Listopadowe Grubasy

/ 1 komentarzy / 24 zdjęć


Ten sezon wcale mnie nie rozpieszczał zwłaszcza w cieplejszych miesiącach kiedy nie miałem za wiele czasu. Myślałem, że jesienią spędzę więcej czasu nad wodami ale jak zwykle na gdybaniu się skończyło. Mnóstwo pracy nad drugim wydaniem książki, skutecznie ukrócił moje zasiadki do minimum. Jednak nie poddawałem się i jak tylko prace zostały dopięte na ostatni guzik mogłem ruszyć nad wodę.

Na zasiadkę wybraliśmy łowisko dość głębokie. Jezioro otoczone lasem należy do PZW więc od razu wiedzieliśmy, że nie będzie za łatwo. Łowisko było przygotowane na 10 dni przed zasiadką. Do wody leciały kulki z serii Black Horse o smaku Arctic Krill i truskawka zalane Pulsar Liquidem.

Wreszcie nadszedł dzień zasiadki. Dojechanie nad wodę zajęło mi ponad 3 godziny, ale klimaty jakie zastałem na miejscu zrekompensowały mi wszystko. Piękna sceneria kolorowej jesieni. Coś naprawdę wspaniałego i dlatego nie rozumiem wielu łowców, którzy kończą sezon już we wrześniu. Taki klimat trzeba zobaczyć na własne oczy w połączeniu z chłodnym powiewem jesiennego wiatru.

Zasiadkę rozpoczęliśmy w trójkę. Tuż przed 16 zestawy mieliśmy w wodzie i spokojnie mogliśmy zasiąść przy stoliku i podyskutować o jesiennych karpiach. Woda miała 9 stopni więc jest bardzo dobrze i można liczyć na brania.

Już pierwszego wieczoru kolega wyjmuje pięknego pełnołuskiego kilkunastokilowca. Jest więc bardzo dobrze. Jesienią nie łowi się przecież karpi seriami zwłaszcza w tego typu jeziorach. Niestety do rana praktycznie nic się nie dzieje nie licząc leszczy.

Tuż po godzinie 7 rano budzi mnie delikatne branie. Zaspany lecę do kija, gdzie za łożyłem zestaw chood rig z pojedynczą kulką pływająca wyciągniętą z zalewy 15mm z serii Pulsar. Zacinka i sam nie wiem co mam na kiju. Ryba parkuje w zielsku i trudno mi ją podholować. Po dłuższej chwili odzyskuję kontakt z rybą i już wiem, że to nie leszcz a karp. Wyjmuje również pełnołuskiego ponad 10kg. Jest więc super czego więcej chcieć przecież to jesień. Widząc, że jest szansa na kolejne brania, postanawiam zmienić zestaw na tradycyjny z bezpiecznym klipsem a jako przypon zakładam plecionkę w otulinie Camotex Foxa. Wiem, że te stare karpie są już dość cwane zwłaszcza, że woda jest już chłodna. Chood rig nie zawsze nadaje się na długie hole dlatego taka zmiana. Natomiast sztywniejsza plecionka bez ściągania otuliny pozwoli mi na lepsze wpięcie ryby. Ściągam tylko otulinę na włosie i zestaw ląduje w wodzie.

Szybko robimy pamiątkowe fotosy i jemy śniadanie. Następnie trzeba szybko ruszać ze zmianami zestawów bo przecież to jesień i po 16 robi się już ciemno. Niestety druga noc nic się praktycznie nie dzieje. Drobne obskubywania leszczy i nic większego nie trafia na wędki.

Tuż nad ranem praktycznie podczas lekkiego rozwidniania się następuje branie u kolegi. Walka trwa jakieś niecałe 15 minut i olbrzym ląduje w podbieraku. To jeden z największych karpi jakiego udało się złowić w tym jeziorze. Kiedy leży na macie to już wiemy, że jest to Gradek, nasz znajomy z innych miesięcy. Jest więc naprawdę dobrze masa ciężka w listopadowy czas.

Kiedy usiedliśmy do śniadania na mojej prawej wędce usłyszałem pojedyncze piśnięcie. Nagle szpula mojego Foxa weszła na największe obroty. Podnoszę kija i się zaczęło. Gwizd kołowrotka niesamowity. Ryba wyjmuje mi kilkadziesiąt metrów żyłki i jest na starcie nie do zatrzymania. Ucieka na środek jeziora na kilkunastometrową głębinę. Pomyślałem że mam pełnołuskiego 15+, które w tym jeziorze się trafiają. Ryba jest bardzo waleczna. Po kilkunastu minutach próbują ją podciągnąć aby wreszcie w czystej wodzie zobaczyć co mam na drugim końcu wędki. Kątem oka przepłynął tuż obok mnie wielki lustrzeń, serce mi mocniej zabiło i obróciłem wzrok do kolegi i mówię to Szermierz. To największa ryba jaką mi osobiście udało się złowić w tym jeziorze. Emocje więc sięgnęły zenitu. Wreszcie udaje się ją podebrać i jestem już spełniony. Ta jedna ryba mi wystarcza już do końca zasiadki. Mamy przecież dwa wielkie lustrzenie na macie, które wzięły w odstępie zaledwie kilku godzin. Teraz wiem, że zmiana zestawu to dobre posunięcie. Dzięki sztywniejszej plecionce w otulinie karp jest tak mocno wpięty, że nie miał najmniejszych szans na spinkę. Bardzo mnie to cieszy, zwłaszcza jak w porę podejmę słuszną decyzje. Robimy razem w pięknej scenerii zdjęcia z listopadowymi rybami i siadamy do buteleczki czegoś mocniejszego, choć tak naprawdę jesteśmy rozgrzani do czerwoności. Zwłaszcza, że przychodzi front bardzo ciepłego powietrza.

Jeszcze tego samego dnia około 15 kolega doławia wspaniale ułuszczonego lustrzenia lampasowego i mamy 5 rybę zasiadki. Do rana nic się już nie dzieje. Przychodzi front z bardzo silnym wiatrem i to była przyczyna wcześniejszego intensywniejszego żerowania karpi. One takie zmiany wyczuwają a my dzięki temu mogliśmy złowić te dwie wielkie ryby.

Nęcenie było bardzo skromne zaledwie po garstce zanęty na zestaw plus siateczka z pokruszonymi kulkami zalanymi pulsarem. O tej porze roku lepiej podać mniejsze ilości dobrej jakości zanęty w naszym przypadku była to seria Black Horse niż sypać duże ilości niskiej jakości produktów. Przynęty to kulki z serii Pulsar oraz kulki 4D wspierane Dumbelsami. Główne smaki to Arctic Krill i Truskawka.

Pozostaje na koniec napisać do zobaczenia nad wodami bo sezon trwa do 31 grudnia a 1 stycznia rozpoczyna się nowy!

 


5
Oceń
(10 głosów)

 

Listopadowe Grubasy - opinie i komentarze

rowydurowydu
-1
Czy Ty wiesz co piszesz?Gdzie?-Kiedy?- in na co? (2015-12-09 16:03)

skomentuj ten artykuł