Leszczochyt-Podgórki Tynieckie 06.10.13

/ 1 komentarzy / 31 zdjęć


Dnia 6.10.2013 r. na starorzeczu Wisły w Podgórkach Tynieckich zakończyliśmy sezon wędkarskich zawodów towarzyskich. Nasza impreza, tj. Koła Garnizonowego w Krakowie, organizowana wspólnie z zaprzyjaźnionym Kołem Nr 16 PZW z Nowego Targu, uzyskuje w miarę upływu czasu coraz cieplejszy koloryt i dobrze rokuje na przyszłość. Przemawia za tym okoliczność, że w ostatnich zawodach goście stanowili aż dwie trzecie ogółu zawodników, że powiększają się pokłady wzajemnej sympatii i każdemu odpowiada spotykanie się z miłośnikami zwyciężania. Panowało przekonanie, że o końcowym sukcesie w 80 % decyduje losowanie. Wypada mi zgodzić się z tą tezą, gdyż zawody były jednoturowe i na tej podstawie tezy nie dało się odeprzeć. Ale o innej mogę zeznać z przekonaniem, że gospodarze ze względu na gościnność nie parli na pudło. Sprzyjało im łowienie na nieco ponad metrowej wodzie. Goście nie do końca godzili się z tezą o losowaniu i mając naturalne zdolności przyciągania ryb w miejsce postoju, odpowiednio koncentrowali się, co widać było na ich twarzach. Pogoda nam dopisała. Z początku było bezwietrzne, potem bujało wodę w lewo i następnie w czwartej godzinie, w prawo. Łowisko znali wszyscy, ale właściwe wnioski co do sposobu łowienia wyciągnęli tylko nieliczni. Posłużę się przykładem mojego stanowiska nr 12. W pierwszych pięciu minutach złowiłem ładną płotkę. Następnie w ciągu trzech godzin tylko jednego okonia. Różne myśli przychodziły mi wtedy do głowy. Liczyłem minuty, obłoki, samoloty i ryby przewagi, które wyłuskiwał szalejący na przemian, na odległościówkę i uklejówkę sąsiad Góral Stasio oraz donęcałem, błagałem, groziłem, obiecywałem i modliłem się do Neptuna. I tak w elipsie, na okrągło, aż zapytałem się, co zrobiłbym jako trener w tej sytuacji i odpowiedziałem sobie, że odrzucamy emocje, znamy łowisko, a tu są leszcze, a jeżeli leszcze, to leszcz lubi jak przynęta spoczywa w jednym miejscu i jedynie trzeba cierpliwości. Zamieniłem się w cichego czychajca i sprawdziło się w ostatnich 25 minutach, a właściwie to w ciągu 7 minut. Otóż podeszły leszcze i wyjąłem trzy pod rząd uzyskując 100 % skuteczności. Do tego samego co ja, Góral zamykający sektor doszedł już przed zawodami. Nęcąc oszczędnie jokersem pomieszanym z gliną zamienił się w prawdziwego leszczochyta i praktycznie zablokował migrację ryb. W ten sposób Kolega Wiesław Kuchta, czarownik wody z Nowego Targu wypracował 5965 pkt, co dało mu zdecydowanie pierwsze miejsce. Wygrał także w kategorii "Największa ryba" - 580 pkt i "Najlepszy Góral". Drugie miejsce z wynikiem 4018 pkt zajął Góral Kol. Sławomir Wysocki, a trzecie także Góral, Kol. Adam Kaczmarczyk z wynikiem 1869 pkt. Czwarty był - a jakże - Góral Kol. Stanisław Dziedzina zwany Lipieniem, któremu liczyłem ryby przewagi nad zawartością mojej siatki. Szósty był także Góral - Kol. Wiesław Łukasz z wynikiem 1261 pkt. Pominięte w wyliczance piąte miejsce stało się moim udziałem z wynikiem 1288 pkt i jednocześnie premiowało mnie w kategorii najlepszego gospodarza. Po zawodach było wyraźnie widać i słychać, że każdy jest zadowolony. Jeżeli nie z tego, co sam złowił, to z obiadu i z tego, że na tej wodzie w ciągu czterech godzin można złowić tylko jednego jazgarka o wadze 2 gram. Gratulacje i śmiech z powodu tego jazgarka słychać było jeszcze przez kilka godzin. Do zobaczenia Górale w 2014 r.!

 


5
Oceń
(9 głosów)

 

Leszczochyt-Podgórki Tynieckie 06.10.13 - opinie i komentarze

obiwanobiwan
0
Jak zawsze notka extra. Co do emocji zgadzam się w 100% , trzeba je studzić niemal do zera. Atmosfera wiem że była na 5 bo jak się spotkają ludzie z pasją i poczuciem humoru to dobra zabawa zawsze gwarantowana (pozdrawiam Górali) (2013-10-11 22:51)

skomentuj ten artykuł