Leszcz na spółę

/ 22 komentarzy

Dzwoni telefon. Po drugiej stronie słyszę znajomy głos Paszczaka – mojego kompana z wielu zasiadek i wypraw wędkarskich. Pyta o sukcesy podczas wczorajszego wędkowania. Dwa liny – odpowiadam. Wyraźnie zachęcony piękną pogodą i zapewne również uaktywnieniem się wiosennych linów postanawia, że wsiada na rower i jedzie na zaporówkę Raduni.

Zbliża się południe a ja coraz częściej rozważam czy nie dołączyć do Paszczaka, nie miałem w planach tego dnia jechać na ryby, ale plany weryfikuję w ciągu kilku minut i już siedzę w samochodzie i kieruję się na łowisko. Sprzęt miałem w samochodzie, zanęty i przynęt zostało mi z wczoraj więc nawet nie musiałem się pakować i około czternastej jestem na miejscu. Widzę kolegę. Siedzi około trzydziestu metrów poniżej mojej wczorajszej miejscówki. Rozkładam się obok niego z dwoma feederami.

Nie muszę pytać bo po jego minie widzę, że chyba nie biorą. Nie załamujemy się jednak, bo wiemy, że to łowisko słynie z popołudniowej aktywności ryb. Jest to zbiornik zaporowy przy elektrowni wodnej więc wiele zależy od otwarcia śluzy oraz ruchu i poziomu wody. Woda stoi i jest bardzo niska więc nie liczymy na wiele ale wpatrujemy się w nasze szczytówki i korzystamy z pieknej pogody. Od czasu do czasu przerzucając zestawy czeszemy niewielki akwen obserwując wodę.

Wielokrotnie siedziałem tam z wędką i zauważyłem, że otwarta śluza pobudza ryby do żeru, ale to nie jest wielkie odkrycie, bo o tym prawie każdy wędkarz wie, że woda płynąc podnosi drobne skorupiaki i inne przysmaki z dna. Czekamy więc z utęsknieniem na otwarcie śluzy rozmawiając o tym gdzie pojechać na początku maja na zębatego szczupaka.

No i w końcu się doczekaliśmy, woda się podnosi – puścili na wyżej położonej śluzie i pewnie zaraz u nas otworzą aby przepędzić setki metrów sześciennych wody przez turbinę elektrowni.
Poszła woda w ruch – uśmiechamy się do siebie i z niecierpliwością wpatrujemy w szczytówki naszych feederów.

Jeden z moich to nowiutki jeszcze nie przechrzczony holem żadnej ryby Mikado Trython Fedder 390. Mam ogromną chęć wyholować pierwszą zdobycz na nową wędkę i zobaczyć jak pracuje.
Mijają minuty za minutami a brań jak nie było tak nie ma. Zaczynam poważnie zastanawiać się nad zmianą miejscówki. Może pójdziemy wyżej, tam gdzie wczoraj złowiłem te liny – mówię do kolegi. On mało zainteresowany moim pomysłem postanawia zostać a ja biorę wiadro z zanętą oraz moje siedzisko, które pełni zarazem funkcję skrzyneczki na drobny sprzęt wędkarski i kieruję się na wczorajszą szczęśliwą skarpę.
Po wędki zaraz przyjdę – mówię i oddalam się.
W połowie drogi słyszę za plecami wołanie… Wracaj i podbierz mi rybę!
Zawracam w jednej chwili i biegnę pomóc koledze.
Co widzę?

W ręku Paszczaka moja nowa wędka wygięta jak łuk, a na płyciźnie wielka złota łopata leży bokiem i czeka na podebranie. Leszcz ląduje na brzegu, a ja zaczynam rzucać dość dosadnymi określeniami swojej decyzji o zmianie miejsca. Zachciało mi się wędrówek, to mam za swoje.
Na moją nową wędkę został złowiony leszcz, który byłby moim rekordem życiowym. Mierzył pięćdziesiąt pięć centymetrów i ważył dwa i pół kilograma. Gratuluję koledze holu, i przetestowania mojego nowego feederka i wściekły wracam do wędkowania. Nie myśląc już o zmianie miejsca zapalam papierosa i gapię się na szczytówki z nadzieją na kolejnego złotego leszcza.

Tego dnia udało nam się złowić jeszcze jednego leszczyka oraz trzy liny, ale żadna z tych ryb rozmiarami nawet nie zbliżyła się do naszego wspólnego leszcza. Mam teraz nauczkę, że nie należy odchodzić od wędek i kombinować ze zmianą wcześniej wybranej miejscówki.

 


4.7
Oceń
(78 głosów)

 

Leszcz na spółę - opinie i komentarze

Arci70Arci70
0
Super opowiadanie. Przez chwilę przeniosłem się nad wodę, i łowiłem z Wami. Życzę więcej takich okazów nie tylko na tą wędkę. (2010-05-03 14:40)
PetrysPetrys
0
bardzo fajnie opisana przygoda ;) zostawiam *****
(2010-05-04 10:07)
michal0210michal0210
0
Piękna wyprawa! Też miałem nauczkę że nie należy zmieniać miejsca którego na początku się wybrało! Zakup nowego sprzętu był na pewno słuszny! Pozdrawiam
(2010-05-04 10:20)
użytkownik7555użytkownik7555
0
Moje gratulacje ! (2010-05-04 10:28)
jurekjurek
0
Ciekawie piszesz .................przez mały momencik czułem , że to ja tam jestem ..............ode mnie 5 ***** --------- pozdrawiam serdecznie Jurek .
(2010-05-04 10:49)
wiechu1603wiechu1603
0

Bardzo fajnie opisana przygoda, do tego piękna ryba. I tak pozostaje mi tylko pogratulować i zostawić ocenę 5.

