Myki wędkarskie

/ 3 komentarzy / 2 zdjęć


Pewnie zastanawiacie się, co to takiego te „myki”? To ulubione powiedzonko mojego kumpla, który na wszelkie usprawnienia właśnie tak mówi! Opiszę wam dwa z nich, bardzo przydatnych nad wodą. Pewnie wielu z was lubi łowić nocą? Macie swój ulubiony spławik? Problem tkwi w tym, że wędkarski rynek „świetlikowy” jest bardzo ubogi. Ubogi w ich różnorakie średnice, gdyż w sprzedaży znajdziemy zaledwie trzy podstawowe średnice; 3, 4 i 4,5 milimetra. Wystarczy, że średnica antenki jest mniejsza o 0.01 milimetra i już mamy problem, bo po silniejszym wyrzucie spławik leci w ciemność już bez świetlika, który spada z zasady poza zasięg naszego podbieraka czy wędki. Kto próbował wydobyć świetlik z wody na pewno wie, jakie to żmudne i denerwujące zajęcie?! Jeszcze gorzej, gdy średnica antenki jest minimalnie grubsza niż średnica łącznika świetlika. Jeden nieostrożny ruch i w ręku mamy dwie antenki a na usta cisną się słowa hm… niekonwencjonalne, gdzie „do dupy” należy do tych najłagodniejszych. 

Skromnie powiem, że mój pomysł pozbycia się kłopotów ze świetlikami jest chyba nowatorski. Polega on na zastosowaniu, jako łącznika świetlika z antenką rurki termokurczliwej. W zdecydowanej większości sklepów elektrycznych jest spory wybór zarówno pod względem kolorystyki, jaki i średnic. Zaletą jest także „ciężar” takiej koszulki. Wydawać by się mogło, że ten współczynnik nie ma istotnego znaczenia. Nieprawda! Lekkie spławiki o dłuższej antence po założenia oryginalnego świetlika mają spory kłopot z utrzymaniem środka ciężkości. Rurka pod tym względem jest super! Ma tylko jedną niewielką wadę. Trzeba uważać z jej ogrzewaniem. Po każdym sekundowym podgrzaniu zapalniczką robimy przerwę na obkurczenie się rurki. Z zasady wystarczają dwa króciutkie impulsy zapalniczką. Drugi ciekawy „myk” dotyczy metody nęcenia. W sprzedaży pokazały się tak zwane kompresorki lub inaczej praski do zanęty. Kosztują około 20 złotych i produkowane są w trzech średnicach, przynajmniej o tylu wiem. Idea polega na nabiciu zanętą specjalnego cylindra (napełniamy podobnie jak koszyk zanętowy) a potem za pomocą specjalnego tłoka ściskamy zanętę. Jest kilka zalet takiej sprasowanej kostki zanęty. 

Na płytkim łowisku można bardzo precyzyjnie i cicho podać niewielką ilość zanęty. Praktycznie zaczyna pracować dopiero na dnie, przez co unikniemy zanęcania drobnicy w okolice haczyka w trakcie opadania zanęty na dno. Niestety taką praskę jest jak na razie bardzo trudno nabyć. Nawet Allegro na ich temat milczy. I teraz pora na „myk”! Do prasowania zanęty wystarczy obciąć zwykłą strzykawkę. Po bokach robimy otwory lub nacięcia, żeby odprowadzać powietrze w trakcie ściskania zanety.Wprawdzie tłok trzeba odciągać ręcznie, bo nie ma jak oryginały sprężyny, ale bardzo dobrze spełnia swoje zadanie. Taka praska przypomina mi trochę hm…moje odległe dzieciństwo. Wymyśliłem wtedy, że jak wyjąć z ołówka automatycznego maszynkę z grafitem, to sama rurka świetnie nadaje się do strzelania w okolice spławika drobinami bułki i grochem, bo kto wtedy słyszał o dzisiejszych zanętach?!

 


4.6
Oceń
(22 głosów)

 

Myki wędkarskie - opinie i komentarze

kabankaban
+1
Rurka termokurczliwa nie jest żadną nowością dla większości moich znajomych z wszelakich metod od muchy przez spinning i wszelkie odmiany wędkarstwa gruntowego. Bez oceny. (2015-06-25 13:03)
wasyl 007wasyl 007
+1
Metoda z rurką termokurczliwą jest znana od dawna, ale jest fajnie opisana. Na pewno nie wszyscy znają te myki :) i komuś się te rady przydadzą. Za opis 5. (2015-06-26 21:32)
marcin-wojtowicmarcin-wojtowic
0
Fajnie by było jakbyś przedstawił zdjęcia takiej przerobionej strzykawki, na pewno byłoby to pomocne w zrobieniu samemu takiej praski. Ale i tak za opis 5 (2015-07-04 19:21)

skomentuj ten artykuł