My się zimy nie boimy, czyli sposoby walki z przyduchą

/ 1 komentarzy

Zimą ryby chowają się w najgłębsze, bo najcieplejsze partie stawu i zapadają w stan swoistego letargu. Jednak zimowy spokój nie powinien uśpić naszej czujności.

Zarówno stawy, jak i ryby muszą być przygotowane do zimy. Ryby powinny być zdrowe, a stawy nieprzeżyźnione. Zimowanie ryb w stawowych gospodarstwach rybackich (karpiowych) odbywa się przeważnie w głębokich stawach przepływowych. Wysokość wody przy dopływie sięga tu często nawet kilku metrów (stawy towarowe lub specjalne zimochowy z mineralnym dnem). Na takich obiektach ilość ryb uzależniona jest od objętości i przepływu wody. Zabiegi pielęgnacyjne skupiają się głównie na udrażnianiu dopływów (odśnieżanie podczas intensywnych opadów śniegu, usuwanie zatorów lodowych) oraz usuwania oblodzenia mnichów. Niezbyt gwałtowne doprowadzanie świeżej, natlenionej wody (około 0,5–1 l/s na 1 tonę zimowanych ryb) jest zwykle czynnością, która – pomimo iż na stawie zalega gruba warstwa lodu – zapewnia wystarczające warunki środowiskowe żyjącym tam organizmom. W szczególnych sytuacjach dodatkowo stosuje się specjalne urządzenia natleniające wodę.

Więcej zabiegów mających na celu zapewnienie odpowiednich warunków tlenowych
stosuje się podczas zimowania ryb w stawach bez dopływu wody. W gospodarstwach typowo produkcyjnych tego raczej się unika, ale w przypadku sadzawek czy oczek wodnych nie ma zwykle innego wyjścia. Zabiegi powinny być dostosowane do wielkości zbiornika. Zawsze trzeba działać ostrożnie i z rozwagą.

Również i w przypadku przydomowej sadzawki z ozdobnymi rybkami tak samo ważne jak zabiegi „ratunkowe” w czasie mrozów jest odpowiednie przygotowanie stawu do zimy. Przede wszystkim powinniśmy pamiętać o tym, że w naszej szerokości geograficznej do zimowania ryb nadają się jedynie zbiorniki o minimalnej głębokości wynoszącej 1 m. W takich stawach lepiej jesienią nie wycinać trzciny, pałki czy też sitowia. Poruszane wiatrem rośliny powodują, że woda wokół nich zamarza później. Poza tym ich często puste wewnątrz łodygi umożliwiają wymianę gazową.

Gdy tafla lodu szczelnie pokryje powierzchnię wody, powinniśmy zrobić przeręble. Dokonujemy tego bez hałasu (najlepiej świdrem wędkarskim) zapewniając zimującym zwierzętom spokój. Niepokojone ryby w tym okresie są bardzo podatne na choroby, a może je wywołać nawet niewielki stres. Poza tym wystraszone zużywają znacznie więcej tlenu.

Aby otwory w lodzie nie zamarzły przez dłuższy czas, można włożyć w nie wiązki trzciny, bambusa lub specjalne styropianowe pływaki. Do przerębla można wprowadzić wąż z napowietrzaniem (nie głębiej niż na kilkanaście centymetrów, aby nie ochłodzić wody przy dnie) Przerębel można wykorzystać również do odpompowania powierzchniowej warstwy wody, tak aby powstała poduszka powietrzna grubości kilku centymetrów. Dzięki niej woda tak szybko nie zamarznie i poprawi się również wymiana gazów między wodą a powietrzem.

W sytuacjach kryzysowych z pomocą przychodzą oksydatory. Zawierają one związek chemiczny zwany nadtlenekiem wodoru (H202), który po wrzuceniu do wody wydziela tlen, dotleniający nasz staw. Metoda ta jest stosowana także podczas długiego transportu większej ilości ryb.

Autor jest pracownikiem naukowym Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie

Źródło: „Farmer” 04/2006

 


4.3
Oceń
(10 głosów)

 

My się zimy nie boimy, czyli sposoby walki z przyduchą - opinie i komentarze

roczeslaroczesla
0
Ja bym dodał jeszcze że dobrze jest do przerębli wkładać związane w pęczki rurki PCV. snopki słomy. W celu doprowadzenia światła zgarnąć na boki warstwę śniegu w kilku miejscach co też polepszy warunki bytowania ryb pod lodem .
(2010-12-19 23:01)

skomentuj ten artykuł