Zaloguj się do konta

Na fuksa

Od poprzedniego wpisu minęło 10 m-cy. Sporo czasu. Nie oznacza to bynajmniej, że nie spędzam wolnych chwili nad wodą. Odbyło się wiele wypraw, w tym kilka weekendów spędzonych wspólnie z żoną pod namiotem. Wyniki bywały różne, lepsze, gorsze, średnie.
Może kiedyś coś o tym napiszę.

Dzisiaj o łowieniu na fuksa.

Poprzedni wpis zakończyłem słowami 'Wrócę tu do was, rybki, oj wrócę...'. Wracałem w to miejsce i wracam do tej pory.
Dzisiaj pod wieczór zresztą też się tam wybieram. Po zbudowaniu sobie mini-pomostu z dwóch palet w ubiegłym roku, po wielu letnich parnych wieczorach spędzonych z linkami i karasiami, po pięknym szczupaku wyjętym moją metodą 'na fuksa', po optymistycznym ostatnim wtorku (znowu 'na fuksa') i wczorajszej lekcji pokory. Staw mnie oczarował, a może zaczarował.

Jak już wspomniałem, zrobiłem sobie miejscówkę. Zwiozłem kilka palet i poukładałem na bagnistym brzegu tak, żeby można było spokojnie rozłożyć się z fotelem. Nęciłem później z uporem maniaka to miejsce przez kilka tygodni próbując zwabić liny i karasie. Dość powiedzieć, że w nęconym miejscu nie złowiłem ani jednego linka ani karasia :) Uparły się brać tylko na jednej miejscówce i tam też miałem z nimi wiele frajdy w czasie letnich nocy.
Na mojej zrobionej miejscówce łowiłem za to piękne wzdręgi i okonie.
Pewnego razu pierwsza złowiona tego dnia wzdręga powędrowała do siatki. Problem tam jest taki, że przy samym brzegu rośnie sobie kożuch z moczarki i innego zielska. Sięga on jakieś 2-3 metry od brzegu i ma ze 20-30 cm grubości. Wycinam w nim więc 'przerębel', żeby włożyć siatkę ze złowioną rybką. Przywiązuję siatkę do palety i łowię sobie spokojnie dalej.

W pewnym momencie sznurek od siatki się napina i próbuje uciec pod wodę. Nie widzę co się dzieje pod wodą, bo wszytko przesłania mi kożuch zielska. Myślę sobie: 'Cholera, jakaś silna ta wzdręga'. Łapię za sznurek i z trudem wyciągam siatkę. Razem z nią - wzdręgę i uwieszonego na końcu 70-centrymetrowego szczupaka. Całość ląduje na palecie. Jestem w takim szoku, że zanim połapałem się o co chodzi szczupak wyplątuje się z siatki, robi piękny skok w powietrzu i ląduje w wodzie. Nawet nie pozwolił sobie zdjęcia zrobić, łobuz jeden :) A ja stoję z rozdziawioną gębą i powoli dochodzę do siebie.

Pocięta zębami szczupłego i połatana żyłką siatka służy mi do tej pory.

W ubiegły weekend znowu próbowałem szczęścia na 'moim' stawie. Bez rezultatów.
We wtorek po południu postanowiłem wyrwać się na 2 godzinki. Na miejscu melduję się ok 18:00, wciągam wodery i maszeruję na wysepkę (trzecia miejscówka na stawie, najrzadziej uczęszczana, bo wymaga wysokich butów).
Na jedną wędkę zakładam największego czerwonego robaka, jakiego znalazłem i umieszczam go tak ze 2-3 metry od linii trzcin tuż nad gruntem (może linek się połakomi), na drugiej wędce haczyk nr 14, pinka i bawię się ze wzdręgami szalejącymi tuż pod powierzchnią wody.

Tak mnie ta zabawa wciągnęła, że zapomniałem o pierwszej wędce. W pewnym momencie po wykonaniu kolejnego rzutu uświadomiłem sobie, że przerzuciłem 'głębinowy' zestaw. Nie mam miejsca, żeby ściągnąć żyłkę bez plątania zestawów. Ściągam oba zestawy, na linii trzcin udaje mi się uwolnić jeden od drugiego, zostawiam zatem tuż przy trzcinach leżący na wodzie (bo przegruntowany) spławik z czerwonym robakiem na haku i dalej bawię się ze wzdręgami.
Zabawa trwa w najlepsze do ok 20:15. Robi się ciemno, czas się zbierać do domu.

Tak się rozglądam w zapadającym mroku i nie widzę drugiego spławika, widzę za to napinającą się i luzującą żyłkę. Jakimś niebywałym fartem rozplątuję ją z trzcinowych zaczepów i zacinam... Wędka wygięta w pałąk, czuję, że ryba próbuje zwiać głębiej w trzciny, więc siłowo zniechęcam ją od tego, zmienia kierunek w stronę otwartej wody i po chwili wyciągam na brzeg pierwszego tegorocznego linka. Ładny, tłuściutki, ok 80 dag.

Robię zdjęcie, biorę profesora do ręki i kieruję się w stronę siatki ze wzdręgami. Przy otwieraniu siatki profesorek wyślizguje mi się z ręki i znika pod wodą radośnie machając do mnie ogonem na pożegnanie. Mimo to mam dobry humor. Śmieję się w głos uwalniając z siatki złowione wcześniej rybki, wysyłam żonie i kolegom mms'a ze zdjęciem zielonego potwora.
Kolejna ryba złowiona 'na fuksa'. Zwijam się do domu, przyjadę znowu w weekend.

- Na co łowisz?
- Na fuksa.

Opinie (11)

spokojny

Niezły ten Twój "fuks" tak trzymaj, a za tekst dostajesz ode mnie jak zwykle 5.pozdrawiam [2011-04-24 18:07]

użytkownik

No wreszcie się pojawiłeś z nowym tematem, tego nam brakowało... [2011-04-24 18:41]

Samotnik

 I o to chodzi !~!. Nie fanatyzm ale zdrowe hobby , przygoda. Czar wędkarstwa  to właśnie przedstawiłeś . Może do wielu dotrze  że wędkarstwo to obcowanie z przyrodą , ten czar który się odczuwa podczas wędkowania . Ucieczka  pięknej ryby to też urok .  Nie zawsze i wszystkim chodzi o ten   /  rekord  /.       Pozdrawiam. [2011-04-24 18:58]

Szczypek95

mój kupel miał podobny przypadek ale to była wygra. on za siatke a tam płotki bedz głów ;/ troszq sie zdenerwował ale to chyba każdy by tak zareagował :P  [2011-04-24 19:55]

HeadAche

Fajnie napisany, za optymizm daje 5 [2011-04-24 23:42]

jarcyk18

Panie Bartoszu , czy masz może ojca Adama bo nazwisko bardzo mi znane. Piękny linek pozdrawiam [2011-04-25 11:47]

sapek

Jarcyk, Adam to nie mój ojciec, jednak też rodzina. [2011-04-25 11:55]

kostekmar

Fajnie się czytało i zostawiam 5*****. Lin to piękna rybka. Pamiętam swego czasu jak lowilem te wspaniałe ryby. Hol lina to niezapomniane przeżycie. [2011-04-25 15:14]

bazyli77

Piątal dla szanownego kolegi

[2011-04-25 21:50]

withanight88

Z tym szczupakiem złapanym "na siatke" to naprawde przebój :) [2011-04-26 09:12]

Zbig28

Hihihihi......  Rozbawił mnie setnie ten łakomczuch szczupły trzymający się kurczowo siatki. Tak, nad wodą często możemy być świadkami nieoczekiwanych zdarzeń i różnych sytuacji. Trzeba je jednak umieć ocenić i opisać, tak jak to świetnie zrobił Kolega Sapek.Naprawdę fajnie się czytało !  Czekam na częste gościny autora na stronach portalu. [2011-05-02 15:55]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Wielkie zaskoczenie

Był wtorek jak zostałem poproszony o to by w czwartek 21 kwietnia zaopiek…