Łowisko z dzieciństwa

/ 14 komentarzy





Myślę że każdy w jakiś sposób zapamiętał swoje pierwsze ryby i łowisko , tak i mi utknęły "zapachy " wody w głowie o których postanowiłem tu wspomnieć ...


Jako mały chłopak już byłem ciągany do tego hobby , zaraził mnie nim mój ojciec i chwała mu za to ;-)
Często jeździłem z nim i moją mamą na łódź . Później gdy podrosłem w pierwszej klasie podstawowej zabierał mnie często nad pobliską gliniankę , lub nad rzekę Wartę . Na "grubie" ( bo tak nazywało się zamknięte powyrobisko ) było sporo rodzajów ryb , dominowały tam piękne Liny i Karasie , można było liczyć na medalowego karpia , również drapieżniki często trafiały się przyłowem na przykład piękne okonie które ganiały za słonecznicą widowiskowo .
Do tej pięknej wody miałem zaledwie kilka metrów od babci u której spędzałem czas gdy rodzice pracowali . Nie raz wymykając się z wędką potrafiłem nakręcić że to idę na boisko pograć w piłkę z chłopakami . Później gdy wydało się wędkowanie po kryjomu z chłopakami na gliniance miałem prawione prologi , jaka to głębokość , jak to ślisko i w ogóle ... Ale z każdej sytuacji jest wyjście , na ryby wybierałem się z starszymi kolegami z sąsiedztwa i tak zaczęła się przygoda ...

Do teraz mam w pamięci wąską drużkę między domami , usłana była koniczyną i mnóstwem bąków które tam latały . Po deszczu ślizgaliśmy się w trampkach na glinie która po deszczu stawała się lepsza niż lód , a na dzikich gruszach , jabłkach i czereśniach robiło się zapasy przed wędkowaniem . Spodnie były umorusane pod sam pas z każdym wyjściem na pobliskie oczko , ale kto wtedy zwracał uwagę na to . Łowisko było tak zarośnięte moczarką kanadyjską że trzeba było najpierw grabkami na lince oczyścić sobie oczko gdzie zatapiało się spławiczek z piórka , a rarytasem był kolec jeżozwierza . Dwie kuleczki namoczonego chleba i czerwony robaczek , lub kulka ciasta na haczyku robiły cuda . Wędzisko miałem bardzo ciężkie , mierzące cztery metry i gnące się na potęgę . Stary kołowrotek od ruskich z ciągle plątającą się żyłką i podbierane haki ojcu z pordzewiałym ostrzem .
Ryby nie były wybredne , zestaw ulokowany pod tataraczkiem z ówcześnie przygotowanym stanowiskiem bardzo szybko był odwiedzany przez drobne liny i karasie złociste , szlaczek malutkich bąbelków zwiastował natychmiastowe brania . Rybki nie powalały wielkością , jednak jak to u małego chłopaka radość sprawiały ogromną . Karuny niesamowicie waleczne ceniłem sobie zawsze , zaś okonie połykające przynętę do samego flaka były przekleństwem . Często kaleczyły mi dłonie boleśnie , a ja rozpaczliwie próbowałem je uwolnić przy użyciu patyka .
Z czasem gdy zielska ubywało za sprawą amurów rozpowszechniła się piękna płoć . Brało się wtedy dwa słoiczki parzonej pszenicy i pęczaku to wystarczało w zupełności na ładnych parę godzin łowienia . Chyba że któryś z kolegów podjadał sparzone ziarna , co nie należało do rzadkości ;-) .
Rzut oddawało się jak najdalej , gdzie woda miała 6-7 metrów , tam płocie czuły się swobodnie . Poławiane przez nas sztuki dochodziły do kilograma . Były piękne , długie , o walcowatym ciele i walczące zaciekle na końcu zestawu .
Złowienie kilku dziesięciu sztuk nie było niczym dziwnym , czasem przyłowem był piękny lin czy też karaś .
W miarę wyrastania robiliśmy sobie kładki z których zza trzcinowiska robiło się zasiadki w przykucku na wyrośnięte " prosiaczki " .
Schylony po cichy potrafiłem trwać po dwie , trzy godziny w bezruchu , skupiając się na powolny odjazd spławika oznajmiający branie ostrożnego zielonego przybysza . Ziarna i ziemniaczki pokrojone w kostkę wrzucałem w trzciny ścieżką do mojego kolca z czerwoną antenką . Doskonale widziałem wtedy kiedy ryba wchodziła na żer . I sama czuła się jakby pewniej wyjadając smakołyki w śród roślinności . Z początku nie którzy śmiali się z mojej wymyślonej techniki , drwiąc że na pół metrowej płyciźnie żaby mogę łowić . Wszystko do czasu gdy robiła się szarówka , później miny rzedły rówieśnikom , ryby brały przez góra godzinkę . Liny były ponad czterdziesto centymetrowe , nie zawahał się skusić też karpik paro kilogramowy , łapczywie porywając przynętę obalał trzciny a walecznością wypłoszył nie raz cały towarzystwo wokół nie go .

Było to piękne łowisko , dziś dookoła otaczające domy i rosnąca woda sprawiły że jest tam nie wielu wędkarzy . Sumy też wyjadły większość murzynków (liny) nie wspominając o karasiach , to całkiem już wspomnienie . Woda zrobiła się krystalicznie czysta , bez roślinności podwodnej , słonecznicę wyjadły drobne okonie . Ryb jest tam trochę nadal , jednak spór PZW jakiż to okręg ma przejąć wodę doprowadził do zaniedbań zbiorniczka kilka lat temu . Od tego czasu powiedziałem że nie postanie tam moja noga . Chyba że upuszczą wody i miejsc zrobi się przyzwoicie do wędkowania , ponieważ wszystkie nasze kładki są teraz około trzech metrów pod wodą , no i karpiaże( nie obrażając nikogo ) robiący zasiadki poprzegradzają zestawami oczko na wzdłuż i poprzek , a nikomu się nie chce z nimi spierać co jak wolno ... Chodziłem tam się relaxować , jak widać teraz nie jest to możliwe ...

...Aczkolwiek wspomnienia pozostały nadal żywe ;-)

 


5
Oceń
(26 głosów)

 

Łowisko z dzieciństwa - opinie i komentarze

ryukon1975ryukon1975
0
Też pamiętam swoje pierwsze łowisko. Mała zapora na niewielkiej rzece piętrząca wodę dl stawu hodowlanego. Dziś praktycznie przestało istnieć zamulone, płytkie, zaniedbane, niczyje. (2014-03-26 17:10)
marciin 2424marciin 2424
0
Chyba każdy ma takie niezapomniane wspomnienia ze swoimi miejscówkami z dzieciństwa. Uwielbiam wracać myślami do wody, która miała swój specyficzny zapach o którym wspomniałeś. Jak zwykle Tomku świetnie się czytało. Pozdrawiam i *****:) (2014-03-26 18:31)
użytkownik32263użytkownik32263
0
Szczerze to nie pamiętam mojego pierwszego łowiska. Ale pierwsze poważne już tak, 180 ha z początku lat 90'. Zresztą do tej pory wpadam tam parę razy do roku i owe jezioro dalej potrafi się miło odwdzięczyć. W zeszłym roku był to na przykład spinningowy 51 cm lin. Choć kiedyś łowiłem tam na potęgę okonie. Obecnie jest ich dużo mniej ale populacja się prężnie odradza:) Oj Tomku przypomniałeś mi swoim wpisem młodzieńcze lata za co jestem "zmuszony" wystawić 5***** :-) Pozdro Kolego! (2014-03-27 15:01)
TomekooTomekoo
0
Dzięki Tomku to miałem na celu , wrócić się każdemu tu zaglądającemu do wspomnień ;-) (2014-03-27 15:31)
Lin1992Lin1992
0
Ja choć jestem jeszcze młodym człowiekiem to pamiętam moje wyprawy z kolegami jakieś 9 lat temu i tamte miejscówki z przed tych dziewięciu lat a porównując teraz co z nimi i z jeziorem się stało to aż się płakać chce. Jest całkowicie nie do poznania. Uczęszczanych ścieżek już w 80% nie ma,to samo z fajnymi miejscówkami czy mostkami z których i łowiliśmy i skakaliśmy do wody :). Były to inne lepsze niż teraz czasy. Niby to tylko 9 lat a naprawdę jezioro i okolica w koło niego jest już nie do poznania. Ciekawe co będzie za 20 lat jak bardzo moje ukochane jeziorko zapuszczą panowie którzy powinni o nie dbać. (2014-03-27 15:37)
Lin1992Lin1992
0
PS: za wpis piątala zostawiam i pozdrawiam. (2014-03-27 15:38)
ZanderHunterZanderHunter
0
Doskonale pamiętam moje łowisko dzieciństwa czyli jez.Portowe w Szczecinie + jez, Głębokie oraz rzeka Odra...ach co to były za czasy lecz niestety 40 lat wstecz rybostan naszych wód był z goła odmienny niż dotychczas...teraz wędkując z moim "juniorem" mam zbyt dużo pytań w stylu tato tyle czasu łowimy czemu nic nie bierze?...na to ja mu odpowiadam jak będziemy mieli takich dzierżawców wód jak w chwili obecnej to niedługo zostanie nam łowienie ryb tylko wirtualnie...:) (2014-03-27 15:53)
pstrag222pstrag222
0
No moje pierwsze łowisko zostało przebudowane i teraz jakoś tak n iejak wygląda , Kiedyś zarośniete , teraz miejsc jest do woli. Kiedys bogate , teraz głownie kroczkowe karpiowe:( czasem jednak tam zagladam bo tam były moje początki. ***** pzdr.pstrag222 (2014-03-27 17:11)
DelTor0DelTor0
0
Ech te poczatki :) Do tej pory pamietam jak sie robilo dociazone grabie na sznurku zeby czyscic linowe miejscowki hehehe Piersze zanety, ktore splywany mi z pradem rzeczki po dwoch minutach hehehe Byl czad :) (2014-03-27 19:04)
niutek40niutek40
0
Ach te wspomnienia z dzieciństwa, ileż bym dał, by chociaż na kilka chwil tam ponownie powrócić. Lecz wspomnienia są i zawsze będą i nikt nam ich nigdy nie zabierze. Niestety stawy, jeziorka, rzeki już nigdy nie będą takie jak kiedyś, co do tego nie mam żadnej wątpliwości. Tomu wspomniałeś o karasiu złocistym, to nieodzowny "przyjaciel" mojego dzieciństwa, nasze wody połyskiwały zlotem, niestety dzisiaj już nie! (2014-03-29 20:55)
TomekooTomekoo
0
Dokładnie Henio , karaś złocisty wyparty został przez japońce , powinien być uznany za gatunek wymierający :( (2014-03-30 20:13)
niutek40niutek40
0
Tomku nie sposób się z Tobą nie zgodzić, niestety wymierający!!. Ja osobiście tych japońców jakoś nie trawię ble... (2014-03-30 21:47)
TomekooTomekoo
0
Japońce jakoś lepiej się chyba rozmnażają od złotej paletki ;-) nie ma dla nich problemu utrzymać populacje nawet jak jest sporo drapieżnika , a te "okrągłe" wolniejsze są i szybko je wycinają łobuzy ... (2014-03-31 11:09)
sztafisztafi
0
Pamiętam i swoje pierwsze łowisko tak samo jak kolegę z którym na nie chodziłem. Strasznie lubił łowić ryby tak samo jak strasznie nie lubił ich dotykać:) Kołowrotki Reks i żyłki na których pranie można było wieszać :) 5***** (2014-04-07 18:41)

skomentuj ten artykuł