Moja przygoda z Siciną

/ 2 komentarzy

Jezioro Sicina w Pyrzycach jest reprezentacyjnym łowiskiem Okręgu PZW w Szczecinie. To świetne miejsce na organizację zawodów wędkarskich. Każdy wędkarz ma możliwość skorzystania z pomostu bo jest ich naprawdę dużo. Zbiornik ten jest dobrze zarybiony i gwarancja złowienia dużej ryby jest spora. Problem jedynie w tym żeby ryby chciały brać. Trafić na odpowiednią pogodę i intensywne żerowanie ryb to dla każdego wędkarza duże szczęście. Różnorodność ryb jest na tyle duża, że można mieć problem z nastawieniem się na to co chcemy złowić. Używając zestawu na tzw. grubą rybę narażamy się na to, że nic nie złowimy. Stosując delikatny zestaw narażamy się na to, że w kontakcie z naprawdę dużą rybą, których w łowisku nie brakuje, pozostanie tylko wysoko podniesiony poziom adrenaliny. Osobiście miałem sytuację, gdy po łowieniu w większości drobnicy, nagle odniosłem wrażenie, że zahaczyłem dno. Jednak po chwilowym unieruchomieniu zestawu, to dno delikatnie ruszyło i wtedy wiedziałem, że mam do czynienia z dużą rybą. Delikatny zestaw nie rokował nadziei na odniesienie sukcesu, ale starałem się uczynić wszystko, żeby zobaczyć co jest na drugim końcu wędki. Było to na zawodach w których uczestniczyłem jako zaproszony gość. Wędkarz na sąsiednim pomoście bez słów obserwował co się dzieje. Czułem ogromny opór ryby i prawdę mówiąc nie bardzo wiedziałem czy ryba zechce umożliwić mi delektowanie się tą sytuacją, czy za moment przypon strzeli i będzie po wszystkim. Powoli podnosiłem rybę do góry i delikatnie przybliżałem do pomostu. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że już pora przygotować podbierak. W takich momentach podbierak znajduje się nie tam, gdzie powinien. Jedną ręką trzymałem wędkę starając się nie dać rybie luzu, a drugą ręką chwyciłem podbierak i prowadziłem go w kierunku styku żyłki z wodą. Cały czas delikatnie podnosiłem rybę do góry.  Niestety nie wytrzymałem, doszedłem do błędnego wniosku, że rybę już na tyle zmęczyłem żeby spróbować ją zobaczyć. Myślałem, że to duży leszcz i warto spróbować podnieść go na tyle żeby łyknął powietrza. Krótka decyzja, podjazd podbierakiem jak najbliżej i wędka bardziej zdecydowanie na siebie. I w tym momencie nastąpiło to czego się obawiałem na początku, że nie dam rady. Ryba pod wierzchem wody zakręciła tworząc coś w rodzaju wiru i napięta żyłka wystrzeliła w górę. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu przypon wraz z haczykiem i przynętą  był cały, spodziewałem się, że to on nie wytrzyma.
Oczywiście drżenie rąk i kolan, tysiąc myśli dlaczego tak się stało  i jak mogłem zrobić to inaczej. Po pewnym czasie wytłumaczyłem sobie, że tak duża ryba nie musiała bawić się ze mną w łowisku. Wystarczyło, że zmieniłaby kierunek i z moim bacikiem nie miałbym nic do powiedzenia. Poza tym zrobiła co do niej należało. Niestety nie wiem jaka to była ryba. Może leszcz, a może karp?
 Ważne umieć sobie wytłumaczyć taką porażkę. Zawody w swojej grupie i tak wygrałem. Puchar pozostał i wrażenia z tego pięknego łowiska.
 

 


5
Oceń
(7 głosów)

 

Moja przygoda z Siciną - opinie i komentarze

ba-baracusaba-baracusa
0
Ostatnio tak z bratem miałem, miał pieknego lina ktory go prowadził na lewo i prawo a jak już podbierak był w wodzie też haczyk z pyska mu wyskoczył hehe oczywiście też na bacika :) (2016-06-30 08:35)
użytkownik130601użytkownik130601
0
Tama była dobra 5-10 lat temu teraz ją omijam szerokim łukiem,za dużo tego suma tam pływa. (2016-06-30 17:39)

skomentuj ten artykuł