Lin we wrześniu - nieszczęście w szczęściu

/ 9 komentarzy / 5 zdjęć


W przeddzień mojej wyprawy na jezioro Gim wraz ze szwagrem wybraliśmy się nad Narew, nieopodal Pułtuska. Wyprawa ta niezbyt się nam udała z powodu totalnego braku brań, poza jednym małym okonkiem, którego udało mi się złapać na spinning. Próbowaliśmy zarówno na spinning jak i na grunt lecz ryby nie współpracowały. Czując niedosyt postanowiłem wybrać się na wspomniane wcześniej jezioro Gim, dosyć okazjonalnie bo akurat rodzinka postanowiła zabrać się nad to jezioro w celu niedzielnego odpoczynku. Łowiłem tylko raz nad tym jeziorem na spinning z brzegu, a było to jakieś 2/3 lata temu. Wyniki były mizerne, bo tylko jeden okonek, miał może 15 cm. No ale cóż, nie przejmowałem się wyprawą sprzed kilku lat i byłem pełen optymizmu i nadziei, że tym wypadem nad to jezioro odbiję sobie wypad z poprzedniego dnia.

Nastawiałem się głównie na spinning, więc do torby z wędkami wrzucam zarówno spinning przeznaczony do łowienia szczupaków jak i spining przeznaczony do łowienia okoni. Podczas pakowania owych spinningów przypomniała mi się wyglądająco dosyć obiecująco miejscówka, a tą miejścówką był stary pomost znajdujący się wśród trzcin na niezbyt głębokiej wodzie (1,5m - 2,0m). W związku z przypomnieniem sobie o tym pomoście oraz z tym, że po wczorajszej wyprawie zostało mi jakieś 0,5-0,7 kg zanęty i pół puszki kukurydzy do torby trafia także jedna z najbardziej lubianych przeze mnie wędka, a mianowicie odległościówka Mikado Kind Of Magic Match długości 390 cm i c.w. do 25g oraz do pary dorzucam feedera.

Na miejsce dojechałem jakoś w granicach 11 przed południem, godzina niezbyt wędkarska ale nie tracę nadziei. W ruch rusza szczupakowy spinning. Obławiałem linię brzegową przez ponad godzinę i zero kontaktu z rybą! Nie pomagały zmiany przynęt zaczynając od gum a kończąc na wahadłówkach, bezproduktywne były też zmiany zarówno techniki oraz głębokości prowadzenia przynęty. Buszowałem po trzcinowiskach jak i po pomostach ale dalej nic. Mówię w myślach jak nie szczupak to na pewno okoń, więc szybko do samochodu i zaczynam obławianie "okoniówką" lecz tu dalej nic. Podobnie jak wcześniej zmieniałem przynęty z twisterków na obrotówki, z obrotówek na gumy soft4paly i nie przynosiło to efektów. Zaczynam doszukiwać się co może być przyczyną niepowodzenia: pogoda (ciepło i słonecznie), pora dnia czy może mój brak znajomości wody. Na odpowiedź nie musiałem długo czekać, bo po kilku chwilach od mojej rozkminki przychodzi miejscowy i zaczyna ze mną rozmowę. Podczas rozmowy dowiedziałem się, że na tym jeziorze są prowadzone odłowy przez gospodarstwo, które jest opiekunem tej wody. Jak to powiedział miejscowy, przeciągają sieciami wzdłuż i wszerz, i złapanie tu ryby chodź by wymiarowej graniczy z cudem, a w szczególności na spinning. Trochę zniesmaczony tym uciekłem do ostatniej deski ratunku, spławik i grunt na pomoście wśród trzcin.

No to zaczynam przygotowywać łowisko do wędkowania, w wodzie lądują 3 kule zanęty z wczorajszego wypadu nad Narew, a mianowicie feederowa zanęta Trapera, bodajże Dynamic oraz 3 garście kukurydzy konserwowej. Zanęta niezbyt urozmaicona lecz nic więcej nie miałem (jesień jak dla wielu innych wędkarzy, tak i dla mnie jest porą na spinningowe uganianie się za drapieżnikami, więc dodatków do zanęt zero). Po przygotowaniu łowiska czas w końcu zarzucić zestawy do wody. Zestaw spłwikowy składał się z wędki Mikado, kołowrotka Spro Passion Match, żyłki 0,20 mm (gruba bo służyła mi do łowienia karpi), spławik o wyporności 1,5 g, przypon o średnicy 0,14 mm i długości jakiś 30 cm oraz kuty hak nr. 10; feeder składał się z nisko budżetowego zestawu (jedna z moich pierwszych wędek), czyli wędka Jaxon Acord Feeder, kołowrotek również Jaxon wielkości 300, koszyczek o cieżarze 10 g, żyłka 0,22 mm, przypon 0,18 mm i hak nr. 8. Blisko trzcin i fragmentu zatopionego drzewa ląduje zestaw spławikowy na wspomnianej wcześniej wędce Mikado, zaś daleko w głąb jeziora ląduje zestaw feederowy. Oczywiście na haki lądują 2 ziarna kukurydzy, miałem również dendrobeny w rozmiarze 4 lecz nie ryzykowałem z powodu bardzo licznej drobnicy (słowa miejscowego się sprawdzały, a mianowicie olbrzymie stada drobnicy, a zero widocznej aktywności drapieżnika). Po około 20 minutach zaczyna coś się dziać wokół spławika, jest branie i to zdecydowane, więc tnę. Na brzegu melduje się leszcz, a raczej leszczyk bo mierzył około 15 cm. No cóż łowię dalej i konsekwentnie 2 ziarna kukurydzy. Po kolejnych 20 min, jest branie i to niezbyt zdecydowane, więc pierwsza myśl to lin. Zacięcie i faktycznie lin 28 cm. Ucieszyłem się z tego niezbyt dorodnego lina bo od kilku lat próbowałem złapać lina w łowiskach, w których łowię na co dzień lecz jest to marzenie ściętej głowy gdyż zbiorniki te są przepełnione karpiem. Ponownie upływa 20 min i zaczyna się charakterystyczne bąblowanie. Dobry znak, może będzie to mój następny lin we wrześniu. Tym razem dosyć energiczne branie, zacięcie i siedzi. Ryba walczy, a ja robię wszystko co w mojej mocy by nie wpłynęła w trzciny lub zatopione drzewo. Wszystko ładnie, pięknie wymanewrowałem rybę ze strefy zagrożenia aż tu nagle trzask! Pękła szczytowa sekcja wędki. Ryba dalej siedzi na haku, więc kończę ten krótki ale niezwykle emocjonujący hol. Ryba na brzeg i miarka wskazuje na 37 cm. Dla mnie rewelacja bo już dawno nie złowiłem lina, a lin ten może nie największych rozmiarów ale rozmiarów zadowalających i co najważniejsze waleczny niczym karp o wiele większych rozmiarach. Po tym braniu nie zrezygnowałem z łowienia złamaną wędką, nawet widać było aktywność ryb w zanęconym miejscu lecz już nic nie pochwyciło haka z przynętą, feeder dziś tak samo jak i wczoraj stał na baczności lecz bez żadnego brania.

Przypuszczam, że powodem pęknięcia wędki było prawdopodobnie osłabienie tej części wędki podczas transportu (łapałem na tą wędkę przez 3 lata i sprawowała się świetnie, karpie do 3 kg holowałem bez najmniejszego problemu więc nie widzę innego logicznego wytłumaczenia). Dzień ten może okraszony stratą i to wielką, bo niestety wędka jest już nie produkowana od dwóch lat i części szczytowych również w serwisie mikado brak, to jednak zaliczam ten dzień do udanych. Przede wszystkim, że przerwał moją wędkarską posuchę (przez około 5 wypraw bez kontaktu z rybą, a przynajmniej z jakąś miarową) i mogłem odbić sobie wczorajszy wyjazd, ale chyba najbardziej ucieszyło mnie spotkanie z profesorkami w tak przetrzebionym łowisku (faktycznie dużo osób na forach pisało bardzo podobnie opinie do tej którą wyraził miejscowy). Nie ukrywam, że lin jest dla mnie najpiękniejszą rodzimą rybą i jedna z najwaleczniejszych, które występują w naszych wodach.

Wędkę zawsze kupię nową, lecz satysfakcji i emocji pożądanych przez każdego wędkarza, nie kupię.

 


4.7
Oceń
(27 głosów)

 

Lin we wrześniu - nieszczęście w szczęściu - opinie i komentarze

bocznytrokbocznytrok
0
Fajny artykulik. Za wpis 5 *****. Ps masz fajną odległościówke, na prawde dobry kijek. (2014-09-25 18:20)
rysiek38rysiek38
0
profesorek tej miarki to moim zdaniem niezła zdobycz więc tylko gratki,zwłaszcza jak zbiornik odławiany. A co do kija to miałem podobną przygodę z tym że byłem 100km od domu na tygodniowym wymarzonym wypadzie (nówka) i nie miałem zapasu (2014-09-25 18:50)
piotr48piotr48
0
gratulacje za ciekawy artykuł natomiast zdjęcie pomostu to osobny temat czy pan nie zauważa że takich pomostów praktycznie nie ma 99% to zwodzone fortece uniemożliwiające innym wędkarzom korzystanie z wody i o dziwo władze PZW nie zauważają tego problemu (2014-09-26 05:01)
czaro93czaro93
0
Jest to mój pierwszy wpis i dziękuję za miłe słowa, postaram się częściej opisywać moje wyprawy i oczywiście robić to jak najlepiej. Pozdrawiam :) (2014-09-28 09:34)
gravediggiegravediggie
0
hej, za wpis 5*. Złamałem szczytówkę w Lexus Sapphire i wysłałem do Mikado. Wędka była po gwarancji więc wysłałem bez karty. Po dwóch tygodniach wędka wróciła nietknięta. Wysłałem raz jeszcze - tym razem z kartą gwarancyjną i wędka wróciła z wklejoną szczytówką. Być może części są ale na potrzeby serwisu gwarancyjnego - o ile wysłałeś tak jak ja za pierwszym razem, bez karty gwarancyjnej. (2014-09-28 20:48)
naruto1919naruto1919
0
Prawda to prawda ja też od roku choć na lina się nastawiam nie miałem szczęścia ale jak widać nie można się poddawać 5 tka do dziennika. (2014-09-29 09:18)
marek-debickimarek-debicki
0
Piękne te złociutkie linki, które zapewne wynagrodziły całą wędkarską cierpliwość. Pozdrawiam i *****pozostawiam. (2014-09-29 09:25)
amand amand
0
Artykuł nawet bardzo dobry. Ale nie najlepszy. Pisałeś że jest to twój pierwszy wpis więc na zachętę wstawiam ocene 5 :) (2014-11-02 19:16)
jacfarjacfar
0
kilkanaście lat temu gim był rybnym jeziorem, szczupak, okoń, w rynnie sporo sandacza, teraz to studnia, resztka drapieżnika, trochę białej ryby, wykreśliłem z wędkarskiej mapy (2015-03-14 09:19)

skomentuj ten artykuł

 





Sklep wedkuje.pl

Spro Red Arc Legend