Może następnym razem

/ 12 komentarzy / 2 zdjęć




  • konto usunięte




Jesień to szczególna pora roku, w której nasze wypady ściśle związane są z warunkami pogodowymi, bo choć dusza rwie się nad wodę to nie każdy lubi deszcz przy pięciu stopniach w plusie. Już kolejny dzień budzę się na długo przed świtem z nadzieją że może dzisiaj, może nie pada aż tak strasznie i w końcu ruszę na drapieżnika.

Kilka kolejnych zawodów, bo pogoda się zawzięła i do intensywnych opadów dołączyły jeszcze bardziej paskudne wiatry. Wszystko to rozumie, przecież to jesień i natura musi się wyszaleć, ale czy akurat wtedy, kiedy jest duża szansa na trafienie sandałka? Kolejne sprawdzanie kija, dopieszczanie gumowych zanęt, długie minuty pełne nadziei w ciemnym oknie i sprzęt ląduje z powrotem w szafie...nie lubiana rezygnacja z głębokim postanowieniem, że po południu to
już na pewno.

Tak minęły dwa tygodnie, cholernie długi tygodnie bez mojej wody i adrenaliny, która zwykle tam mi towarzyszy, tak na marginesie, to już od niepamiętnych czasów jestem uzależniony od tego kopa, którego daje pstryknięcie plecionki.

W końcu się wypadało, wiatry przycichły, wstałem parę minut po piątej, nie podnosząc rolet, wpadłem do kuchni, wstawiłem wodę na kawę i za czym się zagotowała, byłem już ubrany, a sprzęt leżał w przedpokoju i szeptał, 'co się stary tak guzdrzesz, woda czeka'. Błyskawicznie zarzuciłem kawę z tostem, zaparzyłem mały termosik nad wodę i przed szóstą byłem już na łowisku.

Uradowały się oczy moje widokiem jeszcze ponuro-szarej wody i trochę się pocieszyłem faktem że nie jestem jedynym wariatem, którego tu przygnało, ponieważ dwóch kolesi po kiju zameldowało się jeszcze wcześniej. Kij, kołowrotek, agrafka guma, krótki siemka koledzy, jak leci i kopytko ląduje na środku kanału. Myślę sobie to jest to, prawdziwa swoboda, święty spokój i czego mi więcej potrzeba?

Kombinezon narciarski w końcu znów się przydaje i stare rękawiczki bez palców też w wystarczający sposób chronią przed zimnem, a zimno było okrutne. Trzeci hol, niestety zakończył się ostrym zaczepem i moje biało-czerwone kopytko przyozdobiło jakiegoś burciaka. Idą święta, więc niech i rybki mają kolorowo, pomyślałem sobie zakładając zielony brokat, a co mi tam, w końcu nie zafunduje im choinki.

Po godzinie biczowania wody i wymianie całej gamy kolorów i wymiarów gumek, zaliczyłem dwa marne podbicia, jednak zapomniałem o zimnie i tylko jedna myśl nie dawała mi spokoju, jaki sandałek rozkręci mój pierwszy jesienny spinningowy wypad? Zaczęło świtać, kaczki jakoś leniwie kołysały się na falach, czerwono żółte liście z szumem kołysał wiatr, a po drugiej stronie z dostojeństwem, na jednej nodze w bezruchu stała szara czapla. Wydawało mi się że mnie obserwuje i co jakiś czas kiwa znacząco głową, tak jakby z politowaniem,
a może było w tym odrobinę szyderstwa, któż zgadnie co taki dziwoląg myśli o wędkarzach.

Czas płynął, a moje szanse na bliskie spotkanie z sandaczem stawały się coraz mniejsze i w końcu trzy godziny machania przyniosły jedyny efekt, w postaci marnego brania,w którym moje kopytko straciło ogonek. Tak bywa, pomyślałom sobie składając spinning, ale czy to pierwszy raz wygrały ryby, z resztą jutro też jest dzień i może będzie lepszy. We wtorek zameldowałem się nad wodą po 14tej i stanąłem jak wryty!

Tak zatłoczonego nabrzeża nie widywałem nawet w okresie najlepszych leszczowych brań. Zjechało się wędkarskich amatorów płoci z Polski, no i oczywiście miejscowi grunciarze i spławikowcy nie ustępowali im pola w wyciąganiu różnego kalibru płotek, tak że nudzić się nie mieli czasu i tylko, szkoda tych biednych maluszków, które w dużej ilości pożegnały się z życiem. No cóż, ponoć płotka jest smaczna, tylko na litość boską, ile można ich zjeść?

Jeszcze jedna, tym razem radosna wiadomość, bo właśnie we wtorek nasze nabrzeże zostało wysprzątane (sorki że nie znam nazwy firmy, która się tym zajęła i na czyje polecenie), jednak to nie jest tak istotne, serdeczne dzięki tym Panom, oko cieszy taki widok, i inicjatywa godna pochwały!

Wracając do moich 'wyczynów' to znalazłem kawałek miejsca i po godzinie zaliczyłem ślicznego maluszka, jakieś 30cm, zahaczył się delikatnie za górną szczene, więc po buziaczku wrócił zdrowiutki do wody. Wczoraj machałem od 15tej do 18tej i też dostałem, no odrobię większego sandałka i tak sobie myślę ile jeszcze całusów będę musiał rozdać maluszką, zanim moja rybo-lubna żoneczka pocieszy swoje podniebienie.

Głupio by zabrzmiało gdybym napisał że ze względów humanitarnych chciałbym łowić tylko te małe, które wypuszczam, a żonka niech je szynkę, dlatego powiem tylko tyle: jestem normalny, jesienny sezon zaczął się maluszkami, ale marzy mi się normalny, nawet może być całkiem duży jesienny sandacz, czego sobie i kolegą wędkarzom (nie kłusownikom) życzę. Miejscówka o której pisze, to Cegielinka w Zdrojach. Wysprzątana, jak zwykle gościnna, sezon sandaczowy czas zacząć!

Zapraszam i pozdrawiam

jurcys

 


4.7
Oceń
(71 głosów)

 

Może następnym razem - opinie i komentarze

kalmarkalmar
0
:) hehe ;) no taka "wysprzątana" to na dwoje babka... jak to się mówi, owszem sprzątają tam panowie :) ale wędkarze śmietnik zostawiają nielichy. a co do sandaczy to owszem, w zeszły weekend gumę poszarpały, ale niestety faktycznie dosyć małe, i takie też były wyciągane (30-stki ;) za to w tygodniu rybak miał ich całkiem sporo (żalił mi się jeden wędkarz co widuje owego rybaka razem z towarem bardzo często) i dużego i małego :). no może w końcu i duże zaczną brać :) (o ile jeszcze tam zostały inne niż z zeszłorocznych zarybień :). pozdrawiam, a na sandacza to liczę kiedy przyjdą lekkie przymrozki :) (2009-10-23 11:55)
BobertoBoberto
0
...no oby na zimne sniezne dni kazdy z nas mial piekne wsponienia z jesieni ...wszytskim tego zycze. pozdro. (2009-10-23 12:00)
użytkownik559użytkownik559
0
Świetny artykuł. Gratki. Opowiadanie nawet trzyma trochę w napięciu. Cieszę się że ktoś oprócz mnie pisze o Cegielince. A tak swoją drogą to ta czapla trochę bezczelna jest, bo ze mnie też się nabija skubaniutka. Będzie z nią chyba trzeba porozmawiać :):):)
Też czekam bardziej sprzyjającą pogodę.
Do zobaczenia na Cegielince. (2009-10-23 12:10)
marekj86marekj86
0
to fajnie że chociaż udało ci się złapać jakiegos maluszka zawsze to jakaś nadzieja na przyszłość ;) (2009-10-23 14:17)
Zbig28Zbig28
0
Nie martw się. Nie tylko Tobie trafiają się maluchy. Byłem we wtorek z Łysym Wężem na zalewie zegrzyńskim od świtu do ok. 17.oo. Biczowaliśmy wodę pilnie i w różnych miejscach. Wyjęliśmy 11 sandałków, w tym jeden 48 cm wymiarek ( oczywiście Kamila ) i jeden sumek niedorostek ( też Kamila ). Generalnie "dołożył mi 8 : 4 w rybkach. Jako rekompensatę otrzymaliśmy od natury kompleksowe nawilżanie łap i twarzy z okresowym podsuszaniem przez zimniutki wiaterek. Takiego odmładzającego zabiegu nie zapewni najlepszy zakład kosmetyczny.
Pozdrawiam wszystkich sandałowców. (2009-10-23 15:03)
łysy wążłysy wąż
0
Tak tak - potwierdzam słowa Zbyszka, tylko w środę byliśmy nie we wtorek ;-) Ale byłem też w poniedziałek i na dziewięć sandaczy które udało mi się wyholować, niewymiarowych było .... dziewięć. Wszystkie króciutkie. Brań było naprawdę sporo, jednak jedno na 10 udawało się zaciąć....
Musimy panowie poczekać na nocne przymrozki - wtedy ruszą się te większe ;-)
pozdrawiam. (2009-10-23 18:45)
użytkownik1805użytkownik1805
0
Wczoraj byłem na Wiśle w jej górnym odcinku. Gruntowców do cholery! Mordują płoteczki i leszczyki. Kilka pobić sandaczyków takich po niżej 30 cm. A że kopytko było dość duże to maluchy pogryzły ogonek, nie robiąc sobie krzywdy. Na boczny trok i paproch okoniki jak palec. Czekam na pierwsze przymrozki może będzie lepiej. (2009-10-23 19:37)
Sumek007Sumek007
0
hehe No bardzo Ciekawy i interesujący Artykuł;p ;p ajc szkoda ,ze nie udało sie dostac jakiegos konkretu ;p , ale i on napewno sie trafi Pozdrawiam i Połamania (2009-10-23 19:43)
malickipmalickip
0
Ciekawe opowiadanie, jesień jest piękna ale zawsze w opowiadaniach.Dla nas wędkarzy pogoda nie ma większego znaczenia jak się człowiek uprze na ryby to choćby i mróz to nie wystraszy, a jesień jeszcze trochę potrwa życzę ci nie jednego ale wielu dorodnych sztuk, a żonie życzę smacznego. Nie zapomnij zostawić porządku po sobie aby inni nie musieli tego robić za ciebie. (2009-10-24 07:56)
użytkownik6876użytkownik6876
0
Jak zwykle fajny wpis . Życzę okazu , a jak już go złowisz napisz proszę jak to wyglądało , pozdro . (2009-10-24 12:47)
marcinwwwmarcinwww
0
ryby teraz fajnie biora to pewnie bedzie jeszcze wiecej takich fajnych wpisów ;-) (2009-10-25 14:47)
duskaduska
0
Bardzo fajny i interesujący opis. Z zaciekawieniem czytałam do samego końca! Życzę powodzenia w złowieniu naprawdę "grubej" ryby :) Pozdrawiam. (2009-10-25 22:03)

skomentuj ten artykuł