Majowo, miodowo, truskawkowe karasie

/ 12 komentarzy / 6 zdjęć


Majówka już za parę dni, a u mnie co? Remont wre ….
Już myślałem ze nawet na chwilkę nie uda mi się wyrwać nad wodę, na szczęście okazało się że po cyklinowaniu parkietów przez jakiś czas nie będzie można chodzić po moim nowym mieszkanku, więc nie zastanawiając się zbyt długo podjąłem decyzje , jadę na pierwsze rybki w tym roku.
Spakowałem do auta cały sprzęcik pozawijany w folie i kartony (zabezpieczony na czas remontu ),odwiedziłem wędkarski i ustaliłem z kompanem nie jednej wędkarskiej wyprawy iż w środę zwolnię się wcześniej z pracy i ruszamy nad jedno z wielkopolskich jezior zapolować na nocne, majowe karasie .

Mojego świetnego humoru nie był w stanie zepsuć ani wredny szef który przetrzymał mnie dłużej w pracy ani potężny korek na drodze wylotowej z Wrocławia, radość ze zbliżającej się wyprawy była tak wielka że nie byłem w stanie przejmować się tymi przyziemnymi sprawami . Na miejsce dotarłem dopiero po 18, trzy godziny opóźnienia ale w końcu jestem nad upragnioną wodą .

Kolega już od kilku ładnych godzin nęcił swoje łowisko miodowymi przysmakami, nie omieszkał również umieścić dwóch zestawów pod sama trzcinką , mnie zaś pierwsza godzinka zeszła na przygotowanie zestawów i zrobienie zanęty o zapachu truskawkowym , postanowiliśmy zrobić taki mały test i sprawdzić który zapach da lepsze efekty. Zanim moja zanęta wylądowała w wodzie , Mateusz już holował pierwszy z efektów swojego nęcenia, w podbieraku zameldował się piękny złoto-zielony linek około 40cm.

Niestety po linku mieliśmy oboje około dwu godzinny przestój na naszych zestawach, postanowiłem więc zmienić na jednej z wędek kukurydzę na makaron, który wcześniej lekko podsypałem , okazało się że był to strzał w dziesiątkę , po pięciu minutach spławik wykłada się na wodzie i zdecydowanie rusza w kierunku trzcin , zacięcie i jest to na co czekałem całą zimę , bacik wygięty w pałąk i silny karaś walczący o wolność , niestety dla niego tę rundkę przegrał i czterdziestak wylądował w siatce podbieraka, wzrok kieruje w kierunku kolegi i widzę jego uśmiech, obydwoje już wiemy że to będzie udana nocka.

I tak też było, do godziny pierwszej wycholowaliśmy jeszcze po jednej sztuce karasi i kilka leszczy . Niestety u mnie nastała mała cisza , za to Mateusz do trzeciej ciągnął karasie i liny jak na zawołanie , w pewnym momencie myślałem już że nawet nie zapale papierosa bo ciągle musiałem mu pomagać podbierać koleją rybkę . Ale spokojnie przyszedł i czas na mnie , parę minut po trzeciej widzę silne branie na jednym z moich zestawów , zacinam i .. jest myślę sobie „no to Kuba wraca do gry” a tu lipa , karaś po kilku metrach wypina się z haczyka , przestałem zwijać zestaw i odłożyłem wędkę na podpórki , usiadłem i wołam kolegę aby przyniósł jedną z latarek bo obie zostały przy jego stanowisku , a ja przecież musze zmienić przynętę po zbiegłym karasiu, Mateusz podchodzi ,ja łapię za wędkę z zestawem pozostawionym w „połowie drogi” do kładki i już mam zwijać ale widzę że spławik jakby lekko się zakołysał , wyłożył , zatoczył koło i z impetem nurkuje pod wodę , przycinam lekko i słyszę tylko dźwięk hamulca i wysnuwającej się z jego szpuli żyłki , postanawiam przykręci hamulec i zatrzymać mojego wojownika , po kilku sekundach siłowego holu ryba zawraca i płynie prosto na mnie (trzciny i kładka)zwijam szybko żyłką i cały czas próbuję ja utrzymać z dala od kładki, niestety ryba nie daję się nawet na sekundę oderwać od dna i przepływa pod moimi nogami przecierając żyłkę o stelaż pomostu .

Dla mnie nastała teraz chwila zadumy , odłożyłem kija , odpaliłem papierosa , zasiadłem wygodnie w fotelu i nie mogłem przeboleć iż nawet nie ujrzałem mojego przeciwnika , wiem jedno 40cm karaś nie był w stanie nawet leciutko zagrać na moim hamulcu, a to cos zrobiło z niego „orkiestrę”… oj no tak już jest , tyle że przez to iż byłem po tym nieudanym holu taki rozkojarzony spaliłem chyba z dziesięć kolejnych ryb z rzędu , to za mocno przyciąłem to za słabo … ale do rana udało się wycholować jeszcze po jednym karasiu .
Nadszedł świt , w zanętę zaczęła wchodzić drobnica oznaczało to tylko jedno, przyszedł czas na mierzenie i ważenie , u Mateusza miara największego karasia wskazała na 43cm zaś u mnie na 40 cm , razem mieliśmy 9 karasi , 3 liny i kilka ładnych leszczy przy czym najmniejsza rybka miała 37 cm (lin).

I powiedzcie sami jak tu nie zaliczyć takiej nocki za udany początek sezonu , jak to mówią „lepiej późno niż wcale”.
Co do naszego testu zapachów to wydaje mi się iż mieliśmy oboje bardzo dobre zanęty przez co i zapach nie odegrał tu większej roli , dla ryb ważniejsze były składniki uwalniające się z kul niż ich woń.
Rybki te które miały więcej szczęścia wróciły do wody (liny, leszcze i 2 krasie )natomiast reszta pojechała z nami na majowego grilla 

Reasumując , wiem że następna nocka nad tym jeziorem odbędzie się z jednym mocniejszym zestawem , w razie ataku jakiegoś wodnego potwora , a zarówno wam jak i sobie życzę wielu takich nocek w kolejnych ciepłych miesiącach tego roku. Pozdrawiam i oczywiście Połamania kija . :)

 


5
Oceń
(31 głosów)

 

Majowo, miodowo, truskawkowe karasie - opinie i komentarze

użytkownik102837użytkownik102837
0
Bardzo fajny artykuł, ryby widać dopisały szkoda tylko że nie wszystkie udało się wyholować. Alle tych karasi to tylko pozazdrościć, niestety w moich okolicach nie ma łowisk z dużą ilością tej pięknej ryby, ale za to moje niektóre wody są bogate w duże ilości linów. Za artykuł **** Pozdrawiam Boczny Trok (2014-05-04 09:48)
pawel75pawel75
0
Nic tylko pozazdrościć takiego początku ! Śliczne rybki. Ja niestety pierwszy wypad w tym roku miałem kompletnie mizerny na jeziorze, także zobaczymy co słychać na Wiśle :) Pozdrawiam i ***** zostawiam (2014-05-04 10:48)
paawel1paawel1
0
fajny artykuł, miło się czytało, a widoki na zdjęciach... bezcenne;) !@#$% oczywiście (2014-05-04 15:46)
kostekmarkostekmar
0
Gratuluję fajynych rybek oraz ciekawego wpisu. Zostawiam piątala i połamania!!!!!!!!!!!!!!! (2014-05-04 16:15)
vity20vity20
0
Fajny artykuł i PIĘKNE KARASIE !!! :)) Gratulacje ! P.S na jakim jeziorze łapaliście ?? i jak daleko od wrocka ? (2014-05-07 09:27)
91kaczor91kaczor
0
Jeziorko 150km od Wrocławia. Szczerze dokładnej nazwy jeziorka nie pamiętam. Okolice Boszkowa. (2014-05-07 12:45)
użytkownik32263użytkownik32263
0
No, no piękne karuny:) Gratuluję! Tylko szkoda że nie wiadomo co tak ostro powalczyło bo mogła być to przepiękna ryba. Jeśli był to karaś czy lina a nie karpiszon;-) (2014-05-07 13:56)
zurawinowyzurawinowy
0
Mega karaski (2014-05-07 23:44)
jarco0jarco0
0
super nocka !! gratuluje ;)może sie też tam wybiorę.a jak jest tam z zezwoleniem ?wolno nam(wrocławianom) tam łowić ?czy dodatkowe opłaty? (2014-05-21 20:15)
jarco0jarco0
0
super nocka !! gratuluje ;)może sie też tam wybiorę.a jak jest tam z zezwoleniem ?wolno nam(wrocławianom) tam łowić ?czy dodatkowe opłaty? (2014-05-21 20:16)
jarco0jarco0
0
super nocka !! gratuluje ;)może sie też tam wybiorę.a jak jest tam z zezwoleniem ?wolno nam(wrocławianom) tam łowić ?czy dodatkowe opłaty? (2014-05-21 20:16)
91kaczor91kaczor
0
wymagana dopłata 50% tak jak na cały okręg Wielkopolski. :) (2014-05-26 09:42)

skomentuj ten artykuł