Wedkarska metoda odległościowa

/ 9 komentarzy / 3 zdjęć


Z racji tego,że ja nie wędkuje za często opiszę wspomnienia Artura na co On oczywiście wyraził zgodę.


Moje początki z metodą odległościową.


Na rybki jeździłem odkąd sięgam pamięciom,aby powędkować każdy pretekst był dobry.
Pamiętam,że już jako młody taki 8,9-letni szczyl uciekałem ze szkoły aby iść na rybki,za co potem od Matki miałem garbowana skórę to ja i tak następnego dnia robiłem dokładnie to samo tornister w krzaki mój bambusowy kijek pod pachę i na rybki,po drodze nakopałem sobie robaków. Pełnię szczęścia przysłaniał tylko strach przed złapaniem oraz myśl co będzie się działo w domu po powrocie. Ale i tak byłem szczęśliwy schowany w krzakach wyciągałem piękne okonie i płocie. Dobrze,że staw na którym łowiłem nie był związkowy ale strach był bo jeszcze wtedy nie miałem karty wędkarskiej. Mimo popękanego dupska od razów wymierzonych przez rodzicielkę łowienie ryb sprawiało mi niezmierną przyjemność. I tak to trwało jakiś czas. No ale sielanka kiedyś musiała się skończyć,a stało się to za sprawą pewnego społecznego Ormowca który mnie złapał i zaprowadził do Matki za co oczywiście zaś sprawiła mi lanie to jeszcze na dokładkę połamała mój bambus,a kołowrotek spaliła w piecu. I w ten oto sposób zakończyłem swoją dziecięcą przygodę z wędkowaniem.

Do wędkowania wróciłem już jako dorosły mężczyzna.
Pierwszym krokiem do szczęśliwego wędkowania było zdanie egzaminu na kartę wędkarską.
Jeszcze wtedy jeździłem na suto zakrapiane wypady,gdzie więcej było pijaństwa niż łowienia.

Takie prawdziwe łowienie zacząłem dopiero 15lat temu ,kiedy to zaprzestałem picia. Pierwszą wędkę odległościówkę kupiłem sobie 10lat temu i to za nie złą jak na tamte czasy kasę,a był to kij Robinson Silver 4,20 cw 5-20gr. Do tego kołowrotek też Robinson o wydłużanej szpuli bo taki polecił mi sprzedawca i była to dobra rada.

Jak trudna jest metoda odległościowa przekonałem się na pierwszym połowie jak mój zestaw ciągle się plątał spadał nie tam gdzie chciałem co mnie okropnie wkurzało. Już nawet chciałem przestać łapać na ten kij. Dopiero po mału,podglądając innych wędkarzy doszedłem do tego jakiego używać spławika jak rozmieścić ołów. Wyczytałem w gazecie,że do tej metody jest potrzebna odpowiednia żyłka. Tak krok po kroku czytając,zaglądając na innych na łowisku skompletowałem dość sporo wiedzy na temat interesującej mnie metody.
Teraz jak na to patrzę z perspektywy czasu to sam z siebie się śmieję i z tego ile to zestawów zerwałem niepotrzebnie,ile razy w nerwach wędkę do wody wrzuciłem. Teraz wiem,że rozwiązanie tego problemu było bardzo proste. A mianowicie wystarczyło ołów dobrze rozłożyć na żyłce i zestaw się nie plątał,dobrać odpowiedni spławik aby leciał daleko tam gdzie chciałem, do tego odpowiednia żyłka i kołowrotek i można był łowić bez nerwów.
Po opanowaniu tego wszystkiego tak polubiłem tę metodę odległościową,że zacząłem łowić coraz lepsze okazy. Na jakiś bardzo wielkich rybach mi nie zależało. Mój największy leszcz złowiony na odległościówkę to 70cm. i kilka dorodnych linów. Było za to sporo dobrej zabawy i pięknych leszczy po 40 do 60 cm. I płoci podchodzących pod 1kg. Lin i karaś też się zdarzył.
Zawsze sprawiało mi wielką frajdę łowienie białorybu nigdy nie bawiło mnie złowienie karpia. O wiele bardziej wolałem złowić dużą płoć niż karpia.

Teraz opiszę jak ja montuję swój zestaw odległośćiowy ot taki abym mógł go umieścić jakieś 30,40m od brzegu.

Zestaw na leszcza.
Żyłka 0,18,przypon 0,16 do tego haczyk 10 lub 8 w zależności na co łowię na kukurydzę czy na robaczka, a jeszcze spławik 5g bez obciążenia bo taki mi odpowiada.
Na żyłkę zakładam stoper potem spławik przelotowy potem ołów rozmieszczam tak: zaraz za przyponem śrucina sygnalizacyjna odmierzam długość przyponu i daje dwie następne śruciny później podwajam tą odległość i rozmieszczam następne śruciny, aż spławik będzie dobrze wyważony.
Ja to robię tak: spławik 5g bez dodatkowego obciążenia to nam daje jakieś 10 śrucin po 0.5g
przypon ma 30cm.
Pierwsza śrucina sygnalizacyjna znajduje się zaraz za przyponem
dwie następne śruciny znajdują się30cm powyżej pierwszej śruciny
trzy następne znajdują się 60cm powyżej 2
cztery następne znajdują się 120cm powyżej 3 dolnych śrucin.
Zestaw wtedy jest dobrze wyważony i się nie plącze oraz równo leci. Z tak skonstruowanym zestawem nie mam problemu z dorzuceniem do łowiska. Spławik jaki daję na leszcza ma dość długą antenkę ok.30cm. Żebym dobrze widział branie, piękne wyłożenie spławika to oznaka brania leszcza co mnie zawsze zwala z nóg.
Przypon przedłużam gdy uciąg prądów na jeziorze jest dość duży i przypon wtedy ma nawet 1 metr aby dobrze leżał na dnie.

Więc jak jest sprzęt + wiedza + doświadczenie = dobre wyniki w każdej dziedzinie wędkarstwa, mówiąc krótko diabeł tkwi w szczegółach.
Teraz obecnie posiadam dwa kije do metody odległościowej i na oba mi się dobrze łowi. Metoda jest dla wytrwałych bo można się zniechęcić bardzo łatwo,a wytrwałość w tej metodzie popłaca bardzo wieloma pięknymi rybkami czego sam nie jeden raz doświadczyłem.

Opisałem swoje perypetie z tą metodą i nie jest to jakiś profesjonalny opis więc proszę o wyrozumiałość. I mam nadzieję ,że komuś to pomoże.
Na fotkach postaram się pokazać sprzęt i akcesoria potrzebne do tego aby zrobić zestaw na leszcza.
Pozdrawiam.


Autor Artur Klepacki.

 


4.7
Oceń
(37 głosów)

 

Wedkarska metoda odległościowa - opinie i komentarze

spines21spines21
0

Zodległościówką też miałem podobnie.Niby metoda odległościowa a zarzucić dalej nie mogłem albo plątałem zestw na amen:)

Ale jak sie dojdzie dowprawy to super łowienie,można sięgnąć nawet odległe łowiska.

Bardzo pożyteczny wpis dla chcących spróbować matcha.

(2011-01-13 11:19)
mientamienta
0
faktem jest że diabeł tkwi w szczegółach i to dosłownie wszędzie sam długi czas łowiłem odległościówką teraz przerzuciłem sie na tyczkę ale często sięgam po tą metode kiedy zmuszają mnie warunki na łowisku za wpisa zostawiam *****z wielachnym + (2011-01-13 15:38)
marek224marek224
0
Miałeś super dzieciństwo.ciekawe co by było jak by cie nie złapali?pozdr. daje oczywiście 5 ; )
(2011-01-13 18:34)
użytkownik58955użytkownik58955
0

No proszę proszę. Klepaccy się za pisanie wzięli!

Wielce'm rad tej decyzji, brawo! Sam gorąco namawiałem do założenia bloga.

Fajny wpis. Popełniłem niegdyś podobny. Mieliśmy dzieciństwo całkiem podobne i podobne doświadczenia. 

Pozdrawiam serdecznie i piątkę przybijam!

(2011-01-13 21:49)
użytkownik60251użytkownik60251
0
no a ja też sobie kiedyś muszę na odległośćówkę popróbować ,Piona*****
(2011-01-15 15:46)
SamotnikSamotnik
0

Ze mną było podobnie, coprawda lania nie było ale ile problemów?.  Moj pierwszy kij  to leszczyna  / setki leszczyn / ale jakich ?  lakierowane, przelotki z agrawek wtedy  cuda .To byly czasy miło powspominac.  A jaka woda , a ile ryb?? To byly czasy.!!!!

(2011-01-16 09:58)
YenYen
0

Witam

Nie ma  to jak samemu do czegoś dojść po latach, ale jest znacznie łatwiej poradziś się kolegów już z doświadczeniem łowiących na tę metodę.

wiem ze swojego doświadczenia, że nie łatwo jest coś osiągnąć bez pomocy i sprawdzonych przez znacznie bardziej zaawansowanych  w danej metodzie kolegów, podpatrywanie + nasze doswiadczenia znacznie pomagają  w  dojściu do perfekcji.

piątka za wytrwałość/

(2011-01-26 07:58)
spokojnyspokojny
0
I chyba o to w tym naszym hobby chodzi, zawsze coś nowego, wydaje się że już wszystko umiemy, a nad wodą życie weryfikuje nasze umiejętności.
Artur jesteś Wielki.
piątal i pozdrawiam wszystkie klepki :) (2011-02-11 20:59)
Artur z KetrzynaArtur z Ketrzyna
0
Piątal jak nic. Ja też większość wiedzy zdobyłem z prasy, choć i rodzinka tez swoje 3 grosze włożyła w moją pasję, bo też wędkowali.
(2011-02-27 16:49)

skomentuj ten artykuł