Mgła na łowisku

/ 12 komentarzy

Mgła na łowisku - Parujące szyby wyziębionego auta utrudniają dojazd nad łowisko. Gęsta mgła i wszechobecna szarówka ograniczają widoczność. Po chwili jestem na miejscu. Otwieram drzwi, wychodzę i z uśmiechem na twarzy spoglądam na rzekę, która ospale budzi się do życia. Pokryte rosą trawy, spadające w letargu liście oraz podrywające się do lotu ptaki budują tajemniczą atmosferę. Nakładam ciepłą kurtkę, kamizelkę i ze spinningiem w dłoni zmierzam w kierunku pierwszej ostrogi. Niski stan rzeki nie napawa optymizmem, ale trzeba zacisnąć zęby i szukać strategii, które muszą okazać się skuteczne. Powiedzenie, że w Warcie ,,za każdym kamieniem kryje się szczupak” już dawno wyszło z użycia, choć oczywiście znajdzie się kilka dziewiczych miejsc, w których nadal można przypomnieć sobie minione lata. Jednak nie każdy może sobie pozwolić na luksus szukania nowych fragmentów rzeki, gdyż dzisiejszy świat pędzi zdecydowanie za szybko, a doba jest zbyt krótka. Tak, czy inaczej, trzeba zmierzyć się ze współczesnymi realiami i z nadzieją w sercu obławiać każdą interesująco wyglądającą główkę. Chwila… zapomniałem przyponów. Za każdym razem, gdy usilnie próbuję o czymś pamiętać, lub wkładam coś w ,,pewne miejsce” okazuje się, że i tak muszę po to wracać. Trudno, kolejny raz przedzieram się przez gałęzie starej, powalonej wierzby. W końcu docieram do rozgrzanego jeszcze auta. Siadam wygodnie na przednim fotelu przeglądając niezbędnik z najważniejszymi akcesoriami. Dobiegająca z radia subtelna muzyka komponuje się z porannym krajobrazem… z każdą minutą robi się coraz ciszej i ciszej… Po chwili melduję się nad brzegiem pięknej ostrogi przecinającej bieg rzeki na zewnętrznym zakręcie. Zakładam na agrafkę smukłego srebrnego woblera i posyłam prostopadle do brzegu, przytrzymując go bez zbędnego skręcania linki. Prąd wody sam nadaje mu pracę. Nagle czuję solidne kopnięcie. Zacinam i rozpoczyna się walka, która trwa kilka niezłych minut. W końcu szczupak daje za wygraną i wykłada się na boku w spokojnej, osłoniętej od nurtu zatoce. Podnoszę go do góry zachwycając się jego pięknym ubarwieniem, jakby przybrał na siebie wszystkie barwy jesieni. Czarująca czerwonawa płetwa ogonowa, duże złotawe cętki i piękna zieleń komponują się w jedną całość. Mierzę… Jest! Tak, jak się spodziewałem, ponad 80 cm, a dokładniej… 84 cm. Powoli zbliżam się do brzegu i kucając z nim nad powierzchnią wody, pozwalam mu na powrót do naturalnego środowiska. Przez chwilę nabiera sił, a w dłoni obejmującej jego płetwę ogonową daje się wyczuć siłę. W oddali dostrzegam charakterystyczne miejsce. Stroma, gliniana skarpa zdaje się wcinać w gęstą jak olej wodę. Zwisające nad powierzchnię gałęzie wierzby, która pamiętała więcej niż niejeden z naszych dziadków, dodają rzece tajemniczego charakteru. Zsuwam się ostrożnie w dół, wyciągam z pudełka zapomnianego już srebrnego, choć pozbawionego wyrazu rippera i wykonuję rzut w miejsce, gdzie ostatnie gałązki stykają się z wodą. Musi być głęboko… Przynęta spada, jakby nigdy nie miała dotrzeć do dna. Podrywam ją płynnym ruchem, po czym zaczynam jednostajnie skręcać linkę. Dynamiczny atak rozwiewa poranną ciszę, a w uszach daje się słyszeć jedynie melodię hamulca. W końcu dostałem szansę, ryba na chwilę odpuszcza i mogę rozpocząć sprawiedliwy hol. Po dwóch kolejnych, zdecydowanie krótszych już odjazdach spostrzegam ją na powierzchni. Piękny boleń po raz ostatni zmąca wodę wielką płetwą i kapituluje po wyczerpującej jego siły walce. Jest cudowny! Ma niespełna 70 cm, ale dziś w moich oczach jest wielki. Takiej rybie należy się szczególny szacunek. Widok odpływającej torpedy wprawia mnie w zachwyt. Spoglądam jeszcze przez chwilę w zmieszaną powierzchnię wody, po czym siadam na skarpie, wyjmuję termos z herbatą i wpatruję się w chaos opadających liści czując w nozdrzach zapach stęchlizny. Nagle do uszu dochodzi wołanie. Otwieram oczy i niewyraźnym wzrokiem spoglądam przez zaparowaną szybę. Wychodzę z auta, a moim oczom ukazuje się roześmiana gęba Andrzeja, który nie może uwierzyć, że zaspałem, zamiast uganiać się za warcianymi drapieżnikami…


Rafał Mleczak



Serdeczne podziękowania dla fotografa Pawła Pogorzelczyka,
który jest autorem zdjęcia ozdabiającego moje opowiadanie.
Polecam: http://plfoto.com/92457/autor.html


 


5
Oceń
(33 głosów)

 

Mgła na łowisku - opinie i komentarze

grisza-78grisza-78
0
He he he !!!!! To jest dobre ;)))) Na zewnątrz kilka stopni, a w samochodzie pewnie ze 20, więc ta amplituda cię rozwaliła. Super opowiadanko. ***** i pozdro!!!!! (2013-11-07 20:59)
PanciOxDPanciOxD
0
"Otwieram oczy i niewyraźnym wzrokiem spoglądam przez zaparowaną szybę " No tak takie sztuki to tylko za szybą :D (2013-11-10 10:33)
rysiek38rysiek38
0
Czyli coś w powiedzeniu cichy Wariat jest na rzeczy jak nawet i we śnie jestesmy na łowach -myślę że większość z nas tak ma -niestety lub na szczęście to nieuleczalne :-) (2013-11-11 14:30)
Artur z KetrzynaArtur z Ketrzyna
0
Dobre, *****. Bo jest za co. Ma kolega talent do pisana... (2013-11-11 17:33)
Zander51Zander51
0
Brawo Rafał. Takie teksty cenię najbardziej. Wrodzona wrażliwość na to, co nas otacza, obserwacja i umiejętność opisania tego... (2013-11-11 19:42)
adamoso123adamoso123
0
Zgodzę się z Arturem , talent jest. Czytając to poczułem się jak bym tam był. ***** (2013-11-11 19:54)
marek-debickimarek-debicki
0
Piękne i wciągające opowiadanie. Pozdrawiam i *****pozostawiam. (2013-11-11 21:16)
adleradler
0
Brawo Rafał. Przywróciłeś mi wspomnienia. Miałem podobnie, będąc z szwagrem nad Odrą na nocnej wyprawie. Poszedłem tylko o 22 po kanapki i ..... obudziłem się o 4-tej rano. Gratuluję świetnego opowiadanka, przeżytej przygody. Piąteczka należna ***** i pozdrawiam. (2013-11-12 12:33)
PawlowandrzejPawlowandrzej
0
Tak takie sny mają miejsce zwłaszcza o tej porze roku, nic dodać nic ująć. Super - Pozdrawiam (2013-11-13 19:15)
BlueFishermanBlueFisherman
0
5 (2013-11-14 21:24)
Michal8300Michal8300
0
5 dla cb. Wielki, ogromny, wielopiętrowy supermarket, w którym kupicie wszystko. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę, dając mu jeden dzień okresu próbnego, żeby go przetestować. Po zamknięciu wzywa szef nowego sprzedawcę do biura: - No to ile dziś zrobił pan transakcji? - pyta sprzedawcę. - Jedną, szefie. - Co?! Jedną?! Nasi sprzedawcy mają średnio od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu transakcji w ciągu dnia! Co pan robił przez cały dzień? A właściwie to ile pan utargował? - Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów. Szefa zatkało. - Trzy... sta osiem... dziesiąt tysięcy? Na Boga, co pan sprzedał? - No, na początku sprzedałem mały haczyk na ryby. - Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy? - Potem przekonałem klienta, żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem gdzie będzie łowić. Powiedział, że na Missouri, dwadzieścia mil na północ. W związku z tym sprzedałem mu jeszcze porządną wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go jakie ma auto i wydusiłem z niego, że dość małe aby odwieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę. - I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić jeden, jedyny haczyk na ryby? - On przyszedł z zamiarem kupienia podpasek dla swojej żony, ale zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu, to może pojechałby przynajmniej na ryby. (2013-12-31 09:26)
TomekooTomekoo
0
Łyknąłem tekst przyjemnie ;-) Fajne opowiadanie ;-) ***** (2014-03-24 15:28)

skomentuj ten artykuł