Zaloguj się do konta

Moje szczupale

Moje wielkie szczupaki

Był koniec września, ranek słoneczny i rześki. Wypłynęliśmy z kolegą jego dużą łodzią, z silnikiem ,na jezioro Woświn. Kumpel był przygotowany na ryby jak nigdy. Oprócz arsenału błystek , gum i woblerów, zrobił 20 kg zanęty, ugotował parę kilo pszenicy i kukurydzy, nazbierał rosówek, nie mówiąc o pięknych czerwonych robakach z jego własnej hodowli. Byliśmy przygotowani na każdą rybę. Po dopłynięciu do górki i dokładnym zakotwiczeniu, zaczęliśmy polować na okonie, które jeszcze trzy dni temu świetnie żerowały.

Tego dnia jednak ich tu nie było, brały za to piękne plocie jedna za druga na wszystko i na pszenicę i na robaka. Skoro okonie nie reagowały na przynęty, łowiłem plocie, ale po jakimś czasie postanowiłem złowić żywczyka i zarzucić go na szczupaka. Nie bardzo mi to jednak szło, ciągle brały za duże, wreszcie udało mi się złowić mniejszą płotkę. Założyłem ja na kotwiczkę, zamach, rzut i żywiec wylądował trzydzieści metrów od łodzi, ale już wolny, bez kotwicy. Trochę podłamany założyłem dużą płoć z siatki i już delikatnie wrzuciłem do wody. Ta już nie spadla, ale zatopiła spławik, choć ten był słusznych rozmiarów.

Przestałem się interesować szczupakówką, ponieważ wziąłem się do solidnego łowienia leszczy ,które wreszcie weszły w zanętę. Po złowieniu drugiej łopaty, kolega zaczął wrzeszczeć że wędka z żywcem mi ucieka, miałem otwarty kabłąk kołowrotka i 150 metrów żyłki które mi uciekło, razem z płotką. Zamknąłem kabłąk kołowrotka i zaciąłem, wędka wygięła się do granic wytrzymałości i nic, tak jakbym miał ogromny zaczep. Powiedziałem kumplowi, że chyba zawadziłem o coś na dnie, ale on stanowczo stwierdził, ze w tym miejscu dno jest czyste i nigdy nie miał żadnego zaczepu.

Po około trzech minutach impasu coś się ruszyło, żyłka zaczęła dość szybko przesuwać się w prawo, a potem w stronę łódki. Żyłkę miałem 0,35 więc się o nią nie balem, wędka tez była solidna, tylko nie wiedziałem jak szczupak był zapięty, Hol trwał około trzydziestu minut, Witek przygotował podbierak i z zapartym tchem czekaliśmy na naszego rywala. Wreszcie się poddał, wypłynął zmęczony przy lodzi, mój pomocnik wsadził mu podbierak na łeb a on zmieścił się tylko do połowy, już się pochylałem ,żeby brać szczupaka w ręce, ale o dziwo ten się przebudził i jak nie wystrzelił świecą w powietrze. Zalała nas fontanna wody, a po ogromnym szczupaku zostało tylko wspomnienie, oceniliśmy go na około 15 kilogramów.

Drugi kontakt z ogromnym essoxem miałem na jeziorze Miedwie, koło Stargardu. Upalny sierpniowy dzień postanowiliśmy wykorzystać wraz z żoną na relaks, na plaży. Ja na wszelki wypadek zabrałem ze sobą ponton , spinning i komplet błystek wahadłowych. Słońce na plaży już za bardzo zaczęło mi dokuczać, postanowiłem ochłodzić się jeziorową bryzą, oczywiście na pontonie i ze spinningiem w ręku. Żona została na plaży wysmarowana olejkiem do opalania, a ja od niechcenia rzucałem blachą.

Było tak gorąco, że sam nie wierzyłem, że może mi się przytrafić jakiekolwiek branie. Pływałem po spadzie wypłycenia, nic się nie działo, ale w oddali zobaczyłem spławiające się płotki. Popłynąłem w to miejsce, okazało się że jest tam ponad dwanaście metrów głębokości. Rzuciłem Agą nr. 3., pozwoliłem jej opaść na dno i ruszyłem kołowrotkiem. Ale cóż to, złapałem zaczep i nie mogłem nic zrobić. Próbuję podnieść ten zaczep wędziskiem i wreszcie zaczął się ruszać. myślę sobie, że chyba podczepiłem jakąś sieć, albo wór, Potężny opór i żadnej reakcji. Pompuję mozolnie ten wór do pontonu i tylko boję się o wytrzymałość żyłki.

Ponton przesunął się w miejsce zaczepu ,a ja zacząłem obserwować żyłkę pionowo schodzącą do wody. Blisko ,coraz bliżej, jakiś cień wynurza się do powierzchni, nagle ten cień wystrzelił jak torpeda nad wodę, żyłka trzasnęła, a ponton wywrócił się dnem do góry. I w ten sposób nie dość, że straciłem szczupaka życia, to przepadł mi spinning i komplet błystek, które wypadły w otchłań wody.

Trzecia przygodę z dużym zębaczem przeżyłem na jeziorze Długim, koło Ińska. Na tym jeziorze łowiłem często, ale nigdy nie miałem kontaktu ze szczupakiem większym niż 3 kilogramy. Ale do czasu. Był koniec sierpnia, wczesny ranek, zwodowałem łódkę przywiezioną na dachu mojej wysłużonej skody. Zacząłem spiningowanie od moich bankówek, jednak, oprócz kilku niewymiarków i paru okoni nic ciekawego nie złowiłem. Postanowiłem popłynąć w oddaloną na końcu jeziora zatokę, dosyć płytką, z wystającym do powierzchni wody zielskiem. W przerwach miedzy liliami wodnymi chciałem spróbować coś złowić.

Wreszcie po godzinie mam solidne branie w wodzie około metrowej. Wyciągam szczupaka 3,5 kilogramowego, za chwile w małej zatoczce trafia mi się jego brat bliźniak. Byłem już bardzo zadowolony. Takie piękne szczupaki ,więc postanowiłem zakończyć wędkowanie. Wracając stanąłem jeszcze przy trzcinowej wysepce i rzuciłem obrotówką w stronę drugiej. Nagłe targniecie tak mnie zaskoczyło, że o mało co wędka nie wypadła mi z rąk. Pisk hamulca i szybko wysnuwająca się żyłka z kołowrotka, trochę mnie ostudziły i zacząłem hol ogromnego, ponadmetrowego szczupaka.

Podkręciłem hamulec, bo nie chciałem by ryba weszła w zielsko. Żyłkę miałem mocną wiec nie obawiałem się ,że szczupak mi ja zerwie, obawiałem się jedynie żeby mi nie wszedł w zielsko, bo wtedy byłby kłopot. Szczupak jednak chodził gdzie chciał, żyłka cięła kapelony jak brzytwa ,a ja nie za bardzo mogłem coś zrobić. Dobrze ze nabrał sobie na głowę kupę zielska i nic nie widział, zaczął płynąć z moją pomocą do łódki jak baranek. Minęła już 20 minuta holu ,byłem już bliski podebrania szczupaka, nastąpił jednak kulminacyjny moment, tak bardzo nieprzewidywalny dla wędkarzy.
Najgorsze nastąpiło tuż przy łódce, zielsko z łba ryby przesunęło się po żyłce w moją stronę i w późniejszym holu zadziałało jak uwalniacz przynęt. Szczupak zapięty był za jeden hak od kotwicy i gdy blaszka dobiła do zielska, ryba się uwolniła i stała przy burcie łódki. Byliśmy tak zmęczeni, że ani drapieżnik, ani ja nie mieliśmy siły na jakikolwiek ruch, patrzyliśmy się na siebie, a za chwilę pożegnaliśmy się, do rychłego spotkania.

4. Czwarty raz randkę ze szczupakiem miałem na malutkim jeziorku koło Stargardu.
Wujek z Francji przywiózł mi komplet blach wahadłowych, które postanowiłem wypróbować od razu ,tak mi się spodobały. Miały ciekawy kształt ,takie głębokie S. Wsiadłem na rower ze spinningiem i nowymi wahadełkami i pojechałem na pobliskie jeziorko oddalone od miasta o siedem kilometrów. Obrzucałem cały akwen w ciągu godziny i już miałem wracać o kiju do domu, kiedy zaciekawiła mnie mała zatoczka ,z której krowy zrobiły sobie wodopój. Było tam około metra głębokości ,a z prawej strony wystawały kołki po starej kładce. Właśnie przy tych kołkach zauważyłem wyskakujące w popłochu małe rybki. Rzuciłem w tym kierunku błystką i o dziwo nastąpiło branie i to jakie. Szczupak zaczął szaleć na wędce, ale nie mógł za bardzo walczyć na takiej płyciźnie, a ja niewiele myśląc wskoczyłem do wody, puściłem wędzisko i dwoma rękami wyrzuciłem rybę na brzeg. Nie trwało to nawet trzy minuty. Szczupak był chudy, długi, miał 120 centymetrów , a ważył zaledwie 12.5 kilograma. Największy problem miałem z dowiezieniem zdobyczy do domu. Miałem tylko chlebak z przynętami i żadnej torby, postanowiłem więc przymocować okaz do bagażnika. Łeb ryby obcierał mnie o plecy, a ogon zwisał prawie do ziemi. Zrobiłem sporo sensacji, gdy tak jechałem rowerem przez całe miasto, przeżyłem sporo satysfakcji z zazdrosnych spojrzeń mojego znajomego z ulicy , zapalonego wędkarza.

Opinie (25)

Przemek238

Fajna historia z zębaczami Chciałbym przeżyć taką historię. Czemu zamiast zyłki nie stosujesz plecionki? Czemu tego zębacza wziąłeś do domu. Trzeba było go wypuscić ile ikry by dał i małych szczupaczków [2009-03-17 17:51]

użytkownik

Bardzo ciekawa historia . Ja nie dawno zacząłem przygodę z wędkarstwem i za każdym razem kiedy holuje większa rybę ona mi ucieka pod samym brzegiem. [2009-03-17 18:09]

Stawarz

Witaj! ciekawe historie,szczególnie ta z tym pontonem! Ja może nie miałem tak ekscytujących przygód jak Ty ale kiedyś przeżyłem podobną, trwała zaledwie parę sekund i nawet nie zobaczyłem rybki, na 90% był to szczupły.Ale całkiem inaczej jest jak widzi się takiego "klamota"serducho wali wtedy jak dzwon! A gdzie złowiłeś tego co wieziesz go na dachu :)!Pozdrawiam! [2009-03-17 18:21]

użytkownik

nieraz tak bywa każdy kombinuje ty z tej strony a on z drugiej, ale co się odwlecze to nie uciecze, o ładnych okazach opowiadasz. mnie też nieraz zostało tylko oglądać ogon a potem fale wody. [2009-03-17 18:31]

użytkownik

Ciekawe historie pełne zapału emocji. Też kiedyś miałem podobną sytuacje ale z sumem łowiłem telikatna wędką okonie i na paproszkie skusił się sum miał z 80cm cholowałem go z 1h tym wedziskiem strasznie staranie ale jak doprowadziłem go do brzegu u nie miałem czym podebrać myślałem że już jest zmęczony a tu nagle odwrócił się i gwałtownie płynoł w dno co spowodowało naprerzeniem kija który nie wytrzymał tak straciłem wędzisko. bardzo fajny artykuł z przyjemnością 5 :) pozdrawiam i niech takie historie kończą się z sukcesem dotknieciem ryby i wypuszczenia jej własnymi rękoma :) [2009-03-17 18:43]

Zbig28

Bardzo fajnie i ciekawie opisałeś te przygody z zębatymi. Po ich przeczytaniu spojrzałem na kalendarz... o rany, to jeszcze półtora miesiąca... Ja też miałem kilka ciekawych kontaktów z dużymi szczupalami, może je kiedyś opiszę. Niestety, od kilku lat poza wymiar 45 - 60 cm rzadko mi się udaje przeskoczyć. "Dzielni rybacy" grasujący od 10 lat na moim ukochanym jeziorze, skutecznie mi to uniemożliwili. Pozdrawiam [2009-03-17 18:50]

kwiatek

witam i gratuluje ciekawych przygód z naprawdę dużymi rybami !!!!tylko szkoda że nie wypuściłeś tego szczupaka ! pozdrawiam [2009-03-17 19:01]

Zdzichu

Niezła jazda z tymi szczupakami, zwłaszcza w ostatnim przypadku (z tym na rowerze).Też, razem z "jurekb" jesteśmy łowcami tej ryby, na wspólnych jesiennych wypadach. [2009-03-17 19:01]

margor1976

jak ja rzuciłem kiedyś agą nr3 to w odwecie w twarz dostałem , atak poważnie to miałem też taką przygodę,zapraszam do siebie [2009-03-17 19:05]

Skowron20

hehe no to ciekawe miałeś historie:) Tylko pozazdrościć i Gratulować:) Życze powodzenia w dalszym łowienia zębatego i jak najmniej ich spinania:P POZDRAWIAM:) [2009-03-17 19:32]

szimejks

piątka za opowiadanie, szczególnie za szczupłego ale długiego na bagażniku roweru hehe, więcej szczęścia przy następnych okazach. Pozdro dla kumatych [2009-03-17 19:41]

olaf

Gratuluję fajnych przygód na rybach,tak to jest że te największe się zrywają.Ja swojego wymęczyłem i po 20min holu,kiedy bał już przy burcie łodzi podstawiłem go podebrać( podbierak oczywiście za mały).Kotwiczka wyhaczyła się z pyska ryby i było po zawodach.Rybkę oceniam na ponad 10 kg.,ale te największe to jeszcze przede mną. [2009-03-17 20:15]

jurek

Gratulacje bardzo ciekawie opisany artykuł......................................... u mnie piątal z +...................................społecznik Jurek. [2009-03-17 20:31]

pikemeister

Świetne przygody ze szczupłymi. Ja niestety metrówki nie miałem na kiju. Największy mój to 90 cm. pozdrawiam :) [2009-03-17 20:31]

pawelss5

No przygody to miałeś po prostu piękne :D ja jeszcze takich nie miałem, ale w tym sezonie będę musiał trochę porzucać spiningiem :D za tekst daje 5 [2009-03-17 22:12]

burza10000

przygody miałeś super mam nadzieję że i mi się takie przydarzą.za przygody 5 [2009-03-18 00:31]

wąsaty

Fajnie opisane wędkarskie przeżycia; czytając Twój artykuł czułem się jakbym czytał opowiadania z Wiadomości Wędkarskich w latach 70-tych mając kilkanaście lat. Te opowiadania czytałem z zapartym tchem nawet pod kołdrą do latarki. Wspaniałe wspomnienia......pozdro .... [2009-03-18 06:53]

Figaro

Super, znam ten dreszcz emocji. Szczupak mojego życia zwiał mi razem z podbierakiem, więc wiesz jakie to uczucie. Dlaczego "ryby życia" z reguły zwiewają? A tak z innej beczki, któryś z kolegów zapytał dlaczego nie stosujesz plecionek? Muszę Tobie napisać że podobne pytanie zadałem sobie dwa lata temu. Zacząłem stosować plecionki i nie żałuję tego. Spróbuj. [2009-03-18 09:15]

kalmar

fajny, szczery tekst :) mam nadzieję, że rybka smakowała :) nie ma to jak zjeść potrawę z własnoręcznie upolowanej rybki :) a czas spędzony nad wodą, jak go opisałeś :) z pewnością pozostawił wrażenia na długi okres ;) pozdrawiam [2009-03-18 09:31]

waldek

Już blisko bliżej do maja może i my wszyscy przeżyjemy coś podobnego. Trzeba żyć nadzieja. [2009-03-18 09:45]

bartkano

Fajny artykuł, ale pomyśl nad zasadą złów i wypuść. Średnią rybkę można zabrać, ale takiego wielkoluda szkoda. Połamania kija życzę :) [2009-03-18 15:27]

mapet77

Do bartkano: lepiej nie poruszej tematu złów i wypusc bo jest to drażliwy temat. Na portalu panuje małe napięcie w tym temacie. Nie jestes jedyny który przyklaskuje tej metodzie ale obnoszenie się z tym może spowodowac, że skażą Cię na banicję (jak innych członków tego portalu, których już od dawna wiedzaiłem aktywnych) Ja sam jestem "nołkilowcem" ale przestałem się z tym obnosic bo niektórzy traktują mnie jak fanatyka. Zabierasz ryby - zabieraj, wypuszczasz - wypuszczaj ale widzę, że jestes od niedawna na portalu i jescze nie poznałeś jego jasnych i ciemnych stron. Ale w sumie ja się dobrze tu czuję i lubię ten portal do tego stopnia, że moja małżonka już zastanawia się czy ze mną wszystko w porządku. [2009-03-18 23:58]

mapet77

Zupełnie zapomniałem - 4 gwiazdeczki ode mnie za całkiem przyzwoitą lekturę. Czyta się całkiem przyjemnie a jako "nołkilowiec" nie mogę z przyczyn oczywistych dac "5". TomaszG [2009-03-19 00:04]

kalmar

:) witaj mapet :) małżonki nie są obiektywne, zaślepia je miłość, zazdrość lub zawiść lub ... czort wie co jeszcze :) hehe [2009-03-19 07:13]

kopciu

FAJNE PRZYGODY MIAŁEŚ Z TYMI SZCZUPALAMI , JA NIE MAM SZCZĘŚCIA DO DUŻYCH RYB ALBO MI NIE BIORĄ ALBO SPINAJĄ SIĘ PO KRÓTKIM HOLU .ALE JESTEM DOBREJ MYŚLI ŻE TRAFI SWÓJ NA SWOJEGO POZDRAWIAM [2009-03-19 22:07]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Maj z rodzicami.

Kiedy widzę małych chłopców nad naszymi wodami, zastanawiam się częst…

Społecznicy

Przeczytałem kilka artykułów kolegi Jurka Jego fobia jako SSR przeraził…