Majówka 2018 na Zalewie Zegrzyńskim

/ 7 zdjęć


Tym razem z Łukaszem bez większego namysłu zdecydowaliśmy, że podczas majówki skupimy się na Zalewie Zegrzyńskim. W sumie dużego wyboru nie mieliśmy, ponieważ Warszawa i okolice raczej nie są rajem dla wędkarzy lubiących poganiać za drapieżnikiem….ÂÂ
Poprzedniego dnia ustaliliśmy, że o 5 wyruszymy i z samego rana zaczniemy łowy, bo wiadomo ryby najlepiej biorą rano, a i dobrze żeby nasze przynęty były jako pierwsze „zaserwowane” szczupaczkom, które przez te 4 miesiące, mogły zatracić trochę na czujności.
Ale cóż, jak to bywa, życie potrafi zweryfikować każde plany. Ostatecznie ponton zwodowaliśmy dopiero o 11:30, a i przybył nam dodatkowy pasażer, synek Łukasza.
W końcu mogliśmy skupić się na łowieniu. Dzień zapowiadał się być upalny, no i niestety w pogodzie była przewidziana burza, z której nadejściem musieliśmy się liczyć.
Pierwsze przynęty poszły w ruch, przy czym głównie skupiliśmy się na gumach. W końcu Łukasz krzyknął „siedzi” i po chwili ryba wylądowała w podbieraku. Szczupak mierzył równe 50 cm. Jeszcze mi się trafiła ładna sztuka, ale niestety po krótkim holu, szczupły w odległości kilku metrów od pontonu, tylko błysnął łuską, wypluł przynętę i odpłynął w toń.
Jeszcze trochę „pomęczyliśmy” wodę i postanowiliśmy dobić do brzegu, żeby zrobić przerwę na ognisko. ÂÂJak się okazało, przybicie do brzegu nie było takie proste, ponieważ wszystkie miejsca były obsadzone wędkarzami, czy tez majówkowiczami. Ostatecznie około godz. 14:30 udało nam się rozpalić ognisko. Niestety, po krótkim czasie sprawdziły się zapowiedzi pogodowe i przyszła burza, która nie tylko nas zmoczyła, ale również potraktowała gradem… Na szczęście, jak szybko przyszła, tak szybko poszła i nawet udało się dokończyć ognisko.
Po osuszeniu siebie i rzeczy, mogliśmy kontynuować łowienie. Stare porzekadło mówi, że taka pogoda pobudza szczupaki do żerowania, no i tym razem się sprawdziło!
Łukasz poczuł silne uderzenie na wędce i w tej chwili rozpoczęła się walka. Od razu było wiadomo, że trafiła się wielka sztuka, ponieważ wędka wygięła się w pałąk, a ryba murowała przy dnie. Łukasz starał się po trochu zwijać plecionkę, jednakże ryba krążąc wokół pontonu, co rusz odjeżdżała. Po jakimś czasie, ponad wodą na chwilę naszym oczom ukazała się płetwa i w tym momencie obaj zdaliśmy sobie sprawę, że mamy do czynienia z naprawdę wielkim szczupakiem. Walka była długa, po jakimś czasie szczupak szukając ostatniej drogi ucieczki, wbił się w pobliskie zarośla. Na szczęście mając ponton była możliwość, żeby do niego dopłynąć . Po namierzeniu szczupaka udało się go chwycić i wyciągnąć na ponton. Podczas całego holu Radek stał w ręku z podbierakiem i tylko czekał żeby pomóc wyciągnąć potwora, jednakże tym razem obyło się bez podbieraka, ale przynajmniej wiedzieliśmy, że możemy na niego liczyć w takich momentach. Szczupak był ogromny, miarka pokazała 98,5 cm. Jeszcze staraliśmy się przeprowadzić jak najszybszą sesję zdjęciową, po czym w dobrej kondycji, ten nadzwyczajny okaz wrócił tam gdzie jego miejsce, czyli z powrotem do wody.
Po jakimś czasie znów mogliśmy kontynuować łowienie. Trafiały się jeszcze jakieś targnięcia, ale ryby się nie zacinały. Dopiero na koniec, kiedy już zmierzaliśmy w kierunku samochodu, tym razem ja poczułem na kiju uderzenie i walczącą rybę. Udało się ją sprawnie podebrać, a tym razem miarka pokazała 61 cm.
W tym momencie obaj już mieliśmy na koncie ładną rybę, więc mogliśmy ze spokojem zakończyć łowienie.
Drugiego dnia wcześniej zaczęliśmy łowić, ale tym razem już tylko nas dwóch wypłynęło. Tego dnia słońce tak nie piekło, więc pogoda do łowienia była bardzo dobra. Ryby kilkukrotnie uderzały w przynęty, jednakże tylko zostawiały ślady zębów na gumach, a nie zacinały się na haku. Mogło to być spowodowane lekkimi braniami, albo zastosowaniem przez nas zbyt wielkich przynęt, których nie mogły połknąć. Kilka sztuk udało się nam jednak wyciągnąć, z czego tylko jednego wymiarowego, który jak ten poprzedniego dnia miał 61 cm, jednakże był dużo grubszy, a miał 1,7 kg. Choć mi osobiście największą satysfakcję przyprawiło, złowienie szczupaka na pierwszy raz testowaną przynętę imitującą małego szczurka. Wobler ten pływa po powierzchni i do złudzenia przypomina płynącego szczura, a jak widać, to też jest przysmak szczupaków.ÂÂ
Tak nam zleciał kolejny dzień na rybach i na wieczór spłynęliśmy do portu, gdzie można było się spakować do odjazdu.
Podsumowując, możemy uznać pierwsze dwa dni majówki, za nadzwyczaj udane. Szczególne wrażenie robi szczupak Łukasza, który jest oczywiście życiówką. Ale kto wie, może tu wrócimy i go jeszcze spotkamy, a wtedy będzie miał już ten upragniony metr?
Dlatego namawiam do uwalniania tak wielkich okazów, ponieważ nie ma ich za wiele w naszych wodach.

 


5
Oceń
(9 głosów)

 

Majówka 2018 na Zalewie Zegrzyńskim - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł