Łowiska zachodniopomorskie cz 10. Tylko karasi żal..... .

/ 1 komentarzy

Karaś, karasek ta nazwa nie brzmi dumnie. Było kiedyś nawet powiedzenie „Laski, piaski i karaski” opisujące Podlasie. Jednak wielu wędkarzy łowi, łowiło i będzie łowić karasie. Oczywiście trzeba zaznaczyć „nasze karasie”. Prawdziwy łowca karasi wie, że „japończyk” to wróg „naszych karasi”. Nie dość że brzydki, blady, ościsty to jeszcze całkowicie odmienny w smaku. „Nasz” karaś jest słodziutki, delikatny i zwyczajnie śliczniutki. Kto nie łowił ciemnych karasi wielkości dłoni? Równie długich jak szerokich. Zaciąć takiego to sama przyjemność. W wodzie stawia duży opór i walczy rozcapierzając górną płetwę do końca. Już samo branie takiej ryby to niezły cymesik. Najpierw tyknie, potem zostawi, potem znowu zabuja spławiczkiem. Oj to jest prawdziwe tak modne dziś życie slow. Niestety karasi tych naszych jest coraz mniej. Wszędzie gdzie nieopatrznie wsiedlamy „japończyki” tam po pewnym czasie „naszych „ już nie ma, natomiast tamte szybko karłowacieją.
            Mieliśmy w latach 90 – tych XX w. takie nasze małe „eldorado”. Wstawało się wczesnym rankiem ok 3.00. Szybkie śniadanie, mycie i wyjazd 3.45. O 4.15 byliśmy nad Jeziorem Rosnowskim  by nazbierać chruścików i po kolejnej godzinie około 5.15 już staliśmy nad naszym małym pięknym jeziorkiem. Nazywa się Czarne. Należy jeszcze dziś do PZW Koszalin . Takich bajorek o tej nazwie w Polsce jest zapewne z kilkadziesiąt. Jednak te konkretne to jezioro Czarne koło leśniczówki Kurki niedaleko kultowych dla pstrągarzy „trzech mostków” na pobliskiej Radwi. Już samo dojście rozpoczynało piękną przygodę. Trzeba było przejść po położonych na bagno brzózkach. Potem zapadając się dojść do konkretnych stanowisk. Czasem jako przynęty używaliśmy z braku laku ciasta lub białych robaków, ale brań na nie było jakby mniej. Siadaliśmy nad wodą i zaczynało się łowienie. Przy dobrym dniu nawet nie trzeba było nęcić. W słabsze dni wystarczyła zwykła sklepowa zanęta Lin-karaś i już była zabawa. Co paręnaście minut było dodatkowe branie w postaci różnej wielkości linów (od 15 do 60 cm). Jak taki lin wziął Ci na żyłkę 0.14 to się musiałeś sporo namęczyć by go doprowadzić do podbieraka. Jeśli nic nie brało , a czasem tak bywa na każdym łowisku to uzbrojonym spinningiem na średnie rippery łowiłem 4-6 okoni do 0,75 dkg. Niestety dziś po tym łowisku wiele się już nie spodziewajcie. Po zarybieniu szczupakiem, karaś zniknął i zostały tylko nieliczne liny i niestety coraz liczniejsze białe karasie. I tak w wyniku ingerencji człowieka jezioro do kasacji. A tyle cudownych poranków tam spędziłem. Jednego razu już schodziliśmy we trójkę z łowiska gdy pojawił się jakiś facet i widząc wypuszczane przez nas karasie jęknął „ To wszystko na sieć prawda”. Jeszcze bardziej był zdziwiony jak się dowiedział że wszystko to złowiliśmy na wędki od 5.30 do 9 .00. Latem o tej porze już można było wracać i się przespać, bo brania prawie całkowicie ustawały. Dużo ryb łowili tam wędkarze na pontonach. Płynęli w niedostępne rejony łowiska i nie niepokojeni dawali rybom tęgie lanie. Jeden z nich nawet złowił tam kiedyś węgorza , który musiał się tam przedostać kanałem z Radwi.  Dziś jeszcze czasem tam pojadę z sentymentu , ale karasi tam już brak, czasem zawiesi się jakiś lin lub szczupaczek. Żal….  . Ratunku gdzie na Pomorzu jest jeszcze „nasz” karaś?
 

 


3.8
Oceń
(8 głosów)

 

Łowiska zachodniopomorskie cz 10. Tylko karasi żal..... . - opinie i komentarze

patagoniapatagonia
0
Kilka zdjęć. (2017-11-05 17:20)

skomentuj ten artykuł