Łowienie belon - fakty i mity

/ 1 komentarzy / 3 zdjęć


Od ostatniego wpisu udało mi się tylko niestety raz zagościć na plaży. Cóż, z moich obserwacji wynika, że belony powoli rozpraszają się z tarłowych stad, a przez to są trudniejsze do złowienia. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, a mianowicie wiele szarpakowców odpuszcza powoli swoje belonowe wyprawy. Ostatnio natknąłem się na wpis, przedstawiający technikę połowy tej wspaniałej ryby. Wiadomo, każdy z nas ma jakąś swoją wiedzę i przyzwyczajenia, dlatego nie ze wszystkim się zgadzamy. Ukuło mnie w oczy jedno zdjęcie przedstawiające, jak się potem okazało osiem, a nie dziewięć ryb (tutaj odpowiedź na mój komentarz autora, sugerująca że chyba nie umiem liczyć). Postanowiłem pokusić się o komentarz z uwagi na to, że limit połowu ogranicza się do pięciu sztuk, zaznaczając przy tym że mogę się mylić bo może akurat autor cyknął fotkę wspólnego połowu z kolegom. Nie było to nic osobistego a bardziej apel, o wypuszczanie niektórych ryb, bo jeśli tak dalej pójdzie możemy się doczekać czasów, w których ta piękna ryba przestanie przypływać do naszych wybrzeży w celu odbycia tarła. Jak się okazało, nasi zachodni sąsiedzi nie mają dobowego limitu ryb. Wstając rano, zdziwiłem się ponieważ kolega nasilił się, aby wejść na mój profil, znaleźć artykuł częściowo dotyczący belon i zacząć go komentować, pokazując moje błędne myślenie. Jestem otwarty na konstruktywną krytykę. Ale ten przypadek nie wiem jak nazwać, ktoś chciał pokazać swoją wyższość czy co ? Nie wiem, jak tą sytuacja nazwać, ale koniec postu trochę mnie zniesmaczył. „Myślę, że w tej kwestii należy raczej zaufać tym, którzy posiadają czasem kilkadziesiąt lat doświadczenia w połowie bellony.” Gdzie chyba będąc szczegółowym należy, pisać belony a nie bellony. Zabrzmiało to co najmniej tak, jakby autor miał w dorobku co najmniej kilka publikacji odnośnie połowu „bellon”. Co ja dwudziestojedno latek mogę wiedzieć ?



Mój rozmówca zacytował mój ostatni wpis, poruszając moje błędne przekonanie dotyczące przywieszek. Mówię przywieszek, czyli mocowania kotwicy na przyponie oddalonym od błystki. Cóż, żaden z szanujących się wędkarzy których znam tak nie robi. Powoduję to po prostu zaczepianie ryb w miejscach których byśmy nie chcieli; czyli podczepianie za ogon, brzuch, bok itp. A tamten pan lansuję tą teorię, mówiąc że przywieszka mająca kilka centymetrów nie jest przywieszką. Nie chodzi o to, ile ma centymetrów, a o to że belony zgrupowane w tarłowych stadach nie zawsze są skore do ataku, a w taki sposób zwiększamy sporo ryzyko zahaczenia ryby która tylko stała bądź przepływała koło naszej blaszki. Gdy jednak, zdecydujemy się na tradycyjne zbrojenie, będziemy bardziej selektywnie zacinać ryby które naprawdę były zainteresowane naszą przynętą.Drugim minusem jest to, że taki zestaw będzie się nam plątał podczas wietrznej pogody oraz prowadząc wabik zbrojenie będzie zwisało ku dole przez co będziemy zbierać masę roślinności. Idąc tokiem rozumowanie kolegi, stosując jego zestaw łatwiej będzie zaciąć belonę za otwór gębowy niżeli za dziób. Tutaj widzę trochę przeczenie samemu sobie. Po pierwsze, patrząc na zdjęcia z wpisu kolegi stosuję on dużo większe kotwicę niż ja; duża kotwica tak naprawdę, szersza niż sam wabik będzie z tym kolidować. Co z tego, że przypon przywiązany do kółka łącznikowego swobodniej znajdzie drogę do otwory gębowego belony, skoro kotwica szersza od samego wabika będzie temu przeszkadzać. Druga sprawa, na innym zdjęciu widziałem stosowanie czerwonego materiału, np. z bawełny. Belona ma charakterystyczne zęby skierowane do środka, dlatego jeśli coś złapie trudną jej to będzie puścić. Dlatego, po co autor neguję mnie, że będę zaczepiał belony za kruchy dziób, skoro jego zabieg jest wręcz ku temu skierowany ? Bez owijania w bawełnę, tak naprawdę hol belony to walka z czasem. Z każdą sekundą holu wzrasta prawdopodobieństwo, że owa przyjaciółka nam się zepnie. Można trochę jednak sobie pomóc:



- Hol belony, technicznie porównałbym do holu sandacza. Hamulec na beton i jazda. Belona będzie latać, wyskakiwać, koziołkować i robić wszystko żeby nam uciec, dlatego starajmy się mieć żyłkę cały czas napiętą.


- Odnośnie zbrojenia, o którym tak się rozpisywałem, stosuję dwie opcje :


* Do kupionej blaszki, dodaje kółko łącznikowe, najlepsze są moim zdaniem kółka Kamatsu. Doskonale radzą sobie w niekorzystnych morskich warunkach. Następnie doczepiam do tego kotwicę (Stosuję Ownery ST-36BC nr. 6-8). Dobry sposób na agresywnie żerujące belony.


* Do kółka łącznikowego dokładam krętlik, następnie drugie kółko a na koniec kotwicę. Oba wymienione sposoby rozwikłają nam problem z sławną dźwignią. Tak na prawdę najważniejsze w całym zestawie są kotwicę. Muszą być ostre i mocne. Wyżej wymienione będą idealne.



Nie będę zdradzał wam wszystkich tajemnic. Jeśli zaczniecie łapać belony, sami będziecie wpadać na nowe rozwiązania i realizować je nad wodą.


Chyba robię się coraz dojrzalszym wędkarzem. Zwracam uwagę na rzeczy, ma które wcześniej nie zwracałem. Brzydzą mnie teraz wędkarzy niosący złowiony ryby w plastikowych reklamówkach z biedronki. Patrzę na świat innymi oczyma. Oczyma wędkarzy, który czuję się być spełniony gdy tylko jest nad wodą. Ryby, to co na czym opiera się nasz świat są tylko swego rodzaju dodatkiem.

 


5
Oceń
(12 głosów)

 

Łowienie belon - fakty i mity - opinie i komentarze

jacenty75jacenty75
0
Bardzo fajny wpis - dodam jedynie, że ja do kółka łącznikowego za blachą doczepiam krętlik z agrafką (adekwatny do wielkości blachy najlepiej ten z tych długich i wąskich) i do agrafki dopinam dobrej jakości kotwiczkę. (2014-05-29 08:39)

skomentuj ten artykuł