Pozdrawiami życzę kolejnych udanych wypraw nad wodę.

(2010-05-04 11:21)
zegarzegar
0
Gdybyś nie kombinował ze zmianą miejsca , test wędziska był by zaliczony. Ja sam nie raz zmieniam miejscówki, więc wiem jak to jest , jak się człowiek nastawi na branka, a tu lipa. Pozdrawiam...
(2010-05-04 13:08)
musiek93musiek93
0
Gratuluję udanego połowu, a co do samego artykułu to oczywiscie zostawiam 5 *****, bo przyjemnie się czytało. Pozdrawiam i połamania kija zycze : )...
(2010-05-04 13:41)
mariusz2010mariusz2010
0
Fajny artykuł,miło się czytało ode mnie 5-czka.
Życzę dalszych równie owocnych połowów!!!
Pozdrawiam .

(2010-05-04 13:58)
mar83mar83
0
Ej musiał nowy kijek być nienamoczony ale i tak gratuluję Cierpliwość kolegi została wynagrodzona
(2010-05-04 14:26)
pilot244pilot244
0

Jak nie biorą rybki to należy właśnie oddalić sie od wędki ja często miałem tak że leszcz brał właśnie wtedy jak mnie nie było na miejscu ha ha pozdrawiwm:)

(2010-05-04 14:43)
cisy10cisy10
0
Świetny artykół dla mnie na piatke . Nastepnej rybie nie daj tak uciec hehe:) Wiem ze taka strata boli podwójnie bo kiedys odeszlem od zestawu gruntowego i ujrzalem tylko kontem oka brzane ok 55cm blyskajaca w wodzie zaraz przy brzegu ale zdarza sie . pozdrawiam (2010-05-04 15:17)
spokojnyspokojny
0

Jarku

 

Jak opublikowałeś swój pierwszy artykół o dorszach z Zatoki Gdańskiej, napisałem wówczas że czekam na następny Twój tekst, i muszę powiedzieć że się nie pomyliłem co do Ciebie , właśnie przeczytałem następny tekst po którym mam niedosyt, bo i konstrukcja jak i temat są świetne więc chciałoby się więcej.

W związku z powyższym nakładam na Ciebie obowiązek o informowaniu mnie o każdym Twoim nowym felietonie.

Pozdrawiam

Grzegorz

Ps. Ocena Celująca, a mogę dać zaledwie piątala.

(2010-05-04 15:32)
The Piterson12345The Piterson12345
0
no ale cóż nowy kijek dobrze pracował , a że pan nie miał tej satysfakcji holowac leszcze jest karą ;) trzeba byc cierpliwym heh ale fantastyczny artykuł daję ***** pozdrowienia i połamania (2010-05-04 15:51)
ponikwodaponikwoda
0
Mogę sobie tylko wyobrazić Twoją minę jak Twój kumel ciągnie leszcza na Twoją nowiutką wędkę. Pewnie jeszcze nie raz będziesz cholował na tego federa ładne sztuki, czego Ci serdecznie życzę i pamiętaj pilnuj wędek. Pozdrawiam. Za artykuł daję 5*****. (2010-05-04 16:37)
RoolRool
0
Spory leszcz jak wazyl 2,5 kg o tak nie nalezy odchodzic od wedek bo nigdy sie nie wie co sie wydazy
(2010-05-04 18:09)
1967ab1967ab
0
jak sie siedzi to sie wysiedzi . czytalo sie fajnie . pozdrowienia i powodzenia . oczywiscie *****
(2010-05-04 18:41)
szuwarek85szuwarek85
0
No cóż nie wiele można w tej kwestii powiedzieć. Tobie mogę pogratulować dobrego wyboru kija, bardzo dobrze się sprawuje a Twojemu koledze mogę pogratulować wspaniałego leszczy, który niestety miał być Twoim okazem. Na osłodą mogę Ci tylko dać piąteczkę za artykuł i życzyć Ci więcej szczęścia w podobnych sytuacjach.
(2010-05-04 19:46)
użytkownik8975użytkownik8975
0
Dobre 5Pozdro. (2010-05-04 20:32)
beabea
0
Zasłużona 5 :) Czekam na pierwszego rekordowego leszcza złapanego przez Pana nowym Trython'em.
(2010-05-11 11:08)
superkuzka1996superkuzka1996
0
wciągająca historyjka;p
Pozdrawiam (2011-01-07 12:22)
Harry PotterHarry Potter
0
Że też jeszcze tego nie skomentowałem... No cóż Minus, fajny leszcz, wędka też fajna... Trzeba będzie "pomęczyć w/w zbiornik w poszukiwaniu jeszcze większych okazów. Pzdr
(2011-02-19 12:20)

skomentuj ten artykuł