Łowisko Wędrynia.

/ 2 zdjęć


ŁOWISKO WĘDRYNIA
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, ale 10 kilometrów za Olesnem, w Wędryni, znajduje się należący do Koła PZW Olesno „Rzemieślnik”, urokliwy staw typu „złów i wypuść”. Droga dojazdowa i także objazdowa z trzech stron stawu i daszek zakrywający stolik i ławkę stanowią infrastrukturę wędkarską, i przekonują, że mamy do czynienia z dobrze zagospodarowanym łowiskiem.  Amator kąpieli nie ma tu co szukać, a asystent wędkarza może się opalać na szerokim, płaskim brzegu od strony łąki i asfaltu. Lekko przepływowa woda wypełnia dołki i płaskie, szerokie przestrzenie, głębokie w zakresie od 40 do 200 cm. Jest to młody zbiornik i dlatego grążele bytują na jego powierzchni jakby nieśmiało, za to jako roślinność zakryta mogą sprawić niespodziankę w różnych miejscach. W dniu 13 sierpnia 2019 r. miałem przyjemność łowić na tym łowisku na zawodach i to był mój pierwszy, bardzo sympatyczny kontakt z tą wodą. Miałem ze sobą tylko tyczkę, a łowić wypadło mi między drzewem i granicą stanowiska. Nie mogłem łowić przy drzewie, bo gałęzie i nie mogłem łowić przy granicy mojego terytorium, bo dysponując laską z amortyzatorem nie utrzymam ryby w wyznaczonych mi granicach. Ustawiłem się na środku, gdzie wypadło mi łowić za dwoma gniazdami grążeli i złowione ryby holować przez przesmyk między gniazdami grążeli. Było to dla amatora trudne miejsce.
W nocy padał deszcz, ale ranek zalewał nas słońcem i chyba z powodu tej radosnej zmiany ryby ujawniały swą obecność na całej powierzchni stawu. Wygruntowałem i ustaliłem, że po lewej mam 140 cm wody a po prawej 145 z tendencją do 150 cm. Nie ujawniłem zaczepów i to mnie cieszyło. Łowiłem na kolorowe robaczki, najczęściej żółte i czerwone, a w końcowej fazie na pinkee, w tych samych kolorach lub w kolorach barw narodowych. Wszystko było skuteczne. Należało jedynie być cierpliwym i czujnym. W ciągu czterech godzin łowienia tylko raz się zdarzyło, że mój spławik o wyporności 1 gram został zatopiony. Brania były bardzo delikatne. Zasadniczo przynętę chwytały atrakcyjne ryby. Amury odchodziły na otwartą wodę i przez to dawały większe szanse wędkarzowi. Karasie uciekały na boki i dawały się odciągnąć od wysp grążeli. Linki nurkowały do dna i uciekały w  podwodne grążele. Wtedy z reguły były nie do wyjęcia. Tylko raz wyczekałem linka na napiętej żyłce przez jakieś dwie i pół minuty i udało się. Linek wyszedł z grążeli i wprowadziłem go do siatki. Za ten manewr nadaję sobie tytuł doktora. Łowiłem jeszcze 30 cm jazie i płotki powyżej 25 cm. Wiem, że w łowisku są karpie i okonie. Największą złowioną rybą na tych zawodach był karp o masie powyżej 2,8 kg. O atrakcyjności łowiska niech przekonują wyniki. Kolega Krzysztof uzyskał powyżej 9000 punktów, kolega Kamil – ponad 10 000 pkt. Kolega Wojtek łowiąc na kukurydzę zapiętą pinkę uzyskał ponad 6800 pkt a koleżanka Grażyna używając tylko czerwonych robaków zanotowała ponad 4800 pkt. Na moim stanowisku w ostatniej godzinie łowienia miałem średnio jedno branie dużej ryby raz na 10 minut łowienia. Generalizując, łowisko jest wspaniałe, przyjazne dla wędkarza i może dostarczyć wielkich emocji.  Na zawodach wszyscy złowili ryby, bez różnicy, czy to była tyczka 13 m, bat na 6 czy 8 metrów lub odległościówka.  Prawdopodobnie ten pozytywny stan rzeczy może się tylko poprawiać.

 


4.6
Oceń
(7 głosów)

 

Łowisko Wędrynia. - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł