Na kłopoty mormyszka

/ 14 zdjęć


Ucieszony następnym ogłoszeniem o wyjeździe wędkarskim organizowanym przez Koło SHL, 14-tego stycznia dokonałem zapisu w sklepie FUX na wyjazd 17.01.2016 r. na zbiornik Chańcza k/Rakowa. Przy okazji dokonałem zakupu świdra lodowego Expert firmy Traper Siedlce o średnicy 13 mm i promieniowych ostrzach. Mój stary świder odmówił posłuszeństwa, służył mi od 1992 roku. Noże pocienione od częstego ostrzenia o różnej grubości wymagają ostrzenia oraz dodatkowych przekładek wyrównujących ich grubość a to wymaga dłuższego czasu regeneracji. Wstąpiłem jak zwykle w czwartek do „Karczmy Gniazdko” na cotygodniowe spotkanie naszego klubu LECHA FISH TEAM. Grzańcem opiłem nowy zakup a przy okazji obejrzałem krótki filmik instruktażowy o wędkowaniu podlodowym metodą spławikową. Utwierdził on mnie że mój zestaw spławikowy jest zgodny z instrukcjami udzielanymi przez fachowca, członka kadry narodowej lecz nęta którą ja używam już nie zupełnie. Z inspiracji fachowca dokupiłem w „MUDAR” glinkę wiążącą  Boland Bogusława Bruda z którą wymieszałem rano przed wyjazdem ochotkę zanętową a które już na łowisku wymieszałem z nawilżoną
moją nętę mix leszczowej Bogusława Bruda z leszczową Super Aroma piernik oraz pinką. Z rana rzut oka na stację pogodową (prezent imieninowy od dzieci), -3,1 stopnia C, ciśnienie 1018 hPa, wilgotność 85% i wymarsz na przystanek. Na zbiornik przybyliśmy po godzinie 7-ej, gdzie od strony ośrodka wypoczynkowego Chańcza bezpiecznie weszliśmy na lód. Szybka decyzja idę z klubowiczem Krzysztofem B. na przeciwległy brzeg na stare koryto. Z duszą na ramieniu czekałem na sprawdzian działania nowego świdra lecz niepotrzebnie. Wiertło wchodziło w lód jak w masło. Szybko wywierciłem 6 otworów, po których zlokalizowałem najgłębsze miejsce, oczyściłem dziury z lodu i przygotowałem nętę którą delikatnie zanęciłem zanętnikiem na 7-ym metrze. Rozłożyłem 2-ie spławikowe wędki (żyłka główna 0,12 SATORI, przyponowa 0,10 SIGLON, spławik 1g w kształcie oliwki, haczyk druciak czerwony 16) z przynętą ochotką i położyłem na podpórkach. W tym czasie Krzysiu wyciągnął już kilka okoni na blaszkę. Wyszło słońce i można było zdjąć
rękawiczki. Na branie czekałem bardzo długo, było zatapiające spławik, przyciąłem i bez walki wyciągnąłem jazgarza. Po piątym złożyłem jedną wędkę spławikową i rozłożyłem wędkę z mormyszką w kształcie dużej łezki i rozpocząłem prawdziwe dla mnie dzisiaj wędkowanie. Z jednej dziury wyciągnąłem 11 sztuk okoni, największy miał 27 cm. Po ustaniu brań zmieniłem dziurę, przy pierwszym opuszczeniu mormyszki kiwok raptownie zagiął się w dół, przyciąłem. Kołowrotek zabrzęczał wysnuwając żyłkę, przytrzymałem lekko skręcając żyłkę. Pod otwór podpłynął szczupły „rudzielec” którego wyholowałem ślizgiem na lód. Miał 29 cm i ważył 0,320 kg był moją największą rybą dzisiaj i dał mi 5 miejsce w zawodach kołowych. Wygrał kolega „Borówa” okoniem 0,580 kg, przed Krzysztofem N. 0,560 kg i naszym klubowiczem Krzysztofem B. 0,380 kg , Bolek i Jurek byli bez świadków. Jeszcze tylko w Rakowie „Pod Gąską” wypiliśmy po grzańcu i wróciliśmy do domu z zaspokojonym wędkarskim bakcylem na ten tydzień.

 


5
Oceń
(3 głosów)

 

Na kłopoty mormyszka - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł