuż obok wspomnianej wysepki wędkarz zacina karpia, z odległości ok 40 m obserwuję bardzo siłowy hol ryby, zdobycz po wygięciu wędziska oceniam na ok 3 kg , ale jak już pisałem hol jest siłowy i w połowie odległości ryba spina się z haka. Sprężyna zanętowa uwolniona z obciążenia ze świstem tnie powietrze by przelecieć tuż obok ucha wędkarza lądując w krzewach ok 7 m za nim, plącząc cały zestaw w gałęziach.
Ponownie wyjmuję zestaw gruntowy z małym ok 20 cm linem, w tym czasie spławik znajdujący się przy wierzbie tańczy wokół jakby był pingpongiem by po chwili zniknąć pod wodą delikatnie zacinam szczytówką wędziska by po ułamku sekundy poczuć opór przeciwnika na mojej najstarszej wędce w zestawie, Jaxon Ternax 360 „stary ale jary” nieźle spisuje się pod obciążeniem ryby, mam przypięty do niego kołowrotek „no name” który w ubiegłym roku moja szanowna osobista małżonka kupiła mi w prezencie na miejscowym targowisku. Hamulec tego kręciołka pracuje dość ładnie pozwalając rybie na odjazd w kierunku środka stawu, nagle TRACH !!! i korbka kołowrotka pozostaje mi w ręku.

Och mać…

Holuję nadal rybę za pomocą wędziska odchodząc od brzegu, wędkarze na sąsiednich stanowiskach widzą moje nieszczęście więc pytanie:

- czy ktoś podbierze mi rybę?

Przynosi od razu efekt, jeden z wspomnianych wcześniej synów starszej pani podbiega by wspomóc mnie w tej wyrównanej walce.

- jak Pan go wyholuje bez korbki? – pyta

- cóż spróbuję skręcać kabłąk ręką – odpowiadam z uśmiechem

Karp na końcu zestawu odjeżdża po raz któryś, delikatnie skracam dzielący nas dystans uporczywie kręcąc kabłąkiem.

- Panie podciągnij go wychodząc dalej na brzeg !

- nie, dam mu się trochę zmęczyć.

Po chwili walki, cyprynius ląduje miękko w siatce podbieraka, wesoło fikając koziołki.

- Dzięki za podebranie.

- Nie, ma sprawy, kwituje sąsiad.

- Proszę mi jeszcze zrobić zdjęcie

- ok

Po krótkiej sesji zdjęciowej, karpik ok 1 - 1,5 kg trafia do wody, sąsiedzi na widok mojego zachowania pukają się w czoło.

- Panie jak Pan nie chcesz to daj nam tego karpia.

- Sorry, walczył tak dzielnie że nie miał bym sumienia gdyby skończył na patelni.

Widok min wędkarzy którzy przyjechali po kilka kilogramów mięsa jest nie do opisania, przypuszczam że wielu z Was spotkało się już z takimi reakcjami, he, he, a ja po prostu nie lubię jeść ryb.

Moje No Kill to nie jakaś moda, tylko wrodzona niechęć do ryb słodkowodnych.

Ale co najważniejsze z tej przygody to to że warto wydać kilka złotych więcej na sprzęt tylko po to by mieć gwarancję na pewną i równa walkę z przeciwnikiem, dziś kołowrotki dość dobrej klasy nie są takie drogie i można znaleźć przyzwoite „kręcioły” za rozsądną cenę.

 


4.5
Oceń
(60 głosów)

 

Korba-czyli po kołowrotku. - opinie i komentarze

użytkownik1117użytkownik1117
0

i tu sie kłania doświadczenie wędkarza, gratulacje, a korbka ? ......... hm, sam oceniłeś

ważne że miałeś wspaniałą zabawę ......................

(2011-06-27 23:19)
kabankaban
+2
I w tych dwóch sprawach niewątpliwie się zgadzamy:
1-no kill,c&r itp. to tylko sprawa własnego wyboru i ja jako modę tego nie traktuję,
2-zawsze warto dołożyć parę złotych i mieć pewność co do własnego sprzętu.
Pozdrawiam z piąteczką i życzę jak najmniej takich niespodzianek.
(2011-06-28 08:37)
kostekmarkostekmar
+1
No cóż! Czasami zdarzają się nieprzewidziane historie, ale umiejętność radzenia sobie to juz jest klasa każdego. Są równiez tacy, którym szczeny opadają na widok wypuszczanych ryb. Zostawiam 5***** i pozdrawiam. (2011-06-28 09:09)
broz4broz4
0
OO widzę ze kolega też nie lubi jeść ryb, kilka razy spotkałem się z opiniami '' młody chyba cie pojeba*o jak chcesz te wszystkie ryby wpuścić do wody. Popieram tę metodę tylko tata lubi ryby i czasami mu łowie, a on zjada je ze smakiem. (2011-06-28 13:13)
robertoroberto
+1

Zabawne  perypetie nad wodą.

Morał jest taki : nie ważne co posiadasz i czym łowisz , ważne są umiejętności i kim jesteś.

Pozdrawiam . Ode mnie  piąteczka.

(2011-06-28 14:33)
kazikkazik
0

Cóż nie zawsze sprzęt nam dopisuje . Czasami i takie niespodzianki się zdarzają Grzesiu .

Dobrze że sobie poradziłeś . Znałem kiedyś takiego kolegę co go nazywali grobla . Bo jak ciągną rybę to prawie nie używał korbki tylko cofał się dotąd aż ryba wylądowała na brzegu . No cóż i kabłączkiem też można zmniejszyć ilość żyłki i wyholować rybę. Więcej takich opowieści Grzesiu tu na tym portalu .

 

(2011-06-28 22:03)
hubihubi
+1
Witam starego wyjadacza,Grześ nieraz tak bywa ale najważniejsza to zabawa nastepnym razem trzeba mieć ze sobą dodatkowy krecioł bo nigdy nie wiadomo co może nas spotać pozdrawiam. (2011-06-28 22:16)
FranceColaFranceCola
0
Heh ja także wypuszczam złowione ryby. Nawet jeżeli sztuka jest spora, robię tylko pamiątkowe zdjęcie i do wody :-) (2011-06-28 22:39)
FriQFriQ
-1
Super ryba, lecz ja bym jej w życiu nie wypuścił do wody.
(2011-06-29 10:01)
DiabloDiablo
0
Historia ciekawa i bardzo dobrze opisana... Szkoda tylko że bez happy end-u. Jeszcze nigdy nikt nie zwracał mi uwagi o to że wypuszczam rybę... Ale gdybym złowił karpia i ktoś by się  o niego prosił oddał bym tylko spoglądając czy jaki straznik gdzieś się nie czai. Bo po co te obce szkodniki w naszym naturalnym środowisku.
(2011-06-29 20:04)
blutublutu
0
Ciekawa przygoda . Ładnie napisane i daję piątkę. Pozdrawiam.
(2011-06-29 21:53)
minusminus
0
Jak widać dobry wędkarz wyciągnie rybę nawet bez korbki...

Fajnie opisana przygoda - pozdrawiam i daję oczywiście 5


(2011-06-30 12:30)
spokojnyspokojny
0
Dziękuję koledzy za słowa uznania i piękne oceny.
 Już siedzę nad następnym tekstem i myślę że za kilka dni go opublikuję - prawdopodobnie w przyszłym tygodniu.
Pozdrawiam wszystkich :) (2011-06-30 23:22)
mateuszwosmateuszwos
0
Ja kołowrotek mam za najważniejszą część zestawu. Następnie linka i na koniec wędka. Z dobrym kołowrotkiem można czynić cuda i lądować nawet ogromne ryby mimo cienkiej żyłki. Tu racja autora aby nie oszczędzać na kołowrotku. Lepiej zrezygnować z droższej wędki.

Pozdrowienia
(2011-07-01 07:10)
marek-debickimarek-debicki
0
Rozsądek rozsądkiem, ale czasami sentyment do sprzętu starego wygrywa!!! (2011-07-03 10:18)
troctroc
0
Przyjemna lektura, oby jak najmniej takich niespodzianek. Pozdrawiam.
(2011-12-24 22:11)
MorciatyMorciaty
0
Hahahaha!:) Niezły numer z tą korbką;) Za artykuł oczywiście piątal;) Mój koleżka poszedł ze mną kiedyś spiningować na Bug z również nieznanym mu kręciołem. Efekt był taki, że miał na wędce piękną rybę a kołowrotek po kilku sekundach zgrzytania się po prostu zatrzymał;) (2012-07-03 10:27)
Jakub WośJakub Woś
0
Podpisuje się pod poprzednikiem: Niezły numer z tą korbką; (2016-04-10 18:39)
ryukon1975ryukon1975
+2
Temat korby jak widzę jest problemem znacznie starszym jak przypuszczałem. Bardzo fajny wpis, nad woda zdarzają się różne cuda, jednak póki co łamały mi się na początku wędkowania kiepskie wędziska z korbkami nie miałem problemów. :) 5***** (2016-04-11 12:33)
barrakuda81barrakuda81
+3
Najważniejsze że ryby brały a że czasem coś pójdzie nie tak to tylko dłużej się pamięta całą akcję. Też miałem parę takich holi "na partyzanta"*****. (2016-04-12 12:00)
WibowitWibowit
+1
Przerabiałem jak większośc temat kolowrotków z bazaru. Bywały różne ale wiekszość to szrot jednak był. Czasem sie trafił jakis spoko. Bywało wesoło,a czasem sprzęt fruwał i pływał jak wędkarz nerwowy się zrobił.:) (2017-07-21 12:10)
ogtwogtw
+2
Miałem kołowrotek z bazaru, za 30 zł Golden 2000 czerwony metalik. Najlepszy w tym kołowrotku był lakier, poza tym wszystko było do kitu. Zdarzyło mi się zaciąć szczupaka 5 kg. w tej samej chwili zablokował się hamulec w tym kołowrotku, ale dałem radę, przy każdym odjeździe otwierałem kabłąk i przytrzymywałem żyłkę w palcach. Co do wypuszczania ryb, to są rejony polski, gdzie ludzie nie potrafią tego zrozumieć. (2017-07-21 20:21)
rysiek38rysiek38
+3
Też już byłem zmuszony kiedyś w podobny sposób holować zdobycz z tym ze troszkę większą (karpik pod piatkę) ale dało rady a i widowisko dla przypadkowych przechodniów tez miało swój urok-gorzej jak przez awarię traci się życiówkę :-( 5 (2017-07-21 22:33)
SithSith
+1
Nie miałem jeszcze takiej przygody, jak na razie sprzęt mnie jeszcze nie zawiódł, ale nie kupuję "bazarówek". Rybki lubię jeść, ale z dobrego sklepu rybnego, jeszcze nie zdarzyło mi się zjeść własnoręcznie złowionej... oj przepraszam, zjadłem sumika amerykańskiego, ale szkoda mi było go wyrzucić. Za wpis oczywiście ***** (2017-07-23 09:25)

skomentuj ten artykuł