Łowiska zachodniopomorskie cz.12. Okoń na śrubokręt.


Okoń na „ śrubokręt”.
            Jedną z metod łowienia , którą zawsze uwielbiałem jest połów ryb z pod lodu. Co się człowiek namarzł na taflach jezior, stawów i innych zbiorników! W latach dziewięćdziesiątych trafiłem na łowisko bez nazwy należące wtedy do Lasów Państwowych, które od miejscowości nazwaliśmy Golęszany ( potocznie Goleny). Akwen ten leży między miejscowościami Drzewiany a Sępólno Wielkie. Dobry wędkarz musi każdą informację o łowiskach zdobywać samodzielnie czasem w sposób dziwny i nieoczywisty.
            O tym łowisku wiedzieliśmy, że jest pełne okoni już w latach osiemdziesiątych. Jednak bez samochodu dotarcie tam graniczyło wówczas z cudem. W końcówce PRL-u kursował tam z Koszalina jeden autobus o 14,25 i to pomijając soboty i niedziele.  Następne informacje jak tam już mieliśmy jechać mówiły, że w wyniku tak zwanej „przyduchy” ryby tam wyginęły. Więc znowu na kilka lat zapomnieliśmy o tym łowisku.
Od lat 50 XX wieku najpierw mój Ojciec , a potem cała nasza rodzina i znajomi jeździliśmy na biwaki 2-3 tygodniowe nad jeziora okolic Sępólna Wielkiego ( Duże- Przeradź, Średnie-Szare czy Żwirowe – Kątnica. I siedząc kiedyś przy ognisku wieczorem zaczepiliśmy idącego z ryb znajomego tubylca, który pochwalił się że wczoraj to nałowił okoni. Zapytaliśmy gdzie i na co. Oczywiście najpierw powiedział , że na kolację. Jednak po dłuższej rozmowie okazało się, że był u znajomego kosić siano i postanowił zarzucić na spinning w jeziorku Golęszany. Wykonał kilkanaście rzutów jakąś polską marną obrotówką i złowił kilkanaście ładnych nawet 60 dekagramowych garbusów. Spojrzeliśmy na siebie z Ojcem i już wiedzieliśmy gdzie nazajutrz jedziemy na ryby. Rano skoro świt o 4.00 po śniadaniu wyruszyliśmy naszym pierwszym pomarańczowym „maluchem” nad wspomniane jezioro.
Dojechaliśmy do wybudowania Golęszany po ok. 15 minutach. Auto zostawiliśmy przy szosie i udaliśmy się na rekonesans nad wodę. Do akwenu od drogi było jakieś 500 m. Po wyjściu z niewielkiego lasku naszym oczom ukazała się piękna woda. Jezioro jakby podzielone na pół. Jedna część to zalane krzaki ( super miejsce na tarło okoni) druga część to zalana łąka wolna od zaczepów. Oba akweny połączone są dość wąskim przesmykiem też pełnym krzaków zatopionych w wodzie. Nadmienię, że przyszliśmy tam ze zwykłymi wędkami i czerwonymi robaczkami. Po paru godzinach łowienia okazało się, że są tu nie tylko okonie, ale  szczupaczki, płotki i leszczyki. Wielkich ryb nie złowiliśmy ale postanowiliśmy przyjechać tu na lód. Bo w takim małym jeziorze namierzenie okoni powinno być bardzo proste. Od tej pory łowisko to stało się naszym podlodowym „eldorado”, „ziemią obiecaną”. Spędziliśmy tam wiele lat łowiąc okonie z pod lodu i nie tylko. A zdarzały się kilowe sztuki. Niestety nie łowiłem tam wtedy na mormyszkę bo jeszcze nie używałem tej metody, a szkoda. Jezioro to miało dziwną cechę bo okonie czy duże czy małe brały tylko na miniaturową blaszkę podlodową z Mazur wielkości 3 cm z jednej strony koloru ołowiu z drugiej brudnego złota. Do dziś nie wiem dlaczego tak było. Łowili tam czasem jacyś inni ludzie na różne przynęty i zawsze wracali bez ryb!!! Niestety kilka lat temu jezioro wydzierżawił mieszkaniec pobliskiego domu i łowić tam nawet za opłatą nie pozwala, a szkoda. Tyle wspomnień się z tym jeziorem wiąże, że aż żal pisać. Opowiem o jednym zdarzeniu które przeżyłem z moim kolegą Jankiem. Niestety Janek umarł na raka już parę lat temu (Cześć jego pamięci!).
            Tego dnia łowiliśmy ładne okonie od rana. W pewnym momencie w jednym z otworów miałem potężne branie. Okoń chodził pod dziurą, głębokość do 1,5 m. Nagle otrzeźwiałem bo okazało się, że z lenistwa wrzuciłem błystkę do otworu który od rana przy dużym mrozie zdążył już się mocno zmniejszyć. Niestety okoń był za duży. Janek zaczął biec po pierzchnię którą oczywiście zostawiliśmy na drugim końcu łowiska. Okoń walczy, żyłka zahacza o lód. Będzie po nim. Dobiega Janek. Próbuje przebijać lód, ale nie wiele z tego wychodzi. Obaj wiemy, że jeden nieopatrzny ruch i będzie po żyłce i okoniu. Niestety większej dziury już nie zrobimy to zbyt ryzykowne. Kątem oka spostrzegam śrubokręt którym Janek przykręca luzujące się śruby świdra. Myślę podciągnę go pod dziurę włożę śrubokręt do pyska wzdłuż skrzeli i jakoś na chama przeciągnę rybę przez za mały otwór. Krótka chwila łapię śrubokręt. Podciągam okonia do przerębla, już widać jego pysk. Wkładam śrubokręt do pyska, opieram końcówkę o lód i przeciągam rybę przez lód. Wyskakuje jak z procy. Mierzymy , ważymy 1,20 - 43 cm. Ładny grubasek. Dziś już bym tak nie zrobił, ale wtedy byłem młodym napalonym łowcą co to za wszelką cenę musi pokonać rybę życia. Szkoda tylko , że takie piękne łowisko już nie dostarcza wędkarzom takich pięknych chwil. Może kiedyś jeszcze tam połowimy?
 

 


4
Oceń
(8 głosów)

 

Łowiska zachodniopomorskie cz.12. Okoń na śrubokręt. - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł