Kostkowice po latach

/ 4 komentarzy / 3 zdjęć


Ach Kostkowice -co jest w tym miejscu a raczej w niewielkiej wiosce obok Kroczyc, niby to nic takiego bo taka sama \"promocja dobra\" jest dostępna nie tylko tam .ale jedynie tam czuję to co wokół wszystkimi zmysłami. Cisza ,piękne tereny,lasy,stawy ,łąki i strumienie.sprawiają że nigdy nie poruszam się tam utartymi szlakami a zawsze staram się zapuszczać gdzieś gdzie mnie jeszcze nie było i tak było i tym razem ,co mi zbytnio jednak  na dobre nie wyszło...

Ostatnio byłem tam chyba trzy lata temu bo co roku zawsze coś wyskakiwało a tu nagle pęłna promocja ;śliczny solidny plecak od matki w prezencie ,zapewniony transport i jadlo,no i zgrana ekipa -jedyne co musiałem zrobić to opłacić okresówkę na Częstochowę co też uczyniłem w piątkowe popołudnie ,pozostało spakować się, przetrwać noc ,rano cztery godziny roboty i wyjazd...
Na miejscu jesteśmy po czwartej,odwiedziny wiejskiego sklepiku i może tu właśnie ukryty czar tego miejsca a dokładniej dodatkowy atut -niesamowita wręcz życzliwość przyjaznie nastawionych  mieszkańców. Na działce brachola \"sapera\" rutyna czyli organizacja miejsca noclegowego,szybki grill no i czas na ryby.

W planie na wieczór leśne potoczki i polowanie na kropka,nowy plecaczek na grzbiecie ,kij w dłoni i przez lasek przedzieram się w kierunku rzeki (przedzieram nie jest tu przesadą)bo zielska po pachy.
Oczywiście nie byłbym sobą gdybym szedł znanym szlakiem więc przeszedłem w bród potok (jeżeli tak to można nazwać - głębokość ok 10cm)z nmadzieją na jakieś dołki no i trafiłem z tym że nie na potoku a w zielsku przez które próbowałem się przedrzeć czego efektem było efektowne salto ,ślizg na dupie i złamana szczytówka :-) NO ale jestem na JURZE !!!! wiec dalej przez ziele a co z kijkiem to się pomyśli.

Po paru uślizgach (kolejnych) docieram na znajome miejsce i szok -jest głębiej ale o jakieś dwa centymetry ,ciągnie mnie co prawda dalej ale zdrowy rozsądek nakazuje odwrót tym bardziej że pewnie dalej będzie podobnie a słonko znudzone moim widokiem skłaniało się powoli do snu .
Postanowiłem odpuścić i zostawić to na rano,może od zalewu będzie więcej wody no a w razie porażki pozostaje zalew (niezłe okonie i szczupaki)

Po powrocie już bardziej przyjazną trasą ,spędziłem czas na obcowaniu z ekipą m.in.Janosikiem (też wędkarz) który zaproponował wypad na 5-tą rano.  tu wspomnę że jednym z uczestników wypadu był mój kolega z czasów gdy razem graliśmy w paru zespołach czym sprawił mi niesamowitą niespodziankę,tak że atmosfera zajefajna.  Około północy położyłem się spać w prywatnym przybytku sapera czyli poniemieckim kontenerze będącym kiedyś jakimś wozem chyba radiolokacyjnym lub radiostacją.  Dodam że udając się na spoczynek zaznaczyłem że jeśli trafia mi się taka \"promocja\"to nie robię nic na siłę ani tym bardziej na zegarek )pełny luz i żywioł }...

Wstałem około trzeciej,zimno jak diabli - myślę polężę aż usłyszę aktywność u kumpli bo też nie chciałem ich budzić (w koncu urlop to wypas) i każdemu się należy ,a tak w głebi duszy to liczyłem że nie wstaną przynajmniej do czasu aż pogoda  nie będzie choćby bardziej podobna do jesiennej- 5 stopni w lipcu to moim zdaniem porażka tym bardziej w blaszanej budzie :-) Ppo czwartej przysnąłem i wstałem o dziewiątej z łbem 6\\9 bo temperaturka w budzie przekraczała czterdziestkę, na szczęście \"kokotek\"z zimną wodą obok postawił mnie na nogi i dał natchnienie na resztę urlopu, czyli zacznę od śniadanka i kawki a potem samo wyjdzie w praniu :-)...

No i wyszło na tym że ja z kuzynką i jej facetem (wspomniany Zibi - basista) i jej syn wyszliśmy na spacerek moimi szlakami z tym że ja pod koniec odbiłem nad rzeczkę a reszta udała się na skałki...
Dotarłem w okolice mostu-jedyne miejsce dające miejsce z szansą na choćby parę rzutów (taką miałem nadzieje) ale widok bardziej prowokował do przekleństw choć pewnie jakiś plastyk ze sztalugą bylby szczęśliwy..Nie ma wyjścia trza \"kołować nad zalew\" z przed tamy widzę że tam gdzie łowiłem z łodzi poprzednio siedzi Janosik z kolegą z gruntówkami,zbliżam sie do wody a raczej \"zupy jarzynowej\"i myślę no to pięknie - szans na spin zero,jedyną nadzieją mój własnej konstrukcji pływający wobek ale ten miał być na rzekę więc z racji wielkości klapa ,choć nie do końca bo ok.15cm okoń nawet się skusił z tym że franca spięła się pod nogami. Kompanom nie poszło tak żle ,byli tam jednak po piątej i zaliczyli karpiki na grunt z tym że w tych warunkach chol kilowej rybki może trwać godzinkę plus wyplątywaniem z ziela. Odpuściłem spina i kibicowałem a po powrocie do \"bazy\"reanimowałem elektrykę u ciotki po awarii lodówki

FINAŁ !!!
ktoś powie - o czym ten cymbał pisze, tu o rybach nie ma nic...ale ujmę to tak ; trzy lata tęsknoty za miejscem gdzie w końcu jestem i gdzie zawsze czuję się najlepiej, zgrana ekipa, nadzieja na udany połów (niestety klimatu nie przeskoczymy -stan wody) no i parę \"nabitych kilometrów\"z moim kuśtykiem to namiastka raju na ziemi tak że te trzydzieści parę godzin długo będę pamiętał
 

P.S. Warunki na fotach

 


5
Oceń
(16 głosów)

 

Kostkowice po latach - opinie i komentarze

krisbeerkrisbeer
+1
Ryszard, to była ,,wędkarska'' wyprawa, może nie połapałeś ale czasami tak bywa. Sam opisuję swoje ,,wyprawy'' a nie ,,połowy'' więc luzik. Często jest tak że czas spędzony w fajnym towarzystwie rekompensuje wędkarskie niepowodzenia. Pozdrowienia (2015-07-15 09:12)
Piotr 100574Piotr 100574
+1
*****:) (2015-07-15 18:02)
pstrag222pstrag222
+1
***** (2015-07-16 20:36)
Artur z KetrzynaArtur z Ketrzyna
+1
He he he, faktycznie luzacko poszedłeś do tego. Szkoda degradacji tych miejsc. Ciekawe czym spowodowane. (2015-07-19 17:51)

skomentuj ten artykuł