Zaloguj się do konta

Moja przygoda z wędkarstwem

Łowię ryby od zawsze. Już, jako 3 letniego smyka dziadek woził mnie na wózku przez ukwiecony wiosną sad, nad duży staw. Na jego środku znajdowała się wyspa, rosły tam sadzone przez babcię przepyszne truskawki. Staw przez większość roku pokrywała rzęsa, pod którą chowały się całe stada złotych karasi. Wyjadały spod rzęsy jakieś żyjątka, głośno przy tym cmokając. Minęło ponad pół wieku, a ja przymykając oczy widzę nawet pojedyncze liście na otaczających staw olchach, czuję zapach truskawek na wyspie. Śmieszne? Może. Jednak czy wy w głębi duszy, każdy z was nie ma zakodowanych wspomnień, z których pamiętacie każdy szczegół? 

Wtedy moim wędkarskim szczęściem była ciężka „bambusówka” ze szczytówką grubą jak palec. Do niej dowiązana była żyłka, na którą można było wyciągnąć wieloryba. Nawleczony na nią był korkowy spławik z obciążeniem godnym szczupakówki, a na końcu „zestawu” dyndał wielgaśny hak. Nadziewało się na niego potężnego kopanego robala. Toporne elementy wędki wcale karasiom nie przeszkadzały, brały jak głupie. W wieku 8 lat zdałem egzamin na kartę wędkarską. Co to było za przeżycie! Cała noc przed egzaminem nieprzespana. Kiedy, ówczesny prezes Koła Zgierz, Zdzisław Adamczyk wręczał mi kartę wędkarską strasznie się popłakałem. Tak moi drodzy, kiedyś zastanie członkiem PZW wzbudzało takie emocje. Później, zdobywając doświadczenie poznawałem nowe łowiska i przechodziłem wszystkie etapy wędkarskiego wtajemniczenia. Jak bardzo cieszyłem się z własnoręcznie wykonanej „leszczynówki.” I ta, pierwsza prawdziwa wędka „za cenzurkę” skończenia trzeciej klasy podstawówki. Strugałem namiętnie topolowe spławiki i goniłem zapamiętale gęsi, aby wyrwać im, choć jedno pióro z ogona. Długo trwało, zanim zaprzyjaźniłem się z opiekunem w ZOO, aby stać się szczęśliwym posiadaczem kilku kolców z jeżozwierza. 

Dobry haczyk? Upragniony szwedzki Mustad? Trzymało się je w specjalnym portfelu! Wymiana z kumplem, to indiańskie pertraktacje trwające czasami kilka tygodni. Gdy miałem 10 lat złowiłem pierwszą medalową rybę. Lin ważył 1,60 kg! Cóż to było za święto! Pod koniec lat 70- tych w wędkarskiej mizerii sprzętowej powiało zachodem. Głównie spod lady można było dostać rewelacyjne, jak na owe czasy NRD -owskie Germiny, kołowrotki Rileh-Rex (z filcowym sprzęgłem) i Forelle, popularnie zwane Forelkami, francuskie „Meppsy” i Mitchelle, wymarzone haki „Limerick” Mustada i kołowrotki „Abu”. Sławny C-4, dotąd jest w cenie na rynku. Nawet nasi południowi sąsiedzi Czechosłowacy (wtedy jeszcze tak) wyprodukowali i zachwycili rolką Tokoz i sprytną wędeczką Sonką. Pojawiła się także u nas firma Wieczorek, produkująca pierwszy w kraju kołowrotek ze stałą szpulą. Właśnie na „Wieczorkach” wychowało się całe pokolenie wędkarzy. Łowiłem chyba wtedy na wszelki dostępny na naszym rynku sprzęt. A ilu cudownych, wartych poznania ludzi przewinęło się dzięki wędkarstwu przez moje życie. Miałem też wyjątkowych nauczycieli, którzy w większości odeszli w zapomnienie. Bardzo przykre! Jestem niezwykle wdzięczny losowi, że miałem zaszczyt ich spotkać nad wodą i uczyć się od tak doświadczonych wędkarzy jak z Szel, Skarżyński, Ogłaska, bracia Chrzanowscy, Gołębiewski, Dziedzic, Wągiel, Glazer, Jędrzejowski, Andrzejczyk, Paladino i wielu innymi. Dzięki nim nauczyłem się nad wodą tego, o czym teraz wędkarze mogą tylko pomarzyć. Sztuki łowienia nie nauczysz się z Internetu. Pamiętam słowa J. Andrzejczyka; „Piotr, nawet najlepsza wędka sama ryb nie łowi, prawdziwa sztuka wędkowania tkwi w głowie wędkarza i jest to sztuka, której uczymy się całe życie.” Prawda! Wprawdzie wielokrotnie wygrywałem różnego typu zawody wędkarskie, ale nigdy nie ciągnęło mnie do wyczynowego sportu, bo ograniczyłoby to poznawanie różnych technik wędkarskich. Prawie 30 lat temu związałem się z mediami wędkarskimi. Przez wiele lat związany byłem z „Wędkarzem Polskim”, „Wędkarskim Światem”. Od 10 lat jestem redaktorem „Wiadomości Wędkarskich”. Przez 11 lat prowadziłem cotygodniowa rubrykę „Na ryby” w „Expressie Ilustrowanym”, jednym z największych dzienników w Polsce. 16 lat współprowadziłem z red. J. Kijo program wędkarski na antenie Radia Łódź. Opowiadałem o rybach i ich zwyczajach w licznych programach telewizyjnych m. in. „Taaaka ryba.” Moją drużyna aktorska, w której skład wchodzą D. Stalińska, J. Bończak, K. Kaczor i M. Opania odniosła wiele sukcesów w zawodach wędkarskich i podczas spotkań nad wodą. 

Teraz zapragnąłem zostać przewodnikiem wędkarskim, aby podzielić się z innymi swoją wiedzą, która wprawdzie nigdy nie będzie doskonała, ale przez 50 lat nazbierało się sporo doświadczeń, dzięki którym tylko w ostatnim 10-leciu udało mi się złowić 187 medalowych ryb w 16 gatunkach. Opracowałem technikę, która w płytkich zbiornikach daje duże szanse na złowienie karpia, karasia czy lina wczesną wiosną oraz późną jesienią. Wymyśliłem wiele nowatorskich pomysłów dotyczących zastosowania sprzętu i metod połowu. Wykonuję modele spławików pod dany typ wody, ba, czasami nawet miejscówkę. Wędkuję wszystkimi metodami z wyjątkiem łowienia na muchę. I to w skrócie o mnie tyle. W blogu jak tylko czas pozwoli będę się dzielił swoimi przemyśleniami na temat szeroko rozumianego wędkarstwa. Mam nadzieję, że choć część naszej Braci Wędkarskiej to zainteresuje. Ostrzegam, że wiele artykułów będzie skierowanych w nasze środowisko bez sentymentów i owijania w „bawełnę”. Moje największe złowione ryby; karp 15,5 kg, lin 6,2 kg, 70 cm(Szwecja), 4,1 kg, 64 cm(Polska), wzdręga 40 cm, płoć 44,5 cm, dorsz 15,9 kg, miętus 3,84 kg, szczupak 125 cm, leszcz 4,8 kg, węgorz 114 cm, amur 120 cm, okoń 50 cm, krąp 40 cm, pstrąg 4,2 kg( w Szwecji, był o 2 kg większy), sandacz 109 cm, 13,6 kg, karaś złocisty, 50 cm, 3,03 kg, karaś srebrzysty 2,6 kg, belona 103 cm w Szwecji ( w Polsce 84 cm), sum 33 kg, certa 57cm - nie zgłoszona do rekordu krajowego( za szybko ją wypuściłem), jaź 2,8 kg, kleń 4 kg, śledź 33 cm, turbot 38 cm.
Skutecznego łowienia nie można nauczyć się z książek czy Internetu. To tylko podpowiedź, często myląca. Jedynie dotykając nieba i wody, słuchając natury, można zostać prawdziwym wędkarzem. Ja to wiem!

Opinie (15)

marek-debicki

Miło chociaż w ten sposób poznać Kolegę . Nic innego nie przychodzi mi obecnie do głowy,jak tylko pogratulować. Wspomnienia jednak i to podobne często powracają. Może to dawniej ze względu na młody wiek, wędkowanie było dla mnie mniej wyrachowane, wprost magiczne. Pozdrawiam i *****pozostawiam. [2013-12-10 20:13]

LuceKK

Gratuluje pięknych wspomnień i również ładnych rybek. [2013-12-10 20:27]

adamus1818

Super się czyta takie artykuły, bardzo bardzo ciekawy wpis. Gratuluję i pozdrawiam. Za artykuł oczywiście piąteczka. Życzę również dalszych wędkarskich sukcesów! ;) [2013-12-10 20:58]

esox61

Panie Piotrze, Pańskie artykuły w WW potwierdzają, że jest Pan fachowcem - praktykiem ale efekty Pańskich połowów są po prostu imponujące :0. Gratuluję :) [2013-12-10 21:15]

rysiek38

I były jeszcze pamietne delfiny 4,6 i osiem - te miałem okazje testować ale rex 64 to był kosmos no i mustady jak wspomniałeś no ale myśle że właśnie ten niedobór sprzętu wymagał myślenia i wyciagania wniosków i dzięki temu były efekty fotografowane przy pomocy smienki 8m :-) POZDRAWIAM ! [2013-12-10 21:40]

daro22

Mam podobne wspomnienia mimo,ze jestem troszkę młodszy.....Jestem pelen podziwu wędkarskiego fachu który bez watpienia mam Pan w reku...Szczerze gratuluje już zlowonych ryb i zycze jeszcze wielu innych nowych medalowych potworow:) [2013-12-10 23:30]

Kirys

ładnie się czyta i szczerze jeszcze ładniejsze są te rybki-gratulacje. [2013-12-11 08:41]

mleczus3

Bezcenne wspomnienia Piotrze. Pomyśl sobie, że wciąż jest jeszcze czas na zdobywanie nowych doświadczeń i doskonalenie umiejętności, których z pewnością Ci nie brakuje. Pozdrawiam :) [2013-12-11 10:19]

Zibi60

Świetny wpis, który przywrócił mi moje początki i pełen "szacun" za plejadę medalowych ryb. 5* [2013-12-11 11:23]

wincenty-zaspa

piekne czasy te lata 60-te 70-te,nawet 80-te wedeczki z bambusa,na poczatku bez kolowrotka,zylka stilon gorzow i te ryby byly wszedzie,nawet w malych dolkach i strumyczkach szkoda,ze te czasy minely [2013-12-11 14:48]

Wedkarstwomazowieckie

Co lin 6 kg? Ja tylko jedno zdjęcie widziałem z linek 6 kg. Ma pan jakieś zdjęcie z takim linem? [2013-12-11 15:12]

andrzejgarbe1

Zgadzam się z Panem w 100% [2013-12-11 16:22]

andrzejgarbe1

Moją pierwszą wędką,też był kij leszczynowy. [2013-12-11 16:24]

pmizera87

Miło Pana spotkać na wedkuje.pl [2013-12-11 18:14]

piotr_berger

Moi Koledzy po kiju! Bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie wpisy. Mam szczerą nadzieję, że i inne materiały spodobają się Kolegom . Ostrzegam, że nie wszystkie będą "grzeczne". Poruszać będę tematy niszowe, o których niby wszyscy wiedzą, ale brak odwagi ich poruszyć!Ja to zrobię! Wprawdzie nie mam zdjęcia tego największego lina,odpłynął, ale wstawię zdjęcia niewiele mniejszych, które przed wypuszczeniem cyknąłem. Tak, a popos, medalowych linów jest w naszych wodach naprawdę dużo.Ale! Zbliżają się Święta i Nowy Rok. Życzę Wam Koledzy zdrowia, życzliwych ludzi, szczęścia w życiu, także podczas przygód z pięknymi rybami. [2013-12-14 20:02]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Maj z rodzicami.

Kiedy widzę małych chłopców nad naszymi wodami, zastanawiam się częst…