Zaloguj się do konta

Lipcowy leszcz

Zapowiadało się, że upał jednak sobie odpuści. Zbieraliśmy się do wyjazdu na ryby cały tydzień i z dnia na dzień przesuwaliśmy plany, bo a to pogoda, a to praca lub inne przeszkody. I takim trafem wybraliśmy się w sobotę 4 lipca, w tamtym roku na Myślicach brały już leszcze jak oszalałe. W tym jednak, przez długą zimę wszystko się poprzesuwało m.in. tarło i leszcz brać nie chciał. Byliśmy przecież tydzień wcześniej i sprawdzaliśmy-ni widu, ni słychu. Dobra ja sprawdzałam. Tym razem zawalczyliśmy we dwoje, co 4 wędki to nie 2. Nawet dwie tury kajaków nie zepsuły nam humorów bo bardzo grzecznie przepłynęli od razu w stronę przeciwną do naszych zestawów i gromko przepraszali za zakłócenia... Śmieszne, bo brać zaczynało jak rozpoczynali spływ.

Początkowo jak tylko dotarliśmy na łowisko zauważyłam wędkarza, który już skończył zasiadkę-na lina pomyślałam. Wiem gdzie polują. Idę spróbować może dobrze zanęcił i jeszcze się jakiś kręci zagubiony Lolek. Po każdym zarzucie branie, a po zacięciu najczęściej siedziała wzdręga. Większość „palczaki” choć niektóre wymiarowe i tłuściutkie. Znudziło mi się po godzinie a w duchu klęłam, że nie mam kukurydzy. Niestety na białe brały też i maciupeńkie rybki a mimo to czterogramowy spławik tańcował. Jak założyłam czerwonego to ciągały go i cmokały ale nie dało się zaciąć. Zrezygnowałam i poszliśmy spróbować na grunt.
Z początku brań było o wiele za dużo niż-byśmy chcieli? Po zarzucie drobnica ciągała zestaw, co przeczekiwaliśmy i dopiero po chwili spokoju reagowaliśmy na branie. W pewnym momencie mój sygnalizator rozpoczął zjazd w dół. Podwijałam trzykrotnie i kiedy już postanowiłam zaciąć piłka wystrzeliła w górę. Zacięłam! Poczułam szarpnięcia. Najpierw jedno, później dwa kolejne. Pomyślałam, że okoń i faktycznie. Walczył zawzięcie. Nieduży okoń łyknął mój zestaw. Za długo pozwoliłam mu bawić się z robakami i już miał je w gardle. Wypychacz nie pomógł. :/ Gdybym wiedziała, że to on zacięłabym wcześniej. Trudno. Już wiem, że dziś będą brały z gruntu…

Drugie branie nie przypominało pierwszego. Lekkie opuszczanie i za chwilę stanowcze podniesienie piłki pod kij. Zacięłam bez zastanowienia i znów poczułam niespokojne szarpanie, po czym nastąpił odjazd w bok i zestaw prawie wylądował w trzcinach. Zaczęłam mocniej podszarpywać i rybka zmieniła kurs. Hopsa na plażę i jest kolejny okoń. Ale za to zapięty pięknie za wargę i większy od poprzedniego. Tamten miał 27cm. Ten 30cm. Zanotowaliśmy tego dnia 3 okonie. Trzeci też miał 30cm. Miałam też agresywne branie pod kija, które zacięłam i poczułam jedno mocne szarpnięcie po czym zwinęłam zestaw już bez problemów aby na końcu nie ujrzeć ryby ale też i kawałka przyponu bez haka. Hmm znów szczupak grasuje? Nie raz zabierał mi rybkę z haka często z przyponem lub oddawał rybkę po szarpnięciu, z której, w chwili wyjęcia z wody, zaczynała tryskać krew. Może znowu tu żeruje. Kiedyś żarłoka przechytrzyłam i skusił się na moją blaszkę, miał 55cm. Cóż trzeba będzie spróbować kiedyś znowu. "Zdecydowanie za rzadko łapię na spinning" - pomyślałam.

Potem trafił jeszcze mały krąpiak i od tego czasu już tylko skubanie. I tak do południa, do chwili kiedy mój sygnalizator zjechał po woli w dół a następnie bardzo wolno z chwilowymi przystankami zaczął się unosić w górę. Bez chwili wahania zacięłam. W pierwszym momencie poczułam opór i trudność w odezwaniu zestawu od dna. Narastające „uuuUUU” - tylko tyle potrafiłam z siebie wydobyć. Po krótkiej chwili (zapewne kilka sekund) będącej dla mnie wiecznością udało mi się rozpocząć hol. Nie wiem już jak długo to trwało. Początkowo póki rybka była przy dnie mocno ze mną walczyła. Dopiero jak wyciągnęłam ją płycej jakby poddała mi się. Przez chwilę zwątpiłam czy jest nadal na haku. Dopiero gdy zobaczyłam jej grzbiet nad taflą wody uspokoiłam się. Szkoda tylko, że nie chciała ze mną powalczyć - była uległa jak żaden z moich leszczy dotychczas. Widać im starsza tym bardziej leniwa : ) (żarcik) i tak cieszyłam się jak dziecko tyle tylko, że dopiero po chwili kiedy miałam rybkę już na brzegu. Tym sposobem pobiłam swój rekord o 4cm. Leszcz miał 44cm i 0,84kg. Złowiony na pęczek białych i zapięty mocno za dolną wargę. Wziął w południe przecząc wszystkim, którzy tego dnia odradzali zasiadkę w dzień radząc zostać na wieczór i na noc. Pomyślałam, że mają rację ale moja zdobycz zaprzeczyła im i tylko utwierdziła, że mogę zasiadać za dnia-jak wolę.
Teraz pakuję manatki i lecę pod domek do przyjaciółki. Będziemy łamać zasady zaszczycając się wzajemną obecnością a jak! Zasiądziemy na leszcza… dziś wieczór i zahaczymy kawałek nocki.

Opinie (6)

użytkownik

Gratuluję pobicia własnego rekordu :) za wpis leci 5* [2013-07-08 12:57]

umicha

Gratulacje i życzę dalszych rekordów ***** [2013-07-08 20:48]

Skowron20

Gratulacje ładne rybki;) 5-tka;) [2013-07-09 07:56]

roman55

Magdaleno gratulacje z podnoszenia poprzeczki dla złowionych rybek życia - aby tak dalej :). Pozdrawiam . Za wpis *5 [2013-07-09 08:34]

użytkownik

Gratulacje i 5 ***** [2013-07-12 12:26]

użytkownik

Gratulacje i 5 ***** [2013-07-12 12:27]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Wakacyjne szczupaki

Zaczęły się długo wyczekiwane wakacje. Postanowiłem, że będę umiesz…