Łowienie lina - magia ósemki

/ 7 komentarzy

Całe to zdarzenie zachwiało moją wiarą w podręczniki o połowach linów. Wszelkie nęcenia tygodniami i wszystkie te przygotowania. Miejsce, które opiszę nigdy nie było przeze mnie szykowane pod lina, a z tego, co wiem, to przez innych też nie.



Cichy terkot budzika stawia mnie na nogi o 3:20. Ubieram się po cichu i spakowany idę do roweru. Teraz jeszcze 3 km nad jezioro i mogę się rozkładać z całym majdanem. Zaczynam od preparatu na komary, gdyż bez tego nie ma jak funkcjonować nad woda. Po wysmarowaniu się dokładnie, usiłuję sobie w mówić, że to zadziała. Wziąłem się za przygotowanie zanęty. Zwykła traperowska zanęta na leszcza. Poszło 5 kul prosto w cel. Teraz czas na wędkę. Rozłożyłem i położyłem ją na okraczce.

W końcu mogłem spokojnie obserwować kochane jezioro. Wzrok syciłem około 15 minut. Tyle wystarczy duszy, aby jej też zrobiło się milej. Zarzucam zestaw w zanęcone miejsce i czekam. Ja rozumiem i w pełni się z tym zgadzam, że ten wyjątkowy sport jest dla ludzi cierpliwych. Jednak cierpliwość ma to do siebie, że się kończy wcześniej czy później. Moja wytrzymała 3 godziny. Nic nawet puknięcia. Byłem podłamany. W miejscu gdzie wczoraj uzyskałem około 2,5 kilograma ryby dzisiaj nawet jazgarz nie podpłynie. Więc 2 „krasne” wielkości 10cm i krąpia, niewiele większego, nawet nie liczę. Do tego wszystkiego zaczął się zrywać wiatr powodujący fale w stronę brzegu. A tu spławiczek półtora gram2a.
Zły na wszystko ściągnąłem zestaw bliżej brzegu, obok kępy trzcin. Rzuciłem parę kul zanęty i czekam.

Z początku ich nie widziałem, ale stawały się coraz bardziej zdecydowane. Brania, w końcu jakieś brania. Siedzę i czekam. Oby tylko nie zepsuć. Nagle spławik idzie zdecydowanie w dół. Zacinam i momentalnie czuję opór. Jestem święcie przekonany, ze to kolejna krasna, leszcz czy krąp, tylko trochę większe. Holuję szybko i sprawnie w stronę brzegu. W połowie holu czuję, że opór całkowicie zmalał, a żyłka jest zrobiła się luźna. Czarna rozpacz mnie ogarnęła. Mamrocząc, wiadomo co, pod nosem zarzucam jeszcze raz. Ustawiam zestaw w tym samym miejscu i czekam. Po 20 min oczekiwania, spławik odjechał kolo 15 cm w prawo i zastygł. Chwilę później odprowadzałem wzrokiem jego antenkę pod powierzchnie wody. Natychmiast zaciąłem, już nie lekko i delikatnie, tylko pewnie i mocno. Ryba momentalnie ruszyła w trzciny. Chciała zdecydowanie uciec, lecz w mojej wersji wydarzeń nie miała takiej opcji. Szybko ją z tego kierunku zawróciłem. Zwijając żyłkę podciągnąłem ją do lustra wody podniosłem pyszczek nad taflę, żeby trochę „powietrza popiła”. Tak jak i nam, tak i rybie nie poszło na zdrowie za duże popijanie i pokazała mi swój piękny bok.

W tym momencie juz wiedziałem, że dostąpiłem zaszczytu złowienia pana LINA. Po trzech latach udało mi się w końcu złowić LINA. Moje kochanie mierzyło 33 cm i zostało złowione o 9:15 na białe robaki o smaku anyżu. Jeszcze dobre pół godziny nogi i ręce drżały mi w widoczny sposób.

Wszystko działo się 08.08.’08r.

Dap

 


4.7
Oceń
(23 głosów)

 

Łowienie lina - magia ósemki - opinie i komentarze

avallone78avallone78
0
Ode mnie 5
Pozdrawiam z Paryża :)
(2011-03-23 10:57)
piotrekelkpiotrekelk
0
szkoda że nie wziął o 8:08:)
a może warto na początku nie nęcić? bo tak wcześnie jest niesamowicie cicho i spokojnie a kule wpadające do wody skutecznie płoszą ryby...przynajmniej ja tak robię, ten czas gdy wschodzi słońce jest magiczny więc rybom jak i  sobie nie chce psuć tej przyjemności hałasem...:)
(2011-03-24 12:11)
Zbig28Zbig28
0
Ciekawie opisane i czuło się ten wędkarski klimacik. Mnie też kilka razy udało się ucapić linki bez wcześniejszego długotrwałego nęcenia więc znam ten specyficzny smaczek. Śliczna to rybka i gdy jest niespodzianką to rzeczywiście miłe uczucie. No, i ten moment wypuszczania..!
Przy okazji :
Do kol. avallone - POZDROWIENIA  Z  WARSZAWY !
(2011-03-24 22:55)
SamotnikSamotnik
0
           Tak to z Linem bywa.  Moje największe Liny  zawsze łowie ok. 1 , 1,5 m od brzegu.   Są przebiegłe ale chyba znalazłem na nie sposób . Oprócz ciszy  i zanęconego stanowiska często stosuje zestaw bez  obcjążenia i spławika. Zyłkę trzymam w palcach. Są efekty !! a liny medalowe !!! Wracają do wody. Pozdrawiam. ***** (2011-03-26 05:51)
Zibi60Zibi60
0
Przyjemnie się czytało - czekam na inne Twoje opowieści, masz dar. 5*
(2011-03-27 05:32)
DapDap
0

pisanie tego typu opowiadań zawsze bardzo mi sie podobało i nie jest to trudne, pozwólmy pisać duszy

Dzieki za tak miłe komentarze.

(2011-04-13 16:01)
u?ytkownik70140u?ytkownik70140
0
5 (2013-05-12 15:03)

skomentuj ten artykuł