Łowy na suma

/ 21 komentarzy / 25 zdjęć


Żadna z ryb słodkowodnych nie pobudza wyobraźni wędkarzy tak intensywnie jak sum. Niektóre źródła podają, że król europejskich rzek i jezior może osiągać wręcz monstrualne rozmiary. W odpowiednich warunkach wąsaty drapieżnik miałby dorastać nawet do 300 kg wagi. Ciężko sobie nawet wyobrazić takiego kolosa, nie wspominając o zmierzeniu się z nim w wędkarskiej potyczce. Dla przeciętnego wędkarza spotkanie z Silurus glanis, którego waga przekracza kilkadziesiąt lub nawet tylko kilkanaście kilogramów z reguły kończy się przegraną. Najczęściej podczas przypadkowego kontaktu, jeszcze zanim wędkarzowi puszczą nerwy, poddaje się, nie przygotowany na spotkanie z tak ogromną rybą, sprzęt. Sumy nagminnie łamią wędki, rozginają haki, rwą żyłki i plecionki, a największym egzemplarzom nie straszne są nawet rybackie sieci. Sum nie jest niepokonany. Od dziesięcioleci łowią go śmiałkowie, którzy poświęcili tropieniu największych osobników, lata swego życia. Przy pomocy mocnych bambusowych wędek, uzbrojonych w rosyjskie katuszki, z nawiniętą grubą żyłką o przekroju około 0.1mm, po wyczerpującym, trwającym nawet kilka godzin holu, udawało im się pokonać naprawdę duże osobniki. Obecnie sprzęt jest o wiele mocniejszy, co nie znaczy, że potyczka z tymi wielkimi rybami jest kaszką z mleczkiem. 

Polowanie na suma to nie tylko sprzęt. To odpowiednio dobrane do łowisk przynęty, trzymane w tajemnicy miejscówki, oraz informacje będące wynikiem wieloletnich doświadczeń. Łowcy sumów tworzyli hermetyczne środowisko, co nie ułatwiało zadania początkującym wędkarzom. Sytuacja diametralnie zmieniła się w ciągu ostatnich paru lat. Wraz z nadejściem nowych technologii, oraz dostępu do informacji, jakim jest internet, uchylił się rąbek wąsatych tajemnic. Jak grzyby po deszczu wyrosły serwisy internetowe poświęcone wyłącznie łowieniu sumów. Teraz przeciętny śmiertelnik może bez trudu dowiedzieć się na co łowić, jak łowić i gdzie łowić. Ba, może nawet udać się do sklepu wędkarskiego i zaopatrzyć się w odpowiedni sprzęt, często wyeksponowany na oddzielnym, dedykowanym łowieniu sumów stanowisku. Obecnie jesteśmy świadkami błyskawicznego rozwoju nowego trendu w wędkarstwie. Wędkarstwo sumowe, tworzy już oddzielny dział podobny karpiarstwu. Analizując zawartość takiego "kącika sumowego" możemy zauważyć ogromny skok technologiczny. Do lamusa odeszły bambusowe kije i grube żyłki na których nasze matki z powodzeniem wieszały mokre pranie. Ich miejsce zajęły wędziska z mat węglowych, kołowrotki o dużej sile hamulca, oraz masa niezbędnych gadżetów przynęt i zanęt. Łatwo pogubić się w ofercie podwodnych spławików, przyponów, bojek, plecionek i tym podobnych ustrojstw. Teoretyczne obstukanie się z tematem i nabycie odpowiedniego sprzętu nie przybliży nas od razu do zmierzenia się z wielkim wąsatym drapieżnikiem. Wędkarze łowiący największe sumy nadał trzymają swoje miejsca w tajemnicy i niechętnie dzielą się swoją wiedzą. Niby wszystko jest już jasne i dostępne dla każdego ale tylko pozornie. Co więcej, chcąc zapolować na suma, zanurzamy się w tajemniczy świat, który może całkowicie zawładnąć naszym sercem i wyobraźnią. Tu, od hobby niewiele nas dzieli od obsesji, a wypowiedzenie wojny potężnym rybom może diametralnie odmienić nasze życie. 


W zeszłym roku odebrałem dziwny telefon. Jeden z moich znajomych szeptem oznajmił mi, że udało mu się kupić dużą partię towaru i jest w stanie opchnąć mi półtora kilograma w dobrej cenie. Zrobiło mi się słabo. Jak nic zostałem wplątany w jakiś ciemny interes, a moją niewinność odpokutuję grając w szachy pod celą z typami z pod ciemnej gwiazdy. Na szczęście okazało się, że mowa jest o jętce - niewielkim owadzie, pospolicie występującym nad naszymi wodami. Wiedząc, że interesuję się tematem łowienia sumów, jętkową masę, służącą do wyrobu kul, będących rewelacyjną przynętą na sumy, chciał odsprzedać mi Robert Szymański - młody człowiek, delikatnie mówiąc pochłonięty poszukiwaniem tych wielkich tajemniczych ryb. Robert zwierzył mi się, jak niesamowicie absorbujące może być zderzenie z sumową rzeczywistością.

"Tak do końca nie wiem, jak się to zaczęło. Jak we wszystkim, tak i w wędkarstwie szukałem tego, co będzie mnie kręcić najbardziej. Dwa lata temu, w lipcu, postanowiłem spróbować złowić suma. Zawsze gdzieś był w mojej głowie, niestety, nigdy nie miałem przyjemności stoczyć z nim walki. Moja fascynacja spowodowana była ogromnymi rozmiarami tej ryby. Sama myśl o emocjonującym holu nie dawała mi się skupić na niczym innym. Po prostu musiałem to przeżyć. Pierwszy sezon był jakby liźnięciem tematu. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że łowienie sumów jest tak niebezpiecznie wciągające i pochłonie mnie całego. Początki nigdy nie są łatwe, o czym szybko się przekonałem. Moją zdobyczą padało dużo niewymiarowych ryb. Głównie łowiłem metodą gruntową, na przynęty używając pijawek, rosówek i wątróbki. Pierwsze niepowodzenia nie dawały mi spokoju.  Nadchodząca podstępnie obsesja nabierała takiego rozpędu, że nawet podczas łowienia innych ryb, szukałem miejsc przebywania sumów, planowałem zasiadki i pod tym kątem obserwowałem wodę. 

Po kolejnej wyprawie i złowieniu kilku małych sumików, stwierdziłem, że to koniec. Zaczynam od początku. Król naszych wód stał się priorytetem mojego wędkarstwa. Kupiłem i przeczytałem wszystkie dostępne książki poświęcone łowieniu sumów. Następnym krokiem był internet, a w nim fora, artykuły, opowiadania o sumach, oraz wywiady z ludźmi którzy łowią te ryby. Wiedza, którą studiowałem w każdej wolnej chwili, przyniosła mi wreszcie dwie ryby około metra. Na kolejnych eskapadach złowiłem kilka podobnych. Mimo, iż sumy nie były duże, to moja radość z tego powodu była ogromna. Połknąłem bakcyla, uwierzyłem w to, że mogę je łowić systematycznie. Wpadłem jak śliwka w kompot. Przyszła zima, ale we mnie wszystko się gotowało. Musiałem się dobrze przygotować na kolejny sezon. Chłonąłem informacje jak gąbka i ciągle było mi mało. Zacząłem kompletować nowy sprzęt, gdyż ten który posiadałem, nie dawał mi gwarancji na wygraną walkę w dniu, kiedy w końcu spotkam się z moim marzeniem . 

Postanowiłem kupić ponton i zmienić taktykę polowania, oraz wodę w na będę szukał suma. Determinacja spowodowała, że dostałem przysłowiowych klapek na oczy. Moja dziewczyna, która do tej pory wspierała mnie we wszystkim, co robię, moi przyjaciele z którymi wędkuję, oraz rodzina i znajomi w pracy, jednogłośnie stwierdzili, że zaczynam się robić niepokojąco monotematyczny. Zaczęło się to również odbijać na pracy, gdyż przez sumy w głowie nie potrafiłem się na niczym skupić. Na wiosnę rzuciłem dotychczasową robotę i zatrudniłem się w hurtowni wędkarskiej jako kierowca. Wożąc towar po Mazowszu, poznałem kilka osób łowiących regularnie wielkie osobniki. Uzyskałem od nich wiele cennych wskazówek, oraz informacji zarówno o sumach, nowych ciekawych miejscach, jak i o magicznej przynęcie jaką jest jętka.

Na początku lipca, nagromadzona we mnie przez zimę energia eksplodowała. W każdej wolnej chwili starałem się być nad wodą. Na rzekach złowiłem kilka sumików w przedziale między 70-90 cm, a na Zalewie
Zegrzyńskim dwa bliźniaki po 94 cm oraz życiowy rekord, jak do tej pory równe 110 cm. Największy, którego udało się złowić, miał równo 153 cm. Pomimo, że nie ja byłem łowcą, to wiele z tego sukcesu, po cichu,
przypisuję sobie. Równie mocno się cieszyłem jak kolega, którego zabrałem na jego pierwszą w życiu, uwieńczoną sukcesem sumową zasiadkę. Złowiłem jeszcze kilka mniejszych ryb. Z paroma dużymi przeciwnikami przegrałem. Pierwszy sezon nauczył mnie, że aby złowić suma trzeba go poznać. Podczas drugiego sezonu dotarło do mnie, że łowienie sumów, to nie tylko walka z rybą ale również z samym sobą i swoimi słabościami. Nie da się złowić suma od tak, przynajmniej nie na początku. Poza wiedzą związaną ze specyfiką i charakterystyką suma, wiedzą na temat metod jakimi chcemy wędkować, oraz co najważniejsze, znajomością wody na której planujemy złowić suma, potrzeba wiele wewnętrznego spokoju. Wszystkie działania muszą być przemyślane i 
zaplanowane. Sukces kryje się w szczegółach. Potrzeba dużo determinacji, cierpliwości, oraz jak we wszystkim, szczęścia. Jeśli wszystkie te składowe sukcesu będziemy potrafić opanować, na pewno przyniosą nam upragniony efekt. Trzeci sezon przede mną, podchodzę do niego już ze spokojem. Wszystko mam zaplanowane i poukładane. Wszystko czego do tej pory się nauczyłem, przy odrobinie szczęścia przełoży się na spotkanie z wąsatym królem".

Łowienie sumów, to nie tylko jętka, kwoczenie, ciężkie gruntówki, bojki ze zrywką i monstrualnej wielkości żywce dyndające na końcach zestawów. Chociaż polowanie na suma przy pomocy prawie kilogramowych linów lub wymiarowych kleni i boleni dla niektórych to normalka, wielu łowców sumów łowi okazowe ryby na spinning. Przykładem wytrawnego spinningisty, mającego na koncie wiele okazowych ryb, jest mój dobry znajomy, przewodnik wędkarski i właściciel sklepu wędkarskiego, Zbyszek Janiszewski. W związku z rozmową na temat sumów, Zbyszek zaprosił mnie na swoją łódź, z której regularnie łowi na Zalewie Zegrzyńskim. Mogłem osobiście obserwować, jak lata doświadczeń, przekładają się na błyskawiczne odnalezienie miejsca, gdzie sumy akurat przebywają, i jak różni się sumowy opad, od klasycznego kuszenia sandaczy gumą na jigowej główce. Po napłynięciu na miejscówkę, starszy kolega pokazał mi żerujące sumy na echosondzie. Następnie uzbroił wędzisko i w trzecim żucie zaciął rybę o wadze kilkunastu kilogramów. W drodze na przystań, mogłem wysłuchać, jak Zbyszek osiągnął tak ogromną wiedzę praktyczną.

"Pod koniec lat osiemdziesiątych Zalew Zegrzyński aż kipiał od dużej ilości różnych gatunków ryb. Występowały tu ogromne ławice leszczy, płoci i innego białorybu. W ich towarzystwie prowadziły dobry byt okonie, szczupaki, sandacze i sumy. Pierwszą swoją łódź "Marchwiankę" cumowałem w porcie "Na rybakach" To właśnie od wykonawcy tej łodzi i przystaniowego, pana Marchwiańskiego, słuchałem z wypiekami na twarzy, opowieści o ogromnych sumach, rwących rybackie sieci. To był złoty okres Zalewu Zegrzyńskiego. Dzięki radom i wskazówkom przystaniowego poznawałem wodę i powoli zgłębiałem tajniki spinningu. W tych czasach 99% wędkarzy łowiło białą rybę, a jeśli już ktoś nastawiał się na drapieżnika, to za pomocą żywca lub martwej rybki. Na spinning łowiło zaledwie około dwudziestu osób. Nad wodą spotykałem często Rajmunda Litwińskiego (później, wielokrotnego Mistrza Polski w spinningu), wymienialiśmy miedzy sobą informacje i spostrzeżenia. Oprócz łowionych szczupaków i sandaczy, moją zdobyczą były niewielkie sumy. Łowiąc na żyłkę spotkanie z naprawdę dużym sumem kończyło się zazwyczaj przegraną. Wielkie drapieżniki rozciągały żyłkę do granic możliwości i po około godzinie holu linka pękała. Przełom nastąpił wraz z erą plecionek i główek jigowych. Dokładne poznanie całego zalewu zajęło mi około dziesięciu lat. Mając na koncie wiele rekordowych szczupaków i sandaczy, całe nabyte do tej pory doświadczenie przełożyłem na tropienie sumów. Widok majestatycznych spławów i żerujących na płyciznach kolosów ganiających wielkie leszcze, przyprawiał mnie o drżenie rąk. Nie raz spędzałem długie godziny biczując jedno miejsce, w oczekiwaniu na upragnione branie.

W latach dziewięćdziesiątych nastąpiła eksplozja na polskim rynku spinningowym. Nareszcie, bez problemu, można było nabyć świetne amerykańskie gumy i plecionki najwyższej jakości. Moja pasja i marzenia o wielkich rybach wreszcie zaczęły przekładać się na satysfakcjonujące mnie wyniki. Właściwie co drugie wypłynięcie moją zdobyczą padają sumy między 15 a 40 kg. Dużo potężnych ryb tracę w zalegających na dnie zatopionych drzewach. To ich naturalne kryjówki, w których próbują się natychmiast schować po zacięciu. Na początku nowego stulecia ze spinningiem w ręku zalew przemierza już kilkuset wędkarzy w poszukiwaniu drapieżników.

Dzięki swojemu wczesnemu startowi i znajomości zbiornika nastawiam się jedynie na największe osobniki. Któregoś dnia wraz z ojcem i kolegą Ryśkiem zatrzymaliśmy łódź w starym korycie Narwi, około dwustu
metrów od zapory w Dębem. Po którymś rzucie mam potężne uderzenie w opadającą gumę. Ryba powoli, bez żadnych zrywów ciągnie łódź w stronę zapory. Kilkugodzinną walkę z sumem obserwowało z zapory
kilkadziesiąt osób. Przeciwnik nie okazywał zmęczenia, natomiast ja byłem wykończony. 

W pewnym momencie sytuacja zrobiła się krytyczna. Kolos podciągnął łódź pod sam jaz. Gdyby został akurat otwarty nastąpiłaby katastrofa. Na szczęście dla mnie i moich kompanów, sum w końcu uwalnia się. Od miejsca przetarcia linki na plecionce jest ponad dwa i pół metra ciemnego śluzu. Oceniam, że mógł ważyć ponad sto kilogramów. Nie odczuwałem smutku ani złości po przegranej. Cieszyłem się, że w końcu było mi dane zmierzyć się z Królem zalewu. Na dodatek, krótko po niebezpiecznej przygodzie, łowię rybę życia. Po dwu i pół godzinnym holu wygrywam z sumem mierzącym 220 cm. Oceniłem go na około 80 kg. Przez te wszystkie lata złowiłem kilkaset sumów. Największe ryby zawsze odzyskiwały wolność aby cieszyć innych wędkarzy. W zeszłym roku, w towarzystwie mojej wnusi Deli, złowiłem suma o długości 205 cm. Cały czas liczę na spotkanie z moim przeciwnikiem spod zapory. Nie odpuszczę mu, póki pozwoli czas i zdrowie".

Chociaż obecnie na temat łowienia sumów można dowiedzieć się prawie wszystkiego, nic nie zastąpi wieloletniego doświadczenia i znajomości łowiska. Nie każdy ma na to czas i cierpliwość. Są jednak miejsca gdzie można wręcz w ekspresowym tempie podszlifować własne umiejętności. Wielu wędkarzy, napalonych na łowienie wąsatych drapieżników, korzysta z sumowych poligonów, jakimi są obfitujące w te ryby łowiska zagraniczne. Najczęściej są to rzeki Pad we Włoszech lub Ebro w Hiszpani. Ryby można tam łowić właściwie wszystkimi metodami, a czas jaki chcemy im poświęcić ogranicza jedynie długość urlopu i zasobność portfela. O realiach gorących łowów nad Ebro opowiedział mi zapalony wędkarz i miłośnik sumów, Maciej Kost

"Pierwszego suma złowiłem w wieku dwunastu lat. Spotkanie z niezwykle silną i waleczna rybą, trwale odcisnęło się piętnem na mojej wędkarskiej psychice. Poszukiwania sumów w dużych mazowieckich rzekach ułatwiło mi poznanie Zbigniewa Wąchały. Pan Zbyszek, doświadczony wędkarz i łowca sumów, udzielił mi wielu rad i cennych wskazówek. Zacząłem odnosić pierwsze sukcesy i chociaż ryby nie powalały rozmiarami, byłem z nich niesamowicie dumny. Niestety, wraz z rozwojem kariery zawodowej, czasu na wędkowanie ubywa niemiłosiernie. Rozwiązaniem tego dręczącego mnie problemu, okazała się oferta jednej z polskich baz turystycznych nad hiszpańską rzeką Ebro. Widok żerujących i spławiających się sumów w nurtach hiszpańskiej rzeki wprawiła mnie w osłupienie. Łowisko nie jest proste. Ze względu na ukształtowanie dna, ryby mają do dyspozycji całą masę skalnych pieczar oraz kamiennych półek, o które bez problemu przecierają plecionkę. Łowiłem głównie na pelet i przynęty spinningowe. Pierwsze spotkanie z wąsatym mieszkańcem rzeki sromotnie przegrałem. 

Nawet nie mogłem go ruszyć z dna, chociaż na kołowrotku miałem plecionkę do 50 kg wytrzymałości. Potem poszło lepiej. Na pierwszej wyholowanej zdobyczy miarka zatrzymała się przy 175 cm. W ciągu tygodnia padło ponad 20 dużych ryb, w tym największy sum 205 cm. Okazów nie ważyłem, wszystkie w dobrej kondycji wracały do wody. Po powrocie do Polski zacząłem natychmiast przygotowywać się do kolejnego wyjazdu. Chociaż dzieliło mnie od niego wiele miesięcy zacząłem zmieniać wędziska i kołowrotki na mocniejsze i lepsze jakościowo. Nie chciałem przegrać znowu walki z rybą, która teraz śniła mi się po nocach. Nic nie zastąpi mi już emocji i adrenaliny doznawanych podczas polowania na największe drapieżniki wód słodkowodnych".

Sumowy bakcyl wygląda na ciężką nieuleczalną chorobę. Ogromne rozmiary i tajemniczość przeciwnika, działają intensywnie na ludzka psychikę. Do tego dochodzi pochłaniający bez reszty klimat polowania na grubego zwierza i zasiadek nad wodą. Nic dziwnego, że łowcy sumów mają często za nic inne gatunki ryb. Z zadumą spoglądam na własny zgromadzony sprzęt, dedykowany łowieniu tych walecznych, majestatycznych ryb. Na razie cieszy mnie każdy złowiony boleń, sandacz lub kleń. Ale na jak długo...


 


4.9
Oceń
(50 głosów)

 

Łowy na suma - opinie i komentarze

Jakub WośJakub Woś
+1
Zdjęcie tej kuli leżącej na dłoni (prawdopodobnie jętki) z wbitym hakiem na końcu linki pokazuje jak mocny trzeba zestaw na króla. Ciekawy wpis. (2014-08-05 11:48)
danielkasdanielkas
0
Absolutnie 5. Ale co do tego zdjęcia - jest jedno małe "ale" - węzeł przy haku powinien być zabezpieczony np. kawałkiem rurki silikonowej. A wpis super. (2014-08-05 12:02)
barrakuda81barrakuda81
0
Ryba i tekst absolutnie na czasie.Jeszcze trochę tych sumków w naszych wodach pływa więc może warto zapolować?Dla mnie sum i szczupak to "kłopotliwe" ryby ,oczywiście wtedy gdy nie mają byc celem wyprawy.Sumek najczęściej demoluje zestaw dedykowany np.sandaczowi (lubię łowić finezyjnie) a szczupak zmusza mnie do stosowania wolframów niemal zawsze gdy łowię "trochę ciężej".Gdyby nie to mógłbym łowić tak jak lubie - delikatnie i bez wolframu.To bywa irytujące...Bardzo przyjemnie czyta się tak napisany tekst.*****.Pozdrawiam. (2014-08-05 12:17)
slawekkiel17slawekkiel17
0
Gratulacje za wpis !!!. Fantastyczny material dla tych, ktorzy maja chec powalczyc z krolem naszych ( i nie tylko naszych) wod. Spotkanie z ta ryba pozostaje na zawsze w pamieci. Pozdrawiam serdecznie *****5-ka Slawek (2014-08-05 12:39)
jacenty75jacenty75
0
Fajny artykuł, ja od kiedy wyholowałem swojego pierwszego suma to również uważam go za króla naszych wód przez duże "K". Widzę, że i Zbyszek "Mormyszek" się załapał na fotkach a od kiedy pamiętam sumy na ZZ łapał dorodne, bardzo dorodne. (2014-08-05 12:47)
użytkownik32263użytkownik32263
0
Sum...to chyba jedyna ryba dla której mogę rzucić sandacze:))) Tylko że aby regularnie ją łowić trzeba jej poświęcić dużo, bardzo dużo czasu. Trzeba ją poznać, zrozumieć i być odpowiednio przygotowanym sprzętowo. Tu nie ma półśrodków. Poza tym ciekawostka która może być dla niektórych dziwna, spinning jest skuteczniejszą metodą niż stacjonarki. Tylko że chodzi mi o ilość brań i ryb bo z wielkością bywa różnie. I faktycznie, pierwszego holu dużego suma nigdy się nie zapomni. Coś wiem o tym ;-) (2014-08-05 14:29)
marek-debickimarek-debicki
0
Materiał oczywiście jak zawsze porywający i praktyczny. Dzięki podpowiedzi Kolegów przypomniałem sobie, że posiadam jeszcze spory zapas proszku o rybnym zapachu, z którego można będzie zapewne wyrobić przynętowe kule. pozdrawiam i *****pozostawiam. (2014-08-05 14:36)
robbanrobban
0
Super wpis i fajna rybka. Mi niestety, nie było dane wycholowac na brzeg, ale widziałem drania. Pisałem o tym , mimo ze nie zaliczony do dziś pozostał w pamięci. Może jeszcze kiedyś się spotkam z królem. ***** (2014-08-05 16:33)
marciin 2424marciin 2424
0
Jak zwykle świetny tekst i rybka konkretna :) ***** :) (2014-08-05 21:17)
pawel75pawel75
0
Krótko mówiąc - REWELACYJNY wpis ! Pozdrawiam i duże ***** zostawiam ! (2014-08-05 21:20)
savianosaviano
0
Super :-) Dawno nie przeczytałem do końca tak długiego wpisu. Pozdrawiam (2014-08-06 08:35)
glacjan76glacjan76
0
Doskonały tekst! Ale czytałem go już w Wiadomościach Wędkarskich 07.2012 (2014-08-07 08:45)
Sebastian KowalczykSebastian Kowalczyk
0
Sprawdź autora ;) (2014-08-07 12:40)
maciek399maciek399
0
mała pomyłka nie 0.1mm tylko 1mm :) lub 0.1 cm (2014-08-08 11:19)
blutublutu
0
Wpis jest super. Ja próbuję łowić suma , ale nie mam takich sukcesów. Serdecznie pozdrawiam i daję pięć. (2014-08-10 18:43)
blutublutu
0
Miałem przycisnąć na pięć punktów , ale bez okularów nie zauważyłem . Przepraszam. (2014-08-10 18:47)
glacjan76glacjan76
0
Spoko spoko, napisałem tylko że już czytałem, jak wiele innych ( świetnych) artykułów Twojego autorstwa. Pozdr. POŁAMANIA KIJA (2014-08-10 23:06)
viscanviscan
0
Naprawdę super wpis gratulacje . A w Polsce gdzie złapiemy takie potwory ? POZDRAWIAM (2014-08-11 07:38)
rzeznik123rzeznik123
0
Super tekst, sum to naprawde król jezior i rzek, arsenał imponujący :) (2014-08-12 08:35)
kornel85kornel85
0
" ....Tu, od hobby niewiele nas dzieli od obsesji, a wypowiedzenie wojny potężnym rybom może diametralnie odmienić nasze życie...." AMEN:) (2014-08-16 02:16)
amand amand
0
Oj taki sumik to spełnianie nie jednego wędkarza. Ale w Polsce coraz trudniejsze w zrealizowaniu. Ocena za artykuł 5........... ;) (2014-11-02 08:37)

skomentuj ten artykuł