Kulka - szczęścia

/ 2 komentarzy

Mamy pare dni wolnych od pracy w miare piekna pogoda może pora na rybki-wybieramy się na zasiadkę karpiową tym razem na wyrobisko pożwirowe na którym można coś złowic no i odpocząc.Jest 27 08 2008rok .Wyjeżdżam z moją żoną i psem Korkiem natomiast zięciu z rodzinką ma dojechac popołudniu.Pakowanie przyczepy campingowej trwa parę godzin no bo to jedzenie,zanęta,woda no i oczywiście sprzęt.Korek czując już zbliżający się wyjazd nie opuszcza mnie już ani na krok-wie że będzie miał trochę frajdy na łonie natury.Po zakupach i spakowaniu całego karpiowego majdanu oczekiwany wyjazd.Nad wodę dojeżdżamy w godzinach południowych no i znowu to samo tym razem rozpakowywanie ustawianie ekwipunku turystycznego jak fotele,stół itp.Robiąc to ukradkiem spoglądam na wodę ale nic szczególnego się na niej nie dzieje od czasu do czasu tylko stado kaczek zakłóca ciszę podrywając się do lotu.Wszystko gotowe stojak rozstawiony zanęta przygotowana żona przygotowała kawę ale ja już z wiaderkiem wybieram się zakarmic wybrane miejsce pod małą wysepką w odległości około 100 metrów od brzegu.Głębokośc dochodzi tam do około 1.80m i jest lekki spad w kierunku wysepki-piekne miejsce na karpia.Żona oczywiście już w swoim żywiole bo kawa wystygnie ale ja pchany karpiowym instynktem jestem już w wodzie i udaję się znanymi mi scieżkami zakarmic wybrane miejsce.Rzucam do wody około 5 kg gotowanej kukurydzy dipowanej na słodko oraz 2 kg kulek własnej produkcji na bazie TB TOP EDITION MIX NATURAL FOOD NIC REWELACYJNEGO.Pochwili zarzucam zestawy w zakarmione miejsce na kukurydzę no i kulki no i czas na zimną już prawie kawę.Słoneczko przygrzewa odbijając swe promienie od wody Korek brodzi przy brzegu goniąc uciekające mu ciągle żabki i tak leniwie czekamy na resztę rodzinki no i jakieś branie.Na wysepce po lewej stronie na gałęzi przycupnęła sobie jakaś sroka i drze się w niebogłosy a na niebie tylko fruwające rybitwy rozdzierają powietrze swym krzykliwym głosem.Do wieczora nic się nie dzieje,przyjeżdża tylko zieciu z rodzinką stawiając swoja przyczepę obok mojej.Następnie zakarmiając i zarzucając swoje zestawy po lewej stronie wysepki –tu głębokość dochodzi do 2.5 metra.Zanęta ta sama kukurydza no i kulki.Jest wieczór około godz. 23 –cisza jest taka że aż w uszach szumi nic się nie dzieje aż do momentu aż sygnalizator Piotra przerywa milczenie i zaczyna sygnalizowac branie. Po zacięciu Piotr holuje karpia ja podbieram no i po chwili ważenie ma 8 kg dwie fotki i do wody w świetle księżyca.Siedzimy na czacie do rana ale nic szczególnego się nie wydarzyło.Nawet gdy zaczęło świtac i przyroda budziła się do życia nie ma żadnych brań aż dziwne.Dzien zaczyna się od śniadanka zakarmieniu ale już mniej obficie.W czasie śniadania mamy gosci to para łabędzi odwiedza nasze stanowiska ale nie dostając nic do jedzenia odpływa spokojnie na inne stanowiska.Do wieczora nic szczególnego tylko jakieś leszczyki na kulkę i cisza.Zainteresowanie nasze wzbudza gołąb który siada sobie na mojej przyczepie i chodzi sobie jagby nigdy nic po całym dachu. Zaczyna się robic ciemno trwa koncert żab które obudzily się z letargu i się przekrzykują trwa piękny wieczór.Po chwili zieciu znowu wyciąga karpika około 4 kg słóżę mu podbierakiem-dyskutujemy co należałoby zmienic aby coś konkretnego zaczęło się dziac.Sączac sobie piwko wspominaliśmy akwen Kozielno i wtedy przypomnieliśmy sobie o kulkach które nazwaliśmy kulki szczescia.Ide do przyczepy zerkając na dach a gołab usadowił się koło wywietrznika drzemie chyba został na noc, w świetle latarki widzę na nodze drugą obrączkę chyba lotową po prostu zabłądził?Znajduję szczesliwe kulki i montuje z nimi zestawy zarzucam w okolice wysepki w odległości około 2 m od brzegu.Sprawdzając sygnalizatory idziemy spac druga przeciez noc bez snu-organizm musi odpocząc.Leżac w dali słyszę szczekanie psów i lekki powiew wiatru.Zasypiam i po chwili tak mi się wydawało a była to godz. 3 nad ranem budzi mnie dźwięk mojego sygnalizatora –to mój delkim się odzywa. Wyskakuje z przyczepy zacinam i czuje opór ale jakiś dziwny.W miedzy czasie dołancza również zieciu z podbierakiem.Holuje rybe ale jakos dziwnie na pewno to nie karp mówię.Gdy ryba jest już przy brzegu robiąc ostatnie już młynki oczom naszym ukazuje się piekny węgorz gruby jak puszka po piwie.Wyciagamy rybę na brzeg zaczyna świtac mierzymy ma dokładnie 107cm i 2.80kg wagi mój nowy rekord życiowy.Wzioł na kulke szczęścia a był to smierdziuch o zapachu muszli koloru zielonego.Złowiony na wedkę anakonda extrima kołowrotek daiwa infinity 5500 zyłka foxa o przekroju 0.35 hak również foxa wielkosci 1-0. Gdy trwały pomiary węgorza gołąb zfrunąl i usiadł na wiaderku z zanętą zajadając kukurydzę po chwili pofrunął w sobie znanym tylko kierunku.Tak minęła jeszcze jedna doba bez szczególnych wrażeń trzeba się pakowac i ruszac do domu.W czasie odjazdu przyroda żegna nas ulewą i porywistym wiatrem.Do nastepnego razu może będzie lepiej a może znów na kulke szczęścia weżmie jakiś węgorz aż dziwne że miał na takie coś apetyt.

 


3.2
Oceń
(22 głosów)

 

Kulka - szczęścia - opinie i komentarze

roczeslaroczesla
0
SUPERRR opis Piąteczka ***** i powodzenia na następnych wypadach !!!
(2011-01-24 11:55)
u?ytkownik26041u?ytkownik26041
0
fajnie się czytało super opis wyprawy wędkarskiej no i oczywiście gratuluje pieknego węgorza ładny okaz za wpis piona ***** (2011-01-24 12:08)

skomentuj ten artykuł