Kotwica - bliskie spotkanie

/ 46 komentarzy / 2 zdjęć


Ostatnio mam wenę twórczą i postanowiłem opisać moją przygodę wędkarską, która była, jest i będzie w mojej głowie dosłownie i w przenośni…

Miałem wtedy 18 lat, pojechałem na wakacje z wspomnianymi już w poprzednim opowiadaniu kolegami po kiju. 2 tygodnie nad Zbiornikiem Soczewka. Mieliśmy przepiękne plany chodzenia codziennie na ryby, połowu dużych okazów itd., itp. Niestety lub stety delikatnie mówiąc większość czasu spędziliśmy na „popijaniu” pewnego rodzaju „wesołych” napojów, szukaniu wrażeń i innych różnych rzeczy tylko nie na wędkarstwie.

Pewnego dnia postanowiliśmy jednak wyruszyć na ryby w dodatku na noc i jeszcze do tego rowerem wodnym. Napaliliśmy się niesamowicie, kupa sprzętu na rowerek i heja w zatokę. Już przed wieczorem zaczęliśmy żałować tego wypadu. Po pierwsze cholernie niewygodnie na tym sprzęcie zdecydowanie nieprzystosowanym do połowu ryb, po drugie mało miejsca do przemieszczania się po pokładzie, po trzecie ciężko zrobić siusiu na takiej łajbie nie mówiąc o czymś więcej. Co do nocnego łowienia….jakieś drobne leszczyki i płoteczki. Żyliśmy nadzieją, że o poranku zacznie się coś więcej dziać i rzeczywiście zaczęło…

Adam chyba z nudów wyciągnął spinning przywiązał ALGĘ 3 i z nadzieja na połów zębatego zaczął młócić wodę. Siedziałem do niego tyłem cały czas wpatrując się w nieruchomy spławik. I to był mój błąd… W pewnym momencie poczułem silne uderzenie w głowę. Co jest k…a! Który mądry rzucił mnie kamieniem!? Tylko skąd kamień na środku zatoki gdzie do brzegu ok. 30 m. Łapię się odruchowo za głowę i czuję, że w głowie jednym grotem kotwicy siedzi mi wyżej wspomniana ALGA 3. Adam zarzucając wędkę zamachnął się chciał rzucić i… z całej siły wpakował mi błystkę w głowę. Patrzę się na kolesi a oni niewiedzą czy się śmiać czy płakać. Zaczęli jednak się śmiać, wręcz parskać śmiechem. Chciałem sobie wyjąć lecz niestety zatrzymała się na kości, w tym przypadku została mi tylko urazówka w szpitalu. Spłynęliśmy do domu, odcięli mi kombinerkami kotwicę wsiedliśmy w malucha Rafała i z tym jednym grotem w głowie znalazłem się na oddziale chirurgii urazowej w szpitalu w Płocku.

Wchodzimy we trzech – brudni, pachnący zanętą pomieszaną z rybim śluzem, stajemy w kolejce do chirurga. Ludzie się patrzą na nas jak na stworków z kosmosu, nie ukrywam że rzucaliśmy się w oczy wyglądem, zapachem i zachowaniem (byliśmy trochę głośni). Wreszcie wchodzę do pokoju lekarskiego i zaczynam mówić: (autentyk)

- dzień dobry, mam kotwicę w głowie i chciałbym się jej pozbyć
- …….cisza……. – dwóch lekarzy patrzy na mnie jak na kretyna
- mam kotwicę w głowie…. – w tym momencie z pokoju obok wygląda sześć postaci w białych kitlach i słyszę bardzo długie ….coooooo…? a potem jeden wielki śmiech a w niego wplecione „proszę mi wybaczyć ha ha ha”, „przepraszam ha ha ha”, „czegoś takiego to w życiu nie widziałem ha ha ha”.

