Łowienie pod lodem


Zbliżająca się zima to dla coraz większej rzeszy wędkarzy czas niecierpliwego wyczekiwania. Z rosnącym zainteresowaniem obserwują oni mapy pogody i wypatrują nadejścia rosyjsko-skandynawskich wyżów, kierujących do nas mróz. A ten, gdy już na dobre zagości w naszych stronach, sprawia, że wszelkiego rodzaju zbiorniki wodne powoli skuwa pokrywa lodowa.



Podlodowe łowienie tak bardzo rozpowszechnione w wielu krajach, jak np. w Skandynawii czy Ameryce Północnej i u nas znajduje coraz więcej zwolenników. A powodem rosnącej popularności wiercenia czy kucia przerębli w lodzie jest nie tylko możliwość złowienia ryby. Nie bez znaczenia jest też wspaniała „oprawa” zimowych wypraw wędkarskich, kiedy to kilometrami, wędrując po lodzie, mamy możliwość aktywnego wypoczynku, a także bliskiego kontaktu z zimową przyrodą. Także rosnąca dostępność różnorodnego ciepłego ubioru i ekwipunku – skafandrów, obuwia, ocieplaczy, grzałek katalitycznych i nie wiadomo czego jeszcze, sprawia że nawet „zmarzluchy” częściej wychodzą na lód bez obawy przemarznięcia. Ostatnio pojawiły się nawet skafandry z termoizolującą i wypornościową pianką neoprenową, która zabezpiecza zarówno przed wychłodzeniem jak też przed utonięciem w przypadku wpadnięcia do lodowatej wody. Skafandry takie są godne polecenia, gdyż zapewniają duży komfort łowienia a także podnoszą bezpieczeństwo. Jednak nie na 100 procent, zawsze wchodząc na lód, nawet w takim kombinezonie, trzeba pamiętać o podstawowych zasadach bezpieczeństwa.
Za lód bezpieczny możemy uznać taki, który ma minimum 10 cm. grubości, przy zachowaniu jednolitej, krystalicznej struktury. Wchodząc na cieńszy, dużo ryzykujemy. Starajmy się, o ile to możliwe, wędkować w grupie, która może udzielić nam pomocy w przypadku niespodziewanego załamania się lodu. Szanse samodzielnego wydostania się z lodowatej wody są nikłeWielu wędkarzy szczególnie przyciąga tzw. „pierwszy lód” (tak wędkarze potocznie nazywają okres mniej więcej miesiąca od utworzenia się pokrywy lodowej). Łowienia w tym czasie nie polecam osobom bez odpowiedniego doświadczenia oraz znajomości akwenu. Choć „na pierwszym lodzie” najlepiej biorą okonie i często można liczyć na złowienie dużej sztuki, to wtedy też najczęściej zdarzają się wypadki utonięć. Jeśli zdecydujemy się w tym okresie łowić, to tylko z osobą naprawdę doświadczoną.

Na pierwszy lód zabieramy ze sobą koniecznie pierzchnię, nie świder (ten drugi przyda się później na grubym lodzie, w styczniu i lutym). Pierzchnią możemy kuć zarówno przeręble, ale co ważniejsze także badać grubość pokrywy lodowej na trasie naszego przemieszczania się po jeziorze. Uzupełnieniem ekwipunku wędkarza podlodowego powinien być komplet specjalnych kolców ułatwiających wydostanie się z przerębla oraz kilkumetrowej długości linka asekuracyjna. Takie akcesoria są dostępne prawie we wszystkich sklepach wędkarskich. Nie kosztują za wiele, są poręczne i nie zajmują dużo miejsca w wędkarskiej skrzynce czy torbie, a mogą uratować życie. Zarezerwujmy tam także trochę miejsca na śmieci. Tafla lodu wielu jezior pod koniec zimy często przeraża ilością pozostawionych na niej odpadów. I niestety większość z nich jest „wędkarskiego” pochodzenia.

Udostępnione w WPN-ie do wędkowania jeziora stwarzają bardzo dobre możliwości połowu ryb pod lodem. Mieszkamy przecież w rejonie nazywanym „polskim biegunem zimna”, co sprawia, że prawie każdej zimy możemy bezpiecznie wędkować przez okres 2–3 miesięcy na grubym, bezpiecznym lodzie.

Ja na podlodowe łowy polecam jezioro Wigry, gdyż na nim najczęściej wędkuję. Wigry to zbiornik duży, przez co zamarza znacznie później niż okoliczne dużo mniejsze jeziora oraz nierównomiernie. Należy o tym pamiętać, szczególnie na początku zimy, kiedy to musimy zachowywać szczególną ostrożność, poruszając się po lodzie. Jednak gdy już porządnie zamarznie, co ma miejsce przeważnie w końcu grudnia, to mamy do dyspozycji ponad 2000 hektarów bardzo zróżnicowanego i ciekawego łowiska obfitującego w okonie, płocie oraz leszcze.
W zimie możemy łowić ryby na trzy sposoby. Na tzw. „oblankę”, czyli podlodową błystkę (niepoprawnie nazywaną szarpakiem), na „mormyszkę” oraz na wędkę spławikową. Pierwsza metoda pozwala łowić głównie okonie. Najskuteczniejsza jest na pierwszym lodzie, kiedy ryby te są bardzo aktywne i agresywnie żerują. Łowienie na oblankę, która imituje małą, chorą rybkę, polega na sprowadzeniu przynęty w okolice dna oraz na podrywaniu i opuszczaniu wabika energicznymi, ale nie zamaszystymi ruchami wędki. Brania okoni najczęściej spodziewać się można w chwili, kiedy przynęta po poderwaniu w górę opada i nieruchomieje. Dlatego po opadnięciu oblanki nie należy jej zbyt szybko podrywać do góry. Dajmy jej na kilka, a nawet kilkanaście sekund znieruchomieć. Jeśli nasza wędka zaopatrzona będzie w sygnalizator brań, zwany kiwokiem, to pochwycenie przynęty przez rybę pokaże nam wyginający się w górę lub do dołu kiwok. Na każdy taki ruch reagujemy pewnym, ale nie nazbyt silnym zacięciem. Bardziej finezyjną metodą połowu jest użycie jako wabika mormyszki, czyli imitacji kiełża. Często bywa, że znane ze swoich kaprysów okonie nie chcą brać na oblankę, a chętnie chwytają właśnie mormyszkę, na której haczyk nakłada się 2-3 larwy ochotki. Mormyszkowa wędeczka powinna być delikatna i elastyczna, koniecznie zaopatrzona w czuły kiwok oraz kołowrotek o stałej szpuli, z dobrym hamulcem. Technika łowienia jest podobna jak przy łowieniu oblanką. Mormyszkę sprowadzamy w okolice dna i wolnymi ruchami wprawiamy ją w ruch bacznie obserwując kiwok. Ze względu na mały ciężar mormyszek używamy przy tej metodzie bardzo cienkich, ale jednocześnie wytrzymałych żyłek, nawet o średnicy 0,10 mm. Mormyszkowy, delikatny zestaw pozwala na holowanie okazałych ryb, ale i te dużo mniejsze walczą na tyle zaciekle, że ich hol dostarcza dużo emocji i satysfakcji. Dodatkowym atutem mormyszki jest to, że chętnie bierze na nią także płoć oraz leszcz, więc gdy holujemy rybę, to nie wiemy dokładnie co jest na końcu wędki.

Na wędkę spławikową łowimy głównie płocie, które najlepiej biorą w lutym oraz marcu, kiedy przed zbliżającą się wiosną zaczynają aktywnie żerować. Jeśli na haczyk takiej wędeczki założymy przynętę żywą – np. larwę ochotki czy robaczka, to możemy też złowić okonia a nawet leszcza.


Jaką metodę połowu wybrać – to zależy od warunków na łowisku, ale także od indy- widualnego upodobania. Oblanka i mormyszka wymaga stałego ruchu, łowiąc spławikóweczką nie musimy często się przemieszczać, Ja osobiście zabieram ze sobą na ryby po jednym opisanym wyżej zestawie. Oczywiście, by być w zgodzie z regulaminem, pamiętajmy, że łowimy tylko na jedną wędkę.



Ale gdzie wyruszyć na ryby. Na okonie najlepsze są partie akwenów z silnie pofałdowanym dnem, z tzw. stromymi spadami, dołkami, garbami, górkami. Płocie oraz leszcze preferują raczej rozległe płaszczyzny denne. Gdzie jak gdzie, ale na Wigrach tych wszystkich elementów konfiguracji dna nie brakuje. Mnóstwo miejsc okoniowych zlokalizowanych jest na Plosie Bryzglowskim oraz Zakątowskim. Na spławikowe zasiadki bardziej nadają się północne zatoki Wigier – Zadworze oraz Hańczańska.



Techniczny rozwój sprzętu wędkarskiego pozwala łowić ryby coraz efektywnej, także po lodem. Echosondy, cienkie i wytrzymałe żyłki, nowoczesne kołowrotki i wędziska, mnogość przynęt sprawia, że łatwiej jest dziś przechytrzyć rybę. Można też je łowić coraz głębiej, nawet poniżej 20 m. I tu chciałbym zwrócić uwagę na bardzo ważną rzecz. Holowanie ryb, szczególnie z większej głębokości (poniżej 10 m.) powinno być zawsze spokojne i powolne. Dlaczego? Wyciągając rybę z 10 metrów powodujemy spadek działającego na nią ciśnienia aż o 1 atmosferę (ciśnienie w grubej oponie samochodu osobowego wynosi zazwyczaj ok. 2 atmosfer) . Ryby, takie jak np. okoń, bardzo źle znoszą tak gwałtowną zmianę ciśnienia, dlatego ich pęcherz pławny zwiększa swą objętość na tyle, że często wychodzi przez otwór gębowy ryby, a nawet pęka. A ryba z takimi oznakami nie ma szansy na przeżycie, nawet jeśli ją z największą czułością uwolnimy. A przecież większość łowionych na lodzie ryb to „niewymiarki” (ryby poniżej 15 cm. długości), które z należytą ostrożnością i w jak najlepszej kondycji należy zawsze wypuszczać. Holujmy więc ryby powoli, dając im więcej czasu na wyrównanie ciśnienia w pęcherzu pławnym. Wtedy możemy je wypuszczać z powrotem do przerębla i liczyć na powtórne spotkanie na naszej wędce, kiedy podrosną ...





 


5
Oceń
(2 głosów)

 

Łowienie pod lodem - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł