Moja pierwsza relacja z wyjazdu.

/ 7 komentarzy / 9 zdjęć


Blog wędkarski założyłem już dość dawno, bo trzy lata temu, jednakże do dziś nie napisałem żadnej relacji ze swojego wyjazdu. Zapewne dalej bym nie napisał, gdyby nie ostatni wypad na ryby, na którym było wiele nieoczekiwanych momentów.

Rozpoczynając mój wpis pragnę zaznaczyć, iż pierwszy raz była ze mną moja partnerka. Wyjazd zaplanowałem na 23 czerwca, a miejscem wędkowania była „Oleśnikowi dolina” pod Grójcem. Była to standardowa jak dla mnie 24 godzinna zasiadka. Przygotowań dużo nie było, bo jedyne co musiałem zrobić to ugotować dzień wcześniej kukurydze, co oznacza 5 godzin stania przy kuchni oraz kupić materac dmuchany, bo moja polówka nie starczyłaby dla naszej dwójki.
W piątek późnym wieczorem samochód już był zapakowany razem z kukurydzą a mnie wyjeżdżając z domu pozostało tylko zakupić produkty spożywcze. W sobotę jak to zwykle u mnie bywa zaspałem. Szybko jednak się ogarnąłem i tuż po godzinie 14-ej byliśmy gotowi odbyć naszą pierwszą, wspólną przygodę na rybach.

Łowisko

Na łowisku byliśmy parę minut po godzinie 15. Jak to w naturze wędkarza bywa, rozpakowałem się błyskawicznie w pół godziny. Pakowanie do domu zajmuje notabene półtorej godziny. Oczywiście jako karpiarz zminimalizowałem sprzęt, czyli zabrałem wszystko. Przecież wszystko jest potrzebne! Tak czy owak zestawy wylądowały w wodzie po godzinie 16. Jadąc na to łowisko trochę się obawiałem wyników przed kobietą, ponieważ prześladował mnie pech związany z tym łowiskiem. Ostatnim razem jak je odwiedziłem miałem ponad 15 odjazdów, ale absolutnie niczego nie zaciąłem. Żadnego karpia wtedy nie złowiłem, ale na szczęście trafił się szczupaczek na spinning wiec o kiju nie wróciłem.
Podczas wędkowania gdy moja kobieta siedziała obok i bacznie się przyglądała, moje obawy pogłębiały się z każdym kwadransem, gdyż nawet już nie chodziło o zacięcie tylko o to, że absolutnie nie było żadnego brania. Po czterech godzinach chodziłem już tak zdenerwowany, że nawet usiąść nie mogłem. Myślałem, co za pech mnie jakiś dorwał! No i nagle branie. Wyrwałem jak strzała do wędki, zacinam i dupa!!! Nie mam ryby. Zwinąłem wędkę i położyłem ją koło budki. Stwierdziłem, że trzeba coś zmienić. Pytanie tylko, co? Zestawy są dobre, bo na innych łowiskach normalnie zacinam. Długo nie myśląc stwierdziłem, że będę wywoził łódką zestawy z większą ilość zanęty. Może się obraziły, że skąpiec jestem i za mało towaru wsypuje do wody??? Już nawet takie myśli miałem. Chwile później założyłem kulkę, a zestaw włożyłem do łódki. Do łódki za to wsypałem mnóstwo kukurydzy, pelletu i trochę jeszcze kulek. Całość zalałem atraktorem i zestaw popłynął pod drugi brzeg. Pozostało mi teraz tylko czekać. Podczas tego czekania przypomniałem sobie jeszcze o kumplach, którzy mieli dołączyć do nas. Parę telefonów i dowiedziałem się ze żaden z nich nie dojedzie, bo jak to kiedys trafnie stwierdził „melanż ich poniósł”. Myślę no cóż, takie życie i obym miał takie wyniki żeby żałowali, że nie przyjechali. Dokładnie w tym momencie jak o tym myślałem słyszę sygnalizator. Do wędki i myślę „teraz albo nigdy” Wędka w ręku i zacinam. Patrzę i nie wierze. Wędka w parabole i jest w końcu tak wyczekiwana ryba. Moja partnerka już sobie smacznie chrapała wiec miałem problem pod tytułem kto mi ja pobierze. Krzyczę, wołałam, ale bez rezultatu. Będzie trzeba sobie samemu radzić. Wędka w prawym ręku a podbierak w lewej. Pięć minut i karp leży na macie. Budzę szybko śpiocha, co by mi zrobił zdjęcie, ale oczywiście z tym też była krótka walka no, bo jak wiadomo śpiące królewny nie lubią jak się im przeszkadza. Daje jej aparat i lecę po wagę. Karpia zaczynam ważyć a na wadze 19,75. Patrzę na wagę i na tego karpia i coś mi tu nie gra. Coś za mały jak na tą wagę, a poza tym nie mam na tym łowisku takich karpi. Rekord to jakaś dwunastka. Ważę szybko jeszcze raz i to samo. Myślę „dobra ważne, że jest”! Szybka fotka i do wody. Chwile ochłonąłem i zaczynam myśleć, co z tą wagą się stało. Po paru minutach zauważyłem, że waga była ustawiona w funtach a nie w kilogramach. Szybkie konwertowanie i wyszło, że karp miał 8 kg. Co ciekawe to nawet nie wiedziałem, że moja waga waży w funtach, ale i tak to nie było wtedy ważne. Ważne było tylko to, że fatum się odczepiło ode mnie i to na dobre, jak się później okazało. Nie minęło pół godziny i siódemka w podbieraku. Chwile później szóstka a pięć minut później piątka. Była już pierwsza w nocy, a ja byłem szczęśliwy, że w końcu zacinam te małe potworki. Jednak od pierwszej w nocy brania zanikły. I tak do 4 rano, kiedy właśnie miałem zamiar się zdrzemnąć. O 4 nagle słyszę samochody, a chwile później miałem wędkarzy i po prawej stronie jak i po lewej. Pan po prawej po chwili zaczął mnie irytować, ponieważ co chwile wyciągał karasie takie do kilograma. Długo nie myśląc uzbroiłem trzecią wędkę na karasia i też miałem parę brań. Łącznie złowiłem cztery japońce, ale nie ma, co nich opowiadać. Karpie za to obudziły się o 6 rano. Wtedy właśnie wyjąłem kolejną piątkę. Byłem szczęśliwy, że tendencja spadkowa też już minęła. Zacząłem od ósemki i ciągle w dół. Chwile przed siódmą na zestaw karasiowy miałem potężne branie, przy którym wędka się przewróciła. Kij był bez wolnego biegu i stał w podpórce a nie na tripodzie. Szybko jednak sytuacje opanowałem i zacząłem walkę. Walka była trudna, długa i niestety przegrana. Nie łudziłem się, że ją wygram, ponieważ zestaw był do 4 kg jednak ja i Pan po prawej widzieliśmy, z czym walczymy. Był to piękny amur. Na oko miał z 8 do 10 kg. Niestety udało mu się przed podbierakiem uwolnić z haczyka. Szkoda trochę, ale walka zostanie mi na długo w pamięci. Co ciekawe to nie koniec niespodzianek, jakie miałem w tym dniu. Przez dłuższą chwile były jeszcze dwa karpie. Takie piątki. Koło godziny 10 obudziła się moja dama i wyszła z namiotu. Zjedliśmy śniadanie i odpoczywaliśmy. Ja nie spałem nawet chwili w nocy, wiec bardziej ja odpoczywałem. Marika bo tak ma na imię moja partnerka poszła sobie na spacer, a ja drzemałem. Długo to nie trwało, bo z pięć minut jak tu nagle słyszę odjazd na potęgę. Resztkami sił dorwałem kij i walczę. Resztkami, bo ani nie spałem ani nie byłem do końca trzeźwy. Walka jednak się opłacała, ponieważ na macie wylądował mój osobisty rekord na tym łowisku. Był to dziwnie okrągły karp o wadzę 11 kg. Zdjęcia poniżej pokazują, jaki jest krótki i okrągły. Uśmiechnięty szukam aparatu, ale oczywiście był w rekach Pani na spacerze :-/ Fotkę zrobił mi sąsiad telefonem. Po tym byłem już tak szczęśliwy, że nawet mógłbym już wracać do domu. Oczywiście zostałem do wieczora, bo trzeba było się przespać i wytrzeźwieć. W sumie do końca wyjazdu nic się nie działo poza jednym incydentem.

Nurkowanie

Jak już wyżej pisałem trzeba było się ogarnąć tak, więc stwierdziłem, że czas pospać trochę. Warunki nie najlepsze, bo było strasznie gorąco. Do namiotu nie dało się wejść, ponieważ stał na słońcu. Na szczęście miałem jeszcze parasole i to pod nimi właśnie drzemałem. Śpię sobie w najlepsze a tu nagle słyszę znowu sygnalizator. Leżałem od nich dosłownie metr. Podnoszę głowę, patrzę a tripod się przewraca. Łapie go w ostatniej chwili, ale bez jednej karpiówki! Karpiówka w wodzie! Zaspany szybko myślę, co tu robić. Przypomniałem sobie, że mam hak do wyciągania bardzo dużych sumów. Hak na teleskopie, więc go rozłożyłem najmocniej jak się da i szoruje nim po dnie. Niestety dalej nie mogę znaleźć wędki. Myśląc dalej stwierdziłem, że łamie zasady łowiska i wskakuje do wody. Zdjąłem tylko spodenki i nurkujemy z hakiem po kij. Na całe szczęście łowisko jest dość płytkie i na 2/3 obszaru woda ma głębokość 1 metra. Po trzech minutach poszukiwań w końcu udało się zlokalizować kij. Wędka w rękę i do brzegu. Wyszedłem cały brudny w ziemi i mule. Patrzę a na brzegu pełno gapiów. Spojrzałem tylko na nich i powiedziałem „ dobra a teraz sobie powalczymy”. Ku mojemu zdziwieniu ryba dalej była na haku. Chwila walki i rybą gigantem (tak właśnie myślałem) okazał się karp 6 KG!!!! Śmiechu było dużo, a przy okazji zaliczyłem prysznic. Jednak do dziś nie wiem, czemu tak się stało, że kij wpadł do wody. Hamulec był spuszczony na bank, tak, więc myślę, że coś się po prostu zblokowało. Ta ryba była ostatnia tego dnia, ale dała mi niesamowite przeżycia. W końcu ile razy wam ryba zabrała wędkę do wody?

Kończąc moją relacje z łowiska chciałbym powiedzieć, że to był pierwszy raz, kiedy zabrałem kobietę nad wodę i pierwszy raz, kiedy ryba kradnie mi wędkę. Do tego fatum minęło i pobiłem własny rekord na tym łowisku. Łącznie złowiłem 9 karpi i 4 karasie. Lepiej dla mnie ten wyjazd nie mógł się skończyć i właśnie to mnie skłoniło do napisania relacji. W końcu tak naprawdę piszemy te blogi dla samych siebie i po to by sobie o tych wszystkich przeżyciach przypominać wtedy, kiedy chcemy. A kumple niech żałują, że poszli w balet. Mogli mieć przecież podobne przeżycia.


P.S. Kolejnym plusem tego wyjazdu było to, że moja kobieta złapała bakcyla jeśli chodzi o ryby. Zarzucanie wędki spinningowej bardzo jej się spodobało. Tak bardzo, że zarzucała nawet na drzewa i krzaki.. Ale najważniejsze są dobre chęci :-)

 


5
Oceń
(20 głosów)

 

Moja pierwsza relacja z wyjazdu. - opinie i komentarze

marcin-matyasikmarcin-matyasik
0
fajnie opisane i o to chodzi ") (2012-06-28 23:02)
PMPM
0
Dobry tekst. Ubawiło mnie to "Oczywiście jako karpiarz zminimalizowałem sprzęt, czyli zabrałem wszystko." Skąd ja to znam :D (2012-07-02 12:59)
psiokmokpsiokmok
0
duży karp
(2012-07-10 15:15)
alex9816alex9816
0
fajny tekst wiadomo o co chodzi oby więcej takich tekstów na forum. (2012-07-27 19:37)
użytkownik123896użytkownik123896
0

 "Zarzucanie wędki spinningowej bardzo jej się spodobało. Tak bardzo, że zarzucała nawet na drzewa i krzaki..."

 

Dobre znam to;-)

W niedziele raz mi się "udało"zarzucić spławik na drzewo.Wiatr w prawą stronę był;-)

Pozdrowienia!

 

p.s.Jak przyrządzacie karpie?

 

(2012-10-02 21:34)
rafal_anyszkarafal_anyszka
0
Wyznawca "no kill" także ryby dalej pływają :-) (2012-10-03 15:06)
CYTRYNA777CYTRYNA777
0
Witam Ja nie jestem no kil nie po to płace kartę.Ale tylko wymiary i limity połowu regulamin się liczy a Szczupak od 50 cm do 90 cm a reszta fotka i do wody bo są to Szczupaki rozrodcze i tego nie ma górnego wymiaru bardzo źle powinni to zrobić od nowego roku aby ochronić gatunek. Pozdrawiam (2013-04-28 09:56)

skomentuj ten artykuł