Mój niecodzienny połów

/ 18 komentarzy

Mój niecodzienny wyjątkowy połów. Rok1987 i jak zwykle pod koniec czerwca namiot nad jeziorem żywieckim od strony Pietrzykowic. Jak to za młodu kasa szybko się skończyła i już planowałem powrót, no ale warto byłoby ostatni dzionek połowić w mojej ulubionej zatoczce, a więc resztką czereśni na klenie i blaszka w razie czego i wyjście.


Na miejscu zauważyłem, że klenie stoją pod samym brzegiem w krzakach, zarzuciłem zestaw- minuta i jest branko i kleń pod 40 cm, za moment drugi - większy, ale niestety podczas holu spłoszył resztę i następną godzinkę nic. Czereśni brakło (sam zjadłem), nie pozostało nic, jak tylko założyć blaszkę, zresztą ostatnią - mepps3 - pół godziny i nic. I przypomniała mi się porada wyczytana chyba w WW, by blaszkę położyć na dnie i tak też zacząłem łowić metr lub dwa i pauza, i tak aż do brzegu, aż tu nagle po którymś tam wymachu zaczep. 


Tuz pod brzegiem -nie zacytuję tych słów, w końcu to był jedyny mepps, ale spokój, powoli staram się go uwolnić i nagle jakby coś delikatnie puściło, ciągnę powoli i widzę jakiś sznurek, łapię za niego - ciężkie jak diabli, a dalej wędkarska siatka, a w niej 20sztuk piw żywiec - ktoś widocznie chciał schłodzić i mu się urwało. Min kumpli po powrocie z połowu chyba nie muszę opisywać. Miałem jeszcze dwie ciekawe przygody nad wodą, ale raczej ze smutną puentą - opiszę potem...

 


4
Oceń
(44 głosów)

 

Mój niecodzienny połów - opinie i komentarze

romazdaromazda
+2
PIEKNY POŁOW! Czasem moze uratowac zycie nad wodą ;) Ja kiedys po morderczym holu, na spining, wyłowiłem....... niemiecki hełm z drugiej wojny swiatowej! (2009-01-15 11:09)
użytkownik3921użytkownik3921
+2
Przynajmniej Rysiu nie miałeś dylematu - wypuścić, czy zabrać ;-)) Ja też kiedyś byłem przekonany, że wędkarz obok ma siatkę pełną ryb, a on sobie chłodził browarki... Z niecodziennych połowów, to dwa razy udało mi się wyholować wędki, mam je do dzisiaj i są bardzo szczęsne. (2009-01-15 14:20)
rafal_anyszkarafal_anyszka
+2
To się nazywa szczęście. Ja pamietam jak kiedyś mój wujek nęcił węgorze. Poszedł do znajomego rzeźnika i zabrał mu świński łeb. Potem wrzucił to do wody i nic nie powiedział, to znaczy nie miał kiedy. Ja przyjeżdżam, łowie i nagle zaczep. Opornie, ale idzie powoli do mnie. Jak podniosłem tą głowę z dna to omal zawału serca nie dostałem. Kurcze serio, pierwsze wrażenie to że kawałek zwłok wyłowiłem. (2009-01-15 20:44)
SzalonaSzalona
+2
Ja 2 razy złowiłam zestawy gruntowe z rybami na hakach ( z dużym jelcem oraz z sandaczem)oraz raz złowiłam siebie samą - na mormychę - za język;( Przyczepiła mi sie do rękawiczki i postanowilam odhaczyć ją bez pomocy drugiej ręki. Żyłka odsprężynowała i mormycha głęboko wbiła się w mój język:/ Oczywiście potrzebowałam pomocy kolegi i wcale nie była to tak miła pomoc jakby się mogło wydawać... A co do znalezionych piw to jak byłam jeszcze młoda - razem z koleżanką, pod koniec imprezy poszłyśmy po papierosy na które każdy ze znajomych robił zrzutkę. Wchodząc do nocnego,na pobliskim placyku zauważyłyśmy torbę reklamówkę. Wracając ( przypomnę,że byłam w stanie wskazującym) zajrzałam do niej,a tam 8 piweczek królewskich w butelkach,a że nikogo nie było,a pić się chciało to piwka poszły razem z nami. Jakież wtedy było zdziwienie znajomych,gdy zobaczyli z jakim gartisem wracamy:) (2009-01-16 13:45)
użytkownik6247użytkownik6247
0
no coz ja nie wedkuje,ale mój tato kiedyś wędkowałi wyciągnął z wody chłodzącą się półlitrówkę whisky. w czasach głębokiego PRL-u to był unikat. (2009-01-16 16:02)
rysiek38rysiek38
+2
dla mnie najbolesniejsze na rybach bylo moje pierwsze spotkanie z duzym okonie-mialem z dziesiec lat i niewiedzialem ze trzeba go umiejetnie zlapac (2009-01-16 19:51)
BopBop
+2
hehe łeb świński jest najlepszy. mi się udało wyłowić pustą siatke na ryby, troche gałęzi (niektóre spore) i gacie (na rzece, pod prąd stawiały duży opur) :D (2009-01-16 20:00)
użytkownik2494użytkownik2494
+2
Moja najboleśniejsza przygoda z wędką miała miejsce kilkanaście lat temu kiedy to "łowiliśmy"z kuzynem u babci na podwórku kurczaki,wiecie haczyk ,robaczek i na podpuszkę w stadko kurek.Na początku było wesoło puźniej jednak kurczak okazał się szybszy i jak to mówimy "zaciął się ".Niestety hol zauważyła babcia i wtedy" troszkę"zabolało,ale rosołek ze złowionego kurczaczka był pyszny(haczyka nie można było wyjąć i kurczak zkończył w garnku).Pozdrawiam (2009-01-17 10:24)
ZdzichuZdzichu
+2
Niezły połów Rysiu, od czasu do czasu mogłyby być takie brania. Pozdro... (2009-01-17 17:09)
agawa-ogrodyagawa-ogrody
+2
Dobra rozumiem opone garnek i inne takie, siatka z browrem tez ok choc osobiście wole szkodzka, lub czyscioche(bewnie browara na studjach zadurzo zutylizowalem),
udało mi sie juz złowić na czerwone robale:
RAKA PRĘGOWANEGO- zdarza sie

ŻUŁWIA CZERWONOLICEGO - gatunek zawleczony (ustawowo zwalczany)z chodowli terarystycznej, ponoc nie zimuje w naszym klimacie ale... , został zabrany z łowiska- jego skorupa służy jako popielniczka. (2009-01-19 01:48)
rysiek38rysiek38
+2
no to z tych zywych to mialem to nieszczescie zlapac labedzia i lyske -mam nadzieje ze przezyly i wyszly z tego bez szwanku (2009-01-19 19:34)
mariotronikmariotronik
+2
Niezłe się uśmiałem z tych połowów, mnie tylko udało się wyholować na żyłce 0,12 gumofilca nr 44, Chodził na boki jak wściekły, czasami tylko murował, niezły zastrzyk adrenaliny a potem kupa śmiechu. Z ciekawych połowów na warszawskim odcinku Wisły częstym przyłowem bywa prezerwatywa oraz podpaska. Na zawodach z łodzi udało mi też się wyholować damskie stringi. Dyskretnie je odhaczyłem, co by kolega z łodzi nie miał powodów do śmiechu. Nie było to w okolicach plaży więc chyba nikogo nie pozbawiłem garderoby. (2009-01-19 21:06)
ekooloekoolo
+2
W tym wypadku zasada"złów i wypuść"byłaby nie na miejscu...ha,ha (2009-01-20 19:29)
krzycag1978krzycag1978
+1
ja jak narazie to wyciągnełem sznury pozostawione przez cholernych kłusoli ale z tym kaloszem i poniemieckim hełem było dobre hahaha.... (2009-01-20 20:25)
użytkownik193użytkownik193
+2
no to naprawde niecodzienny połów, ale także udany. (2009-01-27 17:20)
adiadi
+2
Wow!!! Jestem pod wrażeniem:)) To się nazywa przyłów! Ale komuś numer wyciąłeś-żywca sobie zapodał na jakąś grubszą ryba a tu rano nie ma! Pewnie pomyślał że jakaś ryba-gigant mu porwała. A swoją drogą to u Was musiał być radosny wieczór:)) (2009-03-08 13:47)
użytkownik15311użytkownik15311
+2
To jest okaz! Wymiar był, aż szkoda było nie wziąć ;d Bardzo fajnie się czytało, ode mnie 5! Pozdrawiam! (2009-05-22 00:47)
slawekkiel17slawekkiel17
+2
No tak to jest polow roku !!! mnie sie kiedys trafila metalowa przykrywka od garnka, walczyla jak 5-cio kilowy leszcz w nurcie Niezle sie usmialem jak ja zobaczylem *****5-ka Pozdrawiam Slawek (2014-05-04 07:37)

skomentuj ten artykuł