Zaloguj się do konta

Mazurskie leszczowanie

MAZURSKIE „ LESZCZOWANIE „

Nareszcie... Nareszcie udało mi się dotrzeć do mojej stałej, mazurskiej wędkarskiej bazy „założonej” przed wieloma laty w środku Puszczy Piskiej nad urokliwym Jeziorze Nidzkim u przemiłego i przyjaźnie nastawionego do świata i ludzi Tadeusza. Ten wypad już od początku organizacji napotykał jakieś trudności. A to auto odmówiło posłuszeństwa, a to kumplowi nie udzielono urlopu, a to zaszwankowało zdrówko, dwukrotnie tak sypnęło śniegiem, że dojazd leśnymi drogami był po prostu niemożliwy... Jednak mimo tych losowych przeciwności w końcu się udało. Do tego w miłym towarzystwie Łysego Węża i Przemka.

Wyruszyliśmy z Warszawy wieczorem w piątek 5 lutego i nieco po pólnocy mogliśmy serwować Tadziowi piątale i powitalne uściski. Pogwarzyliśmy przy herbacie, śledziku w oleju, i czymś, co nieco utrudniało wyraźne mówienie, ale jednocześnie ułatwiało wzajemną komunikację i zbliżało wędkarskie dusze …

Temat był jeden – ryby i planowane rybobranie ! Łowisko nęcone przez Tadzia od ponad tygodnia ( leszcze ), okonie gryzące w siodle między górkami, łazikowanie po lodzie utrudnione ( śnieg po kolana ) i takie tam różności... Ustaliliśmy co, gdzie i kiedy, i nieco po trzeciej zapadliśmy w miękkość pościeli i już rozpoczęliśmy „tymczasowe łowy”, śniąc o wielkich lecholach i spasionych pasiakach. Dźwięk budzika nastawionego na 7.30 przerwał tę sielankę i spowodował nerwowe poszukiwania czegoś mokrego do zwilżenia ust, przełyku i ugaszenia lekkiego „pożaru” trzewi. Chyba tylko Kamil nie zaznał tego paskudnego uczucia. On wodę ognistą spożywa czujnie i umiarkowanie, do tego nie kopci papierochów.

Na lód wyleźliśmy ok. 9.00 rano, wzmocniwszy się uprzednio śniadankiem. Zasiedliśmy nad wcześniej wykutymi przez Tadzia leszczowymi dziurami, ochotka na mormyszki i do roboty. Co ja piszę..? Do robóteczki ! W łowisko weszło bowiem olbrzymie stado płoteczek, ( ok. 7 do 15 cm ), które skutecznie utrudniało dobranie się do lecholi. Zanim przynęta dotarła do dna, ginęła w żarłocznych pyszczkach tego drobiazgu. Kamil z Przemkiem postanowili poszukać okoni, natomiast ja z Tadziem pozostaliśmy wierni swoim leszczowym dziurom. Wymieniliśmy mormychy na dużo cięższe, zamiast ochotek pinki i białe robaczki. Nawet kukurydza. Daremny nasz trud. Nienasycone płoteczki uporczywie targały kiwokami. Liczyliśmy, że gdy w łowisko wejdą lechy skutecznie pogonią to towarzystwo. Nie pogoniły przez około trzy godziny, więc daliśmy za wygraną. Zwinęliśmy wędeczki, wymieniliśmy je na uzbrojone w błystki i poleźliśmy kilkaset metrów gnębić okonie w łowisku okupowanym przez Przemka i Kamila.
Tu było ciekawiej. Okonki chętnie gryzły. Nie były wielkie, ale brań było naprawdę dużo. Szczególnie na mormychę przyprawioną ochotką. Wszystkie wróciły do wodnego domu. Nie liczyliśmy, ale sądzę, że z pięknym krajobrazem Puszczy Piskiej zapoznało się ich w sumie ok. 200.
Było też trochę płoci, krąpi, małych leszczyków, wszędobylskich jazgarzy i wymiarowy zębaty. Trafił na mormyszkę Łysego po czym został umiejętnie i z wyczuciem wyciągnięty z dziury na żyłeczkę 0.10 mm.
Najskuteczniejszym łowcą w nieoficjalnym rankingu został oczywiście Kamil.

Uważajcie na tego Kolesia. W jego towarzystwie można zacząć myśleć o przestawieniu się na szachy, akwarystykę, zbieranie ziółek lub np. szydełkowanie. Po prostu jego umiejętności, skuteczność, cierpliwość i konsekwencja mogą zirytować i zmuszać do częstego używania słów powszechnie uznawanych za mało parlamentarne. Zapraszając Kamila do domu, należy liczyć się z faktem, iż po wejściu do kibelka, wyjdzie zeń z jakąś rybką. Tam przecież zawsze jest trochę wody. Tak więc patelnia i olej niech stoją w pogotowiu ! Zresztą Przemek także nie gapa i potrafi mu deptać po piętach, a nieraz nawet przegonić. Tak nam minął pierwszy dzień. Od rybek odpoczęliśmy tylko podczas pałaszowania na brzegu kiełbasek, karkóweczki i słoninki z grilla przepijanych …no, przecież wiecie czym.

Następnego dnia było podobnie. Ja z Tadziem ślęczeliśmy bez efektu nad „leszczowymi” dziurami opędzając się od płoteczek, natomiast oni nękali okonie ciesząc się także innymi gatunkami.
Jednak ten dzień, mimo braku brań leszczy, był jednym z najpiękniejszych w moim życiu. Co prawda ani się nie żeniłem, nie trafiłem szóstki w lotto, nie złowiłem żadnego okazu, nie poznałem atrakcyjnej blondynki...
Ale za to ci „MIĘSIARZE” wracali do Warszawy !!!
Zniknie zawiść i irytacyjne drżenie rąk. Jezioro i rybki odetchną, moja polszczyzna nieco się poprawi i wzbogaci, a o szydełkowaniu i zbieraniu ziółek rychło zapomnę.

Jednak po ich wyjeździe zrobiło się jakoś pustawo, ciszej, mniej wesoło. Dzień w dzień, razem z Tadziem usiłowaliśmy bezskutecznie przechytrzyć jakiegoś leszcza. Dzień w dzień klęliśmy wszędobylskie płoteczki. Dzień w dzień kończyliśmy połowy okoniowaniem na „siodle”. Nie łowiliśmy ich tak dużo jak wyżej wspomniani „mięsiarze”. Nie były wielkie. Największy miał raptem 33 cm, ale zabawę mieliśmy przednią, mimo, że nie dało się dotrzeć do najciekawszych okoniowych miejscówek. Zalegająca grubaśna warstwa śniegu zniechęcała do wędrówek po lodowej tafli. Mieliśmy kilka brań większych rybek, ale zacięcie lub hol były nieskuteczne.
Siedząc nad dziurami słyszeliśmy dobiegające od strony lasu odgłosy mozolnego kucia pni drzew przez dwa pracowite dzięcioły. Niestety, po kilku dniach usłyszeliśmy od strony rewiru jednego z nich głos trwogi i później znależliśmy leżące na śniegu śliczne, wielobarwne piórka. Odtąd towarzyszył nam już tylko jeden z dzięciołów. Szkoda, bo zdążyłem je polubić. Może to była parka ? Tak... puszcza to nie tylko piękno i sielanka.

Wieczorami jakaś kolacyjka bez dodatków, glośne zastanawianie się pt: Co z tymi leszczami ???

Tłusty Czwartek.

Tego dnia wstaliśmy nieco wcześniej, zjedliśmy śniadanie, odwiedziła nas Tadzia synowa przywożąc pączki. Gadu gadu, herbata, kawa, wcinanie pączków i pojechała... Już zaczęliśmy wbijać na siebie zimowe ciuchy z zamiarem dania nauczki leszczom, kiedy szczekanie Morusa oznajmiło kolejnych gości... Tak, tak... przyjechali „mięsiarze” - Kamil z Przemkiem !
Pyszczyska roześmiane, już głodni i spragnieni rybek. Mieli tego dnia pustoszyć ławice dorszy na Bałtyku, jednak sztorm zmusił ich do zmiany planów i zawitali u nas. Zjedliśmy razem po kolejnym pączku, przepiliśmy... hmmm... mocną herbatką i hajda na lód. Znowu natrzepali okonków, a my z Tadziem po raz kolejny nie zobaczyliśmy leszczowego ogona. I tak przez dwa dni. Do domu wróciłem razem z nimi obrażony na leszcze.
.
Od kilkunastu lat jeżdżę zimą w to miejsce. Jeszcze nigdy te ryby mnie nie zawiodły. Owszem, nie raz brały chimerycznie i schodząc z lodu czułem pewien niedosyt. Ale żeby przez tydzień, w wypróbowanych wielokrotnie i przez lata miejscówkach, zanęcanych wcześniej smakołykami, stosując różnorodne techniki nie poczuć na kijaszku tej rybki..??? Gdzie tkwił błąd, jaka przyczyna, dlaczego ? Z tymi pytaniami długo jeszcze będę zasypiał.

Z ostatniej chwili : właśnie zadzwonił Tadeusz z informacją, że wyskoczył dzisiaj na dwie godzinki nad nasze leszczowe dziury. Złowił dwa..!!! Znowu mi się pogorszyło... z polszczyzną !

Zbig28
Zbigniew Adamczyk





.





Opinie (29)

tomasz123

fajny artykuł, muszę w końcu kiedyś wybrać się na łowienie pod lodem [2010-02-14 10:15]

arturartur

Miłe  dla  oka  i ucha  opowiadanie . Pozdrawiam  Zbyszku i  *****  .  Leszcze  jednak  nie zachowały  się  tak  jak powinny  . 

[2010-02-14 10:29]

spokojny

Zbyszku pięknie napisane normalnie poczułem sie jak bym tam z Wami był, tylko że ja jestem ciepłolubny. Ocena sprawiedliwa za ten reportaż musi być więc piątal z wywijasem.

Super to ostrzeżenie o Kamilu, uśmiałem się do łez, Kamil to nie tylko dobry autor ale też świetny wędkarz warto go podpatrywać, myślę że kiedyś będę miał tę przyjemność.

 

Gratuluję wypoczynku na świerzym powietrzu wśród dziewiczych ostępów puszczy Piskiej.

Pozdrawiam

 

[2010-02-14 10:33]

michal9009

Witam.      Świetny opisany artykuł i miło się go czytało. Oczywiście daję piąteczkę ***** za wpis i życzę dużo sukcesów na tafli lodu. Pozdrawiam.    [2010-02-14 11:00]

loli_83

Bardzo fajnie opisana relacja z wyprawy, fotki super. 5*. Pozdrawiam [2010-02-14 11:19]

withanight88

taki wypad mi sie marzy... [2010-02-14 11:24]

limakryba

Witam;                                                                                                               Przydało by się kiedy wybrać na lód zanim się stopi;                                                             Pozdrawiam                                                                                                              [2010-02-14 11:27]

użytkownik

Tak to już jest z wędkarskim szczęściem. Ciebie w tym roku zawiodło, ale od tego się nie umiera :) Ważne, by była chęć tam wracać.... A Łysy ma po prostu szczęście. Ja podobno też. Ciekawe jak byśmy się spotkali w jednym miejscu i o jednej porze...Biedne te ryby, albo nauczyłyby nas pokory :). Świetny felieton. [2010-02-14 11:35]

kumak1970

dobry artykuł miło poczytac daje piatala w tym roku zima dopisuje także niemartw się limakryba lód jeszcze długo poczyma jeszcze raz fajnie to napisaleś [2010-02-14 11:37]

użytkownik

Witam.

Kolego Zbyszku, kolejnym felietonem, potwierdza Kolega swoja klasę.

Piękna polszczyzna. Dar obserwacji, z humorem potraktowany temat. Zajmujący kawałek literatury.

Pozdrawiam   

[2010-02-14 11:58]

ricardo

Witam!!!!!!!Artykuł dobry,wyprawa udana,połowy niczego sobie.Najważniejsze to obcowanie z przyrodą w zimowej scenerii.Wczoraj podobnie wędrowałem po lodzie w śniegy po kolana.Było super...Pozdrawiam wytrwałych łowców. [2010-02-14 11:58]

łysy wąż

No nie, z tym kibelkiem to przesada... ;-) Nawet nigdy nie pomyślałem o wędkowaniu w " wielkim uchu " ... ;-) Już się domyślam, co by na hak trafiło... Ładna mi rybka...Zbychu, jak zwykle fajnie opisane - z humorkiem, lekko i podparte wieloma zdjęciami. Ale troszeńkę przeinaczasz fakty - znanym w wędkarskim świadku " mięsiarzem " jest tylko Przemek ;-) heheheDzięki za zaproszenie na Mazury - było super. Szkoda tylko że tak krótko... Domyślam się, że po sygnale " leszcz bierze " wracasz na lód? Pozdrów Tadzia ;-)cześć [2010-02-14 12:43]

kostekmar

Artykuł świetny jak jego Autor. Humor, przygoda i oczywiście rybki. Doprawdy wyśmienita sceneria oraz paczka pozytywnie zwariowanych facetów. Piątal.

Kamil - dajesz czadu wszędzie.

Pozdrawiam wszystkich.

 

[2010-02-14 13:21]

mar83

Trzeba mieć dużo samozaparcia i miłości do wędkowania,a może po prostu szkoda,że jeszcze nie dałem się namówić na zimowe wędkowanie [2010-02-14 14:17]

użytkownik

Fajnie opisane ,zdjęcia super duża5

[2010-02-14 15:08]

użytkownik

Kolego Zbyszku - przede wszystkim pragnę pogratulować samej wyprawy, że o rybach już nie wspomnę.

Co do felietonu to jest w nim wszystko co składa się na doskonałą pracę. Humor, zmysłowa obserwacja, piękne zdjęcia, krótko mówiąc gratuluje świetnego pióra!!!

Pozdrawiam.

[2010-02-14 15:15]

janglazik1947

Bardzo fajne opowiadanie-tylko co sobie myślą te leszcze.Ja wiem, przeniosły się w inne rejony-bo to nie ta zima .Ciemno pod lodem i nie chce się im wędrowac.Za artykół *****. [2010-02-14 17:34]

jurek

Super się czytało ........... ode mnie wielkie 5 ***** , jeszcze bym coś poczytał , także czekam Zbyszku na następne .............pozdrawiam serdecznie Jurek . [2010-02-14 18:03]

pmizera87

Super przygoda w super towarzystwie. O to chodzi! Pozdrawiam wszystkich wędkujących na lodzie. [2010-02-14 20:13]

Szczupak11

Super artykuł. Dobrze biorą pod lodem już w tym roku próbowałem i udało się złapałem kilka ryb za artykuł ##### [2010-02-14 21:20]

mateo17slawa

wspaniały artykuł aż się czytać chce aby tak dalej....ocena 5.. [2010-02-14 21:47]

jacenty75

Bardzo fajna wyprawa i ciekawy opis. Od dawna wybieram się na Mazury na lód ale zawsze brakuje tego "czegos". Po lekturze artykułu nabrałem kolejnej motywacji. Może tym razem w końcu odwiedzę Bełdany zimą bo w czerwcu bardzo mi odpowiadają. [2010-02-15 10:27]

użytkownik

W takim gronie się spotkać i jeszcze połowić z pod lodu,toż to marzenie. Pozdrawiam i życzę dalszych udanych wypraw z przyjaciólmi:) [2010-02-15 13:04]

chudy028

Zbigu28 ! Jeden z kolegów powyżej dokonał takiej kwalifikacji Twojego artykułu, że nie masz wyboru i od dziś musisz akceptować przydomek LITERAT. Może z Łysym Wężem zainicjujecie powstanie Klubu Piszących Wędkarzy...? [2010-02-15 19:35]

zdzich1

Super artykuł.Przeczytałem jednym tchem.Czekam na więcej!                                        Pozdrawiam i życzę dobrych brań leszczy. [2010-02-15 21:43]

jajaca

Noooo super super [2010-03-03 13:57]

Ash dEvil

Bardzo fajnie się czytało. Aż zachęca do wypraw pod lodowych:) Oby więcej Takich przygód i podczas długiego sezonu. Gratuluje dobrego pióra:) Życzę powodzenia podczas łowienia i czekam na kolejne artykuły:) [2010-03-14 14:38]

sapek

Pięknie piszesz. Po prostu pieknie :) Jak czytałem to się zastanawiałem kiedy i mnie na lód poniesie :)pozdrawiamBartek [2010-04-16 13:42]

BlueFisherman

5 [2013-05-19 20:05]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej