Kosmiczna niedziela

/ 3 komentarzy / 3 zdjęć


Mija kolejny tydzień,sobota wieczór ,czyli czas najwyższy by zaplanować niedzielę.karty nadal niema więc pozostają dzikole- tylko gdzie?Coś mnie nosi by uderzyć na planetarium,niby daleko od przystanku ale jakoś doczłapie.Bus przed piątą czyli w sam raz.

Sprzęt narychtowany ,budzik ustawiony na czwartą więc czas na spanko...Przebudziłem się niestety około drugiej trzydzieści i dylemat bo jak mało kiedy czułem się świetnie tak że nawet noga mnie słuchała: do wyboru miałem drzemkę lub książkę dla zabicia czasu,koniec końców udało się jeszcze przysnąć na moment. 

Pobudka ! tym razem samopoczucie dalekie od znośnego no ale talerz ciepłej zupy i kawa zrobiły swoje czyli w drogę,standardowo na przystanek,parę przystanków no i jestem pod telewizją (wychodząc zerknąłem na termometr i tak jakoś pomyślałem że Celcjusz niepotrzebnie stworzył tak długa skalę bo temperaturka bardziej wskazywała na powrót do ciepłego wyra :-))

Spacerek przez park przy śpiewie ptaków okazał się jednak bardzo miłym a widok eksplozji wiosny przed łowiskiem wynagradzał wszystko i tu popełniłem błąd skracając sobie drogę przez urokliwą łąkę która po paru metrach okazała się bagnistą pułapką i tym oto sposobem nad wodę dotarłem uwalony i mokry do kolan.(ok.9stopni)

Na łowisko obrałem miejscówkę między trzciną a liliami czyli jedno z nielicznych miejsc z paroma metrami czystej wody,delikatnie zanęciłem i momentalnie pojawił się problem w postaci dwóch kaczych rodzinek których za żadne skarby i niczym nie dało się odciągnąć w inne miejsce na dodatek ptaszyska upodobały sobie kulkę i spławik jako obiekt zabawy.

Udało się na szczęście parę rzutów i to nawet wynagrodzonych kilkoma niezłymi karasiami ale liny niestety wymiotło...Około siódmej mimo słońca wcale nie robiło się cieplej a mokre spodnie i buty nie sprzyjały miłej atmosferze no i te kaczki ściągające żyłki i dziobiące spławik...

ODPUŚCIŁEM i decyzja powrotu- w końcu dzień jest długi

Obejrzałem "Woronicza"na info potem mecz żużla no i co tu na wieczór wymyślić,długo nie myślałem-skoro zacząłem na planetarium to warto dzionek zakończyć w "kosmosie" i padło na Brzeziny {iście marsjański krajobraz}zestawy te same ,na przynętę białe,czerwone i kuku i do boju.Do zachodu słońca niemrawo ale jak tylko słońce skryło się za hałdę zaczęła się ostra jazda tak że od razu zrezygnowałem z drugiego kija pozostając przy kulce.

Na branka nie czekałem dłużej średnio niż minutkę a i przeciętna wielkość ryb też niczego sobie czyli zabawa przednia. Ściemniało prawie całkiem ale kulkę dało się jeszcze wypatrzeć na wodzie i nagle ostre branko-zacięcie i miła niespodzianka w postaci trzydziestki krasnopiórki (fotka nie wyszła -za ciemno) a na tym mi zależało ,ogólnie podsumowując nad wodą ok.5 godzin,dwa łowiska i kilkadziesiąt rybek,najskuteczniejszy tradycyjny czerwony i przynęta kilka centymetrów nad gruntem z opadu bez obciążenia

P.S. karasi nie fotografowałem bo nie zabrałem nawet siatki,poza tym ostatnio coś wkleiłem , zal tylko tej krasnej :-) w każdym razie jakby nie ranne przemoczenie to całkiem sympatycznie !

 


4.3
Oceń
(7 głosów)

 

Kosmiczna niedziela - opinie i komentarze

Dos equis xxDos equis xx
-1
"nad wodę dotarłem uwalony" gratulacje (2015-06-02 18:00)
rysiek38rysiek38
0
ano uwalony- od błota oczywiście (perkusyjny instrumencie muzyczny) jak walisz pały to się pod tym podpisz - tak by wypadało :-) (2015-06-02 19:35)
KomanczKomancz
0
Chciałbym bardziej się rozczytać :) Bo miejscami opowieść jakby urwana. Szkoda, że zbrakło fotki tej wzdręgi chociaż zdecydowanie lepszy brak zdjęcia niż super pikseloza gdzie i tak nic nie widać ;) (2015-06-20 11:15)

skomentuj ten artykuł