Łowienie lipieni - moja historia

/ 8 komentarzy

Pstrągi łowię od 1991 r., ale pierwszego potokowca na muchę złowiłem dopiero 20 marca 2015 r. Na początku łowiłem sam w towarzystwie Oneczki. Gdy w Zwierzyniu na Sanie postrzegłem zatrzęsienie potokowców i okoni, natychmiast wskoczyłem do wody i zarzuciłem .... zahaczając o Oneczkę na brzegu. Ryby pierzchły. Gdy ponownie je zobaczyłem i zarzuciłem, to zestaw zatrzymał się na drzewie. Teraz nie jestem tak jak dawnej w gorącej wodzie kompany. Ale długo do pożądanego stanu dochodziłem. Na Dunajcu miałem sukcesy. Za dużym kamieniem w Sromowcach złowiłem kilka uklei i okoni. Raz nawet łowiąc okonie stanąłem na muchowym pudle. To były czasy, kiedy muchowe mistrzostwo Polski wygrywało się okoniami. Innym razem na czerwcowych zawodach śmiało kroczyłem w woderach po Dunajcu jak kiedyś po Sanie i nagle wpadłem w dołek po pas. Jeszcze nie zdążyłem coś złowić, a już musiałem się suszyć. Słońce było marne i dlatego suszenie trwało do końca zawodów. To były niezachęcające doświadczenia. W 2014 r. wziął mnie pod trenerską opiekę kolega Paweł. Robił nimfy, podpowiadał i pokazywał jak łowić. Szło mi inaczej niż dotychczas. Raz złowiłem dwa kleniki, a innego dnia łącznie 9 kleników na Rabie. Trenersko opiekował się mną także Piotr - aktualny mistrz Krakowa na wodzie stojącej. Objaśniał i pokazywał, wyjaśniał nad Białym Dunajcem, gdzie mogą być stanowiska pstrągów. Nadal jednak szło mi opornie lub stało. Piotr złowił 11 potokowców ( niektórym zrobiłem zdjęcia), a ja nic. I wtedy Piotr się zirytował, zabrał mi wędkę z ręki, zarzucił pod mostem i natychmiast zaczął holować dublet. Pstrągi pojawiały się na powierzchni wody na zmianę, a jeden raz razem. Kręciły Piotrem dookoła i sprowadzały go z prądem wody. Gdy zszedł już ponad 30 metrów, jeden z nich się wypiął. Drugi wszedł w podbierak. Miał co najmniej 50 cm. Zrobiłem zdjęcia i potok wrócił do wody. Piotr oddał mi wędkę i kazał powtarzać rzuty. Nadal mi nie szło, ale nie musiało. Byłem przyjemnie sparaliżowany i delektowałem się myślą, że potoki złowiły się na wędkę, którą sam urządziłem, sam dokonałem wyboru much i sam je wiązałem. Mój system był skuteczny. Uwierzyłem, że ja też złowię, ale nie muszę dzisiaj. Lepiej było wiosną tego roku. Wprawdzie na Rudawie nic nie złowiłem, ale miałem dwa razy kontakt z pstrągiem. One jeszcze działały na mnie z zaskoczenia. Przełom nastąpił po tym, jak na pytanie dlaczego znowu nic nie złowiłem odpowiedział Krzysio, że to trzeba prowadzić na sztywno. Zacząłem sprawdzać, co znaczy "na sztywno". Często bywałem nad wodą. Na godzinę, na dwie, ale byłem i sprawdzałem na Rudawie, Dłubni i Prądniku a od maja także na Rabie i Dunajcu. Odpowiedź znałem już od 20 marca 2015 r. W tym dniu na Rudawie używając streamera złowiłem dwa pstrągi a z dwoma innymi miałem kontakt przez wędkę. Uwierzyłem, że ja też mogę złowić. Często bywałem nad wodą. Łaziłem po wysokich trawach i pokrzywach, przedzierałem się przez krzaki stanowiące barierę nawet dla zająca. Czułem pasję. Nie łowiłem dużo, tak 1 - 2 na jeden pobyt. A gdy przekroczyłem 40 pstrągów, przestałem liczyć. Ale pojawił się inny problem. Zaczęło być zasadą, że każdy mój większy pstrąg, czyli taki, który w trakcie holu nie dał się podprowadzić pod powierzchnię wody, urywał się przed podbierakiem. Okazało się, że mój kij AFTM 6-8 jest zbyt sztywny. Sprawiłem sobie kijek AFTM - 4 i problem zniknął. Przestałem urywać ryby, a jeżeli już, to bardzo sporadycznie. W większości te powyżej 30 cm lądowały w podbieraku. Biłem swoje rekordy życiowe w długości złowionego pstrąga z 27 na 32, 36 i następnie 40 cm., a w lipieniu z 17 na 35 cm. Już zupełnie do połowu lipienia pozyskałem Hydropsyche AFTM 3. Wędka sprawdziła się fantastycznie, bowiem tą wędką złowiłem mojego rekordowego lipienia. I jeszcze jedno spostrzeżenie. W łowieniu rekreacyjnym kąt prowadzenia nimfy nie ma wielkiego znaczenia, bo zawsze coś złowimy. Natomiast na zawodach, gdzie trzeba łowić dużo, staramy się prowadzić nimfę "z nieba". Im wyżej trzymamy wędkę, tym sukces jest pewniejszy. Pamiętajmy, że zawsze na sztywno. Żadne luzy nie są tolerowane, zwłaszcza przez małe pstrągi.

 


3
Oceń
(21 głosów)

 

Łowienie lipieni - moja historia - opinie i komentarze

w6i6e6w6i6e6
+2
Fajna fota na desce do krojenia... (2015-09-21 09:49)
Piotr 100574Piotr 100574
+4
urywały się bo za szybko je już na patelni widziałeś :) (2015-09-21 17:48)
florek13florek13
+2
Szkoda że już nie spadają dalej z wędki, bo widzę że los ich przesądzony. P. Romanie prawdziwy "łowca" i wędkarz wstydziłby się dać takie zdjęcie... Żałość.. Proponuje wrócić do okoni... lub uklei - może nawet lepiej. (2015-09-21 21:34)
HansoloHansolo
+2
Prawdziwy wędkarz / nie rybak / kochając łowienie łososiowatych , pierwszy raz cieszy się gdy złowi, drugi raz gdy zwróci wolność. Te ryby są zbyt piękne aby zamieniać je w kał. PS. Nie zapraszam na Pomorze, u nas łososiowate niesmaczne. (2015-09-22 22:50)
Zdzislaw CzekalaZdzislaw Czekala
+2
Bzdury totalne, a zdjęcie niesmaczne niegodne wędkarza. (2015-09-29 17:50)
Fisherman14Fisherman14
0
eee no niee .. (2015-11-22 20:23)
Fisherman14Fisherman14
0
eee no niee .. (2015-11-22 20:23)
luxxxisluxxxis
+2
Romuś -poszło ci jak kur...ie w deszcz...Tekst choć ciapowaty i oschły mówi jedno a zdjęcia drugie... Twoi mentorzy cię tego nauczyli? oby nie. (2015-11-23 17:22)

skomentuj ten artykuł