Miało być tak pięknie...

/ 15 komentarzy / 48 zdjęć


Rzucam się na łóżku, przekręcam z boku na bok. Zerkam na miejsce obok, zazdroszczę patrząc jak połówka mojego życia smacznie sobie śpi, nie mogę zasnąć. O świcie mam zjawić się na zawodach wędkarskich o tytuł Mistrza Koła 28 Wa-wa Ursynów. Ogólnie nie uczestniczę w zawodach, jednak słysząc o świetnej atmosferze panującej wśród członków koła postanowiłem, że na tej imprezie się pojawię.


Niewyspanym, w zasadzie zmęczonym moim oczom, za oknem ukazuje się brzask nadchodzącego dnia. Mój ulubiony ptaszek na gałązce jabłonki wyśpiewuje arie, oznajmiając godzinę 3:15. Do dźwięku nastawionego budzika pozostała dobra godzina…
Wstaję, w zasadzie i tak już bym nie zasnął.
Po cichutku na palcach przemieszczam się z sypialni do kuchni, zgarniając po drodze przygotowane do wyjazdu ciuchy. Ubieram się i wstawiam wodę na kawę, przy jej pomocy każdego dnia pobudzam organizm do życia.
Czasu mam dużo aż za dużo, wychodzę więc przed dom, zasiadam wygodnie w krzesełku ogrodowym, popijam kawkę i odpalam papierosa. Z moim bratem, który wraz ze mną jedzie na zawody umówiłem się na godzinę piątą rano, obmyślam więc plan jak zabić pozostały do spotkania czas. Myśląc o zawodach nie spinam się zbytnio, choć nie czuję się zawodnikiem na tyle mocnym, aby marzyć o pudle jestem dziwnie spokojny. Impreza ma się odbyć na łowisku, które przed laty było moją testową wodą, w czasach kiedy rozpocząłem przygodę z wędkarstwem gruntowym.
Dalekie dojście do łowiska, brak roślinności przybrzeżnej dającej poza wizualnymi doznaniami piękna przyrody możliwości ukrycia się w cieniu, równo wycięta linia brzegowa bardziej przypominająca wannę aniżeli akwen z rybami coś takiego stanowczo mnie odstrasza. W zasadzie gdyby nie impreza w postaci zawodów kołowych, a wraz nią szansa na spotkanie z ludźmi, z którymi nie da się nudzić zapewne nigdy na to łowisko ponownie bym się nie wybrał.
Jeżdżąc w przeszłości na łowisko w Grzegorzewiczach, bo o nim mowa, nałowiłem się tyle karpi, że pewnego razu powiedziałem dość! Czas podnieść poprzeczkę i poszukać innej wody, znacznie trudniejszej i bardziej wymagającej.

Pozostając z nadmiarem wolnego czasu, kąpiąc twarz w porannych promieniach słońca, dopalając kolejnego papierosa, po cichu ustalam założenia i analizuje możliwy przebieg zawodów. W zasadzie jestem pewien wyholowania kilku sztuk karpia, biorąc pod uwagę zasiadki z dawnych lat w łowisku Grzegorzewice nie jest to trudne do osiągnięcia – przynajmniej wtedy tak mi się wydawało. Wśród zawodników koła jest, co najmniej kilku specjalistów nastawionych na sukces, każdy będzie łowił i na pewno coś złowi, pozostaje jedynie nadzieja, że moje ryby będą większe.
Tak, więc ze spokojem w sercu spoglądałem na zegarek odliczając minuty do spotkania z kompanem wypraw wędkarskich a następnie wyjazdu w umówione miejsce.
Sprzęt do samochodu został spakowany dnia poprzedniego, szybka analiza czy aby na pewno wszystko mam i jestem gotowy do wyjazdu.
Próbuję, choć na chwilkę złapać odrobinę snu, samochód trochę trzęsie podczas wielokrotnych prób omijania dziur w naszych asfaltowych gminnych drogach, po chwili jesteśmy na trasie Warszawa - Katowice, zmierzamy prosto do Grzegorzewic.



Na łowisku widzę pierwsze znajome twarze, Koledzy wędkarze systematycznie zjeżdżają się do miejsca spotkania, jesteśmy w komplecie i oczekujemy powitania przez prezesa na zawodach o tytuł Mistrza Koła.
Do naszych uszu docierają niepokojące informacje, pomimo uprzedniej rezerwacji przez zarząd naszego koła, okazuje się, że gospodarz łowiska nie przygotował dla nas miejscówek.
Chwilowa konstelacja wyprowadziła nas lekko z dobrych nastrojów, nastawiliśmy uszu jak zające podczas obławy, nasłuchując jakie zarząd podejmie decyzje.
Dostajemy sygnał, aby udać się na miejsce, tam zobaczymy czy się uda pomieścić bez mała czterdziestu zadeklarowanych zawodników.
Niczym juczne wielbłądy na szlaku wielkich kupców Arabskich, suniemy ku naszemu przeznaczeniu. Kto tylko mógł i orientował się, że z parkingu do łowiska długa przed nim droga wyposażył się w różnego rodzaju wózki i wózeczki.

Dochodząc do wyznaczonego akwenu widzimy siedzących tam wędkarzy rozrzuconych po łowisku niczym pomidory na chodniku, którzy pozbawili nas potrzebnej długości linii brzegowej.
Koledzy z zarządu rozmierzają pozostały kawałek brzegu nadając mu numery startowe, po kilku ułożeniach na trawie kwadratowych numerków widzimy, że odległość pomiędzy wędkarzami nie przekraczała nawet pięciu metrów. No cóż w kupie będzie nam cieplej.



Ten totalny brak profesjonalizmu ze strony gospodarza łowiska specjalnego w Grzegorzewiczach nie zmył z naszych twarzy radosnych uśmiechów a zaistniała sytuacja przysporzyła powodów do kolejnych żartów.
W zaistniałych okolicznościach losowanie stanowisk było czystą przyjemnością, mogliśmy teraz udać się na swoje stanowiska.
Sprzęt rozłożony, sygnalizatory ustawione, zanęty wymieszane i doprawione na swój własny tajny sposób, oczekujemy na gwizdek od miłego Pana sędziego rekomendowanego przez Polski Związek Wędkarski.

Czas START, rozległ się w napięciu oczekiwany gwizdek, zestawy powędrowały do wody z towarzyszącym im świstem szczytówek wędzisk i chlupotem rozdzierającej tafli wody.
Czekam na brania, po kilkunastu minutach przerzucam zestaw upewniając się czy założone kulki są w dobrej kondycji oraz czy przypadkiem nie doszło do splątania przyponu o ciężarek.
Kolejne kilkanaście minut oddaję moim kulkom leżącym na dnie, które swym mocnym zapachem miały doprowadzać karpie do szaleńczego żeru.
Następuje krótkie „pip-pip” sygnalizatora, następnie drugie i kolejne, coś anemicznego próbowało dorwać się do kuleczki mięsno-truskawkowej.
O nie! - Szybka myśl przeszła mi przez głowę - nie przyjechałem tutaj po uklejki czy leszczyki dwudziestopięcio dekagramowe. Ponownie zwijam kołowrotkiem metry wyrzuconej do wody żyłki, wyciągam zestaw na brzeg, zmieniam przypon na drugi posiadający dłuższy włos i zakładam trzy kulki rozmiaru 18.
- A masz bałwanka, teraz już nie będziesz mnie wkurzał anorektyku - Puściłem pomstą myśl w kierunku leszczyka czy innego badziewia pociągającego moją uprzednią przynętę.





Wśród Kolegów, do których i ja szybko dołączyłem zaczęły być słyszalne głośne narzekania na brak brań. Każdy łowi już jakiś czas i zna swoje możliwości oraz skuteczność przez siebie przygotowywanych zanęt i przynęt.
Coraz częściej pada teza o dokarmieniu przez gospodarza ryb, tuż przed naszymi zawodami, oraz druga teza o możliwości odłowienia karpia. Bezdyskusyjny był fakt całkowitego braku zainteresowania ze strony ryb naszymi frykasami.
Czyżby był to drugi Halinów, gdzie przed zawodami dokarmiana jest ryba, a zawodnicy pieniądze na zanęty i przynęty oraz opłatę łowiska mogą potraktować jak wyrzucone w błoto?
Część zawodników dało sobie jeszcze jedną szansę i zmieniło technikę łowienia, zamienili przypony wyposażone w mniejsze haki a jako przynętę zastosowali tzw. Kanapkę, biały robak i ziarnko kukurydzy. Szczytówki wędzisk, tak zwanych drgających szczytówek zostały lekko napięte i zacinane było wszystko, co tylko wprowadziło szczytówkę w jakikolwiek ruch.
Działania takie przyniosły pierwsze efekty, poza kilkoma spadami, niezaciętymi braniami udało się wyholować, jako pierwsza rybę, amura ważącego ponad 2 kilogramy. Następnie padł leszczyk o wadze około pól kilograma oraz półkilogramowy karaś, który jak na ten gatunek był rybą godną uznania dla jego łowcy. Kolejnie padały amurki o wadze pomiędzy 1, 6 a 3 kg, wszystkie wskazywały jakby były rybami z jednego rocznika.








Jeśli o mnie chodzi to twardo stosowałem się do wcześniej ustalonego planu, czekałem na rybę, która jak na warunki tego łowiska - oczywiście porównując je z przeszłości - dawało szansę na rybę rzędu pięć do dziewięć kilogramów.
Druga tura zawodów i zmiana miejscówki, która wyglądała na lepszą nie przyniosła mi sukcesu. W zasadzie było gorzej niż podczas pierwszej tury zawodów, nie miałem nawet jednego pociągnięcia zestawu.
Przyszedł moment, kiedy całkowicie sobie odpuściłem, zeszło mi całe napięcie a „sukces” odłożyłem na dalszy plan. Bez potrzeby namawiania czy wcześniejszego ustalania inni Koledzy zrobili podobnie, znów rozpoczęły się żarty, głośny śmiech.
Kto miał branie i rozpoczynał hol kolejnego anorektycznego amurka, zaraz wokół niego przybywało Kolegów. Jedni dopingowali inni żartobliwie życzyli zerwania się ryby, ogólnie było zabawnie i wesoło.

Kiedy w roku 2010 postanowiłem opuścić ówczesne koło PZW, w którym nie działo się absolutnie nic a komunizm gnieździł się zarówno w murach siedziby koła jak i w umysłach zarządu, nie sądziłem, że po zmianie przynależności na swojej drodze spotkam jeszcze ludzi, z którymi będę chciał spędzać czas. Z ludźmi, z którymi czuję się dobrze z zarządem, który non stop organizuje imprezy od sprzątania świata po liczne wyjazdowe i lokalne zawody wędkarskie.

Dziękuję, zatem wszystkim Kolegom za miło spędzony czas. Pomimo kilku niedogodności płynących ze strony gospodarza łowiska, o czym mam nadzieję zarząd nie zapomni wspomnieć na stronie internetowej naszego koła czyniąc dla łowiska zasłużoną „reklamę” raz jeszcze dziękuję Zarządowi naszego Kola i wszystkim Kolegom, tym, których znam oraz tym, których miałem okazję poznać.



Zapraszam do galerii fotografii
Fotografie Norbert Stolarczyk & Zbigniew Adamczyk

 


4.4
Oceń
(19 głosów)

 

Miało być tak pięknie... - opinie i komentarze

Zbig28Zbig28
0
Brawo Norbert ! Nareszcie tekst o imprezie ukazał się zaraz po niej, a nie wtedy kiedy wszyscy już o niej zapomną. Do tego świetnie napisany, okraszony fotkami i oddający warunki oraz atmosferę panujące nad wodą. Rzeczywiście gospodarz wody zakpił sobie z tak ważnej dla nas imprezy. Warunki jakie nam zafundowano na rozegranie zawodów były skandaliczne. Pozostawił nam w zasadzie wybór między rezygnacją z zawodów a zgodą na zmagania w tych skandalicznych warunkach. Wybraliśmy to drugie, a humor i dobra atmosfera panujące wśród uczestników nieco przytłumiły lekceważące potraktowanie przez właściciela wody. Proponuję po tej imprezie przyjęcie poniższego hasła i szeroko propagowania go wśród braci wędkarskiej : NIGDY WIĘCEJ GRZEGORZEWIC !!! OMIJAJMY Z DALEKA TO ŁOWISKO !!! Pozdrawiam wszystkich uczestników gratulując tym, którym w tych warunkach udało się pojmać rybki ! Za tekst ***** ! (2012-06-26 10:05)
Norbert StolarczykNorbert Stolarczyk
0
Wczoraj było już dość późno, nie wszystkie fotki zostały dodane. Obecnie uzupełniłem galerię. Dzięki za miłe słowo Zbyszku. (2012-06-26 12:01)
Norbert StolarczykNorbert Stolarczyk
0
Uważam, że słusznym i rozsądnym byłoby aby zainteresowani członkowie koła skierowali do zarządu koła propozycje na przyszłe zawody kategorii gruntowej. jest wiele łowisk, które przyjmą nas z otwartymi rękoma. Moja propozycja to "Wodne Ranczo" w Brwinowie http://www.ww.media.pl/?page=PArticleViewer&nid=3934 Zaznaczam jednak do łatwych łowisk nie należy. (2012-06-26 15:51)
DzikuDziku
0
Świetna relacja z niezbyt porywających pod względem ryb zawodów. Ja również jestem za tym aby następne zawody zorganizować na łowisku Wodne Ranczo. (2012-06-26 18:24)
marek-debickimarek-debicki
0
Okazuje się, że tzw. niepoprawny optymizm wędkarski jest jak najbardziej wskazany i jest w stanie pokonać nawet największe przeciwności i niedowład organizacyjny. Pozdsrawiam i *****pozostawiam. (2012-06-26 20:32)
u?ytkownik1348u?ytkownik1348
0
No fajne to łowisko "Wodne Ranczo" ma tylko jedną wadę - nawet jak się puści bąka to trzeba biec i wnieść stosowna opłatę za ten fakt :(. (2012-06-27 07:03)
Norbert StolarczykNorbert Stolarczyk
0
Nie przesadzaj Wojtku. Są Toy-Toye, kupę zrobisz w cenie :) :) :) (2012-06-27 09:30)
StachuStachu
0
Bardzo ciekawe opowiadanie. Poprzez pryzmat swoich osobistych przeżyć, dążeń i oczekiwań autor relacjonuje nam ważne wydarzenie kołowe - zawody gruntowe o tytuł mistrzowski. Dodatkowo opis ten okraszony jest dużą ilością (podpisanych!) zdjęć dokumentujących nasze spotkanie. Brawo Norbert! Nie pękaj na robocie! Na Pucharze Burmistrza dokopiesz mięsiarzom i wspólnymi siłami doprowadzimy do łez "etatowych wygrywaczy". Pożyczę Ci moją czarodziejską gumę. Pozdro (2012-06-27 19:24)
spines21spines21
0
Zawody zawodami,ale fajny tekst Norberciku napisałeś:) Najważniejsze,że pomimo niedbałości gospodarzy łowiska dobre humory ludzi nie opuściły,co widać na fotkach. Pozdrawiam przyjacielu. (2012-06-28 16:53)
arturarturarturartur
0
Najważniejsze że humor dopisywał i czas upływał w miłej atmosferze . Fajny opis . Pozdrawiam . (2012-06-28 20:29)
Tomek2000Tomek2000
0
MOJE SPOJRZENIE Z DRUGIEJ STRONY. Atmosfera zawodów bardzo fajna lecz niestety stanowiska co 3 metry budzi o pomstę do nieba.Nie jest to wina tylko właściciela łowiska ale i naszych organizatorów. Zaraz napiszę dlaczego. Dwa tygodnie wcześniej byłem na tym stawie i pracownik powiedział ,że na zawody koła Ursynów są udostępnione tylko dwa brzegi. Przy takiej obsadzie jak co roku około 35-40 osób stanowiska może przerwa między zawodnikami wynosiłaby 5 metrów .Dwa brzegi około 200 metrów. Dlatego uważam że nie jest to wina właściciela łowiska tylko brak wyobraźni osób organizujących takie zawody. Resztę niech sobie każdy dopowie i czy wyniki takich zawodów w ogóle powinny być brane pod uwagę??????? (2012-07-02 11:06)
Zbig28Zbig28
0
Wpis Tomka2000 rzuca nieco inne światło na organizację imprezy. Mam nadzieję, że pełne wyjaśnienie tej bulwersującej sprawy będziemy mogli przeczytać w protokole z najbliższego zebrania ZK. Ktoś popełnił błędy i należy to uczciwie wyjaśnić i wskazać przyczynę i winowajcę ( -ów ). Czy wyniki powinny być brane pod uwagę ? Myślę, że tak. Bowiem uczestnicy zgodzili się wystartować w tych warunkach, pobrali karty startowe i wszyscy mieli bardzo podobne stanowiska do połowów. Apeluję więc do ZK - wyjaśnijcie publicznie tę bulwersującą sprawę, gdyż być może nie słusznie " wieszamy psy " na gospodarzu łowiska. (2012-07-05 08:35)
marekpmarekp
0
Pierwszy raz odwiedziłem waszą stronę i przyznaje że ten artykuł robi wrażenie. Świetna robota. (2012-07-16 12:57)
u?ytkownik70140u?ytkownik70140
0
5 (2013-05-09 10:37)
u?ytkownik65213u?ytkownik65213
0
Super relacja z zawodów. Co do łowiska to byłem kilka razy w Grzegorzewicach i dziwi mnie fakt że nie udostępniono wam całego stawu do rozegrania zawodów. Przecież jest ich tam kilka. Według mnie to nie gospodarz a organizator dał ciała.***** Pozdrawiam!!! (2013-05-26 21:00)

skomentuj ten artykuł