Maj nad zbiornikiem czorsztyńskim


Maj 2014 rok, dla mnie był to wyczekiwany maj; planowany początkiem miesiąca urlop, miał dać pasmo wypoczynkowych wypraw wędkarskich, które z samego założenia musiały być udane.
Zaczęło się 5 maja, dni weekendowe maja pominąłem z uwagi na zatrzęsienie braci wędkarskiej na brzegach czorsztyńskiego zbiornika zaporowego, która wykorzystywała własne wolne dni do spokojnego wypoczynku nad wodą, wpatrzona w spławiki, czujniki brań i inne podobnie działające instrumenty, przynależne wędkarstwu.
Powracam, więc do tematu, 5 maja, zatoka poniżej Mizernej przy przystani Nowotarskiego Yaht Clubu; jestem tam już o godzinie 6.00, wcześniej, (w domu) przygotowałem zanętę do koszyczka: pół na pół płociowe Stil „konopie” oraz Lorpio - „czekolada”; wszystko wzmocnione wanilią wędkarską oraz spożywczą oraz nasionami anyżu, mrożoną i żywą pinką – zaprawioną wanilią i mąką kukurydzianą. Nie ma w tym wielkiej filozofii, proporcję tak jak powyżej opisałem pół na pół, do tego malutką garsteczkę anyżu i nie żałować wanilii. Jednym słowem ręce po wymieszaniu takiej zanęty mają długo i namiętnie pachnieć słodko wanilią. Ilościowo, zgodnie z przepisami na zalewie czorsztyńskim, nie może być więcej niż 2 kg, z uwagi na fakt, że łowię z gruntu z koszyczkiem - jest tego około 80 dkg.
Po dokonaniu wpisu do rejestru połowów, przygotowaniu zanęty (jej namoczeniu, wymieszaniu), przygotowaniu stanowiska, pierwsze zarzucenie, za chwilę drugie. Łowię na dwie wędki; jedna na elektroniczny czujnik brań i „bombę” a druga do szczytówka i „bomba”; jako przynęta na pierwszy raz idzie barwiony biały, w konfiguracji: dwa jasne i jeden czerwony.
i… no właśnie jest już godzina 13.00, zmieniam przynęty; najpierw na jednobarwne, potem na czerwonego - dżdżownica, później małe pinki, dodaje po ziarenku kukurydzy, robię kanapki, ponownie wracam do białego i… NIC!!! Próbuję coś z zanętą – robię jedną z migdałem, ale rezultat taki sam, zapach podnieca tylko mnie, ryb niestety nie. Ani brania, ani nie odnotowałem jednego, zachęcającego pyknięcia-zwyczajnie nic…
To samo w kolejne dni mojego urlopu, 6 maja ponownie ta sama zatoka, potem spadł deszcz i 9 maja byłem nad zatoką w Falsztynie – rezultat taki sam jak opisałem powyżej.
Pocieszeniem dla mnie jest to, że nie tylko mnie spotyka tego typu zawód; nad wodą spotykam innych wędkarzy, którzy opisują mi podobne, jakby te same historię. Jednym słowem wiele różnorakich zanęt, przynęt, metod a efekt taki sam wszędzie – ryby mają urlop, wczasy, wyjechały nad inną wodę. Jedynie spinningowcy miewali trochę więcej szczęścia, spotkałem dwóch, co złowili niewymiarowego szczupaczka, co wskazywało, że ryby w zalewie czorsztyńskim są, bo przecież są.
Potem 13 maja, znowu jestem nad wodą, znowu zatoka przy Mizernej i sytuacja powtarza się tak samo; zbliża się 12.00, zero akcji na czujnikach i wskaźnikach, w wodzie nie widać specjalnie oznak żerowania ryb. Mam jednak małą zmianę: około 10.00 założyłem inną zanętę (specjalistyczną płoć Stila - zieloną), dodatki te same. I właśnie na wędce, gdzie w koszyczku jest ta zanęta, nagle widzę, że szczytówka zaczyna lekko drgać, można by pomylić te drgania z drganiami od wiatru –są naprawdę lekkie. Potem nagle szarpnięcie i „bomba” idzie w dół, zacięcie – i coś na haczyku jest; walczy albo jest na tyle duże, że ciężko się holuję. Myślę, że duża płoć, może większy leszcz a tutaj przy brzegu pokazuje się lin, tak lin. Przeżyłem miły szok. Lin miał 33 cm, ważył około 0,30 kg. Dlaczego, dla mnie to był szok? Otóż cały czas uczyłem się i dowiadywałem, że lin to ryba ciepłolubna, że żeruje, gdy woda jest ciepła a gdy temperatura jest niska, lin nie jest aktywny. A tutaj woda w zalewie jak w Bałtyku, przy płukaniu rąk długo trzeba dłonie trzymać w kieszeni, żeby nabrały miłej temperatury – lin więc, nie powinien jeszcze być aktywny. Jednak ten się trafił.
O następnych dniach wszyscy słyszeli we wszystkich stacjach informacyjnych; ‘lało jak z cebra’; wędkowania nie było, woda coraz wyższa, zalew czorsztyński „pęka w szwach”, zalewa przystanie, drogi dojazdowe do stanowisk, woda mętna, fala wysoka.
Deszcze się skończyły ale stan zalewu jest taki, że niestety nie da rady wędkować; woda mętna, miejscówki w dalszym ciągu zalane lub tak zamulone, że gumowce zostają w błocie. 19 maja nie znalazłem ani jednego miejsca, gdzie można by było urządzić jakąkolwiek zasiadkę.
21 maja ponowne rozpoznanie; Pod Hubą „na cofce” spotykam starszego pana wędkarza, który z mozołem przeszedł ze sprzętem po pozostawionym przez wodę śmieciowisku w postaci gałęzi, pniaków i wszelkiego rodzaju butelkach ze sztucznych tworzyw oraz szklanej tłuczki a zasiadł zaraz przy pozostałościach starego mostu na Dunajcu. Woda w dalszym ciągu idzie mętnawa (to ‘zasługa’ Czarnego Dunajca, Biały jest już czysty), jednak pan wędkarz zarzuca na grunt i odpoczywa. Na pytanie o połowy mówi, że ma na razie świnkę, ale ma nadzieję na inne gatunki, np. leszcza.
Męska decyzja 22 maja, wyjeżdżam nad moją ulubioną zatokę, poniżej Mizernej- zmieniłem jedynie zanętę na płoć „specjalistyczną” Stil (zielona), wzmocniona tymi samymi dodatkami jak wyżej opisałem. Początek połowu o 6.30 i po godzinnym oczekiwaniu miałem, co robić, co chwilę branie. „Bomby” w górę, „bomby” w dół, szczytówka drga, czujnik piszczy. Co prawda gatunek tylko jeden - płoć. Ale płoć w wymiarach od 32, 27, 25 i 24 cm, czyli płocie jak się patrzy. Gdyby nie fakt, że mój urlop skończył się jeszcze w czasie deszczy, byłoby tego dużo więcej może obudziłby się leszcz lub koledzy lina z 13 maja. A tak o godzinie 11.00 trzeba było wracać do domu i szykować się do pracy na popołudnie.
Maj jeszcze się nie skończył, został jeszcze tydzień; w zbiorniku czorsztyńskim teraz dopiero zaczął się trzeć leszcz, płoć już wytarta, jest teraz głodna a leszcz w czasie tarła jest kapryśny i nie zawsze chcę brać tak jak to robi w czasie, gdy nie ‘unosi się uczuciowo’. W maju planuję jeszcze 28 i 30 maja wybrać się nad czorsztyński zbiornik zaporowy, żeby zobaczyć, co przygotował dla mnie ze swoich, majowych skarbów. Ma on jeszcze wiele skarbów, które czekają na nas, wędkarzy w czerwcu, lipcu i kolejne miesiące. Tylko próbować, sprawdzać i cieszyć się tym co dla nas przygotował.

 


5
Oceń
(2 głosów)

 

Maj nad zbiornikiem czorsztyńskim - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł