Mojtyny, Nawiady i Nawiadki – listopadowy spinning

/ 5 komentarzy / 6 zdjęć


To trzy jeziora, które poznałem w czerwcu tego roku. Pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne; w końcu połapałem szczupaczki. Niewiele wymiarowych, ale liczy się zabawa. Wróciłem tam z Tomkiem i synem we wrześniu, przed rozpoczęciem roku szkolnego (takie zakończenie wakacyjnych wojaży wędkarskich). Sytuacja znowu się powtórzyła; kilka niemiarowych szczupaków, pierwszy szczupły wyciągnięty przez syna, do tego super pogoda. Znowu było miło.
Zachęcony dwoma pozytywnymi wyjazdami, miałem ochotę sprawdzić co te trzy jeziorka mogą zaoferować jesienią. Przy piwie z Tomkiem i Sebastianem, który „sprzedał” mi te miejscówki, podsunąłem pomysł. Jako że wyjazd na ryby, to zawsze dobry pomysł, to i ten przypadł im do gustu. Nie minął tydzień, jak zadzwonił Sebastian z pytaniem, czy dam radę wyrwać się w tygodniu. Pomyślałem: „Nie będzie łatwo, ale dam radę!”.
Postanowiłem działać. Załatwienie dnia wolnego w pracy to pikuś w porównaniu z uzyskaniem z gody od żony. Jakoś się jednak udało :)
Plan był prosty, wyjazd w środę w nocy, przyczepka z łódką, sprzęt i całodzienne wędkowanie. Jednak jak to w życiu bywa… nic nie poszło zgodnie z planem. Wyjechaliśmy wieczorem, dzień wcześniej. Łódki nie braliśmy, bo udało się nam uprosić znajomego tambylca o zwodowanie jednej dla nas. Udało się. Jako typowi hardcorowcy postanowiliśmy spać w samochodzie, ale i tu plany się zmieniły. Sebastian, pomimo martwego sezonu zorganizował kwaterę. Było zatem wygodnie, ciepło i sucho, bo przez cały dzień padało i nie zapowiadało się, żeby kolejnego dnia miało być inaczej. Tak czy inaczej nie załamywaliśmy się i postanowiliśmy nie myśleć o tym i uczcić wyjazd.
Rano, nie wiedzieć, czemu i po co zadzwonił budzik. Szybko przypomniałem sobie gdzie jestem i w jakim celu. Szybko się ogarnąłem i byłem gotowy na całodzienne biczowanie. Około 7:30 byliśmy już na wodzie. W około pusto. Tylko my na wodzie. Jakże to inny widok, od tego, co można zobaczyć tam w lecie. Pogoda miło nas zaskoczyła. Po deszczy ani śladu, wiatr ucichł. Czego można chcieć więcej?
Kontrolnych kilka rzutów na Mojtynach i kierujemy się na Nawiady. Tam jest kilka miejscówek, które mogą zaowocować szczupłym. Nie ma jednak 100% pewności. Pierwsze trzy okazały się pechowe. Dziesiątki rzutów zaowocowały jedynie mikroskopijnymi puknięciami. Decyzja o przepłynięciu na Nawiadki była nieunikniona. Po drodze szczęście dopisało Sebastianowi. Na pozór nijakiej miejscówce niespodziewanie uczepiło się coś Sebastianowi. Przynęta prowadzona była tuż przy trzcinie. Zacięta ryba natychmiast zaczęła się kierować w ich stronę. Udało się jednak uniknąć zaczepu i 51cm szczupak wylądował w siatce. Rybka zdecydowanie różniła się od letnich okazów. Ta wyglądała jak utuczona świnka, tamte jak zamorzone bezpańskie psy. Jesienny szczupak wydawał się też o wiele bardziej waleczny, co oczywiście cieszyło.
Zachęceni i nieco zazdrośni sukcesu Sebastiana postanowiliśmy porzucać w tym miejscu. Jak się pewni łatwo domyślić, na tym jednym braniu się skończyło. Po dotarciu na Nawiadki, sytuacja powtórzyła się. Sebastian wyciągnął kolejnego szczupłego. Ty razem mniejszego, ale równie grubego. Branie też miało miejsce przy samych trzcinach. Od tej pory, trzymaliśmy się tylko trzcin.
Woda o tej porze roku na mazurach jest już raczej bardziej niż bardzo przejrzysta. Dzięki temu, doskonale widać, co się dzieje pod jej powierzchnią. W czasie zmieniania miejscówek, wpatrywaliśmy się w poszukiwaniu podwodnego życia. Dzięki temu wypatrzyliśmy ok. 30cm szczupaczka na przepławce pomiędzy Mojtynami i Nawiadami, kilka średnich płoci wolno podążającymi podwodnymi szlakami. Nie sposób też nie wspomnieć o rybie, którą Sebastian zauważył na Nawiadkach. Był to potężny kilkukilogramowy szczupak, który wystrzelił jak pocisk spod łódki na środek jeziora. Opłynęliśmy i obrzucaliśmy to miejsce baaardzo dokładnie. Pech chciał, że prawdopodobnie ryba życia nie dała się oszukać. Jako że, byliśmy przygotowani też do łapania na żywca, to zarzuciliśmy bombki i liczyliśmy, że gigant skusi się na płotkę. Kilkadziesiąt minut oczekiwania nie przyniosło jednak brania.

Po tym wszystkim, nie było innego wyjścia jak wrócić na Nawiady. Kilka minut po przeprawie przez przepławkę szczęście uśmiechnęło się też do mnie. Na szczytówce poczułem w końcu to bardzo miłe uderzenie. Sekundę później wiedziałem, że rybka jest dobrze zacięta i nie powinna zejść z haczyka. Wiedziałem też niestety, że nie jest to metrówka ba, wiedziałem też, że nie jest to nawet wymiar, ale mimo to uśmiech wrócił na twarz i skończyłem holować rybkę. Dobra nasza, coś się rusza, może jeszcze coś się większego trafi. Nie minęło 15 minut jak znowu poczułem opór na wędce. Tym razem obawiałem się, że to tylko zaczep. Tępawy opór i nic, ale tylko przez 2 sekundy. Seria kilku szybkich uderzeń i wiedziałem, że coś się skusiło na mojego, małego, biało-czerwonego tygrysiego ripera. Pomyślałem, że to fajna gumka. Dwa brania w tak krótkim czasie. Muszę kupić ich więcej. Ale wracam do ryby. Holując ją czułe, że jest chyba jeszcze mniejsza niż ten szczupak. Miałem rację. Była mniejsza, ale okazała się wymiarowa, bo na haku uczepił się śliczny okonek o długości 27cm. Miła niespodzianka po 6 godzinach pływania. Było zatem 2:2:0. Tylko Piotrek nie złapał jeszcze żadnej rybki i tak zostało już do końca.
Wyjazd do Mojtyn po raz kolejny nie zawiódł mnie. Pomimo, że miałem tylko dwa brania, a w sumie odnotowaliśmy cztery, to jest to zawsze coś. Poza tym jak to mówi moja córka „Nie liczy się wynik, Liczy się zabawa”. Na wiosnę znowu ruszymy w te okolice.

 


5
Oceń
(27 głosów)

 

Mojtyny, Nawiady i Nawiadki – listopadowy spinning - opinie i komentarze

maverick314maverick314
0
Spoko loko artykuł ode mnie 5 pozdrawiam (2012-11-29 23:27)
Lin1992Lin1992
0
Bardzo ciekawy artykuł. Gratuluję udanego wypadu. (2012-12-01 07:53)
kamil11269kamil11269
0
***** (2012-12-01 11:44)
mateusz-koptonmateusz-kopton
0
łowie tam od dawna, piękne jeziora co? :)... niestety z rybą nie jest wspaniale...kiedyś było dużo lepiej, jeszcze za czasów jak ja przyjezdzalem czyli tak z 15 lat temu...wplywalo się w trzciny i tylko widać było tabuny wyrośniętych ploci i gdzie niegdzie okonie ok 20 cm. Teraz dalej jest ryba oczywiście o czym też swiadczą wasze wyniki, ale jest dużo mniej co widać właśnie po wodzie. Dalej przyjezdzam tam z ogromna przyjemnoscia, wlasciwie to moje ulubione miejsce na mapie polski , szkoda ze to 200km od Warszawy...a dobrze ze nie 2000tys :) I można powiedzieć tez ze na dwa dni łowienia to łowisko daje gwarancje złowienia chociaż jednego przyzwoitego szczupaka. Po za tym piękno tego miejsca, tych jezior jest nieocenione (2013-06-29 11:05)
u?ytkownik102837u?ytkownik102837
0
No niestety kawałek od warszawy jest ale jak komuś bardzo zależy to i tak dla niego jest to pikuś. Ja mam znajomych którzy na dobre łowiska jadą kilkaset km od miejsca zamieszkania. Tylko wiadomo takie zasiadki nie trwają dwóch dni tylko tydzień. Pozdrawiam Boczny Trok (2014-07-16 18:03)

skomentuj ten artykuł