Zacząłem się zastanawiać skąd tyle tych lekarzy akurat w tym momencie, jak się okazało mieli zmianę dyżuru i dlatego tak ich dużo. Położyłem się na kozetce no i zaczęli debatować – wszyscy!!! siedmiu lekarzy i cztery pielęgniarki. Mówią że trzeba znieczulić bo nie da się przebić na wylot tylko rozciąć skórę i wyjąć. Pytają się czy dawno miałem zastrzyk przeciwko tężcowi – „dwa lata te…..” niedokończyłem poczułem igłę w ramieniu (nienawidzę igieł). Chciałem się spytać o formę znieczulenia też nie zdążyłem bo odjęło mi mowę jak zobaczyłem igłę grubą jak pół zapałki. Poczułem zimno w głowę i się zaczęło. Najpierw tępe szarpanie, potem delikatne wyciąganie no i wyszło, tyle że jak krew siknęła to przez minutę nie mogli zatamować brudząc się przy tym niemiłosiernie. Wreszcie zakładają mi opatrunek. I tu się zaczęły jaja. Zamiast założyć mi siatkę przytrzymującą opatrunek na głowie to przywiązali mi go dookoła głowy - od czubka poprzez uszy i skończyli pod brodą zawiązując przecudnej urody kokardkę. Podziękowałem i wyszedłem na korytarz gdzie czekali moi kompani – jak mnie zobaczyli śmiali się ok. 40 minut, gdyż rzeczywiście wyglądałem jak pies po obcięciu uszu, tylko kołnierza przeciw drapaniu brakowało.

Do dziś na każdej wyprawie wędkarskiej siedząc koło Adama za każdym razem kiedy zarzuca wędkę staram się kontrolować to co on robi. Oczywiście robimy sobie z tego jaja i rzucamy teksty takie jak np.: „ciekawe gdybyśmy byli szarpakowcami i wbiłbyś mi kotwicę zrobioną ze szprychy rowerowej to co byś mi wyrwał…” itp.

Uważajcie na swoich kolegów z którymi wybieracie się na ryby bo nie znacie dnia ani godziny kiedy w najmniej spodziewanym momencie będziecie mieli wystawkę ze sztucznymi przynętami na głowie ha ha :-) ;-)

Pozdrawiam Michał Ostrowski „yrtso”

 


4.7
Oceń
(113 głosów)

 

Kotwica - bliskie spotkanie - opinie i komentarze

titi999titi999
0
nie bede tego komentowal bo czytajac to tez sie usmialem z tej kokardki pozdrowienia (2009-03-24 10:11)
użytkownik7474użytkownik7474
0
no to daliście po garach. takie przycięcie rzadko się zdarza:) (2009-03-24 10:11)
mintajmintaj
0
Hehehe ale brechta odemnie 5 (2009-03-24 10:30)
stanley584stanley584
0
Tak to bywa podczas wypraw wędkarskich. Zaczynając przygodę z rybami przeważnie każdy przeżył podobne sytuacje. Ale to widocznie już tak musi być. Ja miałem przypadek wbicia się kotwicy w plecy / koledze z którym wędkowałem/, a że było to daleko od placówki zdrowia postanowiliśmy wyrwać ją. Wcześniej próbowaliśmy ją wyjąć, lecz grot blokował cofnięcie kotwicy. Na raz, dwa, trzy szarpnęłem i po bólu. Wszystko skończyło się szczęśliwie, a blizna pozostała. (2009-03-24 10:50)
wedkarz1305wedkarz1305
0
no to nięźle pojechaliście
odemnie 5 (2009-03-24 10:54)
mard1mard1
0
Dobre dobre ale żem się uśmiał to macie ciekawe a z doktorami to masakra też kiedyś miałenm wypadek Głowa wołowa spadła mi na stope pojechałem do szpitala to trzy babki i jeden gościu mało sie nieposikali jak im powiedziałem co sie stalo masz umnie piątaka pozdro (2009-03-24 11:02)
użytkownik6796użytkownik6796
0
Jaja jak berety.Za[ pi ]ista historia-wybacz,ale ja też się uśmialem teraz z twojego urazu :D
Pozdro,masz 6 i mistrza (2009-03-24 11:07)
KustiKusti
0
Haha, też się uśmiałem... Nie wiem ile ważysz, ale Twój kolega pewnie w życiu już większego okazy nie wyhaczy... Pozdro i oby jak najmniej takich przygód ;) (2009-03-24 11:33)
FanAtykFanAtyk
0
Dlatego nie spieszy mi się do spiningowania w nocy narazie hehe. Dobrze że nie skończyło się na czymś poważniejszym - stracie oka czy części ucha. No ale z każdej takiej sytuacji człowiek wynosi jakąś naukę :) (2009-03-24 11:41)
użytkownik8233użytkownik8233
0
Mój kolega kiedyś własną córkę podwiesił na kotwicy też było trochę kłopotu (2009-03-24 11:42)
kapitanmajtuskapitanmajtus
0
hehe ciekawa przygoda hehe Ja kiedyś podczas spinningowania, zachaczyłem się na zaczepie i próbując uwolnić gumę, mocno szarpałem aż w końcu przynęta wyleciała z zaczepu i trafiła mnie centralnie w nos :) hehe (2009-03-24 11:51)
użytkownik8289użytkownik8289
0
hehehehehehehehehheehehe uśmiałem się że hej . 5 (2009-03-24 12:20)
sachasacha
0
Dobre ;-))) Jeden kolega drugiemu wbił w brew Meppsa 4.W Legionowie na ostrym dyżurze zleciało się też stado lekarzy żeby zobaczyć jak pewexowski Mepps majta się na wysokości oka. Innym razem jeden z kolegów wyszarpując obrotówkę z zaczepu na brzegu tak szarpnął że blacha dostała kosmicznej prędkości a następnie wbiła się z tyły w bark kolegi na tym samym pontonie.Lekarze w Olecku stwierdzili : wyjmie się.........i wyszarpneli a później założyli kilka szwów. Gorzej miał poszkodowany ponieważ 2 czy 3 dni później miał premierę w teatrze Narodowym gdzie był aktorem a występował ubrany w skórzany kaftan sznurowany mocno z tyłu. (2009-03-24 13:20)
sineksinek
0
kiedys kumpel zlapal wegorza na oko ktore mi wyrwal przy wyrzucie... (2009-03-24 15:00)
użytkownik5105użytkownik5105
0
---fajnie opisana przygoda, dobrze że szczęśliwie zakończona ,masz pięć ---pozdr-- (2009-03-24 15:21)
endriutendriut
0
brawo za pomysłowośc kolegi, ja też bym się uśmiał jakbym to zobaczył... Ja jeszcze na szczęście nie miałem zadnej kotwiczki w głowie- chyba że w zębach... Proponuję czapeczki Panowie, małe zgrabne z daszkiem, napewno kotwiczka wbije się najpierw w ochronkę głowy. Przygoda na 5 (2009-03-24 15:26)
jarlukjarluk
0
Oby jak najmniej takich przygód. Czytając ją nie sposób powstrzymac się od śmiechu. Pione daję i pozdrawiam... (2009-03-24 15:29)
użytkownik9708użytkownik9708
0
Jest to mało przyjemne, a wiem coś o tym. Dwa lata temu łapałem okonie na obrotówki "0" a że łowisko było głębokie i okonie brały przy dnie to zastosowałem boczny trok. Przy zarzucaniu poczułem mocne uderzenie w głowę. Po chwili okazało się że obrotówką przybiłem sobie czapkę do głowy. Pozdrawiam (2009-03-24 15:29)
grzegorzk75grzegorzk75
0
Nieźle się ubawiłem! Fajna historia. 5 (2009-03-24 16:15)
burza10000burza10000
0
uhahałem się do łez 5 ci za to (2009-03-24 16:49)
HektorHektor
0
Fajna przygoda, która pokazuje że z wielu wypraw z kolegami zostaje na przyszłość wiele ciekawych i zabawnych wspomnień. Oby więcej takich opowiadań!!! Pozdrawiam (2009-03-24 16:51)
użytkownik5494użytkownik5494
0
Kiedyś z kolegą Jakubem byłem na dzikim stawie. Pływały tam karaski i karpiki. łowiliśmy na białe robaczki. Jednak coś nas opętało i po zacięciu ryby i króciutkim holu ryby wyhaczały się. Postanowiłem zacinać dwa razy. Wychodziło mi to. Lecz Jakubowi nie. Zaciął raz i drugi kumpel krzyczy: (cytuję słowo w słowo) k.... tnij bo ci się wyczepi [ pi ] blada. Więc Jakub nie myśląc szarpnął tak mocno, jakby miał conajmniej karpia 50 kg. Karaś wyleciał w powietrze i leci tak wolno. Obserwuję to jakby czas się zatrzymał. Lecz gdy się zorientowałem to było już za późno. Ryba dała mi takiego plaskacza, że miałem czerwony policzek przez dwa dni.


Inna historia to rozpoczęcie roku szkolnego 2008/09. Zacina i haczyk wbił mu się w brew. przeciął ją na długości 2 cm. .

A wpis jest super i nie życzę więcej takich przygód.

Pozdrawiam

(2009-03-24 17:18)
olafolaf
0
Fajna historia chciałbym ciebie widzieć jak wyglądałeś po zabiegu.Masz 5 (2009-03-24 18:43)
wojtunio64wojtunio64
0
Powinna byc fotka w Wiadomościach Wędkarskich w rubryce rekordy. (2009-03-24 18:46)
przemo72przemo72
0
Ahaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaha !!! :-)))))))) Bardzo fajny artykuł i napisany z jajem :-))))))))) Ale się ryłem :-))))))))))))))))))))) Bolało pewnie jak jasny gwint ale fajowo, że dobrze sie wszystko skończyło :-)))))))))))))) (2009-03-24 18:49)
jessica2006jessica2006
0
KOLEGO WYRAZY WSPOLCZUCIA DLA CIEBIE BOLESNA SPRAWA TA KOTWICA .NIE ZYCZYL BYM TAKIEJ PRZYGODY NIKOMU .WEDLUG MNIE LEKARZE POSTAPILI BARDZO NIE FER SMIEJAC SIE Z CIEBIE KOLEGO . JA BYM ODPLACIL TEMU KOLEDZE TYM SAMYM CZYLI PIEKNYM ZA MADONNE POZDRAWIAM (2009-03-24 19:05)
yrtsoyrtso
0
Dzięki za pozytywny odbiór wpisu, śmieję się z tej sytuacji do dziś. Niestety zdjęć żadnych nie mam bo to było 10 lat temu i kliszę trzeba było oszczędzać...
Ps. byłem wtedy w czapce i dopóki nie odcięto mi kotwicy nie mogłem jej zdjąć.
Pozdrawiam wszystkich z poczuciem humoru :-) (2009-03-24 19:07)
lin75lin75
0
dobre hi hi ...nie kazdemu to sie zdarza...pozdro (2009-03-24 19:11)
Jerzy06Jerzy06
0
To nic śmiesznego. Każdemu może się zdarzyć. W moim przypadku ofiarą spiningowania był pies. A była to niedziela i w trybie pilnym wezwany weterynarz do wyjęcia Gnoma z ucha.
Pozdrowienia dla wszystkich pechowych.
(2009-03-24 19:20)
kret930kret930
0
Kiedyś też sobie rzucałem na podwórku jak to było parę latek temu a za mną stał kolega i gdy tak się zamachnąłem tylko usłyszałem krzyk i gdy się obejrzałem to u niego cały policzek był czerwony od tamtej pory patrze za siebie i to co napisałeś to było śmieszne 5 za to:) (2009-03-24 19:20)
mientus707mientus707
0
niezle jaja. widzialem kilka razy juz takie checa . kiedys zaczepilem kolege moim pierwszym mepsem z peweksu . bardziej szkoda wtedy bylo mi blaszki niz kumpla
(2009-03-24 20:08)
hubihubi
0
Dobre jaja mówią ze wojny przynoszą ofiary a wedkarstwo to takie spokojne hobby odemnie 5 pozdrawiam. (2009-03-24 20:55)
FlaysterFlayster
0
dobre:D ja mialem podobna historie-tylko nie z kotwica :D
Zacialem ojca za ucho haczykiem na lekkiej zylece. Na szczesie wyciagniecie haczyka na pogotowiu trowalo minutke bez zbednych psich opatrunkow :D (2009-03-24 21:27)
mistrallmistrall
0
boki zerwalem ze smiechu................... bardzo smieszny artykuł ...........pozdrawiam max dla ciebie (2009-03-24 21:32)
menagomenago
0
hehe to widzę ze miałeś szarpaka na własnej głowie :P xD hehehehe ciekawe co ludzie sobie myśleli jak was widzieli ?? hehehe oby więcej takich opowieści bo jest się z czego pośmiać pozdrawiam 5 (2009-03-24 22:53)
włóczykijwłóczykij
0
Miałem podobny przypadek, w wakacje z kolegą pojechaliśmy na mały stawek tak z nudów, i jak zaczął kumpel wywijać wędką to w końcu haczyk nr6 zapiął mnie za wargę... (2009-03-24 23:04)
użytkownik8382użytkownik8382
0
to ście połapali. ja takich przypadków nie miałem drastycznych. Ale w rękę to sobie wbiłem, trudno się goiło potem. (2009-03-24 23:49)
mapet77mapet77
0
Ja również byłem świadkiem "bliskiego spotkania z kotwicą" i nie jest to nic przyjemnego. A zwłaszcza jak kotwica wbije się głęboko i na dodatek zadzior utrudnia jej wyjęcie. Jedyne rozwiązanie to interwencja chirurga. (2009-03-25 11:02)
fleischer696fleischer696
0
Hahahahahahha, dobre kokarda rządzi ....... (2009-03-25 19:19)
kopciukopciu
0
ALE DAŁEŚ PO RAJTUZACH , NIE ŻLE SIĘ UŚMIAŁEM SZKODA ŻE NIE MASZ ZDJĘCIA ,ALE MOGĘ SOBIE WYOBRAZIĆ JAK TO MOGŁO WYGLĄDAĆ .A CO DO LEKARZY TO NIE MUSISZ NIC MÓWIĆ ,JA CZEKAŁEM CZTERY GODZINY NA ZSZYCIE NADGARSTKA MAŁO CO BYM SIĘ NIE WYKRWAWIŁ - PIONA - (2009-03-25 19:58)
użytkownik3053użytkownik3053
0
hehe nie no dobre hehe z kokardką najlepsze :D i ten tekst "dzień dobry, mam kotwicę w głowie i chciałbym się jej pozbyć" ha ha ha ha ha (2009-03-25 20:18)
JaśJaś
0
Jeden wpis poszedł na straty,ale mniejsza z tym.Szczęśliwie że skończyło się to tak a nie inaczej,nie życzę tego nikomu.Z drugiej strony trzeba być czujnym na każdym kroku,szczególnie gdy jesteśmy z kimś na rybach.Pozdro............i 5 za szczerość. (2009-03-25 20:48)
2206198122061981
0
Oby jak najmniej takich przygód. Czytając ją nie sposób powstrzymac się od śmiechu (2009-03-26 07:28)
primerap101996primerap101996
0
śmiesznie to się czyta ale koledze "yrtso" nie było do śmiechu na pewno, szczęście że kolega nie zapiął cię z przody głowy i zostawił ci oba oczy. Pozdro (2009-03-26 09:22)
użytkownik9239użytkownik9239
0
Podobne zdarzenie miałem dawno dawno temu kiedy jako dzieciaki łowiliśmy nad Skrwą .Spiningując zaczepiłem swojego młodszego kolegę teraz to wspominamy z uśmiechem na twarzy , ale wtedy byłem niezle wystrachany.5 za poczucie humoru. (2009-03-28 09:27)
Popo94Popo94
0
Najlepsza akcja w szpitalu, hahahahahahaa (2009-12-25 01:51)

skomentuj ten artykuł