Zaloguj się do konta

Majowe płocie i magiczne białe robaki

Tegoroczną, przedłużoną majówkę spędzałem jak co roku w Świnoujściu. Mimo, że sezon na drapieżniki właśnie się zaczął, to i tak nie miałem możliwości ich łowić na spinning, ponieważ jeszcze rehablilituję się po kontuzji kolana, a łowienie na żywca mnie nie kręci. Pozostał mi tylko białoryb. Plan był prosty - zlokalizować i złowić dużą, gruntową płoć. 

Pierwsze dni spędziłem na Kanale Piastowskim w centrum Świnoujścia. Jest to moja bankówka, jeśli chodzi o sporych rozmiarów płocie. Zacząłem od feedera. W koszyczku moja sprawdzona mieszanka, na haczyku nr 8 dwa ziarna kukurydzy, czyli killer na tutajeszy gruby białoryb. Niestety już po paru minutach od zarzucenia wędki poczułem, że coś jest nie tak. Zazwyczaj w tym miejscu zanęta jeszcze nie zdążyła uwolnić się z koszyka, a szczytówka już zginała się w pół sygnalizując branie. Tym razem było inaczej. Feedery stały jak zaczarowane. Próbowałem znaleźć racjonalny powód, dlaczego na sprawdzony zestaw nie ma wyników. Po dłuższym czasie od zarzucenia na szczytówcę pojawiały się lekkie szarpnięcia. Jak się później okazało, były to spore ukleje i babki bycze, kórych kilka udało mi się złowić. Holując tych dronych amatorów kukurydzy zastanawiałem się w duchu: "Gdzie jest moja morska płoć?!"  Zawiedziony wracałem do domu i zaczynałem szukać w internecie przyczyn takich marnych efektów. Wydawało mi się, że głównym czynnikiem, który wpłynął na słabe brania może być wysokie ciśnienie. Jak dowiedziałem się nad kanałem od miejscowaego wędkarza, przy wysokim ciśnieniu ryba trzyma się raczej głębszych miejsc i stoi przy samym dnie. Wziąłem sobie te rady do serca.

Kolejne dwa dni spędziłem na jednym z głębszych miejsc, niedaleko kursujących promów Karbisór. Taktyka ta sama, jedyną różnicą była gramatura koszyka, tutaj zakładałem już 50 gramowe, a do zanęty dodałem giny rzecznej. Z ogromną nadzieją liczyłem, że uda mi się tu złowić moją wymarzoną piękną płoć. Okazało się, że do zanęconęgo łowiska wpłynęła masa sporych krąpi. Większość miała ponad 30 cm. Bardzo energiczne brania nawet w silnym nurcie były dobrze widoczne na feederze. Nareszcie udało się powalczyć z trochę ładniejszymi rybami, ale w głębi duszy dalej czułem niedosyt, bo przecież krąpie nie były moim celem. Uznałem, że trzeba wznowić poszukiwania miejsca, gdzie spotkam 

Długo myślałem nad miejscem, w którym spędzę ostatni dzień wyjazdu. Po dłużej chwili namysłu, mój wybór padł na płytką odnogę Świny. Na łowisku pojawiłem się dopiero koło 13. Pogoda była piękna, słońce, lekki wietrzyk i prawie bezchmurne niebo. Tym razem zacząłem od spławika. Dlaczego? Dno w miejscu, w którym wędkowałem pokrywa gruba warstwa mułu, więc łowienie na feeder praktycznie recz biorąc nie miałoby sensu. Co chwilę na powierzchni widać było żerującą ukleje i przepływające wzdręgi. Po dotarciu na wybrane stanowisko od razu w oczy rzuciły mi się, leżące w wodzie rybie łuski i głowy. Mimo, że niezaciekawy, to był to dobry znak. Zastosowałem tradycyjny zestaw ze spławikiem typu waggler. Śrucina sygnalizacyjna leżała na dnie. Kulka zanęty i garść kukurdzy w miejsce nęcenia i zaczynamy wędkowanie. Na start na haczyku pojawiły się białe robaki. Brania były częste, lecz na początku były to tylko większe ukleje i drobna płoć. Po godzinie takiego wędkowania uznałem, że czas na "coś grubszego". Dwa ziarna kukurydzy konserwowej na hak i go wody. Zerwał się wiatr i zrobiło się trochę chłodniej, a brania ustały. Po dłuższej chwili spławik zanurkował pod wodę. Po zacięciu czuję, że nie jest to byle drobiazg. Ładnie muruje do dna, a przy brzegu ryba zaczęła uciekać w trzciny. Błysk srebrnego ogona i czerwonawej płetwy ogonowej i już wiem, że jest to ładna płoć. Szybkim ruchem podbieraka ląduję ją na brzegu. "O to właśnie chodziło!". Miarka pokazuję 30 cm! Kolejny zarzut, nie trzeba było długo czekać i drugą ładną płoć trzymam już w ręku. Myślałem, że płotki rozkeciły się już na dobre. Ponownie spławik ląduje w wodzie, wiatr osłabł i cisza. Aż do godziny 18:30. Od wyjęcia poprzedniej płoci nie było nawet szturchnięcia spławika, a woda zamieniła się w gładką taflę. Podjąłem decyzję, że zbieram się do domu skoro ryby przestały żerować. Zostało mi jeszcze około trzech kulek zanęty, kilkanaście białych robaków, których większość pouciekała z nieszczelnego pudełka, paczka czerwonych i garść kukurydzy.  Zanętę szybkim ruchem ręki wrzuciłem do wody tuż przy brzegu, za pasem trzcin. Zacząłem pakować sprzęt, aż tu nagle w miejscu gdzie wrzuciłem kulki zanęty woda zaczęła się dosłownie gotować. Łapię czym prędzej za wędkę i zarzucam spławik z kukurydzą w miejsce żerowania ryb. Nawet skubnięcia! Rozgladam się po brzegu, łapię za pudełko z białymi robakami i zakładam 4 sztuki na haczyk. Spławik nie zdążył się jeszcze wyprostować, a już zaczął odpływać. Siedzi! Chwila holu tuż przy brzegu i kolejna piękna płoć w podbieraku! Kolejny rzut i dokładnie to samo. Spławik wariował. Rzut, branie i ryba. Na zmianę meldowały się duże płocie i grube krąpie  Niesamowite co się tam działo. Po chwili takiego ekstremalnego wędkowania skończyły mi się białe robaki. Ponownie założyłem kukurydzę, potem czerwonego. Nic się nie dzieje, pływający koneserzy, nie raczyli zajadać się innymi smakołykami. Spławik stoi jak zaklęty, nawet nie drgnie! Zacząłem szukać białych robaków, ktore pouciekały w leżącą na ziemi trzcine. Udało się znaleźć jeszcze kilka. Szybko zakładam je na hak i do wody. Znowu to samo, hol za holem. Ryba za rybą! Po dwóch godzinach takiej zabawy ostatecznie skończyły się białe robaki, a z nimi brania. Kiedy słońce skłaniało się ku zachodowi, zwróciłem rybom wolność, spakowałm wędki i wróciłem do domu. W drodze powrotnej zastanawiałem się, co takiego było w tych białych robakach. 

Podsumowując, cel został osiągnięty. Udało mi się złowić kilka pięknych, morskich, ponad 30cm płoci, więc jestem mega zadowolony. Wydaję mi się, że płoć wytarła się w tym roku wyjątkowo późno, bo niektóre złowione osobniki miały jeszcze lekką wysypkę tarłową, mimo, że mamy już początek maja. Wrzucam Wam parę fotek znad wody.
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                          Pozdrawiam, Fish Hunter

PS.Dajcie znać w komentarzach czy taki rodzaj artykułu Wam się podoba, bo jest to mój debiut i ciekawi mnie Wasza opinia. 

Opinie (4)

ryukon1975

Tekst jak najbardziej w porządku. Jedyna rzecz jaka mnie trochę w nim zdziwiła to dodawanie gliny do zanęty która następnie idzie do koszyka. Nigdy tak nie robię, jednak nie jest to też jakimś błędem więc może na Twoich wodach się taka metoda sprawdza. 5***** [2016-05-10 12:28]

chmielu11

opis ok fajnie się czytalo😊polamania kija😊 [2016-05-10 22:27]

ango13

Artykuł ładnie i rzeczowo napisany,Myślę że każdy z nas miał takie sytuacje kiedy sprawdzone,wypróbowane przynęty zawodziły.Człowiek się zastanawiał nad przyczyną braku brań i zaczynał eksperymentować.Widzę że Tobie się udało i tak trzymać.Za tekst 5 . [2016-05-11 18:13]

piotr48

w maju biorą rzeczywiście piękne okazy płoci łowiłem je na łubin ale to już historia jezioro przejęła spółka rybacka [2016-05-16 19:07]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej