Maj z rodzicami.

/ 6 komentarzy

Kiedy widzę małych chłopców nad naszymi wodami, zastanawiam się często, kto pchnął ich ku wędkarstwu. Jeśli mieli szczęście jak ja, byli to ich rodzice. Jeśli nie oni to może dziadek, wujek, nauczyciel lub jakiś instruktor z osiedlowego klubu. W tym drugim przypadku jest im bardzo ciężko rozwijać swoją pasję. Zawsze jest kłopot z kim jechać, jak łowić, czy będzie bezpiecznie. Ja miałem to szczęście, że moi rodzice łowią od kiedy pamiętam. Zarówno mama i tata byli zawsze wypróbowanymi towarzyszami moich wędrówek z wędką. Przez te wszystkie lata obcowania z nimi, zauważyłem, że są nie tylko wspaniałymi rodzicami ale także doskonałymi wędkarzami. To oni nauczyli mnie łowić zgodnie z porami roku, nie zakłócając rytmu natury. Wiem, że nie wszyscy mają takie szczęście jak ja dlatego zapraszam na wędrówkę z moimi rodzicami przez maj, czerwiec, lipiec, sierpień i wrzesień z wędką.
Co moi rodzice łowią w maju?
Pierwszy maj jest magiczną datą dla łowców szczupaków. Oczywiście moi rodzice też się do takich zaliczają. Jednak łowią odmiennie do „stad” biczowników ( czytaj spiningistów ). Moi rodzice cenią spokój i opuszczają 1 maja wszystkie topowe łowiska, gdzie do wody leci dziennie 500 sztucznych przynęt. Jako, że mieszkają na Pomorzu gdzie wiosna przychodzi długo i często przystając, na pierwsze szczupakowe łowy wybierają akweny niewielkie, najlepiej śródleśne dobrze nasłonecznione. Najlepszą przynętą na mieszkające tam szczupaki będzie żywiec. Koniecznie złowiony w tym samym zbiorniku, ponieważ stara zasada mówi, że szczupak atakuje najchętniej przynęty występujące w jego łowisku. Są takie jeziora gdzie najlepsze są płotki i okonki. Bywa, że sprawdzają się tylko małe jazgarze lub krąpie ( musimy zaobserwować to sami bądź zapytać tubylców ).
 Wędkę z kołowrotkiem, żyłką 0,30 i obowiązkowym przyponem stalowym zbroją w pojedynczy hak nr. 1 lub 2. Dlaczego właśnie tak? Ponieważ szczupaki z małych jezior stoją wówczas przy gałęziach i innych przeszkodach podwodnych. Aby je stamtąd wyciągnąć trzeba mieć mocną żyłkę i dobrze ustawiony hamulec kołowrotka. Dlaczego używają pojedynczych haków, a nie kotwic? Twierdzą, że w wiosennej czystej dość zimnej jeszcze wodzie, szczupak jest ostrożny i na widoczną kotwicę atakuje znacznie rzadziej. Na koniec trzeba zdradzić jeszcze taktykę łowienia. Jest ona prosta, wymaga tylko odrobiny ruchliwości i cierpliwości. Nazywamy ją od dawien dawna : taktyką na „macanego”. To nie ryba ma nas znaleźć. To my mamy ją odszukać. Idziemy brzegiem i zarzucamy żywcówkę niedaleko przeszkód podwodnych. Jeśli po 10-15 minutach nie mamy brania przesuwamy się dalej i tak do skutku. A wierzcie mi gdzieś te szczupaki muszą siedzieć i w ten sposób na pewno znajdziemy właściwe miejsce. Na koniec zdradzę wam tajemnicę, że jeszcze do niedawna mój ojciec w ogóle nie łowił na wędki z kołowrotkiem. Zbroił żywcówkę na starych radzieckich 4,5 m teleskopach, wiążąc żyłkę bezpośrednio do czubka. Wyniki jego nie odbiegały od moich , a były często znacznie lepsze. Kij taki jest bardziej celny, nie plącze się żyłka i możemy nim obrzucić szybko kilka miejsc. Warto przypatrzeć się jak łowią nasi rodzice, a nasze wyniki będą o wiele lepsze. W ten sposób szczupaki łowią do 10-15 maja. Potem są one bardziej najedzone i trzeba stosować inne metody. Drugą rybą maja są oczywiście okonie. Najczęściej już bardzo mobilne po odbytym tarle. Choć różnie to bywa w pomorskich łowiskach. Bywają duże jeziora gdzie okonie przystępują do tarła dopiero między 1 a 10 maja. Moi rodzice ich wtedy nie łowią. Zostawiają je w spokoju by mogły odbyć gody i wydać na świat młode pasiaste drapieżniki ku uciesze następnych pokoleń wędkarzy.  Na okonie w maju wybierają łowiska dowolnej wielkości. Najlepiej bezodpływowe. Wiadomo wówczas gdzie szukać okoni, bo się nie przemieszczają na tarło tylko odbywają je w tym samym akwenie. Jeśli znamy jezioro okonie w maju będą zawsze w tych samych miejscach. Są to miejsca gdzie gromadzi się narybek, trze się płoć lub wzdręga. Dobra jest wszelkiego rodzaju roślinność, która dopiero budzi się do życia. Bardzo dobrze jest łowić pod zwisającymi drzewami, ponieważ na 100 % możemy być pewni, że okonie krążą tam wokół gałązek które spadły z tych drzew.  Jako przynęty używamy najruchliwszych czerwonych robaków. Przy czym zasadą jest, że w majowym łowisku im większy robak tym większy okoń. Jako sprzęt stosujemy łatwą do manipulacji pod nawisami gałęzi, tyczkę o długości 5-6 metrów. Zestaw dopełnia lekki spławik i hak o numerach od 5 do 7. Okoni szukamy, również na „macanego”. Zawsze gdzieś muszą się odnaleźć.

 Na koniec opowiem piękną przygodę, którą przeżyłem z rodzicami na jednym z piaszczystych jeziorek Pomorza. Był straszny majowy upał. Ryby ignorowały nasze przynęty, słonko nas rozleniwiało i już pozostawało się tylko opalać. Jednak obserwacja wody, którą zawsze trzeba zalecać wszystkim wędkarzom, sprawiła że zobaczyliśmy rzecz niezwykłą. Na kamiennym brzegu jeziora tarły się płotki ( musiały tak robić biedaczki bo w tym jeziorze spadła bardzo woda i nie było kompletnie żadnych roślin, krzewów itd. ). Między tymi płotkami pływały duże okonie czekając na wydaloną przez płotki ikrę. Niestety nie można ich było złowić bo dalej od brzegu nie brały, a przy brzegu było 10-15 cm gruntu.
I wtedy moja mama wpadła na pomysł, żeby stanąć z wędką 10 metrów od brzegu. Zarzucać robaka pomiędzy te kamienie, a spławik niech leży 2-3 metry na brzegu. Okonie znajdując robaka pociągały spławik leżący na ziemi i wtedy trzeba było zacinać. Złowiliśmy wtedy bardzo dużo ładnych okoni potwierdzając starą wędkarską zasadę, że trzeba zawsze obserwować wodę i próbować różnych metod na przechytrzenie ryb.  Wierzcie mi łowy z rodzicami są zawsze pasjonujące, a jak wiele się można od nich nauczyć. ( Przy tym wyjazd na ryby jest za darmo i bezpieczny ). Do zobaczenia na łowach z rodzicami w czerwcu.

 


4.8
Oceń
(9 głosów)

 

Maj z rodzicami. - opinie i komentarze

SmolikSmolik
+1
Dzięki za ciekawy artykuł, piątka ***** leci. Przypomniał mi lata dziwięćdziesiąte i moje zmagania ze szczupakami na żywcówkę. Teraz łowię głównie na spinning, choć nieobca mi spławikówka na ryby spokojnego żeru oraz inne metody połowu. Sytuacja, gdy wędkują oboje rodzice jest komfortowa - można wybrać się całą rodziną na ryby i każdy jest zadowolony. Częściej jednak mamy do czynienia z sytuacją, że wędkuje tylko ojciec (niestety) i musi kombinować "jak by tu się wyrwać na ryby" - samemu lub z dzieckiem. Cóż, wędkarz nie ma lekkiego życia - czasem ma pod górkę (dosłownie i w przenośni)... Pozdrawiam :) (2019-10-03 22:15)
arasshaterarasshater
+1
Bardzo dobry i ładnie napisany artykuł. Mnie przypomniał pierwsze magiczne wypady z dziadkiem nad Dunajec i łowienie wędką, którą specjalnie dla mnie zrobił. Dziadek niestety niedługo później zmarł. Czasami udało mi się namówić na wyjście nad rzekę np. babcię, która była zapaloną zielarką i podczas gdy ja moczyłem kija, ona mozolnie przeczesywała tzw. wygon i zbierała różne zioła. Niestety najczęściej był z tym problem i mogłem tylko pomarzyć o łowieniu ryb... Przeczytałem również wpis dotyczący czerwca i lipca. Są równie dobre i świetnie się je czyta, ciężko jest się oderwać. (2019-10-03 23:46)
Basia KierBasia Kier
+1
Ja także przyłączę się do gratulacji i oczywiście (*****). W moi przypadku zaczęło się od wędkowania z dziadkiem i tatą i tak już zostało. Ponieważ lubię niewielkie rzeczki, metoda "na macanego" nie jest mi obca - kilometr, dwa brzegu to zajęcie na parę godzin, aby postawić żywca w każdym interesującym miejscu o parę minut. Chyba jednak nie zdecydowałabym się na opisywaną metodę przywiązania żyłki do szczytówki :) Choć z drugiej strony są miejsca, gdzie nie można zaciętej rybie popuścić nawet milimetra i pozostaje hol siłowy (jak u mnie mawiają "twoje-moje"). (2019-10-04 06:23)
kabankaban
+3
No ja miałem to szczęście, że od dziecka moim mentorem był tato. Jako, że do rzeki mieliśmy około 500 metrów to byliśmy tam często. Co do łowienia drapieżników zdecydowanie wolę spinning. Łowienie na martwą rybkę szczupaków mi nie przeszkadza ale jestem zdecydowanym przeciwnikiem łowienia na żywca. Może dlatego, że dawno temu próbowałem tak łowić ale zakładając żywca na hak zawsze miałem mieszane odczucia i szybko zrezygnowałem z tej metody. (2019-10-05 09:05)
arasshaterarasshater
+1
Ja też zdecydowanie preferuję metodę spinningową. Przynęt sztucznych jest taki ogrom, że można bez końca ekperymentować. Pozostaje kwestia jedynie tego, ile zabierzemy ich ze sobą nad wodę. Łowienie drapieżników na tzw. "trupka" w ogóle mnie nie kręci, a jeśli chodzi o żywca to nigdy nie przekonałem się do niego i mierzi mnie, kiedy widzę wędkarzy wywijających na zestawach małymi karasiami czy płociami, a potem te półżywe albo padłe ryby lądują w wodzie i unoszą się na powierzchni jak niemy wyrzut sumienia. (2019-10-05 11:23)
patagoniapatagonia
0
Dzięki za przychylne komentarze. Mój dziadek to rocznik 1879 więc go nie znałem. Umarł w 1957 r. On łowił w Borach Tuchoskich jeszce na koński włos i leszczynę albo jałowcówkę. Teraz wędkuję z córką to jest dopiero czad. Czasem po d..... pie się weźmie aż miło. (2019-10-05 19:16)

skomentuj ten artykuł