Kwietniowe karasiowe połowy

/ 1 komentarzy / 13 zdjęć


W piątek gdy wstałem rano dzień nie zapowiadał się dość ciekawie, ale już mieliśmy z kolegami umówiony wypad na ryby dlatego pełen zapału poszedłem do szkoły. Lekcji nie miałem dużo, bo około godziny 13:00 byłem już w domu szybko się uszykowałem dokładnie sprawdziłem czy wszystko jest i można ruszać zadzwoniłem po kolegę i po kuzyna. Maciej i Kuba zjawili się u mnie błyskawicznie każdy dostał coś do ręki, aby doniósł to nad samą wodę no i wyruszyliśmy około godziny 14:20. Pogoda była ciągle nieciekawa wiał silny wiatr i zbierało się na deszcz, ale prawdziwym wędkarzom nawet pogoda nie przeszkadza , no i tak po przejściu 3 km doszliśmy nad wodę.

Rozłożyliśmy sprzęt i zaczęliśmy wędkować, od razu wziąłem się do urobienia zanęty zajęło mi to kilka sekund i pod nęciłem jak na razie tylko Maciejowi chcąc zobaczyć jaki będzie tego efekt po 15 minutach pierwsze branie. Ryba brała delikatnie lekko przy-topiła i wystawiła, a następnie energicznym pociągnięciem zanurzyła spławik. W tej chwili nastąpiło zacięcie i spokojny hol. Pierwszy karaś jest już na brzegu, wychytrzyłem go i chcąc sprawdzić ile sztuk uda nam się złowić wsadziłem go do siatki. No i niestety tym braniem zakończyło się dotychczasowe wędkowanie, aż do godziny 18:40 wiatr pięknie się uspokoił, woda ustała, a ryby zaczęły brać jak szalone.

Następne branie miałem ja lecz teraz ryba energicznym ruchem zatopiła spławik lekko zaciąłem i wyholowałem na brzeg pięknego karasia , po paru minutach gdy ja nawet nie zdążyłem go wy haczyć. Branie miał Kuba i wyciągnął pierwszego w dniu dzisiejszym okonia, który też trafił do siatki. Następnie pod-nęciliśmy trochę łowisko i zaczęliśmy dalsze połowy , no i Maciej znów piękne branie i piękny karaś na brzegu. Ja postanowiłem zarzucić trochę dalej i się opłaciło branie było bardzo lekkie i delikatne dlatego odczekałem chwilę gdy ryba już się zdecyduje, no ale niestety pewnie był to mój błąd i zaciąłem za wcześnie.

Poczułem dość duży opór i miałem ją przez pewien czas na haczyku, ale po paru minutach holu ryba się wy haczyła , byłem na siebie zły, bo mogło być to w końcu jakiś większy karaś lub nawet piękny lin no ale trudno oczywiście nie zniechęciło mnie to do dalszego połowu , Kuba wyciągnął następnego okonia tak samo Maciej mi po pewnym czasie też wziął okoń razem było ich około 5-6 sztuk które wylądowały w siatce później miałem piękne branie i to był następny karaś około godziny 19:30 zaczęły brać same jazgarze które od razu wypuszczałem do wody bez względu na zdjęcia wy haczyłem i wypuściłem dochodziła godzina 20:00 i czas zbierać się do domu wyciągam siatkę, a tu ani jednego okonia.

Mówię do znajomych co jest okazało się, że zabrałem starą siatkę, w której była niewielka dziura ale wystarczająca, by uciekł przez nią okoń dlatego nie udało mi się ich z fotografować nasz końcowy połów, który pozostał w siatce to 4 karasie, które otrzymały wolność i mam nadzieje, że dziś tj. w sobotę uda mi się złowić coś większego. Z wypadu byłem bardzo zadowolony było dużo humoru i ryby brały pod koniec dnia jak szalone nic innego nie cieszy mnie tak bardzo jak udany wypad na ryby .

POZDRAWIAM

 


4.1
Oceń
(7 głosów)

 

Kwietniowe karasiowe połowy - opinie i komentarze

u?ytkownik61065u?ytkownik61065
0

ciekawe opowiadanie gratki za C&R

za wpis*****

(2011-01-11 18:45)

skomentuj ten artykuł