Minusy zakończenia sezonu spławikowego.

/ 10 zdjęć


MINUSY SPŁAWIKOWEGO KOŃCZENIA SEZONU 2017
                Włączyłem się w dawno temu zaplanowany spławikowy koniec sezonu. Właśnie dlatego, że był planowany i dlatego, że musiałem na zawody dostarczyć wagę i zezwolenie. Na początek wydałem 60 zł na zanęty i robaczki. Nie był to ochotkowy luksus tylko kolorowe pinki. Potem zostawiłem samotnie żonę na działce, gdyż nadszedł czas mieszania zanęty i pakowania do samochodu stanowiska i całego osprzętu spławikowca. Pamiętałem też o praniu robaków, suszeniu, dzieleniu, nadawaniu zapachów i sortowaniu w pudełkach. Na tej kosmetyce straciłem 1/3 nocy. Rano budzik rozwrzeszczał się, gdy miałem najlepszy sen. Dałem radę, szybka kawa, targanie wiadra do samochodu i wyjazd na miejsce zbiórki. Jako, że miałem towar pierwszej potrzeby, tj. baner, zezwolenie i wagę, musiałem przybyć przed czasem. Udało się, ale na miejscu ktoś musiał sporządzić listę zawodników i generalnie być organizacyjnym. Nie zostało to ustalone, ale zawsze  celebrantem był prezes ds. sportowych. Po kwadransie oczekiwania było pewne, że zawsze, ale nie dzisiaj. Zatem chwyciłem to zajęcie, bo wydawało mi się, że mnie pójdzie najszybciej. Sporządziłem listę, zebrałem zamówienia na obiad, przeprowadziłem losowanie i wyznaczyłem stanowiska. Jeszcze zamówiłem obiady na 14.30 i mogłem się rozwijać. Z wygruntowaniem łowiska ledwie zdążyłem i zaczęło się, bo sędzia dał sygnał. Przez 4 godziny trzymałem mój jedyny nie złamany, 13-metrowy kij i dlatego karpiowy w zasadzie bez brań, bo jakie tam ma znaczenie okoliczność, że złowiłem 5 jazgarków o przeciętnej wadze 2,5 grama. 60 zł dzielone na 5 daje 20 zł za jedną rybę. Taka matematyka każdej żonie podniesie ciśnienie i rzeczywiście podniosło, chociaż nie tylko z powodu matematyki. Nie zdążyłem udać się do pomocy ukochanej kobiecie na działce, bo biegałem, ważyłem, zapisywałem, liczyłem, sporządzałem listę wyników, ustaliłem kolejność, sprawdzałem poprawność sporządzania dodatkowej dokumentacji, celebrowałem rozdanie nagród i wyróżnień oraz nawigowałem zawodników na zasłużony obiad. Normalnie dzień był za krótki, chociaż jako jedyny wszystkich poganiałem. I nie zdążyłem dokonać tego, co w tym dniu miało być dla mnie najważniejsze. Nie zwyciężyłem i nie miał mnie kto pocieszyć. I po co ja kończyłem ten spławikowy sezon? Jak nie idzie, to na całym froncie.
                Bezkonkurencyjny był Prezes Koła nr 16 PZW w Nowym Targu Sebastian Mensfeld. Wygrał zawody, złowił największą rybę i zdominował kategorię Najlepszy góral, chociaż wcale aż tyle nie chciał. Do ponownego spotkania w przyszłym roku. Będzie rewanż!!!
 

 


4
Oceń
(6 głosów)

 

Minusy zakończenia sezonu spławikowego. - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł