Morawa

/ 2 komentarzy

DWIE NOCKI NA MORAWIE I LEKCJA POKORY DLA POGODY
Był to chyba 89-ty rok jak ja Pyza, Adaś i Józek wybraliśmy sie na nockę na morawe.
Początek maja więc noc niepewna ,kupa sprzętu,ciuchów i jak się okazało wielu jeszcze zbędnych gadżetów no ale jesteśmy na miejscu.Na początku nazbieraliśmy opału na noc na ognisko bo oczywiście kiełbaski w plecaku no i przewidywaliśmy chłodną noc no ale szok ,słonko zacodzi a tu ze 25 stopni wiec decyzja...KĄPIEL no i tak się stało ,mimo zmroku nadal upał tak że w sumie do rana nawet nikt nic grubszego nie ubrał a ognisko służyło jedynie wybornym celom kulinarnym,mało tego nawet świeczki stały bez słoików bo nie było nawet podmuchu wiatru.
Ok. godziny 23-ciej miałem pierwsze branie na czerwone no i mój pierwszy węgorz w życiu,szczęśliwy jak mało kiedy umieściłem go w wędkarskim stalowym koszu który zreszta wygrałem w czasie zawodów wędkarskich w sekcji ŚL.D.O.K.P.z pewnością że z tąd nie zwieje ta tajemnicza ryba została tam ymieszczona,po północy Adaś dopadł sporego leszcza i poprosił by go wpuścić do mnie bo zapomniał siatki więc się zgodziłem niestety kosz się nie dmknął przez ogon leszcza co natycmiast wykorzystał węgorz.
No ale trudno,najwazniejsza miła atmosfera w gronie sprawdzonych kumpli no i zabawa z leszczykami i tak o to doczekaliśmy poranka.
Podczas drogi powrotnej już wstępnie umówiliśmy się na (powtórkę z rozrywki) za tydzień.
Za tydzien zńw umówionym czasie każdy stwierdził że aura identyczna wiec poco tyle gratów i ciuchów więc każdy z nas ograniczył balast do minimum tak o to na luzie wybraliśmy się na miejsce no i jak poprzednio,kąpiel ,wypad po drzewo ognisko no i połów,niestety do północy na nas czworo tylko jedno branie no i wzmagał się wiatr do rozmiaru huraganu,następnie deszcz i za moment śnieżyca,mimo starań wzmocnienia ognia nie dało się wytrzymać i postanowiliśmy się ewakuować,niestety najbliższy tramwaj był za dwie godzinki tak że 10 km szliśmy skąpo odziani z buta.
Miało to może jeden plus a mianowicie teraz zawsze mam niezbędne minimum do przetrwania a prognozy pogody traktuję jak przedwyborcze obiecanki.
Teraz jedynym wyznacznikiem pogody dla mnie jest obserwacja barometru,termometru i zachowania się przyrody a przede wszystkim natężeniem śpiewu ptaków i zachowaniem ryb w akwarium bo jedyne prawdziwe w prognozie zwłaszcza na koniec w TV jest podanie informacji jaka firma danego prezentera ubrała i kto jest sponsorem tej niby prognozy.
Tu muszę wspomnieć pewien wypad na Kostkowice z Dorką i dziewczynami a trafiło to tak nieszczęśliwi kiedy nad Polską zagościły na dobre burze i gradobicia no ale rano pogoda zdawała się być nie dość że ok to jeszcze przewidywalna -owszem była ale tylko trzy godziny potem nastało coś jak armagedon mieliśmy trzy wyjscia czyli albo ucieczka w las a jak wiadomo pod drzewem nie jest zbyt bezpiecznie,otwarty teren też nie bardzo bo bylibśsmy najwyższym punktem wiec została blaszana wiata z tym że pod linią wysokiego napięcia..tyle dobrze że lekko z tyłu czyli najwyższym punktem były słupy więc steierdziłem że tu będzie w miarę bezpiecznie..
Po paru minutach woda na zalewie była biała od pływających gradowych kulek...nawałnica tak jak nagle przyszła tak i poszła niestety potem już przez resztę pobytu cały czas co chwilę kropiło czyli ostatnie trzy dni były raczej nieciekawe.
po tych doświadczeniach zacząłem szanować całkiem na serio możliwości natury i wiem że nie tylko w górach pogoda zmienia się w dziesięć minut i zdarzyć się to może zawsze i wszędzie i dlatego bawią mnie te długoterminowe prognozy pogody jak nie sprawdzają się nawet te 12-to godzinne no ale cóż nic na to nie poradzimy że cała prognoza polega na tym by na koniec totalnej ściemy pojawił się napis ze Prezenterkę ubrała firma XXX lub że sponsorem prognozy jest firma YYY ,dlatego wywaliłem telewizor i mam tylko radio

 


5
Oceń
(11 głosów)

 

Morawa - opinie i komentarze

zbynio 33zbynio 33
+1
jak się patrzy z perspektywy czasu to jest co wspominać i czasami dobrze jest iść na żywioł. Ryszard prawdziwy buntownik z Ciebie z tym tv;) pozdro ***** (2013-10-05 20:12)
rysiek38rysiek38
+1
to taki mały fragmencik z mojej ksiazki o tytule Bełkot czyli opowieści około wedkarskie którą mam zamiar w końcu skończyć przy pomocy Kedzia - poprostu pisze co mi ślina na j ezor przyniesie no ale podobno da sie to czytać...-dzięki za koment (2013-10-05 20:22)

skomentuj ten artykuł