Na depresję - kropki

/ 2 komentarzy / 9 zdjęć


     Ubogo było u mnie ostatnio , oj ubogo , w wędkarskie wypady , no może nie licząc trzech krótkich wypadów na Bryś nie wartych odnotowania , bo nic nadzwyczajnego się tam nie wydarzyło , może poza faktem że brzeg już chyba ukończony czyli pozytywnie .
     Wszystko za sprawa samopoczucia które przez ostatnie trzy tygodnie nieźle daje się we znaki , ale jak to gadają że ponoć „w domu ludzie umierają” to w każdym razie ja nie mam ochoty tego próbować na sobie i czułem że jak gdzieś nie wybędę , i to dalej , TAM GDZIE NAS JESZCZE NIE BYŁO , to owe powiedzenie może się ziścić niestety , do wszystkiego złego doszedł jeszcze przysłowiowy dół spotęgowany faktem że kilka dni temu miałem okazję powtórnie odwiedzić Kostki , ale niestety w tym stanie to bycie w grupie by mi nie pomogło na pewno , poza tym bez odpowiednich przynęt było by to tym bardziej bezsensowne.
    Na szczęście wczoraj Listonosz przyniósł rentę i pierwsze co to odwiedziłem sklepy by zaopatrzyć się w jakieś blaszki ,niestety wybór bardziej niż marny ,odwiedziłem trzy i tylko w jednym było coś co tylko przypominało mi to o co chodziło –  ale , jak sie nie ma co się ….to trza było kupić co było : 5 Wirex-ów i 1 Dragon , pozostało jedynie przemyśleć kiedy i gdzie.
     Kiedy ? PROSTE – JUTRO !!! kataklizmu nie zapowiadają więc dłużej nie wytrzymam (już jeden mnie ominął na szczęście czyli P. Prezydent mnie pozytywnie zaskoczył) więc zostało gdzie , po przestudiowaniu mapy padło na B. Przemszę , odcinek powyżej miejsca gdzie byłem za pierwszym razem.
     Pełen niepewnośći po jedenastej wychodzę na przystanek , wsiadam w bus i jadę na razie w ciemno – dla czego w ciemno ? dobre pytanie , już tłumaczę , według mapy na miejsce jedzie autobus X po przesiadce z tego w którym jadę, według podpowiedzi  znajdź połączenie niby się zgadza ,z kolei według rozkładu ww bus kończy trasę na przystanku Y mniej więcej w połowie trasy na przystanku którego nie ma na mapie i jest zupełnie w innej dzielnicy i niby tam mam się przesiąść w kolejny  autobus który tez nie zgadza się z tym na mapie _ Czeski film , no ale czasu w końcu cały dzień , w ostateczności i tak wyląduje gdzieś gdzie nas jeszcze nie było.
    Dojechałem do miejsca przesiadki ,300 metrów i będę mądrzejszy ,interesujący bus jest i to za dziesięć minut , trasa nie zgadza się z niczym ale zgadzają się trzy ostatnie przystanki – BINGO .czterdzieści minut jazdy i jestem na miejscu (po drodze w Sosnowcu bus mija rondo  o którym było tak głośno ostatnio (E. Gierka)) , wysiadam i lewo potem w prawo , dosłowny rzut beretem i jestem na moście …
      Super , bliżej niż przypuszczałem , przez dłuższą chwilę wpatruje się w wodę na zmianę po obu stronach mostu , widok piękny , woda po obu stronach jest znacznie szersza niż kilka kilometrów niżej gdzie byłem poprzednio no i wydaje się być o wiele ciekawsza choć dostęp nie wszędzie wydaje się być możliwy .
     Korci mnie by pójść w górę na lewo , ale w końcu zgodnie z planem mam udać się w dół , z nadzieja na dotarcie do miejsca gdzie byłem ostatnio i wracać przez Jaworzno , trudno pokusa musi polec (ten teren będzie na następny wypad) , zlazłem z mostu i ścieżką udałem się w dół by po chwili być na pierwszej miejscówce z pomostem na brzegu (pewnie dla kajakarzy) , miejsce ciekawe , kilka zatopionych pni przez całą szerokość , nurt urozmaicony , widoczne dołki – bajka , zapiąłem wirexa ,mały , srebrny z czerwonym akcentem ale szybko zniechęciłem się do niego ,franca ledwo co pracowała i to nawet pod prąd , obrzucałem kilka miejsc i nic , po chwili blacha dokonała żywota na gałęzi – nawet zbytnio nie żałowałem , czas na Dragonka , większy , w kolorze miedzi , karbowany no i bez nalepki – dawał nadzieje no i się nie myliłem bo już z drugiego rzutu dostałem kropka i to dość sporego , niestety spiął się po chwili , zmieniłem nieco miejsce i znów pobicie 2-0 dla ryb a po kolejnym wymachu 2-0 dla blach . Q a , nie dość że fajna to jeszcze skuteczna , usiadłem na chwilę i walczyłem z sobą czy aby nie wleźć po nią ale w końcu odpuściłem i założyłem małego woblerka – zobaczymy .
    Po odpoczynku zmieniłem miejsce , nie było tak rozległe ale na kilka podań w sam raz , wobler pracował całkiem przyzwoicie choć co kilka rzutów odbijało mu i młynkował ,no jeszcze raz i zmiana miejsca ,rzuciłem pod skos pod prąd jak był już w polu widzenia zauważyłem goniącego go kropka doskakiwał na ok. 20cm , hamował a pod samym brzegiem lekko trącił i spokojnie odpłynął .
     Na następnej miejscówkę podobna przygoda z tym że nie zaatakował ale po powtórce przywalił i w  momencie się spiął – miał ok. 30cm i był wyjątkowo jasny, dalej rzeka skręcała ostro w prawo odbijając od ścieżki ale dało się zauważyć drugą chyba typowo „wędkarską ” poszedłem nią i zaprowadziła mnie do następnej miejscówki ale tam niestety nic , dalej niestety rzeka była niedostępna ,postanowiłem wyjść na gł.ścieżkę i nią pokonać kilkaset metrów , pokonałem kilka upierdliwych gałęzi ujrzałem polankę a na niej dwie dorodne kanie  (Pierwsze w tym roku) Ideał na kolację ,fotkę ,no i  fajne miejsce na przerwę – po kwadransie ruszyłem dalej …
     Rzeczka wyraźnie zmieniła charakter , stała się bardziej wąska – coraz bardziej przypominała mi to co widziałem przy pierwszym wypadzie , kilka metrów dalej dość ciekawe miejsce gdzie dało się zejść , puściłem woblerka z prądem w poprzek ,zamknąłem kabłąk , wobler zbliżył się do brzegu ,zacząłem powoli zwijać i kolejny atak – silny ale znów pusty ,kilka powtórek nic już nie dało za to rzut pod prąd zaowocował kolejnym odprowadzeniem z trącaniem aż pod same nogi –ten był mniejszy ,kolejny rzut to niestety strata wobka na przeciwległym brzegu.
     Wylazłem na ścieżkę i pomaszerowałem dalej , na następnej miejscówce spotkałem wędkarza .pozdrowiłem go skinieniem i przystanąłem na chwilkę by popatrzeć (obserwuj starych – mawiał mój Ojciec) widać że stały bywalec ,łowił na dość sporego wobka w kolorach pomarańcz ,błękit , srebro – rzucał prostopadle jak najbliżej przeciwległego brzegu , po chwili poszedłem dalej i dotarłem ,jak mi się zdaje do znajomej skarpy – spojrzałem na zegarek , jak to to ? to całkiem niezły czas - nieźle.
     Teraz zaczyna się „znajomy” teren , ciekawe czy potwierdzą się miejscówki  , zapamiętane z debiutanckiego wypadu , jak by nie patrzeć to połowa sukcesu już jest a mianowicie honorowy grzybek , kontakty z rybami też ale przydałby się jeszcze ten przysłowiowy wróbel w garści J .
     Poszedłem troszkę dalej i znalazłem „dogodne” miejsce by zleźć ze skarpy a dokładniej zjechać , na szczęście refleks i odpowiednia wytrzymałość sosnowej gałązki uchroniły mnie od niechybnej kąpieli , założyłem tym razem większego wirka z zielonkawą „tapetką” (niewiem , może to jakieś uprzedzenie ale oklejone blachy nie wzbudzają we mnie jakoś większego zaufania) , ten na szczęście przynajmniej wykazywał ochotę by wpaść w ruch wirowy , co prawda z prądem szło mu to miernie ale powiedzmy że działał , działał na tyle skutecznie by skusić po paru rzutach kolejnego kropka ,też odprowadził ale w ostatniej chwili uderzył jednak jakoś dziwnie ,tak jakby nie chodziło mu o żarcie a o przegonienie intruza , powtórzyłem i tym razem dogonił i zaatakował – jest , przytrzymałem go chwilę w wodzie do fotki ale spryciarz czując luz spiął się natychmiast ,miał ok. 25cm , następne kilka rzutów w tym miejscu niestety już nic nie dały , wdrapałem się do góry i poszedłem górą dalej.
     Do końca skarpy niestety nie znalazłem już żadnego dogodnego zejścia i doszedłem dokładnie do miejsca gdzie rozpocząłem swoją przygodę ostatnim razem ,od razu rozpoznałem to miejsce ,zmieniło się troszkę ,na brzegu gdzie ustawiłem się wtedy do fotki pojawił się dość długi podest a na górze pojawiła się mała wiata, z tego właśnie miejsca  wtedy miałem pierwsze pobicie pod prąd , co potwierdziło się i tym razem , obmacałem to miejsce dokładnie ale bezowocnie – niżej za gałęzią powinno być lepiej , no i było jak poprzednio , pierwszy na brzegu , jeden z mniejszych jaki zdecydował się na atak , po kilku rzutach zaliczyłem drugiego i poszedłem , a właściwie przedarłem się znów kawałek niżej , od wiosny brzeg niesamowicie zarosnął , znalazłem jednak miejsce na kolejne rzuty , posłałem blaszkę pod prąd i zrobiło mi się dziwnie ciepło czując potężny szlag i to coś na kiju  (każdy to pewnie zna) , po chwili ukazał się kropek , jak malowany ok.czterdziestek wywijając niesamowicie pod powierzchnią no i oczywiście po dłuższej chwili wygrał – musiałem usiąść na chwilkę po czym zacząłem przedzierać się dalej ,nagle AUUU i prawie leże a właściwie klęcze na lewej nodze a prawa daje znać bólem o sobie znacznie głębiej – przypomniałem sobie te pułapki z ostatniego wypadu , niewiem czemu służą , są to bardzo wąskie głębokie rowy wchodzące na kilka metrów w brzeg (teraz całkiem zasłonięte wysoką trawą itp.),na pewno nie jest to naturalny twór – wiosną dało się je wypatrzeć.
     Pozbierałem się ,kij nie ucierpiał na szczęście ,noga boli ale działa , postanowiłem zaliczyć jeszcze jedną miejscówkę i wracać  a tam znów odprowadzenie a po kilku rzutach następny kropek w ręce – maluszek , następny rzut jednak definitywnie zakończył przygodę – przedobrzyłem i blaszka zdobi przeciwległe drzewo , widocznie tak miało być !!!
     Powrót przez Jaworzno to czysta promocja ,busy poukładały się na zakładkę , padnięty , nieco obolały dotarłem do domu – To było to .
   P.S. Dziś się znów tam wybieram , tym razem wieczorem , za sprawa w sumie przypadku J ???
CDN. POŁAMANIA !!!  
 

 


5
Oceń
(9 głosów)

 

Na depresję - kropki - opinie i komentarze

ul-fanul-fan
+1
No i pięknie. Też się tam wybieram, ale jakoś czasowo nie wyrabiam.  (2017-07-28 09:42)
kabankaban
+1
Powodzenia :))) (2017-07-28 10:08)

skomentuj ten artykuł